"Proza życia…" -odpowiedź na dopiski do tekstu
Nie chcąc bawić się w zbyt długie wstępy, napiszę tylko, że ten art będzie moją
odpowiedzią na niektóre komentarze Qn'ika zamieszczone w moim tekście, którego tytuł
podałem powyżej. Z jednymi się zgadzam, z innymi nie, z resztą tylko po części. Po
prostu tak, jak to zwykle bywa. Komentarze zostaną (tak sądzę) zachowane w kolorze
zielonym, ja natomiast pozostanę przy standardowym czarnym.
{Tu coś wyjaśnię - wiem doskonale, że środków stylistycznych
się w prozie używa - lecz tu jest jeszcze jedno magiczne słowo: "wyszukane".
Egzaltowane ewentualnie. Miłosz używał właśnie tych środków, które najczęściej
pojawiają się w prozie - dlatego tak napisałem.}
W zasadzie, to ja sam nie wiem jak się do powyższego ustosunkować. Owszem, zgadza się,
w prozie używa się środków stylistycznych. W komentarzu zostało wspomniane słowo
"wyszukane". Myślę, że przede wszystkim należy się zastanowić trochę nad
samym podziałem środków stylistycznych na "wyszukane" I
"niewyszukane". Można to zrobić, ale nie ma to zbyt wielkiego sensu, bo
środki stylistyczne są takie, jakie są. Wyszukane mogą być natomiast określenia I
słowa, których używamy. Nie ma co jednak za bardzo bawić się w czepialstwo. Myślę,
że wiem, co Qn'ik miał na myśli. Dodam do tego, że w prozie też używa się
wyszukanych określeń I porównań. Nie wątpię, że niektóre z nich mogą być mdłe
aż do bólu, ale prawem autora jest wyrażanie się w taki sposób, jaki jemu najbardziej
odpowiada a naszym dokonanie wyboru pomiędzy "czytać" I "nie
czytać".
Nie bardzo mogę się przychylić do stwierdzenia, że Miłosz używał środków, które
najczęściej pojawiają się w prozie. Powiedziałbym raczej, że Miłosz w ogóle pisał
w sposób prosty, dosłowny. Od razu zaznaczam, że nie uważam tego za złe. Taki sposób
pisania wyróżnia Miłosza spośród wielu innych poetów I dobrze, że tak jest.
Osobiście podoba mi się styl w jakim są napisane jego wiersze, a że trochę czepiałem
się tego, który zacytował Qn'ik… No cóż, może to z rozpędu?
Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto chyba wspomnieć: temat wiersza. To, o czym on
mówi. Myślę, że każdy w trakcie swojej szkolnej kariery zauważył sporą
zależność pomiędzy treścią wiersza a sposobem w jaki został napisany. Jeśli ktoś
zamierza pisać tylko o kwiatuszkach, leśnej łące I łaciatych krowach, itd., to
rzeczywiście będzie słodził tak, że nikt tego nie przetrawi. Są jednak utwory, w
których autor chcąc coś (co nie związku z zwykłym, bezsensownym słodzeniem dla
samego słodzenia) opisać, używa różnych porównań I przenośni. Wtedy nie zawsze od
razu będzie widać, że pisząc o cegle, właśnie cegłę miał na myśli. Istnieje
mnóstwo różnych sposobów odwoływania się do innych rzeczy I zjawisk, które
pozwalają autorowi napisać to, co chce bez pisania niczego wprost.
Nie wątpię, że istnieje kilka (naście, dziesiąt…) sformułowań czy określeń,
które każdy bez chwili zastanowienia uzna za wyszukane I przesłodzone, ale reszta
zależy już od pojedynczego odbiorcy I jego własnego spojrzenia na utwory literackie,
zarówno prozaiczne jak I poetyckie.
{Zgodze się, że dyskusja: "co lepsze i co bardziej
oddziaływuje" jest bez sensu. Ale jeśli o "przemycanie" ukrytych treści
w utworach... Nie piszę, że w poezji takowych się przemycić nie da - wiem tylko, że
walka z cenzurą jest domeną prozy - wystarczy spojrzeć na polską twóczość w czasie
komunizmu.}
No, tu w zasadzie nic dodać się nie da. Komentarz nie jest sporny, tak mi się
przynajmniej wydaje. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie napisał: Zgadzam się z tym,
że się Qn'ik zgadza :). Na poważnie jednak, co do możliwości przemycania ukrytych
treści w utworach poetyckich wątpliwości nie mam, ale na temat prozaicznej walki z
cenzurą też się sprzeczać nie będę, bo racja to I basta. Nawiązując do tematu,
szkoda, że nie widzieliście niecenzuralnych wierszy, które pisze jeden z moich
e-mailowych znajomych. Ej ludzie, własną garścią się zatłuc można. Nie podam jego
nazwiska ani ksywy, cytatu też żadnego nie przytoczę, ale cholera mnie bierze jak sobie
przypomnę, że ten człowiek nazywa siebie artystą a swoje utwory poezją. Bić I
patrzeć czy równo puchnie, bo zmądrzeć już na pewno nie da rady.
{Gdyby nie spisana przez Marksa proza, tak pełna nadziei i wielu
utopijnych wizji, to nikt by się nią nie zajmował. A jej siła oddziaływania
przeszłaby do Polski i tak.}
Dziwne? Naród zdruzgotany wojną, kraj zamieniony w ruinę-ludzie czegoś takiego
właśnie potrzebowali, nadziei I utopijnych wizji, które pozwoliłyby im podnieść się
z tych gruzów. Złapali się ich jak tonący brzytwy. Swoją drogą, komuchy dobrze
wiedziały, w którym momencie I komu "sprzedać" ten "interes". To
jednak jest osobny temat.
{Nie rozumiem pytania. Przecież wyraźnie napisałem, że jestem przeciwny poezji innej,
niż genialna. Czy to złe wyjaśnienie?}
A jaka poezja jest genialna? Dobra, to pytanie jest już tylko czepiactwem I sam nie
traktuję go poważnie. Przyznam, że w poprzednim tekście czepiałem się szczegółów,
ale myślę, że nikogo to nie obraziło. Wracając do komentarza. Każdy co innego
będzie uważał za genialne, ale walczyć o to, kto ma rację nie ma sensu.
{Emocje odczuwa głównie czytelnik - podmiot liryczny jest spokojny
i wyrachowany: "Nie bądź bezpieczny, poeta pamięta..."}
Miłosz (prawdopodobnie) pisał pod wpływem emocji, ale po prostu nie pokazał ich w
wierszu. Podejrzewam, że taki cel miało napisanie tego wiersza właśnie w taki a nie
inny sposób, spokojny I wyrachowany. Osobiście przyznam, że we mnie ten wiersz żadnych
emocji nie obudził, ale jest to mój osobisty odbiór. Podobał mi się, jest dobrze
napisany, ale to wszystko. Tak bardziej obiektywnie jednak, wydaje mi się, że ten wiersz
akurat miał raczej przypomnieć I zwrócić uwagę na to, że poezja ma swoją
"pamięć". To znaczy, że za pomocą poezji można upamiętnić wiele rzeczy,
zdarzeń, słów, itd., zarówno tych pozytywnych jak I negatywnych. Jednocześnie jest
przestrogą dla tych, którzy myślą, że są bezkarni, bo w takim czy innym zakresie
posiadają władzę I nie znajdzie się taki, który by im się sprzeciwił. A Miłosz I
tak znalazł sposób, żeby powiedzieć swoje ;)
{Co jest niemożliwe - każdy przymiotnik jest przykładowo epitetem
- więc środkiem stylistycznym jest wszystko. Ale nie ma przerostu formy nad treścią.}
"Nie chcem, ale muszem" się czepiać, niestety. W tekście "Krytyka
poezji…" było przecież wyraźnie napisane, cytat: "Żadnego środku
stylistycznego - czyste emocje.". Nie będę ukrywał, że cytat z tekstu Qn'ika I
jego komentarz zamieszczony w moim tekście, to dla mnie dwie sprzeczności. Całkowicie
zgadzam się z ostatnim zdaniem.
{Czy niekomunikatywność jest zaletą?}
Nie nazwałbym tego "niekomunikatywnością". Powiedziałbym raczej, że każdy
przekaz ma swojego odbiorcę. Dlatego też, pisane jest dla tych, którzy czytają a
przede wszystkim chcą czytać. Im więcej czytamy, tym więcej się uczymy I rozumiemy. A
dla tych, którzy rozumieją, co zostało napisane nie ma niekomunikatywności. Tak
ludziska, nie ma co bez przerwy przed monitorem siedzieć, warto czytać. Czytając
poznajemy wiele sposobów I możliwości wypowiadania się a człowiekowi wygadanemu nikt
nie podskoczy.
{:) Nie przeczę, że twórczość niektórych muzyków to czysta
poezja - wystarczy spojrzeć na Ewę Demarczyk, która śpiewała Baczyńskiego.}
A nie lepiej posłuchać :)))) ?
(...)
{Mylisz się. Mój tekst był polemiką do czegoś, czego nie
czytałeś, więc nie masz prawa w ten sposób mojego tekstu osądzać. Zapewniam, że na
ten tekst odpowiedziałbym zupełnie inaczej - gdybym się z nim nie zgadzał. Po prostu:
jakość merytoryczna polemiki zależy od pierwszego tekstu.}
To prawda, nie widziałem tekstu Magdy. Jak już jednak stwierdziliśmy, czepiałem się
formy Qn'ikowej polemiki. Przyznam, że mogłem się czepiać nadmiernie, w końcu też
pisałem pod wpływem jakichś tam emocji. Przepraszać nie zamierzam, bo nie wydaje mi
się, żeby autor miał za co się obrazić.
Żeby nie wyjść z wprawy dodam: osądziłem to, co zobaczyłem, żyjemy w wolnym kraju
:).
No, to teraz kilka słów na zakończenie. Każdy chyba zauważył, że moje odpowiedzi
nie zostały napisane po to, żeby wdać się w walkę czy pyskówkę z Qn'ikiem. Jak
widać, ani go nie zbluzgałem, ani też nie napsioczyłem za to, że mi się wogóle do
tekstu dopisał. Dobrze, że to zrobił, bo jeszcze bym pomyślał, że się ze mną
zgadza, a wtedy lepiej nie myśleć co by mogło być. Wpadłbym jeszcze w samouwielbienie
albo jakieś inne zarozumialstwo, a to by była dopiero tragedia ;).
Ja osobiście traktuję to jako dialog pomiędzy dwoma ludźmi (ew. Dwojgiem ludzi, jeśli
ktoś woli :), którzy mają swoje zdanie (Qn'ik, zabierz ten nóż, bo to już drobna
przesada. Patelnią w głowę, to jeszcze rozumiem, ale żeby aż tak? ;). Tak w tajemnicy
muszę napisać, że sam zapraszał do polemiki, więc skorzystałem. Jakby tego było
mało, popędził mnie jeszcze jednym takim zdaniem, które na pewno sobie przypomina ;).
Pozdrawiam wszystkich obecnych oraz resztę. Przepraszam za nieczytelne pismo, pisałem na
kolanie. W razie problemów z rozczytaniem piszcie na: eddimałpagołtukropkape-el ;)
Eddie