Cześć!
Mam kilka spostrzeżeń, którymi postanowiłem się z Wami
podzielić.
1. Piractwo. Rozumiem ideę najeżdżania na ludzi, którzy kupują
pirackie kopie softu, wychowywanie ludzi po jakimś czasie
powinno ograniczyć skalę tego zjawiska, a przynajmniej uświadomić
ludziom, że kupienie pirackiej gry to pospolita kradzież.
Niestety sprawdza się w tym przypadku stare przysłowie, że
okazja czyni złodzieja. Mieszkam w Lublinie i tak jak w każdym
pewnie większym mieście wszyscy zainteresowani doskonale wiedzą
gdzie można kupić pirackie oprogramowanie. Wszyscy poza policją.
Nie bywam na pirackiej giełdzie często ale tak raz na 2-3 miesiące.
Od dwóch lat widzę, że sprzedają ci sami ludzie. Kupują
wszyscy. Są dzieciaki, młodzież i stateczni panowie. Ani razu
nie widziałem patrolu policji, straży miejskiej. Handlarze
piratami naprawdę w tym kraju nie ukrywają się. Nie trzeba
poznawać siedmiu stopni wtajemniczenia, haseł, pośredników żeby
kupić pirata. Wydaje mi się, że dopóki tak będzie sporo
czytelników, Waszej krucjaty :) przeciwko piratom nie zrozumie.
No bo jak to, co oni tu piszą, jaka kradzież, przecież w biały
dzień mogę kupić płyty, wypić piwo i zjeść kiełbaski przy
okazji. Zapewniam Was, że znajomość prawa w naszym społeczeństwie
jest znikoma. Coś takiego jak prawa autorskie, przekracza zdolność
pojmowania większości Polaków. Jestem architektem i w
kontaktach z klientami, często poważnymi biznesmenami przeraża
mnie zupełny brak szacunku dla pracy umysłowej, dla pomysłu
jaki ci ludzie w większości przejawiają. W ich rozumieniu widzę
często taką metodę, dlaczego mam tyle płacić za projekt,
przecież to tylko kupa kartek, plik w komputerze. Nie wiem czy
mam się śmiać czy płakać, gdy słyszę "....panie inżynierze,
przecież wrzuci pan to tylko do komputera i projekt
gotowy...". To samo dotyczy jak myślę gier i
oprogramowania. Ludzie nie uświadamiają sobie lub nie chcą
sobie tego uświadomić, że gry nie spadają z nieba. Nad każdą
grą sztab ludzi pracuje czasami nawet kilka lat. Ich zarobki są
pochodną pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży gry.
Będzie tak nadal jeśli informowania graczy, czy ogólnie użytkowników
komputerów o konsekwencjach kupowania nielegalnego
oprogramowania nie poprą działania policji. Wystarczyłby
patrol policjantów często odwiedzający bazar, żeby nie było
tam tak miło.
2. Piractwo, a zarobki Polaków. Pomimo tego co napisałem powyżej,
błagam nie piszcie tekstów typu "... zamiast kupowania pięciu,
sześciu piratów moglibyście synkowie kupić jedną porządną
legalną grę i przejść ją na wiele sposobów itd. ....".
Ja nie zarabiam źle, stać mnie na wynajmowanie mieszkania,
niepracującą żonę i utrzymanie starego ale jeżdżącego
samochodu. I niestety regułą jest dla mnie ból serca kiedy
widzę w empiku jakąś fajną grę za 150 - 200 złotych. Kończy
się to tak, że do tej pory żadnej gry w tej cenie nie kupiłem.
Dla tego np. cykl Close Combat znam tylko z wersji demo
zamieszczanych w Waszym piśmie. I nie rozumiem dlaczego starsze
części tego cyklu nie są dostępne za niższą cenę.
Genialnym za to wynalazkiem jest seria wydawnicza remake'ów
gier. Dzięki niej za cenę 69 złotych kupiłem moją ukochaną
grę Panzer General II. Sam już nie wiem ile razy ją kończyłem
i nigdy mi się nie nudzi. CD-Action jestem bardzo wdzięczny za
Fallouta 1 i 2. Jego też kończyłem już kilka razy i wciąż
nie mam dosyć. Z innych pełnych wersji w cenie 69 złotych kupiłem
Mayday i Knigts & Merchants. Moi znajomi, również ludzie
pracujący kupują gry w sklepie, jeżeli jej cena nie przekracza
100 zł. Zazwyczaj, gdy komuś zależy na jakiejś grze, to szuka
kogoś, kto dorzuciłby się do zakupu. Gdy grono zrzucających
się jest większe, to kończy się to najczęściej na
kopiowaniu legalnej gry w kilku egzemplarzach. Zaznaczam, że tak
robią ludzie, którzy mają własne pieniądze, to jaka musi być
skala tego zjawiska wśród szeroko pojętej młodzieży
szkolnej. Byłem w empiku świadkiem jak trójka dzieciaków oglądała
gry, a gdy już wybrali tą, która im się podobała, to
powiedzieli "dobra, no to chodźmy na bazar ją kupić".
Zgadzam się z Wami, jeśli chodzi o ocenę tego zjawiska (czyli
kradzieży na masową skalę). Nie zgadzam się jednak z Waszym
czarno - białym podejściem do problemu. Piszecie, że nie ma
wytłumaczenia dla kradzieży, że do kupienia kradzionego
samochodu nikt się nie przyzna itd. Niestety sytuację w tym
kraju mamy taką jaką mamy. Nie zawdzięczamy jej sobie. Nie
jestem zwolennikiem zrzucania winy na historię, Jałtę i tym
podobne. Uważam, że dzisiaj nie pozostaje nam nic innego jak
zacisnąć zęby i doprowadzić ten kraj do stanu normalnego.
Czyli kupujemy za tyle za ile nam sprzedają, samochody, pralki i
na przykład gry. To jest w porządku. Czy w porządku jest
zatem, że zachodnia firma wynajmując mnie jako architekta płaci
mi 1/3 sumy, którą zapłaciłaby swojemu rodzimemu
projektantowi? To się nazywa szukaniem nowego rynku z tanią siłą
roboczą. Oczywiście nie tłumaczy to kradzieży. Ale tłumaczy
poszukiwania formy dotarcia do potencjalnego klienta. Jak pokazują
przykłady gier Topware'u, cyklu Cool Games czy ExtraGry można w
Polsce sprzedawać gry w przystępnej cenie. Wiem, że nie jest
to proste ale mam wrażenie, że wielu dystrybutorów idzie na łatwiznę.
Kłopoty wydawcy ExtraGry z konkurencją wręcz odbierają
nadzieję, że coś się może zmienić. To tak jak z Waszą
konkurencją. Z pism o grach czytam tylko CD-Action ale od
znajomych, którzy czytają konkurencyjne pisma słyszałem, że
mają one Wam za złe zamieszczanie pełnych wersji gier "za
darmo". Przecież cena licencji, którą uzyskaliście jest
wliczona w koszt pisma. Czy ktoś zabrania innym pismom
zamieszczania pełnych wersji? Dobra, żeby się już streszczać,
to wracając do pierwszego zdania tego punktu myślę, że
odsetek ludzi, którzy kupują co miesiąc kilka gier u piratów
jest niewielki. Problemem nie jest zamiana sześciu piratów na
jedną grę legalną. Jeśli ktoś kupuje pirata, to dlatego, że
ma 30 złotych, a nie 150. Znam wielu ludzi, którzy grają i to
sporo, a nie widzę jakoś żeby w momencie pojawienia się kilku
nowych fajnych gier rzucali się choćby i do pirata byle mieć
je wszystkie. Ja sam do tej pory nie mam Panzer General 3D. Właśnie
drogą wielu wyrzeczeń kupuję praktycznie nowy komputer, żeby
spełnić bzdurne wymagania tej (innych też) gry. Moja radość
z nowego komputera będzie tym większa, że ta gra kosztuje o
ile się nie mylę około 90 zł.
Kończąc, złodziejstwo to paskudna rzecz (wiem coś o tym miałem
dwa razy wybijaną szybę w samochodzie, straciłem radio, innym
razem antenę, tylną wycieraczkę, a ostatnio prawe lusterko)
ale żeby zwalczyć skutek trzeba zacząć od szukania przyczyn
tego zjawiska.
3. Jeszcze raz dziękuję za Fallout'y, Eastern Front i ścigałkę
z numeru grudniowego.
4. Zupełnie nie złośliwie chciałbym się spytać ilu z Was,
członków redakcji interesowało się przy zakupie komputera czy
producent Waszego komputera czy też podzespołów płaci
tantiemy za prawa do korzystania z patentów np. firmie IBM?
Marek Naja
Lublin