Od jakiegoś już czasu zaczynam odczuwać coraz większe
skutki nagonki szalonych psychologów na nas graczy.
Coraz częściej wszystkie przestępstwa nieletnich zaczyna się
tłumaczyć złym wpływem gier komputerowych na ich umysły.
Twierdzi się, że gry typu Quake czy Carmagedon deprawują młodych
graczy i niszczą ich jeszcze dobrze nie ukształtowaną psychikę
znacząc na niej piętno zła i przemocy.
I właśnie zaczyna nieźle denerwować.
Przychodzi jakaś pani profesor doktor habilitowany psycholog do
studia radiowego czy telewizyjnego i wygłasza swoje wywody na
temat o którym nie ma zielonego pojęcia, robiąc przy tym jak
najpoważniejszą minę. Z kolei ludzi słuchający jej domniemań,
również nie mający nic wspólnego z grami strasznie się
bulwersują i zaczynają rozgłaszać te plotki dookoła.
I do czego to prowadzi?
Później jakieś babcie z kółka różańcowego, z
stowarzyszenia przyjaciół Radia Maryja, czy jeszcze innych
podobnych im organizacji, wychodzą z transparentami i organizują
ciche marsze.
"Zły wpływ gier"- śmieszne. Ja mam styczność z
grami od dobrych kilku lat i jakoś do tej pory nie zauważyłem
u siebie żadnych skłonności do myśli samobójczych, nie
zdarzyło mi się również, żebym kogoś zabił, ani nawet żebym
o tym pomyślał. Powiem więcej znam osobiście przypadki osób,
które mają od dziesięciu, jedenastu lat styk z tego typu
rozrywką i co dziwne jeszcze chodzą po tym świecie i to wbrew
pozorom nie w kaftanach jakby sugerowały prognozy naszych
kochanych psychologów i psychiatrów.
Uważa się, że rzeź, która jakiś czas temu dokonała się w
Amerykańskiej szkole (przypomnę: Rok temu uczniowie chcący się
sprawdzić w roli zabójców, oddali strzały do swoich kolegów,
zginęło trzynaście osób), jest na tyle wymowna, że może posłużyć
jako dowód na szkodliwość gier.
Niestety to rozumowanie jest błędne, bo jeżeli ktoś ma
wypaczony umysł to każdy powód mu wystarczy do posiekania młodszego
kolegi tasakiem.
Takie sytuacje zdarzały się zawsze, tylko nie zawsze istniały
media, które by mogły odpowiednio nagłośnić sprawę. Równie
dobrze w czasach średniowiecza grupa giermków mogła urządzić
podobną pożogę, słuchając, jakiś rycerskich przechwałek i
chcąc się przekonać jak to jest gdy się kogoś zabija. Tyle,
że wtedy coś takiego kończyło się dla nich szubienicą. A po
kilku dniach już nikt o tym nie pamiętał.
I niech nikt nie mówi, że jakiś pieprzony gwałciciel zgwałcił
kobietę, ponieważ była skąpo ubrana, bo gdyby nawet wszystkie
napotkane przez niego panie były godnie ubrane to i tak by wybrał
sobie jakąś za ofiarę, gdyż taki człowiek wychodzi z domu z
takim założeniem.
Ludzie jednak mają to do siebie, że szukają usprawiedliwienia
na to co w człowieku zwierzęce i dlatego winę za przestępstwa
nieletnich zwalają na przemoc w grach, a gwałty kobiet na ich
nieodpowiedni strój.
A jeżeli gry mają taki nieodpowiedni wpływ na graczy, to czy
przynajmniej 1% z osób czytających CDA nie powinien być zabójcami.
Byłoby to ok. 2 tys. Czytelników, a ja jakoś nie słyszałem
nawet o jednym takim przypadku, dziwne.
Może świadczy to o tym, że oprócz gry w brutalnego Quake'a coś
jeszcze musi wpłynąć na takie, a nie inne zachowanie gracza?
tow. Bierut