ŻYCIE ZA ŻYCIE?! To będzie krótka piłka. Opinia nr 12793. Ostatnio "modny" stał się temat bliźniąt syjamskich. Wartałoby więc coś skrobnąć, choć zdaję sobie sprawę, że łamy AMaga mogą być zawalone artami na ten temat. Ale cóż. Dziś oglądałem "Rower Błażeja" w Jedynce. Prawdę powiedziawszy, to rzucało mną po całym pokoju - bo sytuacja była podobna jak w "Panu Samochodziku i Templariuszach": ja ich słyszałem, te bzdury co wygadują, a oni mnie nie... Jak łatwo się domyślić, rozmowa dotyczyła niedawnej głośnej sprawy rozdzielenia bliźniąt syjamskich. Dla tych, co nie w temacie, krótko opiszę sytuacje. Otóż - mam nadzieję, że wszyscy wiedzą cóż to są te bliźnięta - urodziły się dwie dziewczynki bodaj, zrośnięte dolnymi częściami ciała. Od początku wiadomo było, że razem przeżyją co najwyżej pół roku. Właściwie to odpowiednio wykształcone narządy wewnętrzne miała tylko jedna z nich, a druga - jak to brzydko określili lekarze - pasożytowała na swej siostrze; zdaje się, że nie miała nawet mózgu i całego układu nerwowego. Jednak rodzice, pochodzący, jeśli się nie mylę, z jednej z wysepek opodal Malty, gorliwi katolicy, za namową "lokalnych" księży - nie zgodzili się na operację. I sprawa trafiła do sądu, i rodzice przegrali proces, i w rezultacie operacja rozdzielenia bliźniąt odbyła się. Co było do przewidzenia, jedna z sióstr zmarła niemal od razu; druga natomiast przeżyła i żyje w chwili, gdy piszę ten tekst - i są bardzo duże szanse na to, żeby mogła normalnie funkcjonować w dalszym życiu. Skoro już jesteśmy wprowadzeni w sytuację, to przedstawię teraz swój pogląd na tę sprawę. Otóż: w ukazanym powyżej przypadku JESTEM JAK NAJBARDZIEJ _ZA_ DOKONANIEM ROZDZIELENIA! I im dłużej się zastanawiam, tym bardziej utwierdzam się w swoim przekonaniu. Dla mnie jest to wręcz oczywiste: w momencie zaniechania zabiegu - obie siostry giną. Jeśli przeprowadzimy go - jedna z nich żyje. PJL - proste, jasne, logiczne. Tym większe było moje osobiste zdziwienie, kiedy zobaczyłem, że znaleźli się ludzie, którzy kwestionowali zasadność wykonania operacji. DLACZEGO? Jednym z koronnych argumentów przeciwników rozdzielenia bliźniaczek, było oskarżenie, że w ten sposób de facto jesteśmy mordercami drugiej z dziewczynek, że ratując jedną, poświęcamy życie jej siostry. Ależ to kompletna bzdura! Lekarze rozdzielili obie siostry, i robili wszystko, aby uratować życie IM OBU! A o tym, że jedna zmarła, zadecydowała siła wyższa. Nie było sytuacji, że obie z dziewczynek mogą przeżyć samodzielnie i trzeba wybierać - którą uratować. W tym przypadku byłbym z kolei za pozostawieniem sprawy własnemu biegowi - bo co, mamy losować?! Ale w rozpatrywanej sytuacji jedna z sióstr była skazana na śmierć - czy dokonalibyśmy zabiegu, czy też nie! O żadnym poświęceniu nie może być nawet mowy! Jeszcze raz powtarzam: nie jest wcale tak, że uratowano życie człowieka _kosztem_ życia drugiej osoby!!! Inne argumenty były już naprawdę żałosne. Jedna kobieta powiedziała po prostu, że nie należy ingerować w wolę boską, trzeba pozostawić sprawy własnemu biegowi, naturze. To ja mówię: zlikwidujmy w ogóle służbę zdrowia! Nie dawajmy szczepionek, nie używajmy antybiotyków, nie wszczepiajmy zastawek serca, nie wycinajmy wyrostków - pozostawiajmy sprawy naturze. Przecież kiedyś ludzie tak właśnie żyli - i źle było?! To co, że dożywano trzydziestu lat. Echhh!... Mówiono jeszcze, że nie do nas należy decyzja, którą dziewczynkę uratować. Przecież o tym już zdecydowano, gdzieś tam, w górze pewnie. Jeśli jedna dziewczynka na pewno nie przeżyje, a druga ma duże szanse, to co - straszny dylemat?! A lekarz - jakiś starszy, doświadczony lekarz! - powiedział, że zadaniem jego jest ratować życie, a nie uśmiercać, więc on nie podjąłby się wykonania operacji. Toż właśnie gdyby NIE wykonał zabiegu - skazałby na śmierć dwoje ludzi! W przeciwnym wypadku uratowałby jedną osobę. Ale fakt - to sprzeczne z przysięgą Hipokratesa. Kurde mol!!! Natomiast wg mnie ostatecznie pogrążył przeciwników operacji jeden facet. Przyparty do muru, powiedział, uważajcie, że czemu my mówimy, że ta jedna siostra musiałaby umrzeć, przecież TAK JUŻ JEST, ŻE CZŁOWIEK UMIERA. W tym miejscu ręce mi już opadły. To jak ktoś siedzi w objętym pożarem budynku - nie dzwońcie po straż pożarną. Przecież i tak by kiedyś umarł. Jak ktoś wykrwawia się na ulicy - nie dzwońcie po pogotowie. Widać jego nadszedł jego czas. Jeśli kogoś napadają w ciemnym zaułku - nie dzwońcie po policję. Zdarza się, trudno. Echhh... Podsumowując - w tej konkretnej sytuacji, podpisuję się obiema rękami pod decyzją sądu. Natomiast - w momencie, kiedy oba bliźniaki mają równe szanse, nie podejmuję się decyzji. Tu akurat nie kpię. Ijon Tichy ijon@go2.pl