OSTATNI JEDI
Szedł powoli w ciemnościach trzymając w ręce rękojeść miecza świetlnego. Co on tu robił! On, rycerz Jedi Ash Katarn stał tu teraz w najmroczniejszym opuszczonym magazynie na Alderaanie. Czekał na swoje przeznaczenie. Zwabiono go tu pogłoskami o Jedi którzy sprzeciwili się mu. Ciemnej Postaci. Zdrada boli. Mógł uciec, ale Moc podpowiedziała ze tu był jego koniec. Skup się na żywej Mocy, uspokoił się w myślach. Nie ma odwrotu..
- Skywalker, wiem ze tu jesteś - wykrzyknął.
- Vader, pokaż się i zakończmy tą zabawę w chowanego - krzyczał dalej.
Nagle coś poruszyło się za nim. Szybko odwrócił się zapalając miecz i przygotowując się do zadania ciosu. Cholera, to tylko szczur!
Szukał dalej. Nie zawsze tak było. Kiedyś był młodym Jedi z wielką przyszłością i marzeniami. Później wojna klonów a teraz masowa eksterminacja Jedi. Z żalem przypominał swoją młodość, gdy stawiał pierwsze kroki w posługiwaniu się Mocą. Miał wielkie szczęście: jego pierwszymi nauczycielami byli prawdziwi rodzice, para zakochanych Jedi - szczęśliwe małżeństwo. Później zginęli....

- Ash, Ash, gdzie jest ten urwis - krzyczał Ken Gardlen, starzejący się Jedi, wielki przyjaciel rodziny Katarnów.
Po chwili ukazał się młody, dziesięcioletni chłopak o zarumienionej twarzy, niebieskich oczach i wesołym szelmowskim uśmiechu na twarzy.
- Ken, rodzice przyjechali?? - zapytał Ash, bo tak się zwał.
Mistrz Jedi spuścił wzrok i odparł:
- Nie, ktoś ma dla ciebie od nich wiadomość.
Po chwili Katarn junior był w komnacie z około trzydziestoletnim mężczyzną o czarnej skórze. Davis spojrzał na niego uważnie i powiedział:
- Witaj.
- Cześć Davis, podobno masz dla mnie wiadomość od moich rodziców - Ash spojrzał wyczekująco.
Ciemnoskóry Jedi wlepił wzrok w podłogę:
- Ash, wiesz twoi rodzice podjęli się trudnej misji. I... - przełknął slinę.
- I... - oczy chłopca pokryły się łzami.
- Przykro mi Ash - wymamrotał Davis.
- Niee - krzyknął młody padawan i zalał się łzami. Nagła wściekłość go ogarnęła, powodując zakłócenia Mocy. Obydwóch zaskoczonych Jedi rzuciło na ścianę. Później chwilę się uspokoiło i Ash wybiegł z pokoju niczym tornado. Ken wiedział gdzie go szukać. Znalazł chłopca i przytulił do siebie:
- Nie płacz, ja będę cię uczył. Twoi rodzice chcieli, żebyś został największym rycerzem - pocieszał chłopca.
Tak przez chwilę siedzieli przytuleni, a Ash Katarn wyszeptał:
- Zostanę.....
Marzenia są wieczne....


Katarn ciągle się skradał szukając swojego przeciwnika. Nagle usłyszał za sobą miarowy oddech, oddech maszyny..
Odwrócił się powoli, a za nim stał niczym posąg ze stali Darth Vader
- Wreszcie cię mam Katarn - powiedział jakby z dna studni.
- Anakin? CZEMU!! Znałem cię... - mówił z rozpaczą rycerz Jedi.
- Skywalker nie żyje. Jestem Vader. Zginiesz głupcze tak jak Obi - Wan i reszta!
Znał go. Jak to możliwe, że tamten Anakin Skywalker przemienił się w bezlitosnego Sitha.
Inny czas, inne życie......


Zgromadziliśmy się tu - mówił Mace Windu - gdyż coraz bardziej Republice zagrażają wojny domowe. Musimy zażegnać spory ogarniające całą galaktykę..

Młody, około dwudziestoletni rycerz Jedi Ash Katarn znajdował się na statku dyplomatycznym. Został wyznaczony do roli negocjatora w sporze na planecie Dantooine. Ehh, chyba sobie nigdy nie odpocznie. Koło niego siedział młody chłopak w wieku dziesięciu lat, blondynek o miłym spojrzeniu. Jego mistrz Obi - Wan siedział w odosobnieniu oddając się medytacji. Nagle młody padawan zwrócił się do Katarna:
- Jesteś Jedi, prawda. Masz szczęście. Też zostanę Jedi. Najlepszym!! - dobroć i czystość biła w jego słowach.
- Wierzę! Może jak będziesz starszy kiedyś się spotkamy. Na pewno będziesz najmądrzejszym Jedi. - uśmiech zagościł na ustach Jedi.
- Dziękuje!!! Może pójdziemy pograć w jakąś grę!
- Z chęcią. Nazywam się Ash. A ty?
- Anakin Skywalker....
Moc, Ciemna Strona Mocy jest silna...........

Stanęli przeciwko sobie z uniesionymi mieczami świetlnym. Vader niedbale ustawił się do walki, nawet przez jego maskę czuć było pogardę dla przeciwnika.
- Anakin, nie musi tak być.... - wyszeptał Katarn.
- Przyłacz się do mnie Jedi Katarn, zostań moim uczniem. Poznaj potęgę Ciemnej Strony. - wysyczał Sith.
- Nie, Ciemna Strona za wiele mi zabrała! Nie ulegnę!!
Tak, stracił wielu przyjaciół.....


- Biegnij Davis!!!!!! - wrzeszczał na cały głos Ash Katarn.
- Osłaniaj z prawej - odpowiedział głos czarnoskórego Jedi.
Miecze świetlne siekły na prawo i lewo! Kolejnych dwóch przeciwników na drodze i następne dymiące ciała
- Nie wiem czy się wydostaniemy!!! - wrzeszczał Katarn. Emocje zaczęły brać w nim górę....

- CHOLERA, zamknęli te wrota - spanikował Ash
- Spokojnie, broń tą pozycję, musimy dostać się do sprzymierzeńców! Zaraz wrócę!
Pobiegł szybko w kierunku jednego z małych centrum dowodzenia. Po kilku minutach wrócił osiągając sukces, ale i ściągając sobie na głowę masę żołnierzy wroga. Stanęli niedaleko siebie i zaczęli walkę. Jedi ramię w ramię z Jedi! Miecze świetlne szarżowały, przecinały ciała jak masło, dźwięczały odbite laserowe błyskawice. Zaś ich właściciele uwijali się jak w ukropie, niczym w transie. Niestety w ruchach Davisa zaczeło się wyczuwać zmęczenie. Nigdy nie był dobry w takich potyczkach. Ash próbował go wzmocnić. Przez jakiś czas to się udawało. Lecz nagle w jego przyjaciela poleciało kilka strzałów z blastera. Davis wolnym ruchem odbił pierwszy, lecz drugi trafił go w nogę, a trzeci przeszył brzuch. NIIEEEE! Krzyk Asha wzmógł w nim wściekłość. Szybko rozprawił się z resztką przeciwników i ukląkł przy umierającym Jedi.
- Nie, nie możesz mi tego zrobić!! NIEEE
- Zostaw mnie! Uciekaj. Do zobaczenia, prrrzzyy..ja...cielu.........
Śmierć przyjaciela zawsze boli.......


Zaczęli walkę. Miecze świetlne zgrzytały uderzając o siebie. Dwaj potężni ludzie władający Mocą walczyli w śmiertelnym pojedynku. Sparowanie, szybki obrót, dolny cios, blok, pchnięcie! Walka w której tylko jeden mógł przeżyć. Nie zawsze tak było. Tak, Tasha. Moja żona. Kochałem ją. Teraz nie żyje. A mój syn: on mi został. Kyle. Jan się nim zaopiekuje.
Wiele straciłem na tej wojnie z Ciemną Stroną. Gdzie oni są, pomyślał z bólem Ash, gdzie Obi - Wan, Yoda. Nie żyją?? Co się stało z tamtym szczęściem, radością. Gdzie miłośc, gdzie moi przyjaciele. Gdzie Ken, Davis, Dick, Rarl'or, Tasha. Nie żyją! Została mi po nich pustka.
Ciemna Pustka. Czy jeszcze kiedyś zobaczę syna. Nie mogę przytulić mojej rodziny i powiedzieć jak ich kocham. To tylko wspomnienia. Wspomnienia zabrane przez błąd Obi -Wana Kenobiego. Przez małego chłopca, którego przyszłość miała być tak wspaniała.... Skażonego złem, czystym złem. Mogę podtrzymać tylko tradycję Jedi do końca, walcząc za dobrą sprawę. Jestem OSTATNIM JEDI. Słowa te brzmiały jeszcze chwile w głowie Katarna, po czym zaatakował ze zdwojona pasją. Kilka wymienionych ciosów na brzuch. Vader paruje dolny atak, szybki obrót, obrona klingą przed szybkim ciosem Sitha. Miecze złączone w górze. Dawny Skywalker wykorzystuje sytuacje i pcha przeciwnika nogą w tułów. Ash traci miecz świetlny wyrzucony z impetem. Jedno cięcie.
- Czemu - szepnął Katarn łapiąc się za tułów.
Upadł na kolana, Vader stał przed nim z wyłączonym mieczem.
Umierał. Niedługo połączy się z Mocą. Widział już wszystkich których kochał czekających na niego. Umarł za dobro. Był Jedi. Jedi kroczy jasną stroną....
- Wybaczam ci Anakinie - wyszeptał ostatnim tchnieniem Ash Katarn, ostatni Jedi...
Padł na ziemię, nad nim stał Vader patrząc na jego ciało jak gdyby wzruszył się wyznaniem Jedi tą cząstką człowieczeństwa która w nim została.
Lecz Ash odchodził i czuł przyszłość. Uśmiechnął się: JEST JESZCZE JEDEN!!!


A teraz adresik. He, he już przygotowujecie bluzgi;) Wiecie do czego je
używam. To adres dla wszystkich co: mają wątpliwości, chcą pogadać, lubią UT:) kochają STAR WARS, lubią FIFA 2000
Dedykacja(a co, kogo tu zbłażnić) dla kumpla który wyrzucił kompakt z Dune 2 przez okno. On wie o kogo chodzi:))
I DLA WSZYSTKICH FANÓW STAR WARS!!! Hej, czemu na #starwarspl taka pustka:((
RATHAN DARTH:) lub MORDE....eee...MORTE(IRC)
NIE CENZUROWAĆ