POLOWANIE NA JEDI
Polowanie na Jedi. Część Pierwsza
-Coruscant. Właściwie ta planeta to jedno wielkie miasto. Spójrzcie na te ogromne budowle. Tam
w dole widać siedzibę Senatu Nowej Republiki- mówił przewodnik
Luke ziewnął.
-Mara, mówiłem Ci, że to jest najgorszy sposób na dolecenie tutaj.- powiedział
-Luke... Tylko tak Cię nie zauważą- wyrzekła Mara Jade.- Po ostatniej aferze nigdzie nie można
być bezpiecznym (prequel tego opowiadania zostanie opisany w następnym arcie :)
-No dobra. Ale tu jest nudno. Zaraz lądujemy. Z Imperium są coraz większe problemy. To wydaje się
wprost niemożliwe jak po takim upadku można próbować wrócić do dawnej potęgi. Ciekawi mnie tylko,
jak Imperator mógł odżyć. Przecież zniszczyliśmy wszystkie jego klony. To wydaje się bardzo
interesujące.
-A może nie zniszczyliśmy wszystkich- wysunęła pomysł Mara Jade.
-Galaktyka jest ogromna. Zawsze można je gdzieś ukryć.
-Prosimy o opuszczenie pojazdu i udanie się na lądowisko XC89, gdzie zbierzemy się. Zbiórka za
30 minut- odezwał się głos w komunikatorze.
-Dla nas to już koniec wycieczki- Luke się uśmiechnął do Mary i po wyjściu z transportowca udali
się do Lei. Nagle zawyły syreny alarmowe.
-Co sie dzieje?- Wykrzyknęła Mara
-Atak???-powiedział z niedowierzaniem Luke. Podniesiono planetarną tarczę. Luke z Marą
natychmiast udali się do Lei. W górze widać było niszczyciele. Na pozycje wylatywały myśliwce,
krążowniki Republiki wylatywały w górę. Wśród statków rozpoznał "Sokołą" Hana. On też? Pomyślał
i wszedł do apartamentu Lei. Leia właśnie wychodziła na nadzwyczajne posiedzenie Senatu. Bardzo
się ucieszyła, gdy zobaczyła Luka.
-Tarcza podniesiona. Teraz nigdzie nie odlecimy. Za 5 godzin opuszczamy tarczę i robimy atak na
dwa fronty- wtajemniczyła go Leia- Od dołu zaatakujemyich My, a od góry lecąca ze wszystkich
stron flota Republiki.
-Mam złe przeczucia- powiedział Luke
-Ja też- powiedziała Mara.- coś tu jest nie tak. I skąd Imperium ma taką flotę???
-A czy po opuszczeniu tarcz nie przylecą na dół? Nawet jeden myśliwiec Tie może narobić szkód-
zaniepokoił się Luke.
-To jest sytuacja awaryjna. Nie mamy wyboru- powiedziała Leia i poszła na posiedzenie.
-Mara: idziemy do hangaru. Tam powinniśmy znaleźć coś co nas zainteresuje- powiedział do swojej
towarzyszki Luke i razem udali się do hangaru.
Przy wejściu zatrzymał ich jakiś mechanik. Lukowi wydawało się, że zna tą osobę.
-Mistrzu Luke- powiedział
-Cole? To ty?- zapytał się Luke.
-Tak, a myślałem, że pan już zapomniał {nawiązanie do "Nowej Rebelii"-Autor}. Pana myśliwiec stoi
tam w rogu- Cole pokazał palcem Jego myśliwec. Luke spojrzał na ogromny zegar widoczny za oknem.
-Gdzie są wszystkie inne myśliwce, statki?- zapytał Luke rozglądając się po pustej sali.
-Wszystkie zostały skierowane do prowizorycznych baz wypadowych. Za kilka godzin opuszczą tarczę
planety i rozwalimy Imperium.- Luke słyszał w głosie Cola patriotyzm i wiarę we własne słowa.
Czuł jednak, że na orbicie jest coś jeszcze.
-A co z nowymi generatorami mocy? Przecież jeszcze nie wszystkie zainstalowano.- przypomniał
sobie Luke
-Wszyscy nad tym pracują. Nie jestem jednak zbyt dobrze poinformowany na ten temat. Niech pan
poczeka chwileczkę.- wyjął komunikator i poprosił o kontakt z generałem Antillesem. Luke wziął
od niego ten komunikator.
-Wedge? Moge się przelecieć do Ciebie?- spytał Luke
-Luke? No nareszcie Cię spotkałem. Szybko.- Luke skończył rozmowę
-Mara: Ty weź tamten myśliwiec i lecimy- wskazał na nowiutkiego X-Winga i wsiadł do swojego.
Po krótkim locie wlecieli do hangaru "Yavina". Zobaczył załadowane hangary krążownika, z trudem
znajdując miejsce do lądowania. Szybko wysiedli i pobiegli na mostek. Drzwi się rozsunęły i
zobaczyli oficerów biegających po mostku i nerwowo nadających komunikaty. Zostało im 5 godzin.
Wśród oficerów zauważył admirała Ackbara i Wedge`a Antillesa. Cała gromadka udała się w ich
kierunku. Po drodze omal nie zostali stratowani przez trzech oficerów, którzy bardzo się
spieszyli. Tak bardzo, że nawet nie przeprosili.
-Wedge!- powiedział Luke
-Luke! Dawno Cię nie widziałem.- powiedział jego dawny kompan
-Co się dzieje?-spytał Luke i spojrzał przez iluminator
-Imperium atakuje Coruscant- powiedział Wedge- ale nie sądze, żeby wygrali. Jest ich zbyt mało.
-Mam złe przeczucia- powiedział zaniepokojony Luke
-Ty zawsze byłeś pesymistą- ironicznie zauważył Wedge. Luke się uśmiechnął i udał się w kierunku
iluminatora. Czas spędzali na wpatrywaniu się w jednostki Imperium. Ale po drugiej stronie...
-Lordzie Vader- z odrobiną strachu wyrzekł admirał A-xag.
-Tak???- spytał Ciemny Sith.
-Tarcza zaraz zostanie zniszczona.- admirał wyraźnie się niepokoił.
-Dokładnie kiedy?- Vader zawsze musiał znać wszystkie szczegóły operacji
-Przewidujemy, że...
-Nie macie przewidywać!-przerwał mu Vader- macie mi powiedzieć kiedy tarcza zostanie zniszczona!
-Z..za 2 godziny i 34 minuty.
-Możesz odejść!
-ttak Panie. Vader także wyszedł
-Panie: Czuję mojego syna- wyrzekł Vader
-Luke`a?- odrzekł Imperator Palpatine. A właściwie Jego klon.
-Tak. On jest tam na dole. Na Coruscant
-Czuje też Marę...
-Marę Jade???-spytał z niedowierzaniem Vader
-Tak...
-Ona jest z Lukiem??? Tutaj?!?- Vader wciąż nie mógł uwierzyć
-Tak- Odrzekł Imperator, po czym udał się na kontrolę...
<<Za 15 minut zostanie opuszczona tarcza planetarna. Wszyscy proszeni są o udanie się na
stanowiska bojowe>>- pojawiło się na wszystkich komputerach. Taki sam tekst dało się usłyszeć
w głośnikach. Uruchomiono także żółty alarm na wszystkich statkach. Rozpoczęło się odliczanie.
Już nikt nie biegał nerwowo po okręcie. Wszyscy siedzieli lub stali i patrzyli w iluminator.
<<10 minut>> <<5>>- na wszystkich statkach uruchomiono czerwony alarm. <<30 sekund>> <<10>>
<<5>> <<TARCZA OPUSZCZONA>>
-Zaczęło się- powiedział Ackbar i wszyscy spojrzeli w iluminator. Ackbar i Wedge mieli
komunikatory, dzięki którym wszystkie statki doskonale ich słyszały. Tysiące promieni
turbolaserów przeszyło przestrzeń dzielącą dwie floty. Nagle Na tyłach floty Imperium pojawiły
się dziesiątki statków Nowej Republiki. Imperium nie miało szans. Z hangarów statków Republiki
wystartowały X-Wingi, A-Wingi i Y-Wingi. Analogicznie z hangarów Imperialnych wystartowały Tie
Fightery, Bombery i Interceptory. Vader zastanawiał się czy nie skusić się na lot swoim
Andvanced Tiem. Za duże ryzyko. Jednak mimo to pojawiło się kilka Advanced Tiów. Żaden jednak
nie był tak dobry jak ten Vadera. Walka wciąż trwała. Imperium traciło myśliwce. Nagle po
trafieniu wielki Niszczyciel klasy Victory został trafiony prosto w mostek z torpedy. Widać było
jak ciała oficerów swobodnie latają w próżni. Imperium przegrywało. Kolejne niszczyciele były
niszczone. "To niemożliwe"-myśleli oficerowie Imperialni. Jednak Vader tylko wpatrywał się w
iluminator. Nacisnął czerwony przycisk w swoim kombinezonie. Natychmiast uruchomił się Jego
prywatny komputer.
-Procedura ZXC4G6HRU-kod Alpha czerwony- powiedział Vader.
-<>
Na niebie ukazały się setki niszczycieli. Tysiące myśliwców wyleciało z ich hangarów.
Piloci aż oniemieli. Wszystkich zatkało z wrażenia. O tym wiedzieli tylko Imperator i Vader.
Vader wszedł na mostek. "Chimera" podleciała bliżej statków Republiki. Vader powiedział tylko:
-Zniszczyć.
Miliony czerwonych smug szybko uporały się ze stroną Republiki. Gdyby nie czarny kask na twarzy
Vadera dałoby się zauważyć uśmiech. Uśmiech tryumfu. Barki desantowe właśnie lądowały na
powierzchni Coruscant. Planeta nareszcie wróci w ręce prawowitych właścicieli. Vader zobaczył
uciekający krążownik.
-Tam... tam jest Luke! Zniszczyć ich!- ale było za późno. Statek wszedł w hiperprzestrzeń.
-Sprawdźcie, gdzie polecieli!- Vader był wściekły, że znów im uciekli.
Leia. Została na Coruscant. Co oni Jej zrobią. Musimy wracać na Coruscant- Luke nie mógł spać-
A co z Hanem. Na początku widziałem przecież "Sokoła". Czyżby go zestrzelili? Musimy wracać na
Coruscant-myślał.
-Musimy wracać na Coruscant- wysunął propozycję Luke.
-Teraz i tak nic nie zdziałamy. Jest tam pełno Imperialnych. Luke uspokój się-próbował go
uspokoić stary przyjaciel. Zaśnij jutro pomyślimy co dalej...
-No więc moi przyjaciele. To Wy jesteście zbieraniną najpodlejszych, najzimniejszych i doskonale
zaprawionych w fachu. Łowcy Nagród- Vader uśmiechnął się- Znajdźcie statek "Javin", Luka
Skywalkera i Marę Jade. Jodo i Boba- wiecie jak jesteście podobni?- rzeczywiście: Jodo Kast i
Boba Fett mieli praktycznie identyczne mandaloriańskie zbroje. Na takie coś mogło sobie niewielu
pozwolić...- Rozpoczynamy polowanie na Jedi.
To be continue...
Polowanie na Jedi. Część Drugav
Odległe Rubieże, planeta której nie ma na żadnych mapach.
-Jesteśmy gotowi Lordzie Vader- porucznik Imperialny zdał raport.
-Dobrze...-Vader spojrzał na konsolotę.
-Ognia-powiedział po chwili.
Planeta zniknęła...
-Któż by przypuszczał, że pomysł Gwiazdy Śmierci może jeszcze wypalić. Teraz czas na drugi test.
-Ci głupcy zostawili jeszcze Niszczyciela Słońc.- Imperator także przyglądał się próbie.
-Kto pójdzie na ochotnika do Niszczyciela Słońc?-Vader rozejrzał się po sali.- Ty- wskazał na
jednego z najlepszych pilotów na "Chimerze".
-Dobrze. Zrobię to dla chwały Imperium- Powiedział pilot i udał się do hangarów.
-Do wszystkich statków: Wszyscy mają wylecieć poza granice układu. Chyba, że chcą zginąć.- Wydał
rozkaz Vader i udał się do swojej kabiny.
-Mamy tu dalej czekać?- Luke się niecierpliwił. Leia była na Coruscant. Planetę opanowało
Imperium. Jego siostra. Imperium. A co z Hanem?- cały czas się zastanawiał.
-Próbujemy zorganizować kontratak za pomocą resztek floty.- Ackbar przypominał mu po raz piąty w
ciągu dziesięciu minut.
-Chcecie znowu przegrać i stracić resztę floty?
-To jest jedyne wyjście.- próbował tłumaczyć się Ackbar.
-Chyba, że masz jakiś zamaskowany, super-szybki statek o którym nie wie Imperium i nie znajduje
się akurat na Coruscant.
-Właśnie! Poczekajcie kilka minut, zaraz wracam.- Luke szybko pobiegł do swojego myśliwca.- Gdzie
to jest... O! Tu!- Luke wybiegł z myśliwca i udał się do grupki przyjaciół.
-I co? Znalazłeś?- Spytał się Wedge
-Tak!- Będę z powrotem za 2-3 dni.
-Lecisz sam?- Spytał się zatroskany Ackbar.
-Sam- Odpowiedział Luke zdecydowanie, po czym poszedł do myśliwca i odleciał.
-Artoo?- Spytał się Luke. Robot odpowiedział mu 3 piskami
-Lądujemy. Tatooine.- Luke zaczął wspominać w myślach wszyskich związanych z Tatooine. Ciocia,
wujek, Obi-Wan, Chewie i Han, Artoo i Threepio. Ciocia nie żyja, wujek też, Obi-Wan też, Han
i Chewie najprawdopodobniej zginęli podczas obrony Coruscant. Artoo i Threepio żyli. Chociaż czy
można powiedzieć, że roboty żyją? Luke skierował swój myśliwiec na kurs zgodny z tym co wyświetla
komputer pokładowy.- Teraz Artoo. Lądujemy.- statek zaczął powoli osiadać na piaszczystym
podłożu.
-To tutaj.- Luke wskazał na dużą wydmęz piasku. Podszedł do niej i nacisnął przycisk, którego
tak naprawdę nie widział- wszystko było okryte grubą warstwą piasku. Nagle uniosła się klapa
wejściowa i po chwili w środku rozbłysły czerwone światełka. Nie oznaczały one jednak alarmu.
To było normalne oświetlenie.
-Artoo! Chodź tu!- krzyknął Luke do robota, który jeszcze siedział w X-Skrzydłowcu.
Artoo odpowiedział serią pisków i opuścił maszynę. Nagle Luke zobaczył na niebie czarną plamkę
szybko podążającą w ich stronę. Plamka zbliżała się i po chwili Luke zobaczył, że ta plamka to
jakby lecąca w ich kierunku głowa słonia.
-To... To "Slave 1" ? Boba Fett!!! Artoo szybko, tutaj!- statek zbliżał się coraz
bardziej i po chwili zaczął pluć czerwonymi, jaskrawymi iskrami.- Artoo!!! Jednak te iskry nie
leciały w kierunku małego robota. One leciały w kierunku jego X-Skrzydłowca.- Nieee!!!- krzyknął
Luke... Stracił swojego X-Skrzydłowca. Robot wbiegłdo "wydmy", która Luke przed chwilą otworzył.
Gdy wszedł wydał serię pisków.
-Wiem Artoo, ale to nasza jedyna szansa.- Luke usiadł za sterami "wydmy" i z wydmy wyleciał
po chwili statek. Kształtem przypominał "Tie Interceptora", ale był o wiele większy. Ten statek
to "Infiltrator Sith". To kiedyś był statek Dartha Maula, ale po jego śmierci Luke dowiedział się
że statek jest na Tatooine.
-Artoo: Podłącz się do głownego komputera. Lecimy do Wedge`a!- Maszyna skierowała się w kierunku
kryjówki przyjaciół. Na ekranie radaru znów pojawił się Boba Fett.
-Artoo: Osłony na maxa! Zobaczymy co to cudo potrafi.- Luke pierwszy raz pilotował taki statek,
więc w większości kwestii musiał się opierać na niezawodnym robocie astronawigacyjnym. Nagle
zobaczył, że na pulpicie kontrolnym rozbłysły 2 lampki sygnalizujące uruchomienie systemu
maskującego statku i tłumików śladu ciągu, co powodowało, że statek był praktycznie niemożliwy
do wykrycia przez radary, czy sensory. Chwile potem rozbłysły kolejne lampki i w iluminatorze
Luke zobaczył wydłużające się gwiazdy.
-Artoo: Lądujemy. Cichutko i delikatnie. Pozwól, że to ja wyląduję- Lukowi odpowiedziała seria
pisków, mówiących o niezadowoleniu robota, który jednak przełączył na ręczne sterowanie-Dzięki
Luke wylądował. Widział swoich przyjaciół rozmawiających nieopodal prowizorycznej bazy. Luke
postanowił zrobić im niespodziankę.
-Gdzie ten Luke. Powinien dawno wró...- nagle z nikąd ukazał się statek. Nie byłoby to dziwne,
gdyby statek nie osiadł na ziemii 3 metry od grupki rozmawiających. Po chwili ze statku wysiadł
Luke i R2, co wprawiło grupkę uciekinierów w jeszcze większe zdumienie.
-To jest ten statek? Woow.- Z podziwem wyraził się Ackbar.
-Tak. Może się zamaskować i już nikt go nie znajdzie. Sami zresztą widzieliście. Nazywa się
"Infiltrator Sith"
-Sith???- Zapytał się Wedge z niedowierzaniem
-Niestety, nie mamy innego wyjścia- powiedział Mistrz Jedi
-Dobrze, zaraz sprawdze co mamy w komputerze o tym statku. On mi trochę przypomina
Tie Interceptora.- powiedział Wedge. A znał się na tym dość dobrze
-Obydwa statki wybrodukowano i zaprojektowano w Sienar Design Systems, został przebudowany w
tajnym laboratorium. Ma hipernapęd 3,0.
-Hmm... Nieźle.- Wedge`owi coraz bardziej podobał sie ten statek.
-Za 5 godzin będą tu pozostałości całej Floty. Tego jest naprawdę dużo.- Poinformował zebranych
Wedge.
-Uwolnimy Leię- powiedział z nadzieją Luke- zniszczymy Imperium.
-Aha, Luke mam jeszcze jedną wiadomość. Niezbyt dobrą. Han i Chewie żyją.
-To jest zła wiadomość- Luke był trochę zdziwiony. Wiedział jednak do czego zmierza Wedge: Coś
im się stało...
-Uciekli z Coruscant, gdy pojawiła się ta ogromna flota Imperialna i weszli w hiperprzestrzeń.
Ale gdy zmierzali w naszym kierunku przechwycił jakiś statek Imperium. Ściągneli ich wiązką.-
poinformował Luke`a Wedge.
-Czyli są w niewoli?- Luke`owi aż zachciało się płakać. Możliwe, że już nigdy nie zobaczy
przyjaciela. Dobrze, że nie ma tu Lei. Byłaby zrozpaczona.
Minęło 5 godzin, ale tylko kilka statków przyleciało zgodnie z obietnicą.
-To ma być ta wielka Flota?- Luke zadrwił sobie z Wedge`a.
-Dlaczego jest was tak mało? Gdzie reszta?- Zapytał się Ackbar
-Przylecą z drobnym opóźnieniem z powodu stanu technicznego jednej z jednostek.- usłyszeli
uciekinierzy w komunikatorze.
-Jakiej?- Spytał się Ackbar
-"Oriona"
-I dlatego przyleciało 10% floty?- z niedowierzaniem spytał Luke
-W tamtej okolicy ostatnio kręci się sporo Imperialnych. Jakbyśmy stracili "Oriona" to możemy
już nie lecieć na Coruscant.
-A jakby Wam się coś stało?
-Jakbyśmy nie przylecieli to Wy byście pewnie wysłali kogoś do nas. Jakby Imperium odkryło
ten statek, którybyście wysłali...
-Dobrze- powiedział Ackbar i zakończył rozmowę.
Z hiperprzestrzeni zaczęły wychodzić jednostki Republiki: na początku mysliwce, później potężne
krążowniki i niszczyciele. Było tego sporo. Wszystkie w całkiem dobrym stanie technicznym. Po
15 minutach rozmowy wyszła druga część floty. Najważniejszym statkiem w całej flocie był "Orion".
Był to potężny niszczyciel, uzbrojony w taką ilość dział i wyrzutni torped protonowych, że
niejedna planeta mogłaby pozazdrościć siły ognia. Wyglądał też na idealnie zadbanego. Jednak jak
Luke się dowiedział jest to jeden z najnowocześniejszych statków Republiki, więc tam trzeba dbać
o najmniejsze szczegóły.
-Więc kiedy zaczynamy?- Luke uśmiechnął się i spojrzał na Luke`a.
Wszystkie statki po kolei się meldowały.
-Dobrze. Kurs: Coruscant!- wydał rozkaz Ackbar i wszyscy polecieli. Luke i Artoo
lecieli "Infiltratorem".
-Artoo: Maskowanie, tłumiki śladu ciągu.- powiedział do kompana Luke. Robot odpowiedział mu
jednym, ale znaczącym piskiem. Po chwili weszli w hiperprzestrzeń
Gdy zmniejszyli prędkość poniżej prędkości światła, prawie się zderzyli z niszczycielem
klasy "Empire". Luke co prawda doleciał do celu trochę wcześniej, ale leciał troszkę innym
kursem. Widział jak niszczyciel Imperium staje w płomieniach. Właśnie z hiperprzestrzeni wyszedł
"Yavin", "Orion" i reszta ważniejszych statków. Luke spojrzał jak potężna Flota Imperium pokazuje
się jego wspólnikom. "Tej bitwy nie wygramy" pomyślał Luke i poleciał na Coruscant. Skorzystał z
chwili, gdy planetarna tarcza była wyłączona, bo akurat startowały z powierzchni planety roje
myśliwców Tie. Wyłączył komunikator i powoli zaczął zbliżać się do powierzchni planety. Patrzył
jak jeden po drugim niszczone są statki Nowej Republiki. Imperium też traciło statki, ale nie
tak szybko jak Republika. Nagle na tyłach Imperium zaczęły się pojawiać setki małych statków.
Otworzyły one ogień w kierunku Floty Imperialnej. Wtedy wszyscy usłyszeli znajomy głos w
komunikatorach:
-Tu Han Solo z pokładu "Sokoła Milenium". Zgromadziłem 200 statków przemytników i osobistej Floty
Landa Calrissiana. Jednak będziecie musieli wypłacić nam niemałą nagrodę.
-Jak uciekłeś- spytał się kapitan któregoś ze statków
-Razem z Chewiem zrobiliśmy na statku małą awanturę i pobiegliśmy do Sokoła. Gdy kawałek
odlecieliśmy złapali nas wiązką ściągającą. Wtedy wystrzeliliśmy torpedę i zamiast nas poleciały
na ich statek cztery torpedy. Chyba domyślacie się jak skończył statek?
Luke wysiadł i wypuścił 3 sondy "Czarne Oko", żeby poszukały Lei. Sam też poszedł jej szukać.
Próbował wywołać ją za pomocą Mocy, szukał jej, ale nie mógł znaleźć. Czuł jednak, że ona jest na
planecie. Że żyje. Nagle Luke poczuł wołanie o pomoc. To Leia! I pobiegł w kierunku wołania.
Czuł, że jest coraz bliżej, biegł przez wyludnione miasto, słyszał, że jest w pobliżu. Wskoczył
do studzienki. Zobaczył ją. Widział, że siedzi na brzegu jednego z kanałów ściekowych. Tu na
pewno nikogo nie szukali.
-Leia- krzyknął
-Luke... żyjesz...-powiedziała
-Nic ci nie jest?
-Wszystko dobrze. Skąd się tu wziąłeś?
-U góry walczą resztki naszej floty.
-Han?-spytała
-Dostał się do niewoli. Przykro mi.
Po policzku Lei spłynęła łza.
-Chyba żyje- próbował pocieszyć ją Luke.
A na górze cały czas trwała bitwa. Imperium przegrywało. Vader patrzył na wszystko z pokładu
"Chimery", która nie brała udziału w walce. Skąd oni wzięli taką Flotę? Teraz już nie mamy
zamaskowanych okrętów. Będzie się pocieszać tym, że znisczyli prawie całą Flotę Republiki.
Że zdobyli planetę. Ale nie potrafili jej utrzymać. Vader poczuł, że na planecie jest jego syn
i córka. Wiedział, że już ich nie nawróci na jedyną, prawdziwą Ciemną Stronę Mocy. Zatem
zostało jedno wyjście...
Flota Imperium powoli przegrywała, stracili już połowę statków. Wszyscy wiedzieli co to oznacza.
Rzeczywisty koniec Imperium. Wszyscy to już sobie uświadomili.
-Chyba wygrywamy! Ej! Tracimy osłony!- wykrzyknął kapitan "Oriona". Stracili osłony. Jeden
z pilotów myśliwca TIE wpadł na genialny pomysł. Rozpędził swoją maszynę jak tylko mógł i
nakierował się na mostek "Oriona"
Luke patrzył na niebo. Widział walkę. Nagle zauważył potężny wybuch.
-Leio: Straciliśmy "Oriona"- powiedział
-Mamy jeszcz szansę- powiedziała Leia z nadzieją w głosie.
Ostatni statek ogromnej Floty Imperialnej został zniszczony. W komunikatorach słychać było
radosne okrzyki, inni śpiewali "Hymn Zwycięstwa".
Lord Vader widział jak Flota ginie. Tyle wysiłku na nic! To niemożliwe!
-Imperatorze.-powiedział
-Tak?
-Mamy pozwolenie na dalsze posunięcia?-spytał się Vader
-Jakie?
-Nasz plan awaryjny
-Aaa... Owszem- pozwolił mu Imperator.
Z hiperprzestrzeni wyszła Gwiazda Śmierci. Wszyscy na nią spojrzeli. Kierowała swój Superlaser
na planetę. Strzeliła. Z Coruscant został gwiezdy pył. Z Luke`a i Lei też. Vader uśmiechnął się
tryumfująco, gdy Gwiazda Śmierci zniszczyła superlaserem większość statków Republiki
KLEPA
Jeśli to Cię zainteresowało pisz na: kklepa@go2.pl (prywatny) lub starwars@pf.pl
EPILOG
Luke siedział na fotelu. Miał zakrwawione ręce i głowę. Złamał sobie lewą rękę i obie nogi.
Leia miała trochę więcej szczęścia. Ale leżała nieprzytomna. Luke zdawał sobie sprawę z tego co
się stało. Coruscant, stolica Nowej Republiki zniszczona. Zginęły tysiące ludzi. Oni sami ledwo
uszli z życiem. Luke wciąż nie mógł uwierzyć. Ale to nie był sen. Tylko skąd wzięli Gwiazdę
Śmierci? Zniszczyli całą naszą flotę. "Infiltrator Sith" prawie nie działa. Luke zdał sobie
sprawę z tego, że w tym statku nic już nie działa. Silniki rozpadły się w drobny mak. Tylko
kabina w której się obecnie się znajdowali nie uległa rozhermetyzowaniu. Kadłub- w wielu
miejscach rozerwany jak po trafieniu turbolaserem. Koszmar. Na pulpit kontrolny wolał nie
patrzeć. Świeciły się wszystkie światełka, oprócz tych które akurat były zepsute, lub od tych,
które zasłaniała krew Luke`a. Nagle z hiperprzestrzeni wyszła potężna Flota. Luke pomyślał:
"Przecież obie Floty zostały prawie doszczętnie zniszczone". Statki powoli się zbliżały.
Jeden ze statków podleciał bardzo blisko Luke`a. Luke zauważył na statku znak: Duży trójkąt,
podzielony na 4 mniejsze, środkowy był fioletowy, a pozostałe czerwone. Luke skupił się na
głosie Mocy i dzięki temu ujrzał jeszcze napis. Nie potrafił go odczytać. Przypomniał sobie, że
gdzieś już widział taki napis. Odwrócił się. Zobaczył taki sam napis na mostku
"Infiltratora Sith". Pod spodem napisane było Brotherhood of the Sith. Luke przełknął ślinę.
Pierwszy raz od wielu lat naprawdę stanął przed obliczem śmierci. Po chwili usłyszał głos
w komunikatorze, który o dziwo nie został zniszczony: Tu Voyteck, Wielki Admirał Floty Sith.
Podaj swój identyfikator. Luke nie miał wyjścia. Przeczytał napis, który był na pulpicie. Po
chwili znów usłyszał głos: Proszę dobijać Lordzie Maul. Hangar 2, lądowisko 43. Luke nie za
bardzo wiedział jak ma to zrobić, więc zdał raport o swoich uszkodzeniach uniemożliwiających
wykonanie polecenia. Znów usłyszał głos: Dobrze. Ściągniemy Cię na statek. I wystrzelili wiązkę
przyciągającą. Luke zbliżał się do flagowego statku Floty. Widział jego majestatyczną sylwetkę
i potężne uzbrojenie przy którym uzbrojenie połowy Floty Nowej Republiki jest słabsze. Ogromne
generatory tarcz nakładały na siebie pola ochronne z dokładnością do nanometrów. Luke zdał
sobie sprawę, że podziwia statek wroga. Być może jest to ostatni statek który widział. Tymczasem
wiązka wciągnęła go do środka statku. Zobaczył grupkę doskonale zorganizowanych wojowników.
Wiedział, że władają oni Mocą. Ze swoimi obrażeniami nie miał szans na pokonanie nawet jednego
z nich. Wylądował. Zobaczył jak personel lądowiska zbliża się do jego statku i potrząsa głową:
"Jak on mógł w czymś takim przeżyć?!?". Zobaczył też trzech mężczyzn. Wysokich i muskularnych.
Uzbojeni byli w pięknie zdobione Miecze Świetlne. Luke otworzył właz wejściowy wiedząc co go za
chwilę spotka. Luke słyszał już głosy nadchodzących. Słyszał urywane kawałki rozmów i po chwili
mógł już zidentyfikować mężczyzn: Darth Freejack, Lord Gandalf i Lord Zoltar. Weszli na mostek.
Gdy zobaczyli, że owy osobnik to nie Darth Maul tylko Luke Skywalker wszyscy trzej niemal
jednocześnie uruchomili śmiertelną broń. Z kling ich Mieczy wystrzeliły intensywnie czerwone,
świetliste promienie. To już koniec. Luke zapalił swój Miecz. Jednak wiedział, że nie miał szans
przeciwko trzem bardzo dobrze wyszkolonym w swojej sztuce Sithom. Jednak ku zaskoczeniu Luke`a
wszyscy zgasili swoje Miecze a mężczyzna stojący pośrodku (Darth Freejack jak mniemał Luke)
wyciągnął swoją rękę w kierunku Luke`a. Z ręki Dark Lorda wystrzeliła żołto-zielona kula i
poleciała w kierunku Luke`a. Po minięciu ułamków sekund kula zetknęła się z ciałem Luke`a i
obydwoje eksplodowali. Po chwili to samo spotkało Leię