ROZCZAROWANIE
Zerwał się ze snu. Usiadł na łóżku, z rozszerzonymi oczyma,
dysząc ciężko. Serce biło mu jak oszalałe. Rozejrzał się
po pomieszczeniu i momentalnie poznał swój własny, bezpieczny
pokój. Dotknął dłonią czoła - było mokre od potu. Usiłował
przypomnieć sobie, co też wprawiło go w takie przerażenie.
Sen - tak, musiał mieć koszmar. Nie pamiętał już, co było
jego treścią. Spojrzał na stojący na szafce nocnej zegar z
fluorescencyjnymi wskazówkami. Była czwarta. Nie zaśnie już
do rana. Powoli uspokajał się, oczy przywykały do ciemności,
oddech pomału wyrównywał się. Przed świtem zawsze jest
najciemniej - dodawał sobie otuchy. Wtedy jego uwagę zwrócił
ciemny kształt rysujący się wyraźnym konturem na fotelu. Ten
kształt...
Na fotelu siedziała jakaś postać, ubrana na czarno, w ciemnościach
wyraźnie widać więc było tylko jej bladą twarz. To była
kobieta. Równie ciemne, co reszta sylwetki włosy opadały
niedbałymi falami na ramiona.
Pochłaniała go wzrokiem.
W pierwszej chwili zmęczenie wyparowało, chciał wyskoczyć z
łóżka. Pomyślał, że to najodpowiedniejsza reakcja na
pojawienie się intruza w jego własnym mieszkaniu. Lecz nagle
wydało mu się, jakby... spodziewał się jej? Opanowało go
jakieś dziwne uczucie, wcale nie apatia; nie umiał go nazwać,
i mógł tylko patrzeć na tę kobietę, w ten sam sposób, w
jaki ona to czyniła. Czuł w niej coś niepochwytnego, a raczej
w jej spojrzeniu, było jednocześnie zdziwione, i zarazem pewne
siebie, przestraszone i odważne.
- Kim jesteś? - powiedział bez jednej myśli. Nie on, to w nim
coś powiedziało.
Milczała.
Już otwierał usta, by ponowić pytanie, tym razem całkowicie
świadomie, kiedy odezwała się:
- Witaj...
Głos miała niski, gładki.
- Skąd się tu wzięłaś? - nie wytrzymał.
- Chce mi się pić. Masz coś do picia?
Zaskoczyło go to pytanie. Było takie prozaiczne. Jak to - chce
jej się pić? Pojawiła się u niego nie wiadomo skąd - i chce
jej się po prostu pić?
- Kim jesteś? - nie dawał za wygraną.
Wstała. Jej smukła sylwetka otulona była w czarną, długą
suknię, która opadała kaskadami na podłogę, niczym przedłużenie
włosów.
- Kim? Dlaczego pytasz? Wiesz, uwielbiam czerwone wino...
Biła od niej dziwna aura. Czuł, że nie mówi tego co chce
powiedzieć. Patrzyła się na niego, jakby próbując sobie coś
przypomnieć...
- Jak... jak znalazłaś się w moim mieszkaniu? - wybuchnął
znowu. - Kim... dlaczego...?
Wargi zaczęły mu latać. Wiedział, że coś jest nie tak.
Wstała. Usiadła na brzegu jego łóżka, nie przestając się w
niego wpatrywać.
- Po co ci wiedzieć? Czy masz czerwone wino?
- Jak to po co?! - krzyknął prawie. Nie drgnął żaden mięsień
jej twarzy, tylko oczy zmieniły barwę o kilka tonów. Zauważył
to. Zdawało mu się...? - Budzę się, i widzę całkiem obcą
kobietę, siedzącą w moim pokoju, w środku nocy, jak się tu
dostałaś? Nie masz klucza... nie znam cię...
- Nie...? No tak. Nie znasz. A ja nie znam ciebie. Widzisz, ja...
Zamilkła. Pierwszy raz spuściła oczy.
- Co ty?
- Ja też nie wiem... a właściwie wiem... Nie masz wina?
- Wina? Najpierw mi powiedz - dlaczego? Jak? Kiedy?
- To może chociaż sok? Pomarańczowy. Bardzo go lubię.
Westchnął. Może kiedy da jej się napić, będzie bardziej
skora do wyjaśnień.
- Jest w lodówce, w kuchni. Tam. Pomarańczowy.
Wstała i powędrowała przez pokój ku drzwiom kuchennym. Zdjął
go nagły strach. Nie bał się wcale jej. To jedno uświadamiał
sobie całkiem dobrze. To było coś innego - nie umiał
powiedzieć co. "Nie czas na introspekcje" - pomyślał.
Lecz strach pozostał.
U progu kuchni odwróciła się i spojrzała na niego. Wyglądała,
jakby się wahała. Zaświeciła światło i zniknęła mu z oczu
za ścianą. Posłyszał brzęki szklanek.
Spuścił nogi z łóżka. Nie miał pojęcia, co o tym sądzić.
To było niezwykłe. Po chwili przez głowę przemknęła mu myśl,
która zaniepokoiła go - że śni. Potem zreflektował się. Ależ
to musiało dziać się naprawdę. "W końcu człowiek
potrafi odróżnić jawę od snu..." - pomyślał. Te
wszystkie przedmioty - były tu, kiedy kładł się spać. Pokój,
budzi się w nim co rano, jest ten sam... Co się w takim razie
dzieje? To takie niewiarygodne.
Brzęk naczyń ucichł i zaległa cisza. Przez moment jeszcze
zastanawiał się nad zaistniałą sytuacją; potem zdał sobie
sprawę, że z kuchni nie dochodzą żadne odgłosy.
- Wszystko w porządku!? - zawołał. - Halo!
Odpowiedź nie nadeszła. Strach wzmógł się. Poderwał się z
łóżka, popędził boso do kuchni. Była pusta. Na stoliku obok
kartonu z sokiem stała szklanka do połowy zapełniona pomarańczowym
płynem.
Przeszukał całe mieszkanie, wołał, wyglądął przez okno -
ale zobaczył tylko czerń nocy; wszystko to niemal bezwiednie, z
jakąś zapamiętałością skupioną... Później usiadł na
fotelu, skrył twarz w dłoniach. Przesiedział tak do rana,
bezmyślnie, zagłębiając się w rozpacz.
Nie wiedział właściwie dlaczego.
* * *
Kilka następnych dni było dla niego istną katorgą.
Wspomnienie tamtej nocy zalegało jak żywe w jego pamięci,
wcale nie starał się zapomnieć, wręcz podsycał jeszcze
wspomnienia, jej postać, jej twarz, jej zaciekawienie spowite w
przestrach - to wszystko widział doskonale. Najdrobniejsze
ruchy, wyraz twarzy; gdy tylko zamykał oczy, stawały przed nim
plastyczne, tak wyraziste, że mógł odkrywać coraz to nowe
szczegóły jej wizerunku.
Przez te dni nie potrafił się skoncentrować na niczym innym -
praca, życie prywatne, wydało mu się takie drętwe, wyblakłe,
przestało go interesować. Żył tylko tą nocą.
Nie mógł zrozumieć, co się właściwie stało, dlaczego zniknęła,
po co pojawiła się w jego mieszkaniu - by zaraz rozpłynąć się
jak senne marzenie. Zadręczał się tym, porzucił już pytanie
o powód nocnej wizyty - chciał dowiedzieć się tylko, czemu
przepadła - jak kamień w wodę... Obraz jej, wahającej się,
zanim przekroczyła próg kuchni, nim zniknęła mu z oczu, spadał
na niego bez uprzedzenia; to nie dawało mu spokoju - jakby już
wtedy wiedziała, że on nie zobaczą się nigdy więcej,
jakby... walczyła ze sobą...?
Po jakimś czasie zaczął się zastanawiać, czy wszystko to
zdarzyło się w rzeczywistości. Przeświadczenie, że to na
pewno nie był sen poczęło blednąć, jej wizerunek rozmazywać
się, niknąć, do głosu dochodził rozsądek... Później dziwił
się, że w ogóle mógł o tym pomyśleć w kategoriach
wydarzenia rzeczywistego. Zyskał pewność, że był to wytwór
jego umysłu, to on wygenerował chore urojenia; przekonanie to
wpoił sobie jako pewnik. Nieraz... nieraz już prawie zapominał.
Raz tylko jeszcze tamta noc dała mu znać o sobie. Kiedyś na
ulicy dostrzegł w tłumie kobietę odzianą w spadziste fale
czarnej sukni. Miała całkiem czarne, długie włosy, tyle że w
przeciwieństwie do niej proste, nie falujące. Począł gonić ją,
złapał za ramię; ujrzał twarz przerażoną, która zaniosła
się gniewem; kobieta odskoczyła od niego złorzecząc.
Stał potem jeszcze parę chwil, ze spuszczoną głową,
wpatrzony w ziemię. Drżał. Potem podniósł głowę i jął iść
dalej - bez nadziei.
cypher_ek (Anka)