Proza życia a poetycki zez


To jest właśnie to, co lubię najbardziej. Najpierw jest czas posuchy, w głowie pusto, człowiek ma ochotę coś napisać, ale nie za bardzo wie na jaki temat. Nadchodzi koniec miesiąca, pojawia się nowy CD-Action a z nim, na Cdeku najnowsze wydanie AM. Niby nic nadzwyczajnego. Rozpakowujesz to człowieku, przeglądasz, ale nic nie chwyta. Przeglądasz po raz kolejny, czytasz co też ludzie mają do powiedzenia i…


…nagle trafiasz na tekst będący odpowiedzią na jakiś wcześniejszy. Zjawisko całkiem normalne, ale tym razem jest trochę mniej swojsko, bo tematem jest poezja. A kto jest osobnikiem piszącym swoją polemikę do poprzedniego tekstu? No, jakże, nie wiecie? Qn'ik we własnej osobie. Co najgorsze, w tym też nie ma nic dziwnego ;). Jest jednak pewien mankament, który w tym momencie utrudnia mi życie przy klawiaturze: nie mam zielonego pojęcia gdzie mogę znaleźć tekst, do którego ustosunkował się w poprzednim AM przewodniczący naszego zebrania. Nie jest to jakaś tragedia, bo z odpowiedzi jasno wynika o co chodziło autorce, Magdalenie. Mimo to, nie pogniewałbym się, gdybym miał możliwość poznania jej stanowiska opisanego jej własnymi słowami. Jak by nie było, i tak sobie poradzę. Tekst Qn'ika trącił we mnie strunę i przyznam, że dość mocno. {Ja ze swojej strony powiem tylko, że niestety/na szczęście (tamten tekst nie był najlepszy) zamieścić artykułu Magdy nie mogłem - nie mam doń praw autorskich}
Qn'ik swój tekst kierował bezpośrednio do osoby, która wychwalała poezję, krytykując przy tym prozę. Ja, mimo tego, że to właśnie Qn'ika "Krytyka Poezji" trąciła we mnie tą strunę, kieruję swoje wypociny do wszystkich, którzy w mniejszym lub większym stopniu interesują się tym tematem.
Wiem, że ktoś pisemnie skrytykował prozę, wiem też kto w odwecie poskakał po poezji a ja po prostu będę się czepiał. Kogo najbardziej, to się dopiero okaże. Powiem/napiszę tylko jedno, naprawdę i szczerze się cieszę, że będę miał okazję do wytknięcia kilku nieprawidłowości w sposobie myślenia naszego, AM-owego głównodowodzącego ;). Z czepianiem się jest tylko jeden mały problem. Nie bardzo wiadomo od kogo zacząć. Magda czy Qn'ik? Qn'ik czy Magda? Kultura górą a kobiety zawsze mają pierwszeństwo. No to jazda.
Magda, autorka tekstu krytykującego prozę i wywyższającego poezję jest w tej dobrej sytuacji, że nie widziałem jej tekstu. Mi to jednak za bardzo nie przeszkadza.
Zacznijmy (w zasadzie o to głównie się sprawa rozbija) od zdania cytowanego już przez Qn'ika: "Poeta też człowiek, tylko trochę inny, lepszy.". Nie wiem ile lat ma autorka tej wypowiedzi i szczerze mówiąc, mało mnie to obchodzi. Pomijam też obrazę innych twórców, którzy do wyrażania swoich uczuć i emocji używają prozy. Mam tylko jedno pytanie: Czy przez to zdanie mam rozumieć, że Beethoven był lepszym człowiekiem od Jamesa Hetfielda? Obydwaj przecież wyrażali się (no dobra, jeden wciąż się wyraża ;) poprzez muzykę. Z tą różnicą, że Beethoven za czasów swojej bytności na ziemskim padole tworzył muzykę poważną, zwaną inaczej klasyczną (swoją drogą, nie podoba mi się określenie "poważna". Czy poza disco polo i tym podobnym jest jakaś muzyka niepoważna?) a James Hetfield łupie po uszach heavy metalowo. i co, to ma stanowić o tym, że jeden jest lepszy od drugiego? O ile mi wiadomo, Beethoven za kołnierz nie wylewał. Do spokojnych i grzecznych też nie należał. Hetfield swoją drogą też za bardzo procentom przepuszczać nie lubił. i co, posprzeczamy się kto był lepszym człowiekiem? Owszem, Beethoven tworzył muzykę, która za jego czasów dostępna była tylko dla klas wyższych, szlacheckich, bo pospólstwo miało gówno a nie dostęp do kultury. Tylko, co z tego? Czy świadczy to o tym, że on był lepszym człowiekiem? Ja w odpowiedzi wywalę argument, że Hetfield pisze i komponuje dla wszystkich bez wyjątku, że się nie wywyższa. i w ten sposób można się targować aż do śmierci.
Ewentualnie może być troszkę inaczej: Czy Adam Mickiewicz był lepszym człowiekiem niż ja lub jakiś tam inny, szary iksiński? Przede wszystkim, nie zauważyłem, żeby gdziekolwiek i komukolwiek dawano prawo do tak ogólnego i jednocześnie bezmyślnego oceniania ludzi. Obawiam się, że nasza młoda (tak sądzę) bojowniczka nie zna osobiście wszystkich poetów i autorów piszących prozą. Na pewno nie zna też innych iksińskich i nie wie czym oni się zajmują. Nie wie czy piszą prozą, wierszem, czy też po prostu sprayem na murach smarują beznadziejne hasła. Zapytam wprost: Kto dał Ci prawo do takiej oceny? idąc tropem twierdzenia Magdaleny, sam o sobie mógłbym powiedzieć, że jestem wręcz najwspanialszy ze wspaniałych, bo mam na koncie kilkanaście całkiem udanych wierszy (a tak, pochwalę się, bo jest czym!), ale też i opowiadania niezgorsze popełniłem. Ja jednak nie uważam siebie za takiego. Dodam więcej, niewielu z moich znajomych wie czym lubię się zajmować w wolnym czasie i że jest to właśnie pisanie (no, teraz to już tyłek zbity, niech no tylko któryś z nich zajrzy do AM ;). Ja, to jestem ja i koniec. Natomiast, oceniać mnie mają prawo tylko najbliżsi mi ludzie. Tacy, którzy znają mnie lepiej niż ja sam swoją kieszeń. i nikt inny!
Poza tym, jak dotąd Magdalena jest jedyną osobą o której wiem, że stwierdziła, iż poezja jest bardziej wartościowa od prozy. Do tego stwierdzenia się nie przypnę, bo śmiem sądzić, że wiem skąd się ono wzięło. Tutaj sprawa ma się podobnie jak z muzyką, która kiedyś była dostępna tylko dla pewnych kręgów. Z poezją było o tyle lepiej, że twórcy jakby sami z siebie pisali do szerszych rzeszy swoich ziomków. To jednak dotyczyło poezji patriotycznej, mającej na celu nawrócenie tych wszystkich zaślepionych Judaszy, którzy nie widzieli jak okrutny wróg pożera ich ojczyznę. Ogólnie jednak, faktycznie utarło się, że poezja jest tworzona po to, aby służyć wyższym celom. Utarło się też, że poezję mogą czytać i zrozumieć ludzie tylko i wyłącznie wykształceni, arystokraci, ludzie światowi, którzy są w stanie docenić jej piękno i emocjonalne bogactwo. i rzeczywiście, było tak, że poeta, jeśli wcześniej nie wyrobił sobie opinii pijaka i jebaki lub świra, uznawany był za człowieka wartościowego, bogatego wewnętrznie (ja też jestem bogaty wewnętrznie, mam tasiemca ;) i ogólnie szanowanego. Tak było zresztą z każdym artystą, który został dostrzeżony w kręgach wyższych. Nieistotne było czy jest to poeta, powieściopisarz (a tak Magdalenko, takich też darzono szacunkiem), malarz czy muzyk. istotne było to, żeby artysta był w stanie dać to, czego pragnęły te chamy w surdutach, którzy sami siebie nazywali arystokracją. To wszystko jednak jest tylko stereotypem, do tego bardzo mocno przestarzałym. Teraz żyjemy w innych czasach i innym świecie, w którym nie ocenia się ludzi na podstawie dziedziny sztuki, którą się zajmują. Poezja jest dostępna tak samo jak proza, muzyka i malarstwo a to wszystko w wszelkich możliwych odmianach, cenach i językach. A przede wszystkim: dla każdego! Obawiam się, że jeśli nasza autorka, która tak bardzo chciała wynieść swoją ukochaną dziedzinę sztuki pod niebo nie jest już w wieku bardzo wcześnie szkolnym, to powinna bardzo szybko uzupełnić swoje potężne luki w wiedzy… o świecie, aktualnych czasach a przede wszystkim ludziach i życiu. Natomiast, jeśli jednak jest w wieku, o który ją posądzam, niech się bardzo, ale to naprawdę bardzo pilnie uczy.
Nie chce mi się dłużej pastwić nad stwierdzeniami Magdaleny. Przykro mi, zazwyczaj do kobiet podchodzę z należnym im szacunkiem, ale w tym momencie jestem w stanie tylko jedno stwierdzić: jej zdanie i ocena była tak beznadziejnie niedojrzała i głupia, że aż się wyć chce. i rzeczywiście, w tym momencie to ja sam pytam siebie: Dlaczego Bóg jeszcze nie grzmi?
Tym samym przechodzimy do drugiego narożnika, w którym siedzi Qn'ik. Zawodnik jak zawsze gotów do starcia i solidnie przygotowany. Proszę państwa, właśnie rozbrzmiało uderzenie w gong i rozpoczyna się runda pierwsza. Zawodnicy ruszyli ze swoich narożników. i oto pierwsza niespodzianka, przeciwnik Qn'ika, zawodnik widać, że jeszcze młody i niedoświadczony trafia go kilkoma, niestety słabymi ciosami. Wygląda na to, że było to tylko szczęście początkującego. Qn'nik szybko kontruje. Ciosy są szybkie, mocne i zdecydowane. Niestety, mimo dużego doświadczenia, które jest głównym atutem naszego zawodnika, nie wszystkie uderzenia są celne. Niektóre sprawiają wrażenie wyprowadzanych nie do końca a wręcz nieprzemyślanych. Niestety, w tej walce nasz zawodnik dał się ponieść niezdrowym emocjom i kilka razy opuścił gardę. Jak na innych równie doświadczonych, ale też i nieostrożnych zawodnikach, tak i na nim zemści się ten błąd.
Rzecz pierwsza i podstawowa: od kiedy ważne jest, co ma większą siłę oddziaływania na czytelnika? No, dobra, przyjmujemy, że jednak jest to istotne. W takim razie zaczniemy od tego, że zarówno prozę jak i poezję czytają ludzie. Skoro ludzie, to znaczy też, że każdy ma inny gust i na każdego co innego działa. Tym samym bardzo chętnie powrócę do mojego porównania Hetfielda z Beethovenem a konkretnie, do muzyki, którą jeden tworzył a drugi wciąż tworzy. Jak wszyscy wiemy, muzyka klasyczna różni się diametralnie od muzyki heavy metalowej (w tym miejscu każdy może wstawić swój ulubiony gatunek muzyki nowoczesnej).
i teraz pytanie: który gatunek ma większą siłę oddziaływania na słuchacza? No… więc… jakby to powiedzieć… Siadaj Jasiu, dwója! Ale, proszę pani, dlaczego? Bo na każdego działa i oddziałowuje co innego i w inny sposób! Jeśli jestem człowiekiem, który ponad wszystko uwielbia heavy metal, który rozumie tą muzykę i się z nią utożsamia, to za cholerę (aczkolwiek są wyjątki) nie dojdę do porozumienia z muzyką klasyczną. Jak już wspomniałem w nawiasie, są od tego wyjątki. Ja osobiście lubię muzykę zarówno klasyczną jak i rockową, czy heavy metalową. Tak samo też lubię czytać prozę, jak i poezję. Jak do tej pory, nie spotkałem się z czymś takim jak mierzenie stopnia oddziaływania na czytelnika. Tego nie da się sprawdzić w sposób obiektywny, bo każdy czyta to, co lubi najbardziej. Nie można powiedzieć też, że pisanie poezji jest większą sztuką niż pisanie prozy, ale i w drugą stronę to stwierdzenie też nie działa. Z tej prostej przyczyny, że człowiek, który nigdy nie potrafił dojść do porozumienia z poezją, który wierszy nie lubi i nie rozumie nigdy takich nie będzie pisał. i nawet napisanie jednego egzemplarza, w ramach wymogów pani od języka polskiego będzie dla niego wielkim wysiłkiem i wielką sztuką. To samo się tyczy prozy. Z tym, że prozą uczymy się pisać dosłownie od najmłodszych lat. Wszelkie opowiadania, streszczenia, to wszystko jest pisane prozą i tego wszystkiego zaczynamy się uczyć już w wieku, w którym pamiętamy jeszcze czasy schodzenia z nocnika po drabinie. Z tego też powodu łatwiej jest pisać prozą, niż wierszem. Szczególnie wtedy, gdy chciałoby się napisać wiersz naprawdę dobry. Pomijam w tej chwili wyuczone w szkole środki stylistyczne, bo nawet jeśli ktoś zna je wszystkie na pamięć, to jeśli nie ma do tego talentu, nigdy poetą nie będzie. Jeśli już wspomniałem o środkach stylistycznych, w prozie też się czegoś takiego używa i to dość często. Proza, to nie tylko polemika, nie tylko traktat polityczny czy felieton. Proza, to również powieść, opowiadanie. Twory, w których znajduje się mnóstwo różnych opisów a tym samym metafor, porównań, personifikacji i innych środków stylistycznych, literackich. Jak widać, nie pamiętam nazw ich wszystkich, bo w innym przypadku byłyby tutaj wymienione. Mi jednak nazwy do niczego nie są potrzebne. Jak już wspomniałem wcześniej, popełniłem i wiersze i opowiadania i jestem pewien, że i w jednym i w drugim używałem czegoś takiego jak te środki, ale tego się nie da uniknąć. Nawet wiersz, który zacytował Qn'ik nie jest tak bardzo prozaiczny jak wydawałoby się jemu samemu. {Tu coś wyjaśnię - wiem doskonale, że środków stylistycznych się w prozie używa - lecz tu jest jeszcze jedno magiczne słowo: "wyszukane". Egzaltowane ewentualnie. Miłosz używał właśnie tych środków, które najczęściej pojawiają się w prozie - dlatego tak napisałem.} Wróćmy jednak do siły oddziaływania na czytelnika. Z drugiej strony, nie bardzo jest po co, bo myślę, że każdy powinien zrozumieć właśnie tą jedną, podstawową rzecz: Na każdego co innego oddziaływuje i z różną siłą. i bez sensu jest sprzeczanie się, co bardziej. To jest tak samo głupie, jak i niedojrzałe. Należy oczywiście jeszcze zwrócić uwagę na sposób, w jaki dany twór ma oddziaływać. Przypomnijmy sobie, tak dla przykładu, czasy zaborów, o których na pewno każdy z nas uczył się w szkole. Jak wszyscy powinni pamiętać, w pewnym momencie społeczeństwo polskie, cały naród zaczęła ogarniać bezsilność. Ludzie zaczęli tracić nadzieję i tym samym poddawali się temu, co było. Z pewnością byli tacy, którym wtedy było dobrze (cholerni politycy). Ogólnie jednak, Polska leżała. Ci, których było stać i mieli taką możliwość, uciekali z tego kraju. Reszta albo kombinowała coś cichutko i bezskutecznie albo po prostu zupełnie zapominała o czymś takim jak bunt i walka. W tych też czasach do boju wkroczył nie sierp, nie miecz, nie armata czy człowiek z gołymi pięściami. Do walki wkroczyło pióro. W ten sposób ujawniła się też rola poezji oraz sposób jej oddziaływania na ludzi. Taki właśnie miały cel wiersze napisane w tamtych czasach. Wystarczy poczytać fragmenty podręcznika do jęz. polskiego, w których jest opisana twórczość tamtych czasów i przykładów znajdzie się sporo. W momencie, gdy zwykły szary człowiek zaczynał się poddawać, pojawili się ludzie, którzy swoją poezją próbowali pobudzić naród do działania. Poeci używając do tego swoich wierszy próbowali budzić w ludziach nadzieję. Próbowali ich podnieść na duchu. Czy to jest mała rola, szczególnie w tamtych czasach? Poza tym, jak pamiętamy, szafot całował ten, który słowami wypowiedzianymi czy napisanymi wprost próbował buntować się przeciwko panującym w naszym kraju nacjom i (nie)porządkom. Tutaj też poezja odegrała niemałą rolę, bo poeta używając wszelkich możliwych przenośni czy porównań mógł powiedzieć to, czego człowiekowi nie wolno było powiedzieć wprost. Czy to jest mało? {Zgodze się, że dyskusja: "co lepsze i co bardziej oddziaływuje" jest bez sensu. Ale jeśli o "przemycanie" ukrytych treści w utworach... Nie piszę, że w poezji takowych się przemycić nie da - wiem tylko, że walka z cenzurą jest domeną prozy - wystarczy spojrzeć na polską twóczość w czasie komunizmu.}
Rzecz kolejna, nie mniej istotna, czyli wpływ na historię. Jak wiemy lub pamiętamy jeszcze ze szkoły, wszystko co miało związek z polityką, a więc też historią, pisane było prozą. Czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie napisanie wierszem jakiegoś traktatu politycznego? Ja nie. Dlatego też, to pytanie (zadane przez Qn'ika) uważam za bezsensowne. Sądzę, że na temat historycznego znaczenia poezji a tym samym, jej wpływu na historię (a kto udowodni, że takowego naprawdę nie miała?) udało mi się trochę napisać. Należy może uzupełnić to o twierdzenie, że poezja nie została stworzona po to, aby wywierać wpływ na dzieje ludzkości. Mogła być i była do tego wykorzystywana, ale nie taki był cel jej powstania. Poza swoją rolą w historii, poezja służyła i służy człowiekowi piszącemu, nie czytelnikowi a autorowi. Owszem, na pewno są tacy, którzy piszą tylko na pokaz. W takiej sytuacji rzeczywiście ta poezja nie ma wartości, poza tą, za którą zostanie sprzedana (czyli wciąż niewielką). Ludzie, którzy pisali i piszą wiersze robili to i robią przede wszystkim dla siebie. Są tacy na tym ziemskim padole, którzy aby móc wyrazić swoje myśli czy uczucia potrzebują zapisania ich w formie wiersza. Wiadomo, że nie wszyscy, ale tacy są. Jest to sposób na przekazanie tego, co się czuje, co się myśli. Można to zrobić pisząc prozą, ale jak już wspomniałem, są ludzie, którzy o wiele lepiej czują się po napisaniu wiersza. Są ludzie, którzy z takich czy innych powodów nie są w stanie powiedzieć czegoś wprost. Zazwyczaj, a przynajmniej tak się to utarło, dotyczy to sfery emocjonalnej i uczuciowej człowieka. Wśród tych ludzi są tacy, którzy mają smykałkę do pisania wierszy, więc łapią za pióra, długopisy czy rylce i tworzą. Przede wszystkim dla siebie, po to, żeby sobie ulżyć (i bez głupich dopisków proszę).
A teraz małe sprostowanko. Nie tylko umiejętność pisania prozą jest bronią. Tutaj znów kłania się historia naszego narodu. Przede wszystkim jednak, nie ważne jest to czy piszemy prozą czy wierszem. Ważna jest sama umiejętność wyrażania swoich myśli, wypowiadania się. "Bo chodzi o to, żeby język giętki potrafił powiedzieć to, co głowa pomyśli" i nic więcej.
Gdyby nie proza Sienkiewicza, Hoffmann nie zarobiłby takiej kasy na "Ogniem i mieczem". Komunizm mieliśmy nie dzięki prozie Marksa a dzięki Ruskim, którzy go do nas przynieśli. Marks mógł sobie pisać i mogło być tak, że jego idee nigdy by do nas nie dotarły. {Gdyby nie spisana przez Marksa proza, tak pełna nadziei i wielu utopijnych wizji, to nikt by się nią nie zajmował. A jej siła oddziaływania przeszłaby do Polski i tak.} W tym momencie jest to założenie już czysto teoretyczne, ale mogło tak być. Marks pisząc swoje dzieła nie zamierzał zaszczepić komunizmu konkretnie i tylko w Polsce. To nie proza Marksa była bezpośrednią przyczyną komunizmu w naszym kraju.
{Ale na świecie: tak.}
Tak odnośnie tych czwórek, co to do nieba szły. Nie zapominajmy o tym, że poezja, jak każda forma sztuki, rządzi się swoimi własnymi prawami. Nikt nie powiedział, że w wierszu musi być wszystko napisane dosłownie i ściśle z faktami historycznymi. Wręcz przeciwnie, prawem poezji są odchyłki w jedną lub drugą stronę. Poza tym, ten wiersz miał przede wszystkim upamiętnić walkę pod Westerplatte a nie poderwać naród do obrony.
Jeszcze jedno. Qn'iku mój ty kochany na zlecenie jedyny, lubisz Ty tą poezję w końcu czy nie? Napisałeś, że jej nie lubisz, ale też przyznałeś się do tego, że lubisz wiersze konkretnych autorów, ale one przecież też są poezją. Tak się niestety składa, że wiem co miałeś na myśli, ale na przyszłość doradzam większą ostrożność. Elokwencja jest wielką sztuką i potężną bronią, ale diabeł tkwi w szczegółach.
{Nie rozumiem pytania. Przecież wyraźnie napisałem, że jestem przeciwny poezji innej, niż genialna Czy to złe wyjaśnienie?}
Dobra, popastwimy się dalej nad tą poezją. Z uwagą przeczytałem wiersz zacytowany przez Qn'ika. Przyznam, że mi się podoba, poważnie. Emocji jednak zbyt wiele w nim nie dostrzegłem. Chyba, że emocjami nazywamy skargę, ostrzeżenie a nawet groźbę, które w tym wierszu są bardzo widoczne.
{Emocje odczuwa głównie czytalnik - podmiot liryczny jest spokojny i wyrachowany: "Nie bądź bezpieczny, poeta pamięta..."} Nie jestem w stanie stwierdzić ze stu procentową pewnością, czy jest pozbawiony środków stylistycznych. {Co jest niemożliwe - każdy przymiotnik jest przykładowo epitetem - więc środkiem stylistycznym jest wszystko. Ale nie ma przerostu formy nad treścią.} Mogę jednak zapewnić, że pisze i mówi się "żadnego środka" a nie "żadnego środku". No, ale to tylko tak przez czystą, wrodzoną złośliwość. {Masz rację. :) Błąd poprawię.} Nawiązując jednak do środków stylistycznych. One są po to, żeby ich używać i wcale nie są wyszukane. Po prostu są i jeśli ktoś chce lub czuje taką potrzebę, to z nich korzysta. Ktoś może też korzystać z nich zupełnie nieświadomie, tylko dlatego, że ma taki a nie inny sposób wypowiadania się. Tak na marginesie, to jest właśnie cecha poezji, za którą jest ona ceniona: mnogość i bogactwo tych środków. Potężna ilość możliwości mówienia konkretów bez mówienia czegoś wprost. To jest prawdziwa broń. Nie wiem czy już o tym wspomniałem, ale o wiele większe trudności sprawia zrozumienie właśnie poezji, nie prozy. Tak się niestety składa, że bez odpowiedniego przygotowania, to znaczy poznania tych środków i możliwości, niewiele da się z niektórych wierszy wyczytać. {Czy niekomunikatywność jest zaletą?} Owszem, są wiersze, o których wspomniał Qn'ik, pisane w sposób prozaiczny, wprost. Mi osobiście jednak w takich wierszach czegoś brakuje (są od tego wyjątki, ale niestety, rzadkie). Takiego małego smaczku, który właśnie cechuje poezję, który dodaje jej barwy. Zdaje się jednak, że Qn'ik zapomniał o roli tychże środków w prozie. Wiemy, że prozę można napisać wierszem. Mało kto jednak zwraca uwagę na to, że poezję można napisać prozą. Na to też są dowody. Pominę jeden taki szczególny, który chodzi mi po głowie. Zwrócę uwagę tylko na wszelkie bardziej szczegółowe opisy zawarte w prozie. i nie mam na myśli rzeczy w stylu "papierek leży na podłodze". Chodzi mi o opisy, w których jest zawarte nie tylko to proste stwierdzenie faktu, ale też opisanie papierka, podłogi a nawet kurzu, który zdążył na tej podłodze czy papierku osiąść i wszelkich możliwych, związanych z tym faktem skojarzeń. To jest właśnie miejsce dla tych zwalczanych przez Qn'ika całą mocą klawiatury środków stylistycznych.
Bez nich nigdy nie powstałyby naprawdę dobre i bogate opowiadania czy powieści. Jak inaczej, skoro nie przy pomocy środków stylistycznych można opisać, na przykład strach, ewentualnie jakiekolwiek inne emocje? Nie wystarczy powiedzieć "Boję się jak cholera", szczególnie gdy chce się napisać coś naprawdę dobrego. Trzeba jeszcze umieć tą cholerę opisać a wtedy wiadomo co może przyjść z pomocą. Szczególnie, że tak naprawdę, to nie wiadomo jak ta cholera wygląda. To jest właśnie to, co nazywamy bogactwem wypowiedzi, umiejętnością wyrażania swoich myśli na kilka różnych sposobów.
Pomijając ostrą krytykę miłości będącej cukierkiem, który staje ością w gardle (w sumie, czemu nie, jak ktoś chce i lubi, to może być) przejdę do związków poezji z tekstami piosenek. Przyznam, że pisząc ten art nie mogłem się już doczekać tego momentu. W końcu nadszedł.
Przykład Edyty Bartosiewicz a szczególnie piosenki o Jenny nie był zbyt trafny. To znaczy, był trafny z punktu widzenia przytaczającego, bo w ten sposób mógł udowodnić, że poezja z tekstami nie ma nic wspólnego. Ja jednak będę na tyle bezczelny, że przytoczę kilka przykładów więcej. Żeby było weselej, ich celem będzie poparcie Magdy, która twierdziła, że poezja jest zawarta w tekstach piosenek. Wiadomo, że nie wszystkich, ale jednak. Wracając do E. Bartosiewicz, proponuję posłuchać piosenki pod tytułem "Ostatni", czysta poezja. Jak ja twórczości tej pani raczej za bardzo nie trawię, tak ten numer, zarówno pod względem warstwy muzycznej jak i tekstowej bardzo cenię.
{:) Nie przeczę, że twórczość niektórych muzyków to czysta poezja - wystarczy spojrzeć na Ewę Demarczyk, która śpiewała Baczyńskiego.}
Na początek tematu mała dygresja. Gdy zacząłem czytać część riposty dotyczącą poezji w tekstach piosenek, pierwszym co mi się rzuciło w oczy, był sposób w jaki Qn'ik odpowiedział na twierdzenie Magdy. Pomijając fakt, czy miała ona rację, czy nie (nad tym będziemy pracować za chwilę), muszę z przykrością stwierdzić, że riposta naszego głównodowodzącego była na poziomie… podstawówki. Będę na tyle bezczelny, że pozwolę sobie na taki mały, niegroźny cytacik: "[…] polemika jest sztuką […] Pamiętajcie jednak, że ludzie są zwykle za tym, kto mówił ostatni, lub popisał się lepszym stylem - jego opiniotwórcza sugestia jest mocniejsza […] jeśli polemizować, to silnymi argumentami. Słabe można po prostu banalnie zbić…" Czy ktoś sobie przypomina te słowa? Gdy je przeczytałem po raz pierwszy, nabrałem do autora sympatii i szacunku. Gdy przeczytałem "Krytykę Poezji" (a szczególnie część, o której wspomniałem troszkę wyżej), tego samego autorstwa, ręce mi opadły i nie byłem w stanie uwierzyć, że jedno i drugie pisała ta sama osoba. Niestety, w "Krytyce" zauważyłem naprawdę niewiele argumentów, a jeszcze mniej silnych. Mocno dała się zauważyć ironia. Bardzo wyraźnie widoczna była chęć wyśmiania Magdy. Czy tak wyglądają argumenty? Czy tak wygląda dyskusja, polemika? Do cholery, nie!

Moja krytyka poezji jednak nie składała się z "chwytów" populistycznych, czy demagogii - każdy argument w niej zawarty potrafię poprzeć przykładami - jednak tekst pisałem pod wpływem emocji, używając bardzo wielu środków stylistycznych, które mają na celu - owszem - wyśmianie i ostre skrytykowanie drugiej strony. Do czego miałem prawo, gdyż panuje wolność dyskusji. Niestety, pisałem też za bardzo ogólnikowo - nie miałem ochoty zagłębiać się w szczegóły z innego powodu - nie zostało by to należycie docenione - krytykę pisałem do młodych odbiorców, do których przemawia bardziej ironia, nie argumenty. To tyle, jeśli chodzi o moje przyznanie się do winy. Zauważ jednak, że krytykujesz tylko formę wypowiedzi - nie pisałem czegoś, czego powinienem się wstydzić, wreszcie: co jest nieprawdą. Po prostu sprawę potraktowałem ogólnie - ale jej nie zlekceważyłem. Dlatego oskarżenie to uważam za krzywdzące.

Pomijając jednak formę odpowiedzi i jednocześnie przechodząc do tematu, jeśli ktoś nie widzi sensu w takim, czy innym tekście piosenki, nie znaczy to, że go nie ma (to tak jeszcze odnośnie Edzi Górniak).
Obiecałem przykłady poezji w tekstach piosenek. Zastanawiam się jednak, czy jest sens przytaczania konkretnych cytatów. Jest ich trochę a ten art i tak jest już dość długi. Na początek proponuję przejrzeć twórczość Agnieszki Osieckiej. Czy jest ktoś, kto powie, że w jej twórczości nie ma poezji? To znaczy, powiedzieć tak każdy może, ale na pewno nie będzie miał racji. Teksty tej pani są przede wszystkim poetyckie. A co z tekstami Martyny Jakubowicz? Ponownie czysta poezja. i to najwyższych lotów. Od jakiegoś czasu bardzo chętnie słucham sobie płyty zatytułowanej "Naga", nagranej przez Justynę Steczkowską. Niestety, teksty nie zostały napisane przez wokalistkę. Odpowiedzialna za nie jest pani Ewa Omernik. Mniejsza o to. Osobom, które nie znają tej płyty proponuję przesłuchanie jej i zwrócenie szczególnej uwagi na stronę liryczną. Żeby nie było, że jestem gołosłowny przytoczę kilka tytułów. Utwór zatytułowany "Za dużo wiesz". Zdawałoby się, że tekst jest prosty, przynajmniej w taki sposób został napisany. Użyto w nim bardzo prostych słów, pozornie nic nie znaczących. Jeśli jednak ktoś będzie chciał, lub jeśli kogoś to zainteresuje, to szybko dostrzeże, że za tymi słowami stoją emocje. Nie są w jakiś szczególnie wyraźny sposób opisane, ale są widoczne. Nie owijając w bawełnę, te słowa pobudzają wyobraźnię. Na wyjątkową uwagę zasługują też "Dziś Twój ślub" i "Tańcz na mym weselu". Podałem tylko trzy tytuły, ale tak naprawdę, cała płyta od strony tekstowej zawiera ogromny ładunek emocjonalny. W zasadzie każdy znajdujący się na niej tekst pobudza wyobraźnię i maluje w niej obrazy. Taka właśnie jest poezja, obrazy namalowane za pomocą kilku prostych słów. Kilka słów, które potrafią w człowieku wywołać setki skojarzeń czy nawet wspomnień. Jest przecież wielu innych polskich artystów, szczególnie starszej daty: Budka Suflera (przede wszystkim starsze teksty), Perfect (szczególnie "Niepokonani"), Sojka czy też teksty od wielu lat nieżyjącej Anny Jantar i wielu, wielu innych. Wystarczy tylko pogrzebać, posłuchać i poczytać.
W "Krytyce Poezji" została poruszona też kwestia artystów, piosenkarzy anglojęzycznych. Niezaprzeczalny jest fakt, że w radiu słyszymy przede wszystkim bzdury, których przykład przytoczył Qn'ik (Hey, who's talking about me!? i'm the big Enrique! ;). Na radiu jednak świat się nie kończy. Weźmy sobie pod młotek kapelę, przez jednych wielbioną, przez innych nienawidzoną: Metallica!!! Co jest? Ktoś zaskoczony? I słusznie. Pisząc nazwę tego zespołu miałem na myśli przede wszystkim dwa utwory, zresztą bardzo znane: "Nothing else matters" i "The Unforgiven". Co z tego, że balladki? Czy ktoś zwrócił dokładniejszą uwagę na teksty tych dwóch utworów? Przy średniej znajomości angielskiego i otwartym umyśle zaraz po pierwszym przeczytaniu wnioski same się nasuwają. Zresztą, nie ma co ukrywać, że strona tekstowa zawsze była mocną stroną tego kwartetu a Hetfield naprawdę potrafi pisać. Przychodzi mi do głowy też inny zespół, którego nazwa zaczyna się na M: Marillion. Dokładnie chodzi mi o ich pierwszego wokalistę i jednocześnie autora tekstów, Fisha. Tutaj pozwolę sobie zacytować tekst, który zrobił na mnie naprawdę wielkie wrażenie. Utwór pochodzi z pierwszej solowej płyty Fisha.

Cliché

I've got a reputation of being a man with a gift of words
A romantic poetic type or so they say
But I find it hard to express the way I feel about you
Without getting involved in the old clichés
in the old clichés, it's an old cliché
This song's begun so many times but never in a way
That you won't consider to be an old cliché
I want to say that I need you, I miss you when you're away
And how it seemed like fate - oh, here we go - the same old cliché
it's the same old cliché
it's not that I'm embarrassed or shy, well, you know me too well
But I want to make this song special in a way that you can tell
That it's solely for you and nobody else
For my best friend, my lover, when i need help - cliché - cliché?
Everything i want to say to you is wrapped up in an old cliché
I'd waited so long to find you,
I'd been through the heartbreak and the pain
But of course you already know that
cos you've been through the same
That's why I'm trying to say with my deepest sincerity
That's why I'm finding it comes down to basic simplicities
The best way is with an old cliché
it's simply the best way is with an old cliché
Always the best way is with an old cliché
I'll leave it to the best way, it's an old cliché
I love you

W zasadzie ten tekst mówi sam za siebie. Nie zamierzam go w żaden sposób komentować. Zacytowałem go z wiadomych powodów i myślę, że jest to widoczne dla każdego, kto przeczytał i zrozumiał. Jeśli chodzi o resztę twórczości literackiej Fisha, to polecam właśnie cztery pierwsze płyty Marillion i jego pierwsze dwie solowe. Te sześć krążków wystarczy, aby udowodnić, że obecność poezji w tekstach piosenek również anglojęzycznych jest niezaprzeczalna. Nie byłbym sobą, gdybym przy okazji nie wspomniał o tytułowym utworze "Script For A Jester's tear", z pierwszej płyty wspomnianego przeze mnie zespołu. Naprawdę z wielką przykrością cytuję zaledwie jego fragment:

The fool escaped from paradise will look over his shoulder and cry
Sit and chew on daffodils and struggle to answer why?
As you grow up and leave the playground
Where you kissed your prince and found your frog
Remember the jester that showed you tears, the script for tears

Ten tekst jest o wiele dłuższy, ale niestety zbyt długi, żeby zacytować całość. Jedyne co mogę powiedzieć, to: polecam. Marillion, to nie wszystko. Grzechem jest pominięcie twórczości Jima Morisona, którego teksty pierwotnie pisane były jako wiersze, dopiero potem zespół komponował do nich muzykę. Nie można też zapomnieć o Stingu, John Lennon też był między innymi poetą, nie tylko muzykiem. Wspomnijmy też nieżyjącą Janis Joplin czy też żyjącego jeszcze Boba Dylana. Ci ludzie, to poeci. Naprawdę jest w czym przebierać. Nie ma znaczenia to, czy artysta pisze o miłości, śmierci czy czymkolwiek innym. Ważne jest, że ma coś do powiedzenia i potrafi to przekazać.
Tak naprawdę, poezję można znaleźć wszędzie. Nieprawdziwym jest twierdzenie, że poeta widzi świat zezowato, że dostrzega tylko piękno kwiatków. Poeci piszą przede wszystkim o tym, co ich otacza. Piszą o życiu, swoim i innych. Poezja jest sposobem wyrażenia swoich myśli, uczuć. Czasami naprawdę więcej można powiedzieć pisząc jeden wiersz. Pod warunkiem, że został napisany szczerze.
Ostatnie kilka słów na zakończenie. Nie ma sensu porównywanie co jest lepsze, proza czy poezja i walczenie przy tym o swoje racje. Gdyby ktoś miał co do tego wątpliwości, ja za pomocą tego tekstu nie zamierzam wdawać się w jakieś walki o wyższość jednego nad drugim. Poezja i proza, to dwa różne gatunki literackie, głupotą jest porównywanie ich. Można porównać dwa wiersze, dwa opowiadania, dwie książki… W literaturze, tak samo jak w innych dziedzinach sztuki, są utwory lepsze i gorsze, ale oceniać je można tylko i wyłącznie w obrębie ich własnych granic gatunkowych. Bez sensu jest twierdzenie, że ta książka jest lepsza niż tamten wiersz. Do takiej oceny nie ma żadnych podstaw. Jeśli ktoś nie lubi, niech nie czyta. Poza ścianami szkoły nikt, nikogo i do niczego nie zmusza. Na tym świecie jest tyle różnych rzeczy, że każdy może znaleźć coś dla siebie.
I to by było chyba na tyle, proszę państwa. Niech mi tylko nikt nie mówi, że tak mało przyczepiałem się do Magdy, bo staję po stronie poezji. Jak już napisałem wcześniej, cenię obydwa gatunki i podchodzę do nich bez uprzedzeń. Tekstu Magdy nie widziałem, poza tym, wystarczy zdanie zacytowane przez Qn'ika, żeby dojść do wniosku, że na temat jej wypowiedzi nie ma co się za bardzo rozpisywać. Poskakałem po Qn'iku, bo jego "Krytyka" niegodna była nazwania jej polemiką.
{Mylisz się. Mój tekst był polemiką do czegoś, czego nie czytałeś, więc nie masz prawa w ten sposób mojego tekstu osądzać. Zapewniam, że na ten tekst odpowiedziałbym zupełnie inaczej - gdybym się z nim nie zgadzał. Po prostu: jakość merytoryczna polemiki zależy od pierwszego tekstu.} Przede wszystkim jednak chodziło mi o wyjaśnienie kilku kwestii związanych z tematem. A że komuś się przy okazji oberwało… Cóż, taka jest proza życia, a życie, to poezja ;)

Eddie


eddi@GO2.pl