HISTORIA O NAUCZYCIELACH I PIRACTWIE
Ten tekst może być troszeczkę nieaktualny. Napisałem go w wakacje, ale dopiero teraz postanowiłem go wysłać. Proszę się nie śmiać:)
Ekhem... jak by tu zacząć?
Wiem! Za siedmioma górami, za siedmioma... jasna cholera! Kto mnie walnął w moją pustą głowę? No przyznać się, bo jak nie to się rozpłaczę!
Przepraszam wszystkich (to znaczy tych, którzy jeszcze czytają ten tekst i do tej pory nie wyskoczyli przez okno- o ile są tacy) za te brednie. Dostałem chwilowego zaćmienia (Słońca) i mój mózg (???) przestał pracować. Teraz już piszę to, co miałem pisać. To znaczy z sensem i bez błędów ortograficznych... No dobra, nie śmiać się! Niech będzie tylko z sensem.
Miałem zamiar napisać o tym, w jaki sposób komputery mogą powodować niekontrolowane wybuchy śmiechu. Tylko że ja nie znam żadnych przykładów...
No dobra, ale przecież trzeba coś napisać, jak się chce być sławnym. Adam też tak zaczynał.
A więc może zacznę od siebie. Wbrew pozorom można to powiązać z historią, która rodzi się w mojej chorej głowie (poprzez cesarskie cięcie), ale przede wszystkim służy to temu, aby tekst miał jak największą objętość:). Otóż jestem 16-letnim chłopakiem (albo dziewczyną- zależy jak na to spojż[rz]eć... :)) Uczę się w powalonej szkole, jaką jest ******** w Lublinie (to tak na wszelki wypadek) . No dobra, panie dyrektorze, ta szkoła nie jest aż taka zła (w czasie wakacji:)). To co Dyrek? Zdałem? Nie? Och ty młoda foka! Powiem mamieeeee!!!!!! :) Albo nie, bo dostanę zakaz korzystania z kompa. Może mama ma i rację. Dziesiąty rok w "zerówce" to trochę wstyd. Żeby choć pierwsza klasa SP (Same Pacany:)), ale nie! Jak pech to pech.
No dobra, wracam do tematu, bo odpłynąłem od niego, jakbym płynął Pirewszą Łódką Świata (czyjak to tam było:).
Otóż kiedyś nasza nauczycielka od polskiego (nasza ukochana Pani *******:) powiedziała coś mniej więcej takiego (uwaga dla wszystkich głupszych ode mnie- o ile są tacy- początek cytatu): "Wasze pokolenie to ma dobrze! Dwa kliknięcia myszą i macie gotowe wypracowanie. Tyle jest tych encyklopedii." (znów dla tych inteligentnych inaczej- KONIEC CYTATU! Co???!!! Nie wiecie co to jest cytat?! to zajrzyjcie do słownika na końcu tego textu:). Dobra, nieważne. gdy usłyszałem te słowa, zacząłem się zastanawiać, czy rz(ż)eczywiście teacher ma zawsze rację (jeśli człowieku, lub jakaś inna inteligentna [albo i nie] formo życia i śmierci nie znasz angielskiego- zajrzyj do słownika na końcu). Postanowiłem sprawdzić, czy można zaufać naszej polonistce.
Jeszcze tego samego dnia wyruszyłem do najbliższego Empiku celem zakupienia jakiejś "encyklopedii". i właśnie wtedy pojawił się pierwszy problem. Spojrzałem na cenę tego cuda.
Obudziłem się w szpitalu psychiatrycznym na oddziale zamkniętym (przy okazji: pozdrowienia dla pani Krysi, pani Wandy i całego personelu wspomnianego wyżej szpitala, a także dla Lubelskiej Kasy Chorych(tm) za pomoc i ufundowanie mi nowego kaftanika). Po kilku tygodniach, gdy już przegrałem pod Waterloo i przestałem podawać się za Napoleona, pan doktor zdecydował, że można mnie już wypuścić do domu.
Moja radość była nie do opisania (bo przecież nie można opisać czegoś, czego nie ma). Ale pomyślałem sobie, że nie ma się co zamartwiać, że życie toczy się dalej i tym podobne brednie. Postanowiłem dokończyć moje badania na temat: "Kłamca, czy nie kłamca- oto jest pytanie" (oho, będę miał kłopoty. Czemu wszyscy pękacie ze śmiechu? Co ja takiego powiedziałem?). Jednak nie miałem pieniędzy, bo wszystkie moje oszczędności zostały w kieszeni lekarza, który mnie leczył (wszystko powinno być jasne. Jeżeli jednak nie wiesz o co chodzi, to spytaj mamę albo babcię, a najlepiej obie na raz). W związku z tym podjąłem koleją życiowa decyzję- postanowiłem udać się pod kościół w celu łatwego zarobku. Jako że po pobycie w szpitalu mój wygląd jeszcze nie powrócił do normy (właściwie to nigdy nie był w normie) myślałem, że zbiję fortunę. Cały w skowronkach pobiegłem pod kościół. Ku mojemu zdziwieniu udało mi się uzbierać tylko 10 (słownie: DZIESIĘĆ) złotych w ciągu całego wekendu. Mój zapał nieco zbladł. Ale pomyślałem sobie, że to właściwie tylko i wyłącznie moja wina. Byłem tak zafascynowany chęcią zarobku, że nie pomyślałem o pewnej sprawie. Przecież dzień wcześniej nasz ukochany Polski Koncern Naftowy(tm) po raz 25473 w tym roku podniósł ceny paliwa (chłopaki zrobili to z rozpędu, bo na rynku światowym ropa staniała). W związku z tym wierni parafianie postanowili pomóc swojemu ukochanemu Księdzu Proboszczowi (nie tm). Jak postanowili tak też zrobili, rzucając na tacę więcej niż zwykle, aby należąca do księdza Toyota nie zakurzyła się z tak błahego powodu jak brak pieniędzy na benzynę (należy wspomnieć, że liczące się koncerny samochodowe już pracują nad nową wersją silnika na wodę święconą, przeznaczonego specjalnie dla księży).
No cóż moja wina- mój błąd a radzić sobie trzeba. Na ulicy znalazłem jeszcze 17 groszy i guzik od garnituru. Znalazłem także właściciela tego garnituru (a właściwie to on znalazł mnie), który twierdził, że ja mu ten guzik ukradłem.
Obudziłem się na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej w Szpitalu im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Lublinie (jeśli czyta to ktoś z Lublina wspomnę, że chodzi mi o szpital na Alejach Kraśnickich, czy tam Alei Kraśnickiej- nie znam dobrze tego miasta. Mieszkam tu dopiero 16 lat). Miałem wstrząs mózgu (???), złamany nos i wybitą połowę zębów (druga połowa sama wypadła- ze strachu). I znów składam wyrazy wdzięczności dla Lubelskiej Kasy Chorych(tm), za zakupienie mi protezy zębowej. Po wyjściu ze szpitala okazało się, że moje oszczędności (10zł 17 groszy) leżały bezpiecznie w domu a pan doktor dostał pocięte gazety.
Po raz kolejny powróciłem do badań z nowym zapałem. ponieważ nie stać mnie było na zakup "encyklopedii" w Empiku zacząłem kombinować i wykombinowałem. Udałem się na giełdę, bo kolega powiedział mi, że są tam piraci. Poszedłem.
Kolega obudził się na tym samym oddziale, z którego ja niedawno powróciłem. okazało się, że niesłusznie go pobiłem za kłamstwo. Wyjaśnił mi, że nie powinienem szukać gościa z opaską na oku, pływającego statkiem, tylko faceta sprzedającego nielegalne płyty. Friend (niedawno nauczyłem się angielskiego. Znaczy znam jeszcze fuck you) miał już pewne doświadczenie w sprawie mojej wybitnej inteligencji i dodał, że nie chodzi mu o płyty chodnikowe, tylko o płyty CD.
Następnego dnia po raz kolejny udałem się na giełdę, w wiadomym celu. Gdy wróciłem do domu, zamiast pojawienia się na monitorze napisu Encyklopedia PWN-program instalacyjny (lub czegoś takiego) usłyszałem w głośnikach coś w stylu skrzyżowania Britnej S. :) i Shazzy (czy jak jej tam).
Gdy mój kolega (ten będący w szpitalu) usłyszał od pielęgniarki, że idę- wyskoczył przez okno. na szczęście było to tylko 8 piętro, więc trafił na Chirurgię z licznymi złamaniami kończy górnych, dolnych i środkowych:)
Gdy się obudził, powiedział mi, że miałem kupić płytę z programem a nie z muzyką. Dodał też, że nie jest obojętne jaką płytę kupię i że muszę powiedzieć koledze piratowi tytuł.
A więc znowu impreza pod kościołem. Tym razem bez incydentów. uzbierałem tyle, ile straciłem na tą gównianą płytę (no, może oprócz straconego zdrowia), czyli
10zł 17groszy
Zaopatrzony w tak cenne wskazówki (te od kolegi) następnego dnia wyruszyłem na giełdę (po raz trzeci). już miałem kupować mój program, gdy przyszedł facet w czerni.
- Dzień dobry, wydział przestępczości gospodarczej, kto się tym zajmuje?
No cóż jak pech, to pech. Spędziłem 48 godzin w celi. Było miło.
Gdy mnie wypuścili, okazało się, że zgubiłem moją fortunę (10zł i 17 groszy). Płakałem przez pięć godzin. Na szczęście mam dobrego kolegę (to ten, który leży w szpitalu), który pożyczył mi pieniądze, i to dużo więcej (10zł i 18 groszy).
Następnego dnia udałem się (po raz czwarty) na giełdę. Tym razem dokonałem zakupu. W domu włączyłem komputer, zainstalowałem program, utworzyłem skrót na pulpicie i zacząłem liczyć kliknięcia myszą.
1,2- odpalenie skrótu (można to zrobić za jednym razem, gdy się to ustawi w opcjach. pod słowniczkiem jest napisane, jak to zrobić w przypadku W'98- original:)
3- wybranie hasła
4- rozwinięcie menu podręcznego
5- wybranie pozycji "Drukuj"...
... i w tym momęcie komputer się zawiesza. Po ponownym uruchomieniu komputera uaktywnia się wirus, który niszczy wszystkie dane na twoim dysku, spala monitor. podczas tego leci piosenka Britney:(.
W ten właśnie sposób udowodniłem,że nauczyciel nie zawsze ma rację (żeby mieć gotowe wypracowanie, trzeba 4/5 kliknięć myszą i dużo pieniędzy na oryginalny program) i że nie opłaca się kupować piratów na giełdzie (chodzi oczywiście o programy a nie ludzi:)). No, chyba, że lubisz Britney :)
Muszę już koczyć, bo zaraz dostanę zastrzyk uspokajający. Wcale mnie nie szanują w tym szpitalu psychiatrycznym.
PS.Gdy przypominam sobie tę historię, zawsze wybucham niekontrolowanym śmiechem. Właśnie dlatego moim stałum miejscem zamieszkania jest ten oto szpital psychiatryczny.
[ŁuK@Sz]
PS. Przepraszam za błędy ortograficzne (z polaka mam TYLKO 4:).
PODZIĘKOWANIA:
Autor dziękuje Lubelskiej Kasie Chorych(tm)za pomoc w powolnym umieraniu
Autor dziękuje wszystkim, którzy przeczytali ten tekst od początku do końca. Jeżeli teraz autor dziękuje tobie, to znaczy, że już nie żyjesz, albo jesteś tego bliski (nie biorę pod uwagę możliwości, że jesteś głupszy ode mnie:).
A oto wspomniany słowniczek:)- oczywiście też jest po to, by text zajął więcej miejsca:
CYTAT [łac.]- słowa przytoczone dosłownie z tekstu pisanego lub z czyjejś wypowiedzi.
TEACHER- słowo angielskie, znaczące "nauczyciel" lub "nauczycielka" W gwarze potocznej to słowo znaczy: wróg, idiota, kłamca, osoba nie lubiąca dzieci i młodzieży.
A teraz poradnik, jak ustawić w opcjach, aby odpalać skrót jednym kliknięciem.
A właściwie nie! sami do tego dojdźcie. W końcu jesteście mądrzejsi ode mnie! A poza tym ja tu mówię o wersji oryginalnej programu, a przecież tylko ja jestem takim idiotą, żeby kupować oryginały. Albo zapytajcie swoją polonistkę (or polonistę)- oni wszystko wiedzą najlepiej:).