Pozazdrościłem Eld'owi :)


Dobra, przyznaję się bez bicia, że to, co odstawił Eld na łamach Action Maga to kawał solidnej, ciężkiej, "metalowej" roboty. OK, poniosło mnie, ale jak inaczej może zareagować człowiek słuchający metalu i widzący tyyyle recenzji płytek w jednym miejscu i o tej samej godzinie? Chyba normalnie inaczej, czyli anormalnie :). Świruję Qn'iku, ale taki już jestem po 4 kawach... a do pierwszego w tym sezonie Inside NBA jeszcze 1.5 godzinki. Hmm... o czym to ja miałem pisać, właśnie już wiem (to wszystko przez ten wstęp - za długi mi się zrobił ;). Chcąc kultywować tak pięknie zapoczątkowaną tradycję, także i ja chciałbym dorzucić do niej swoje przysłowiowe trzy grosze (a może i więcej, zobaczymy, zobaczymy...) rzucając na łamy Maga recenzje płyt Soulfly. Zespół ten istnieje dopiero od 2 - 2.5 lat, jednakże już zdołał się wspiąć na szczyty sławy. Jego trzon stanowi Max Cavalera - jeden z "wielkich" jeśli chodzi o ten gatunek. W 1998r. postanowił odejść/został wyrzucony (niestety nie pamiętam do końca, co się stało, a wolę nie wprowadzać czytelników w błąd, toteż dla tych, którzy wiedzą - niepotrzebne skreślić :) ze swojej pierwotnej formacji Sepultura i założyć własny zespół - jak widać trafił w dziesiątkę. Swoją debiutancką płytę formacja wydała w tym samym roku ('98, nota bene zbiegło się to z datą premiery "Against" kapeli smoka, czyżby zdrowa męska rywalizacja hę?), nosiła ona nazwę mało oryginalną - mianowicie "Soulfly". Czepiam się szczegółów, a nie o to przecież w tym wszystkim chodzi. Na krążku znajdziemy 15 utworów: Eye for an eye, No hope - no fear, Bleed, Tribe, Bumba, First commandment, Bumbklaatt, Soulfly, Umbabarauma, Fire, The song remains insane, No, Prejudice, Karmageddon; uffffff jest tego trochę. :) Pierwsze dźwięki od razu informują nas o tym, że jeżeli kochamy Just 5 :P (a są tacy? :) [Jak można nie kochać Szadiego???;-)) - HEX2000] to trafiliśmy pod zły adres - ostre, melodyczne granie oraz ciężki, momentami nawet bym stwierdził iż brutalny głos Max'a robią piorunujące wrażenie. Powala z nóg, ale też potrafi ukoić skołatane nerwy, zachwycić, rozczulić - przykładem tych ostatnich z pewnością może być tytułowy Soulfly; jego lekki, jednostajny ton, pozbawiony gitary elektrycznej, wspaniale oddaje nam swój klimat (świetnie się przy nim zasypia :). Na pewno na uwagę zasługują także kawałki śpiewane po portugalsku (w końcu większa część muzyków pochodzi rodem z Brazylii), gdyby nie ich tłumaczenie na anglika raczej trudno byłoby domyśleć się zwykłemu śmiertelnikowi, o co im tam biega, np Umbabarauma to nic innego jak boiskowe przyśpiewki z tamtych okolic (hej Polska goool, lalalalalalalalaaa :). Wielokrotnie pytany w wywiadach o to, dlaczego zdecydował się śpiewać we własnym języku Cavalera stwierdził: "To jest mój język i nie wstydzę się go"; nie ukrywam, że wielu polskich wykonawców mogło by brać z niego przykład. [Nie wyobrażam sobie Amorphisa (z Helsinek), który by śpiewał po fińsku. To byłby zupełnie inny zespół. - HEX2000] To właściwie chyba wszystko, co można powiedzieć na temat ich pierwszego albumu (ooo... pokazują mecz Heat vs Magic, ale zmiana obrotu sprawy :).

Piątek, 3 listopada, piękny słoneczny dzionek (tak około 11.30 :). Rześki i wypoczęty człowiek, który ochłonął po emocjach dnia wczorajszego, nie będący JESZCZE pod wpływem żadnej kawy, z radością może poinformować, iż kontynuuje to, co zapoczątkował wczoraj. Panie i panowie wracamy do tematu! Tak więc, jak już wcześniej wspomniałem, Soulfly to grupa nie uznająca kompromisów. Świetnym przykładem na to może być ich drugi, najnowszy album, zatytułowany "Back to the primitive". Wszyscy czekaliśmy na niego całe bite, długie dwa lata, a 31 września roku pańskiego 2000 pognaliśmy do sklepów z nadzieją jego zakupu. Jedno, co mogę stwierdzić to fakt, iż moje oczekiwanie (i nie tylko moje :) zwróciło się z nawiązką - krążek jest rewelacyjny i pokazuje, że metal ciągle ewoluuje, rozwija się. Znajdziemy tu 14 utworów: Back to the primitiv, Pain, Bring it, Jump the f***up, Mulambo, Gon gone, 300m, Terrorist, Soulfly II, In memory of..., Flyhigh, a jeśli kupiliśmy płytę w dniu premiery (lub w dzień następny) mamy dużą szansę na usłyszenie 4 bonus tracks - 2 live'y Eye for an eye, Tribe(z poprzedniego discu), jeden mix Soulfly oraz jedną autentyczną ścieżkę bonusową Soulfire. Album jest ostry, nie ukrywam, iż momentami nawet zbyt ostry, jednakże pozbawiony tejże agresji słownej stałby się kolejną rzeczą, której się słucha raz, drugi, a potem odstawia na półkę - a tego nikt sobie przecież nie życzy. Jedną z największych zalet jest połączenie w niektórych utworach wielu kultur, zjawisk, rodzajów muzyki. Na samym początku od razu słuchaczowi rzucają się w uszy prymitywne dźwięki - mianowicie jest to instrument jednostrunowy, jedna z typowych grajek dla krajów Ameryki Południowej; występuje ona na początku, w środku oraz pod koniec całej płyty, jest swoistym łącznikiem przypominającym nam o fakcie istnienia tejże kultury. Weźmy następnie pierwszy z brzegu utwór hmm niech będzie In memory of... możecie mi wierzyć albo i też nie, ale jest to typowy gangsta rap z domieszką metalu, zaś słowa w nim zawarte to nic innego jak historia oraz hołd złożony dwóm muzykom zamordowanym w niewyjaśnionych okolicznościach: następnie Flyhigh - z grubsza niby zwykły utworek, jednakże partię solową śpiewa tutaj niejaka Asha Rabouin, mało znana w Polsce (i na świecie zapewne też :) piosenkarka gospel!! Tak, to nie jest żaden przekręt, Soulfly to kapela przełamująca wszelkie granice: chcecie więcej przykładów? Nie ma sprawy: Terrorist utwór śpiewany z podziałem na głosy (Max z Tomem Araya i Jose Navarro), podobnie rzecz dzieje się w Pain. Ogólnie ujmując trudno jest mi nakreślić podsumowanie tej płyty - na jej sukces złożyło się wiele czynników, zaś główną rolę motora napędowego całego przedsięwzięcia doskonale "odegrał" Max Cavalera - bez jego twórczości i upartości nie usłyszelibyśmy niczego.

PS. Jeżeli uważasz Qn'iku, że momentami za bardzo mnie w niektórych przypisach poniosło, kastruj bez obawy, Rannigas usu... ups :) [Poniosło? Po prostu jesteś jednym z wielu wielbicieli metalu:-) - HEX2000]


© Yaro
yaronet@poczta.onet.pl