Borknagar "Quintessence" 4CD '00
Wow! Coż to nam za piękną płytkę nagrał Borknagar. Jak na razie to dla mnie
najlepsza płyta black metalowa w roku 2000. Przede wszystkim nowe dzieło Norwegów jest
bardziej agresywne, szybsze od "Archaic Course" i ma w sobie zdecydowanie
więcej melodii. To ostatnie to bez wątpienia w dużej mierze zasługa nowego
klawiszowca, którym został Lazare na co dzień występujący w Solefald. Jego partie
kojarzą mi się nieco z dokonaniami Sverda na boskim "La Masquerade Infernale"
Arcturusa. Kunszt Lazare słychać zwłaszcza w dwóch instrumentalnych kawałkach
("Inner Landscape" i "Embers"). Na Quintessence wyraźnej poprawie
uległy linie wokalne. O tym, że Siemen jest chyba najlepszym obok Garma śpiewakiem nie
muszę chyba nikogo przekonywać, ale na nowej płycie wyczynia istne cuda. Raz słyszymy
czysty, piękny śpiew, który po chwili zmienia się w typowy blackowy wrzask. Jednak tak
naprawdę to moc Quintessence tkwi chyba w czym innym. A mianowicie w znakomitej pracy
gitar i kryształowej produkcji. Partie gitar są zwyczajnie bardzo melodyjne i
urozmaicone, co w połączeniu z brzmieniem wypracowanym w Abyss dało powalający efekt.
Eld [9]
#################################
In Flames "Clayman" 5CD '00
Ojcowie gothynburskiego grania powrócili. Przyznam się bez bicia, że po pierwszym
przesłuchaniu pokręciłem z niezadowoleniem nosem. Kurcze, znowu przynudzają.
Posłuchałem jednak drugi raz i zacząłem po nim nucić kilka kawałków. Nacisnąłem
przycisk "play" jeszcze raz... a potem kolejny i takim oto sposobem stałem się
niewolnikiem Clayman. W zasadzie niczym nowym IF nas nie zaskakuje. Dalej jest to
melodyjne, szwedzkie granie. Ale po pierwsze melodyjne riffy łatwiej wpadają w ucho. Po
drugie brzmienie jest o wiele cięższe i wreszcie po trzecie na Clayman jest zdecydowanie
więcej elektroniki. W sumie daje to bardzo nowoczesną muzę, której jedynym minusem są
wokale. Pan gardłowy najwyraźniej nudził się w studiu, bo co chwila słyszymy jego
głos przepuszczony przez jakieś dziwne maszynki. W efekcie, gdy słyszymy to w każdym
niemal utworze, staje się nurzące. Ocena w dół za wokale. Tak czy inaczej mamy do
czynienia z chyba najlepszą płytą IF.
Eld [8,5]
################################
Throne Of Chaos "Menance And Prayer" 1CD '00
Kolejna młoda kapelka z Finlandii i to właściwie powinno Wam wystarczyć. Wiecie, że
ostatnio z Finlandii przychodzą tylko i wyłącznie dobre płyty. Nie inaczej jest TOC,
ale... młodzieńcy nie grzeszą oryginalnością. Nie bawiąc się w żadne cerygiele
rżną z twóczości z swoich pobratymców z nad jeziora Bodom. Nie znajdziecie tu nic, co
możnaby uznać za drobną chociażby innowację. Gitary, klawisze, solówki, a nawet
wokal zerżnięte z dzieciaków. Idealna kopia, tyle że muzycy słabiej wyszkoleni. Nie
ma tego ognia, którym zachwyca Children Of Bodom. Płyta mimo wszystko mi się podoba,
ale tylko dlatego, że nie mogę się doczekać na nowego długograja COB.
Eld [6,5]
#############
Pain "Rebirth" 2CD '00
Po kilku latach (konkretnie chyba 4) sławny Piotruś Tagtgren zafundował swoim fanom
nową płytę. Z tego co wiem płyta bije wszelkie rekordy sprzedaży w Szwecji. Trudno
się jednak dziwić skoro jest to płyta praktycznie dla wszystkich. Pamiętacie jeszcze
debiut Piotrusia? Powiedzmy, że rozwinął on swój styl jeszcze bardziej w kierunku
elektronicznej muzyki. Sporo tutaj samplów, loopów, keyboardów i tego typu sprzętu, co
chwilami owocuje rytmami zbliżonymi do tych, które można usłyszeć w dyskotekach. Nie
oznacza to jednak, że Rebirth nie ma nic wspólnego z metalem. Bynajmniej. Piotruś nadal
pokazuje, iż jest wyśmienitym gitarzystą i wokalistą śpiewając bardzo dobrym, a co
najważniejsze mrocznym wokalem. Tej płytki musicie posłuchać!
Eld [8,5]
#######################
Throes Of Dawn "Binding Of The Spirit" 3CD '00
TOD jest zespołem mało znanym, a szkoda. Przynajmniej dla tych, którzy kochają
fińskie granie. To już ich trzecia płyta (nagrali jeszcze MCD), ale pierwsza pod
skrzydłami Avangarde. Powinno to przynajmniej teoretycznie zaowocować lepszą promocją.
A jak gra TOD? Bardzo po fińsku. Wyobraźcie sobie stare Sentenced w blackowej oprawie.
Wolno, melancholijnie z dużą dawką melodii. Gitarki kręcą ładne kółeczka, klawisze
wygrywają śliczne dla ucha melodyjki, a nad tym wszystkim góruje blackowy wrzask. Nic
specjalnego, ale po kilku przesłuchaniach nuci się niektóre fragmenty. Mnie się nawet
podoba, chociaż i tak najlepszą płytą TOD pozostanie chyba debiut
"Pakkashera".
Eld [7,5]
##################
Obtained Enslavment "The Shephard And The Hounds Of Hell" 4CD '00
Czwarta płyta Norwegów jest dla mnie osobiście jedną z większych niepodzianek
tegorocznych na poletku black metalu. W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Owszem, już
wcześniej OE należało do pierwszej ligi blacku, ale raczej do dolnych jej rejonów.
Tymczasem za sprawą "The Shephard..." wdrapali się na sam szczyt, zmieniając
przy okazji diametralnie swój styl. Dotychczas OE grało symfoniczny black oparty w
dużej mierze na klawiszach. A na nowym longu nie usłyszycie tego instrumentu.
Zaskoczeni? Ja też byłem, ale jak się okazało OE to wirtuozi, którym parapet nie jest
wcale potrzebny. Norwedzy grają bowiem podobnie jak Enochian Crescent. Postawili na
melodję i klimat wytworzony za pomocą gitar oraz zróżnicowane wokale. Ta płyta jest
cholernie techniczna. Bodajże tylko Mayhem może się pochwalić równie dobrą pracą
wioseł. Wygrywają naprawdę zajebiste łamańce. Utwory, choć długie, w żadnym
wypadku się nie nudzą. Raz jest to szybka blackowa jazda, to znów klimatyczne
zwolnienie. Wokal, jak już wspomniałem, śpiewa na dwa głosy i okazuje się, że Pest
jest bardzo dobrym śpiewakiem. Zachęcam wszystkich do zapoznania się z nową płytą
OE.
Eld [9]
####################
The Crown "Deathrace King" 4CD '00
Poprzedni długograj The Crown był sporym rozczarowaniem. Kapela zmieniła wytwórnię,
nazwę oraz styl na retro thrash z domieszką death, gubiąc gdzieś po drodze
większość swojej zadziorności. Widocznie sami muzycy doszli do wniosku, że z ich
muzyką coś jest nie tak, bo "Deatrace King" to powrót do wysokiej formy.
Oczywiście jest to nadal retro, ale znakomicie wymieszane z dawnym stylem The Crown.
Proporcje pomiędzy thrashem i death zostały wyważone idealnie i słuchacze dostali do
rąk prawdziwie niszczący album. Cholernie szybkie tempo, wściekły wokal, zgrabne
melodie i piękne solóweczki, a wszystko to opatrzone doskonałą produkcją. Ogień!
Eld [9]
####################
Nightwish "Wishmaster" 3CD '00
Ale gówno! Tak w skrócie można podsumować to co nam zaprezentował Nightwish na nowej
płycie. Przykro to pisać, ale Tarja & Co. zjedli swój własny ogon.
"Wishmaster" powinien się chyba nazywać "Tribute to Nightwish".
Kawałki zamieszczone na nowej płycie mogłyby się znaleźć równie dobrze na
"Angels..." lub "Oceanborn". Finowie perfekcyjnie skopiowali samych
siebie nie siląc się na żadne innowacje. W rezultacie "Wishmaster" nuży.
Jeśli nie zmienią sposobu komponowania utworów i nie wezmą dłuższych wakacji, to nie
wróżę im nic dobrego. Jeden Therion wystarczy.
Eld [1]
#####################
Duskfall "Promo 2000" 2Demo '00
Pamiętacie jeszcze szwedzki Gates Of Ishtar? Z pewnością. W końcu nagrali trzy płyty
dla Invasion Records. Otóż, Duskfall jest spadkobiercą Gates Of Ishtar. W zasadzie GOI
rozpadło się już po drugiej płycie i wtedy ich lider Mikael Sandorf zaczął tworzyć
pod szyldem Duskfall. Jednak Invasion zmusiło go do zrealizowania kontraktu i kawałki
przeznaczone dla Duskfall trafiły na trzecią płytę praktycznie zdechłego GOI. Tak czy
inaczej pan Sandorf startuje obecnie od zera i próbuje załapać kontrakt. Podobno
chętni już są. Na razie jednak mamy na tapecie promo Duskfall. W zasadzie mamy do
czynienia z dawną twórczością Duskfall, czyli melodyjnym death metalem silnie
zainfekowanym heavy. W wyniku tego mariażu wychodzi dość ciekawa hybryda, która jednak
trochę rozczarowuje. Chłopaki grają tak, jakby nie mogli się zdecydować co grać. Oba
gatunki są dobrze wymieszane. W poszczególnych kawałkach widać spore rozbieżności.
Raz mamy do czynienia z deathową młocką na bardzo wysokim poziomie z dobrym niskim
wokalem, to znów dość nudny heavy z piszczącym kolesiem. Chyba Duskfall powinno jednak
się skupić na samym death metalu, ale to ich sprawa. Potencjał na pewno mają spory.
Eld [6,5]
#############
Chastisement "...And Lost We Are" 2Demo '99
Kiedy wreszcie Szwecja przestanie wydawać na światło dzienne nowe kapele death
metalowe? Chyba nigdy. Najlepszym tego przykładem jest Chastisement. Młodzi Szwedzi
obdarzyli nas drugim demem i szczerze mówiąc będę bardzo zdziwiony jeśli nie zapewni
ono im kontraktu. Materiał jest bowiem bardzo dobry i profesjonalnie nagrany. Ze
zdefiniowaniem muzyki Szwedów mam jednak spory kłopot. Zwyczajnie nie grają oni po
szwedzku. Bardziej kojarzą mi się z Holendrami z Gorefest czy Phlebotomized lub
Amerykańskimi brutalami. Tempo umiarkowane z nielicznymi przyspieszeniami. Dobry, niski
wokal i zdolny bębniarz na którego warto zwrócić uwagę z racji ciekawej pracy stóp.
Wiosła chodzą też nie najgorzej. Słychać to szczególnie w szybszych fragmentach i
szkoda, że nie są one zbyt częste. Może następny materiał będzie szybszy? Płytka
"...And Lost We Are" została opatrzona w estetyczną okładkę co zwiększa i
tak dużą przyjemność jaką jest obcowanie z Chastisment. Zapamiętajcie tę nazwę, bo
wkrótce będzie o nich głośno!
Eld [8]
##############
The Project Hate "Cybersonic Superchrist" 1CD '00
Nazwanie TPH debiutantami to barbarzyństwo. Ciężko zliczyć przez ile kapel przewinęli
się dwaj główni bohaterowie tej recenzji. Jorgen Sandstrom grał m.in. w Corpse, Grave
i Leukemia, a od kilku ładnych lat obsługuje bas w Entombed. Kenth Philipson ma za to
karierę w Leukemia oraz Odyssey. Dwaj kumple z Leukemia (która zdechła gdzieś koło
'96) od czasu do czasu wspólnie imprezowali, więc pewnego razu Kenth wpadł na pomysł,
aby stworzyć razem kapelkę. Kilka miesięcy zajęło mu przekonanie Jorgena, aby
ponownie zaczął śpiewać. W końcu jednak narodziny TPH stały się faktem. Troszkę
później do Jorgena i Kentha dołączyła piękna Mia Stahl i już w trójkę zespół
udał się pod koniec 1999 roku do studia Sanctuary, gdzie z Danem Swano nagrał debiut
ztytułowany "Cybersonic Superchrist". Tyle historii. Muzycznie natomiast TPH to
według mnie mieszanka Grave (Kenth zresztą nie kryje się kto jest dla niego
największą inspiracją) i Theatre Of Tradegy doprawiona sporą dawką elektroniki.
Ciężkie jak u Grave gitary, średnie tempo, klawiszowy podkład, od czasu do czasu plamy
fortepianu i jakieś dziwne sample, loopy... a jednak najważniejszym instrumentem są
wokale Jorgena i Mia. Jorgen śpiewa tak jak za najlepszych lat Grave. Jego kurewsko
brutalny growling wspaniale kontrastuje z anielskim śpiewem Mia. To z pewnością nie
tylko piękna (chodzi mi o Mia ;)), ale bardzo utalentowana osóbka. W sumie jest to
bardzo dobra, wpadająca w ucho płyta, lecz ma jeden poważny feler. Chwilami jest nudna.
Kawałki są zbyt długie (oscylują w granicach 7 minut) i oczy same się zaczynają
kleić. Mimo to "Cybersonic Superchrist" to świetny debiut.
Eld [7,5]
#######################
Sinergy "To Hell And Back" 2CD '00
Po rocznej przerwie Kimberly Goss powraca na scenę z nowym składem. Ze starego pozostał
jedynie kochaś Kimberly i największy talent gitarowy naszych czasów Alexi Laiho.
Gwiazdy odeszły, ale jakoś nie wpłynęło to ujemnie na Sinergy. Powiedziałbym nawet,
iż "To Hell And Back" jest lepszą od debiutu, chociaż zmiany są niewielkie.
Prochu co prawda duet Laiho - Goss nie wymyślił, ale słucha się przyjemnie. Od debiutu
nowy album różni się trochę cięższymi gitarami, lepszymi solówkami (wiadomo
Alexi!), nieco szybszym tempem i brakiem nudnych przestojów jakie miały miejsce na
jedynce. Komu podobało się "Beware The Heavens", ten polubi też i ten
krążek. Każdy powinien być zadowolony. Nuclear Blast zarobi kilka zielonych, Kimberly
spełnia swoje marzenia o liderowaniu znanej kapeli, Alexi za swe piękne solówkie pewnie
dostanie wynagrodzenie w naturze (he he he), a fani power metalu otrzymują bardzo dobry
album.
Eld [7]
########################
Necromicon "Peccata Mundi" 3CD '00
To już trzecia płyta Szwedów o których od lat słyszę, że są nadzieją tamtejszej
sceny black metalowej. Ciekawe ile lat można być nadzieją? Chyba już najwyższa pora
(w końcu to trzecia płyta!) zdecydować się na ekstraklasę lub drugą ligę.
"Peccata Mundi" to z pewnością płyta duża lepsza od poprzedniczki
"Sightveiler" (ciągle nie rozumiem zachwytów nad tym "dziełem"),
lecz jednocześnie... kiczowata. Po prostu dobry klawiszowy black. Takich płyt wychodzi
rocznie kilka tysięcy. Chociaż Necromicon wyróżniałby się spośród innych kapel,
gdyby pozbył się obecnego wokala orqaz parapeciarza. Sorry, ale ci kolesie niszczą
cały wysiłek pozostałych instrumentalistów. Gitary wycinają bardzo zgrabne melodyjki,
perkusja chodzi znakomicie (Jocke Pettersson z Dawn), częstym zmianom tempa ulegają
kompozycje i płyta ogólnie mi się podoba. Niestety wokal nie ma pojęcia o śpiewaniu.
Niby wyje zgodnie z kanonami, ale ten jego wrzask nudzi. Jest bezbarwny. Podobnie
klawiszowiec, który wygrywa kiczowate melodyjki. Skąd oni wzieli takie beztalencie? Spod
budki z piwem? Zawsze myślałem, że bardziej wiejsko jak na niektórych płytach Dimmu,
Cradle czy Notre Dame partii klawiszy nie da się zagrać. A tu proszę, parapeciarz
Necromicon dokonał tego! Jeszcze raz powtórzę: płyta dobra, z ciekawymi pomysłami,
ale wokal i klawisz powodują, że Necromicon ląduje w drugiej lidze. Aha... czy i Wam
kojarzy się fragmentami "Peccata Mundi" z Diabolical Masquerade
"Nightwork"?
Eld [7]
########################
Hypocrisy "Into The Abyss" 8CD '00
Jeden z ostatnich dinozaurów klasycznego szwedzkiego death metalu nagrał kolejną,
ósmą (wliczając koncertówkę) długogrającą płytę. Album z początku miał nosić
tytuł "Back To Basic" i mam wrażenie, że bardziej by pasował do tego co
słyszymy na "Into The Abyss". Zaiste jest to powrót do korzeni i to powrót w
wielkim stylu. Na ostatnich dziełach Szwedów przeważały kompozycje wolne, takie death
metalowe walce. Oczywiście na "Into..." nie brakuje takich ciągnących się
kawałków, ale przeważają szybkie. A i te wolniejsze są zagrane z większym pazurem,
zadziornością. Dla mnie osobiście nowa płyta to takie znakomite połączenie debiutu
"Penetralia" z "The Fourth Dimension" i doprawione odrobiną
przedostaniej "Hypocrisy". Cóż więcej dodać? Chyba tylko tyle, że ogromnie
się cieszę z faktu, iż Piotruś & Co. postanowili przyspieszyć tempo i pokazali
dzieciakom z Gothenburga jak powinno się grać death metal. Wszak obok Dismember tylko
oni trwają na posterunku... Pół oczka mniej za klawisze w "Fire In The Sky".
Eld [8,5]
######################
Vomitory "Redemption" '99
htpp://listen.to/vomitory
Fadeless Rec.
8/10
The Voyage, Forty Seconds Bloodbath, Forever In Gloom, Heaps Of Blood, Embraced By Pain,
Redemption, Ashes Of Mourning Life, Partly Dead
Chociaż ciężko w to uwierzyć, to Vomitory tkwi w podziemiu już jedenasty roczek.
Słuchając "Redmption" człowieka dziw bierze jak to możliwe, że nie są oni
znani szerszej publice. Kiedy jednak spojrzy się w ich kartotekę zdziwienie mija.
Zwyczajnie chłopaki są leniami. "Redemption" to dopiero ich druga płyta! W
ciągu jedenastu lat. Sami muzycy twierdzą, że lepiej nagrywać dopracowane dzieła niż
jakieś gnioty i... mają rację, bo nowy długograj to cudeńko. Vomitory pochodzą ze
Szwecji, ale w przeciwieństwie do wielu swoich pobratymców nie grają melodyjnego death
metalu rodem z Gothenburga. Od jedenastu lat pozostają wierni brutalnej szkole szwedzkiej
jazdy, dorzucając tu i ówdzie bezkompromisowy grind. Krótko mówiąc chłopaki młocą
w klimatach wyśmienitego Deranged. Nawet brzmieniem przypominają twórców
"III", ale kiedy prześledzimy "kreditsy" we wkładce, to okaże się
iż Szwedzi korzystali z tego samego studia co Deranged. Berno to studio przeznaczone
najwyraźniej tylko dla brutali. Seance, Deranged, a teraz Vomitory. Nie znaczy to jednak,
że Vomitory jest kalką Deranged. Nie ma nawet o tym mowy. Podobne brzmienie, nie oznacza
takich samych utworów. Generalnie Vomitory gra wolniej. Owszem, też lubuje się w ultra
szybkich tempach, ale nie jest to tak bezpardonowa napierdalanka jak w przypadku Deranged.
Zdarzają się na "Redemption" wolniejsze fragmenty, co prawda nie często, ale
zawsze ;). Tak czy inaczej "Redemption" to znakomita płyta. Wyobraźcie sobie
brzmienie Deranged oraz podobne tempo zmiksowane ze starym Dismember ("Like An
Ever...") i Entombed ("Left Hand Path" i "Clandstine"). W taki
oto sposób łoją chłopaki z Vomitory. Morda się cieszy, że na północy ktoś jeszcze
tak łoi ostro jak Deranged. No może troszkę wolniej ;). A na koniec dobra wiadomość
dla mnie i pozostałych wielbicieli talentu Vomitory. Chłopaki podpisali papierki z Metal
Blade, a oni już nie pozwolą im leniuchować. Trzecia płyta w listopadzie 2k.
Eld
##########################################################################
In Aeternum "Forever Blasphemy" '99
htpp://inaeternum.cjb.net
Necropolis Rec
8/10
Majesty Of Fire, Spawned To Crush, Reaper In Black, The Pale Black Death, Forever
Blasphemy, Of Unhallowed Blood, When The Vultures Left
Nazywanie In Aeternum debiutantami jest dość nieszczęśliwe. Wszyscy grajkowie mają
spore doświadczenie scenowe, a lidera Davida Larssona można śmiało nazwać gwiazdą.
Wszak to on brał udział (pod ksywką Impious) w chyba najbardziej spektakuralnym
przedsięwzięciu ostatnich lat. Mowa oczywiście o kapeli War, która ostro zamieszała w
światku metalowym. Dodatkowo pan Larsson jest bliskim kumplem Blackmoona. Te dwa czynniki
(War i Blackmoon) zaowocowały kontraktem z amerykańską wytwórnią Necropolis i tak oto
mamy możliwość posłuchania debiutu In Aeternum. Myślę jednak, że koneksje tylko
przyspieszyły debiut, bo In Aeternum gra świetny death metal i prędzej czy później
podpisali by dobry kontrakcik. "Forever Blasphemy" została nagrana, co może
być zaskakujące zważywszy na dźwięki jakie wydobywają się z głośników, w studiu
Fredman. Znanym raczej z tego, iż nagrywają tam Inflejmsi i tym podobni rockowcy ;).
Ale, ale... po nagraniu i zmiksowaniu taśma poleciąła sobie na słoneczną Florydę
(bynajmniej nie po to, aby się opalać) i została tam poddana podszlifowaniu przez
niejakiego Jamesa Murphy. Znacie go? He he he... Dzięki tym zabiegom "Forever
Blasphemy" brzmi naprawdę ciężko i brutalnie. A jak się prezentuje sama muzyka?
Mi najbardziej kojarzy się z Dissection czy Dawn. Podobne riffy, wokal, aranżacje... Ale
utwory In Aeternum są krótsze i bardziej urozmaicone. Raz chłopaki jadą szybko, raz
wolniej, a kiedy indziej bębny nabijają średnie tempo. Generalnie jednak przeważają
szybkie tempa. In Aeternum mocno kojarzy mi się także z Soulreaper, chociaż to czysty
przypadek, bo "Written In Blood" powstało później niż "Forever
Blasphemy". Radzę się Wam rozglądąć za debiutem In Aeternum. Wyrasta nam bowiem
kolejny bardzo dobry zespół i być może następca Dissection. Ktoś musi zająć
opuszczony tron, a In Aeternum prezentuje równie znakomity poziom jak Dawn oraz
Soulreaper. Ostatnio rzadko wyjmuję "Forever Blasphemy" z odtwarzacza. Na
zakończenie milusi cytat z treya płytki: Enjoy Or Fuck Forever Off, Asshole! Mają
Szwedzi poczucie humoru...
Eld
##########################################################################
Lobotomy "Born In Hell" '99
htpp://hem1.passagen.se/lobotomy
No Fashion Rec.
6/10
Born In Hell, Fistful Of Demons, Dead, Scream For Me, Burden Of Sin, Ashes, Bloodangel,
Painreleaser, Bed Of Flies, Dying Days
Tułają się ci Szwedzi już z osiem lat po podziemiu i ciągle grają swój death metal
w drugiej lidze. Po kilkudziesięciokrotnym przesłuchaniu ich nowego dziecka wcale się
temu nie dziwię. Dawno już nie słyszałem tak nudnej i nierównej płyty. Nie chodzi o
to, że oni nie potrafią grać. Problem leży chyba gdzie indziej, bo niektóre kawałki
(np. tytułowy oraz "Dead") są bardzo dobre, ale inne beznadziejnie się
ciągną i oczy same zaczynają się kleić. Muzycznie Lobotomy prezentuje starą
szwedzką szkołę. Słychać dość wyraźnie wpływy wczesnego Entombed (rzadziej) i
późnego Grave (częściej). Tego nudnego Grave z czasów "Hating Life" i
"Soulless". Kompletnie nie rozumiem Lobotomy. W szybszych fragmentach płyty
ukazują całkiem spory potencjał, ale zamiast go serwować słuchaczowi poprzez szybką
szwedzką jazdę, skazuje mnie na wolne, nudne ciągnące się bez końca numery. Podczas
każdego słuchania "Born In Hell" mam wrażenie że płyta trwa z dwie godziny.
Aż tak bardzo się ciągnie. W zasadzie to wszystko co można napisać o Lobotomy i ich
nowym "dziele". Radzę Wam posłuchać sobie ostatnich dokonań Grave. Chociaż
nie osiągały tego pułapu co debiut lub "You'll Never See...", to i tak o
kilka klas przewyższają Lobotomy.
Eld
##########################################################################
Julie Laughts Nomore "When Only Darkness Remains" '99
http://come.to/jln
Serious Entertainment
7/10
Only Darkness Remains, Morbid Dreams, Domains Of Madness, The Cold Awakening, In The Ashes
Of Midnight Sun, Silent Waters, Everything Dies
Ha! Za cholerę nie wiem jak mam sklasyfikować muzykę Julie Laughts Nomore. Dotychczas
wszystko co przychodziło ze Szwecji (chodzi tylko o death metal) można było wrzucić do
którejś z szufladek z napisem "stara szkoła z Sunlight" (tzn. początek lat
90-tych: Entombed, EoS, Unleashed & Co.), lub "Gothenburg" (m.in. ATG, In
Flames, Dark Tranquillity etc.), tudzież "Dissection i jego klony" (bez
komentarza). Tymczasem Julki nie da się wepchnąć do żadnej z tych szufladek. Oni
grają po prostu swoje. I nie tylko grają, gdyż okładka "When..." nie bardzo
pasuje do typowych metalowych artworków. Można ją śmiało nazwać bajkową. Proponuję
drugi album opatrzeć fotką Gumisiów. Przejdźmy jednak do samej muzyki, którą nie
bardzo wiem jak określić. Po pierwsze dziwny jest wokal. Sporadycznie drze się w niemal
blackowej konwencji, częściej śpiewa czystym wyraźnym głosem i charczącym
growlingiem. Te trzy wokale uzupełniają się doskonale, chociaż mam chyba wrażenie że
tych czystych jest za dużo. Nie zawsze pasują do muzyki. Aaa... właśnie, muzyka. Tu i
ówdzie czytałem w recenzjach, iż Julka gra podobnie do In Flames i Gardenian, ale jest
to zdecydowanie jedna z większych bajek jakie słyszałem. Julka nie ma z nimi nic
wspólnego! No, może dociekliwi znajdą jakieś podobieństwa (np. krak pochodzenia ;)),
ale będą musieli baaardzo długo szukać. Co zatem gra Julka? Z pewnością coś na
"When..." pozostało z demówek, a wtedy chłopcy grali wolny i posępny doom
(ściągnijcie sobie kawałki z demówek ze strony JLN. Jeśli nie umrzecie z nudów, to
jesteście dobrzy). Mamy więc trochę doomu (naprawdę mało), trochę melodyjnego deathu
i odrobinkę blacku, ale to nie wszystko. Jest tutaj coś czego nie potrafię za żadne
skarby sklasyfikować. Zresztą chyba nie muszę się za bardzo starać, bo... Julka ma
swój własny, niepowtarzalny styl. Odbiegający znacznie od tego co do tej pory grało
się w Szwecji. W dodatku Julka prezentuje całkowicie odmienne od pobratymców brzmienie.
Może dlatego, że płyta nie została nagrana we Fredman, Abyss, Sunlight czy Sanctuary,
ale w Danii w studiu Aabenraa, a za konsolą siedział boss Serious Ent. Jacob Hansen.
Posłuchajcie debiutu JLN i może sami znajdziecie jakieś określenie na ich styl? Ja
tego nie potrafię uczynić.
Eld
##########################################################################
Ebony Tears "A Handful Of Nothing" '99
Black Sun Rec.
8/10
Inferno, Harvester Of Pain, A Handful Of Nothing, Scenario, When Depresion Speaks, Erised,
Cosmical Transformation, The End
Pytanie konkursowe: jaka kapela ze Szwecji doczekała się najwięcej naśladowców?
Jeżeli odpowiedzieliście Entombed lub Dissection, to jesteście oczywiście w błędzie.
Chodziło mi o At The Gates. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Jakby na to nie
patrzeć ATG jest ojcem całego melodyjnego death metalu, czyli In Flames, Gardenian, Dark
Tranquillity, Eucharist, Gates Of Ishtar, Duskfall, Ablaze my Sorrow, Soilwork, Auberon...
Mam wymieniać dalej? . Owszem, jedni wzorują się na nich w mniejszym stopniu, a nawet
dorobili się własnego brzmienia. Inni natomiast kopiują bezmyślnie. Ot, chociażby
Ebony Tears. Bezmyślnie nie oznacza w wypadku ET, że muzyka jest zła. Bynajmniej.
"A Handful Of Nothing" to płyta bardzo dobra, której słuchanie sprawia mi
wielką przyjemność. Co z tego, że Johnny Wranning wrzeszczy w identyczny sposób jak
fenomenalny Tompa? Co z tego, iż pałker zapieprza na garach jak Adrian? Co z tego, że
gitary pędzą w obłąkańczym tempie, kręcąc znane wszystkim kółeczka? Co z tego,
że dosłownie w każdej sekundzie tej płyty słychać wszystko to co zostało nagrane na
"Slaughter Of The Soul" At The Gates? Co z tego??? Nic, bo ATG od czterech lat
zżerają robale. Braciszkowie Bjorler grają thrash we wspaniałym The Haunted. Adrian
zarabia wielki szmal w Cradle Of Flith, a Tompa ostatnio objął posadę krzykacza w Lock
Up. Nie ma zatem szans, aby kiedykolwiek powstała kolejna płyta ATG, a chyba wszyscy
chcieli by usłyszeć następcę "Slaughter...". I chociaż Ebony Tears
bezsprzecznie nie dorasta swoim mentorom nawet do pięt, to jednak spośród setek
kopiujących mistrzów kapel, chyba najbardziej przypomina ATG. I dlatego słucha się
"A Handful..." tak zajebiście.
Eld
Thundra "Blood Of Your Soul" 1CD '00
Spinefarm
Nie trzeba być jasnowidzem, aby odgadnąć jaki styl muzyczny uprawia norweska Thundra na
swym debiucie. Tym bardziej, że mózgiem kapeli są ludzie, którzy wcześniej
terminowali w Einherjer (Stein) oraz Enslaved (Harald). Niedaleko pada jabłko od jabłoni,
mówi stare przysłowie, które sprawdza się w przypadku "Blood Of Your Soul".
Muzyka Thundra jest właśnie wypadkową wspomnianych legend Viking Metalu. Mimo że nie są
to dźwięki zbyt oryginalne, to jednak Thundra gra całkiem ciekawie. Przede wszystkim w
trakcie trwania utworów dużo się dzieje. Tempa zmieniają się od szybkiej nawalanki
a'la Enslaved (Harald najwyraźniej nie potrafi się pozbyć maniery bębnienia znanego słuchaczom
z płyty "Eld"), poprzez wolniejsze fragmenty z pięknymi solówkami (gitarzysta
Rune powiadam Wam zna swoje rzemiosło!) i podkładem fortepianu, aż do klimatycznych
partii gitary akustycznej, a także folkowe melodie. To zróżnicowanie instrumentalne
dobrze podkreślają wokale. Przewodni, podobny do wokalisty Einherjer, głos Stevena jest
często wspomagany czystym śpiewem Haralda i histerycznymi wrzaskami Tora Erika (muzyk
sesyjny). Krótko mówiąc nie sposób się nudzić słuchając "Blood Of Your
Soul". I to jest chyba największy atut Thundra, nie grają oni bowiem ani tak
chwytliwie jak Einherjer, ani też tak brutalnie i szybko jak Enslaved, a mimo to słucha
ich się równie dobrze jak kapele, które wcześniej reprezentowali Harald i Stein. Czy
coś jeszcze? Chyba tylko to, iż następnym razem powinni Norwedzy skorzystać z lepszego
studia. Efekt osiągnięty w Panser Studio nie powala na kolana, a w muzyce Thundra tyle
się dzieje, że powinna ona uzyskać odpowiednią oprawę. Znakomity debiut!
Eld [8,5]
####################################
Pyogenesis "P" 5CD '00
Nuclear Blast
W zasadzie nie jestem pewien, która to płyta Pyo. Nie pamiętam czy "Ignis
Creatio" było traktowane przez Osmose jako CD czy MCD, ale to nieważne. To było
dawno temu, Pyo grali inną muzykę, a liczy się teraźniejszość. Kiedy dostałem płytę
"P" do ręki osłupiałem. Same znajome tytułu kawałków, naklejka
"Greatest Hits"... Co jest do cholery? Czyżby Niemcom było jeszcze mało kasy?
I tak wiadomo, że koszą niezłą szmal. Moja początkowa wściekłość zamieniła się
w całkowite zdziwienie, gdy cedek powędrował do odtwarzacza. Na początek mamy balladę
"Empty Space" z długograja "Twineblood". Tyle, że teraz to już nie
jest ballada. Pozostał sam tekst. Jeden z ładniejszych metalowych wyciskaczy łez został
przerobiony na skoczny kawałek w stylu ostatnich dokonań Pyo. Następny w kolejce jest
walec "Every Single Day". On również jest zagrany z polotem i na wesoło. I
tak do końca płyty. Piętnaście totalnie przerobionych hitów Pyo. Mamy tu zatem chociażby
unplugged "Just Ironic", "Blue Smiley's Plan" w wersji a'la Scorpions,
drum n' bass "Would You Take", house "Love Nation Sugerhead", unpugged
"Rhapsodie In E", orkiestrowe "Silver Experience" oraz jeden nie
publikowany kawałek "Son Of Fate" z czasów "Sweet X-rated Nothings".
Większość z tych utworów naprawdę nie można poznać i tylko tytuły przypominają
jak brzmiały oryginalne wersje. Sam nie wiem co sądzić o tym wydawnictwie. Z pewnością
jest to lepsze niż publikowanie składanki z tymi samymi wersjami utworów lub ponowne
nagrywanie tego samego stuffu (vide Ophthalamia "A Long Journey"). Niemniej
jednak mam duży niesmak, nie jest to takie dzieło jak "Disguised Masters"
Arcturusa. Tym bardziej, że niektóre kawałki w nowych wersjach brzmią beznadziejnie i
cholernie komercyjnie.
Eld [5]
##################################
Fleurety "Departament Of Apocaliptic Affairs" 2CD '00
Supernatural Music/Pagan
Pięć lat minęło już od fantastycznego debiutu Norwegów. Wtedy przebojem wdarli się
do awangardy norweskiej sceny. Niestety później słuch o nich zaginął i tylko raz
przerwali milczenie, aby wydać MCD "Last Minute Lies". Na nim to zaprezentowali
nowe oblicze i kierunek, którym mieli podążyć w przyszłości. Poplątanie jazzu z
metalem i tym co zaprezentował na swoich ostatnich wydawnictwach Ulver. Dziwna muzyka,
ale miał to być dopiero przedsmak tego na co stać Fleurety. Zanim jednak omówię co
prezentuje obecnie dwójka Norwegów, kilka słów o okładce "Departament...".
A raczej o okładkach, bowiem są cztery i to od słuchacza zależy, którą wybierze. Mi
najbardziej przypadło do gustu zdjęcie z pluszowym królikiem przed którym stoi granat.
To z pewnością najbardziej ekstremalna okładka jaką widziałem! Druga wersja okładki
przedstawia granat i czaszkę, trzecia cytrynę z zawleczką stylizowaną na granat i
wreszcie czwarta jakiś silnik. Ciekawa jest również książeczka oraz zdjęcia
Nordgarena i Hatlevika, ale to trzeba samemu zobaczyć. W nagraniu "Departament"
uczestniczyli praktycznie wszyscy wielcy norweskiej sceny. Przez Jester Studio przwinęli
się m.in. Hellhammer, Sverd, Carl August Tidemann, Maniac, Knut Valle i Garm. Lista
doprawdy imponująca, ale zajmijmy się samą muzyką. Obecnie Fleurety prezentuje rozwinięcie
stylu z "Last Minute Lies". Naprościej byłoby porównać Fleurety do Ulver lub
Arcturusa z "Disguised Masters", ale jest to krzywdzące. Fleurety ma swój własny,
niepowtarzalny styl. Bardziej psychodeliczny, zakręcony i nieprzewidywalny, ale równie
mroczny. Gatunku "Departament" nie odważe się określić. Mamy tu sporą dawkę
jazzu w partiach basu i saksofonu, solówki Carla Augusta i Knuta Valle przywodzące na myśl
Arcturus, psychodeliczne zagrywki kojarzące się ze stareńkim Carbonized (pamiętacie
ich jeszcze?), jakieś pokręcone partie klawiszy, sample, loopy i setki dziwnych dźwięków
stworzonych przez komputer. A polane to wszystko zostało cholernie urozmaiconymi
wokalami. Dwie wokalistki znane już z "Last Minute Lies", kilku wokalistów
tworzą niesamowitą hybrydę. W sumie 50 minut muzyki ambitnej i ciężkiej do
przetrawienia dla przeciętnego słuchacza. Ortodoksi nie usłyszą tutaj black metalu i
prostych, melodyjnych kawałków. Natomiast Ci z Was, którym się podoba "Last
Minute Lies", Ulver "Themes..." oraz Arcturus "Disguised..." nie
będą zawiedzeni. W Polsce możecie dostać Fleurety via Pagan Records. Zachęcam do
kupienia, a sam po raz kolejny zadaję sobie pytanie "dokąd zmierza Norwegia"?.
Eld [9,5]
####################################
Ancient Wisdom "And The Physical Shape Of Light Bled" 3CD '00
Avantgarde/Pagan
Po trzyletniej przerwie w sklepach ukazała się nowa płyta Marcusa Normana, muzyka
znanego również z Bewitched i Havayoth. Tym razem jest to długograj nagrany w pojedynkę,
a Marcus zajął się także jego produkcją i miksem. Trzy lata przerwy to sporo, ale
widać że ten czas posłużył Normanowi. Mamy bowiem do czynienia ze znakomitą muzyką.
Bez zbędnego owijania w bawełnę Ancient Wisdom prezentuje słuchaczom kawał
zajebistego, klimatycznego blacku. W szwedzkim stylu. Kłania się tutaj Diabolical
Masquerade i stara Katatonia, ale Marcus gra z większym polotem. Jego kompozycje, choć długie
i wolne, nie ciągną się jak dni do wypłaty, ale są przepełnione emocjami, mrocznym
klimatem, fantastycznymi partiami fortepianu (ale ten koleś potrafi wydobyć z niego dźwięki),
hipnotycznymi pasażami klawiszy, pięknymi solówkami, deklamacjami i wrzaskami... Ach,
ciarki chodzą po plecach kiedy się słucha tak majestatycznej muzy. Dopełnieniem tego złowieszczego
klimatu są świetne teksty, oddające cześć diabłu. Nie często zdarza się mi słuchać
aż tak ponurej i zarazem spójnej płyty. Nawet kończący kończący płytę cover Demon
świetnie pasuje do konceptu "And The Physical...". Piękna płyta, w czasie słuchania
której człowiek łapie potężną depresję.
Eld [9]
######################################
Throes Of Dawn "Binding Of The Spirit" 3CD '00
Wounded Love/Pagan
Nareszcie Finowie trafili pod skrzydła porządnej wytwórni (WLR jest oddziałem
Avantgarde). Dwie wcześniejsze płyty oraz MCD wyszły nakładem Woodcut i jestem pewien,
że niewielu z Was słyszało te dzieła. A szkoda, bo począwszy od debiutu
"Pakkasherra" TOD wymiata zacną muzykę. Zawsze ich lubiłem i nadal mam do
nich słabość, chociaż po pierwszym przesłuchaniu miałem chłopakom za złe, że cały
czas grają praktycznie tą samo muzykę co na początku. Nowa płyta zawiera może mniej
blackowych akcentów i jest lepiej wyprodukowana, ale od razu słychać że to TOD. Może
to i lepiej? Finowie sami nazywają swoją muzykę Dark Metalem, a ja od siebie dodałbym
przed tym sloganem słówko Finish. Muzyka jest fińska aż do bólu. Tylko ludzie z
Krainy Tysiąca Jezior potrafią grać tak melancholijnie, smutno, ponuro... Od razu człowiek
zaczyna mieć samobójcze myśli. Brzmienie gitar i niektóre riffy kojarzą się z
Sentenced, ale nie myślcie przypadkiem, że TOD zrzyna bezmyślnie od swoich bardziej
znanych pobratymców. Tak nie jest, scena fińska zwyczajnie dorobiła się własnego
brzmienia i dlatego możecie sporadycznie usłyszeć powiązania TOD z Sentenced.
Bohaterowie tej recenzji grają bardziej dołująco, mniej komercyjnie. W utworach
umieszczonych na "Binding..." dużą rolę odgrywają klimatyczne klawisze i
gitary akustyczne. Znacznie bardziej eksponowane są te instrumenty niż na płytach
Sentenced. Płytę wieńczy nawet klawiszowy instrumental. Nowe dziecko TOD to doskonałe
dzieło, które jednak ma dwa poważne minusy. Pierwszy to wokal. Henri Kaamos jest świetnym
krzykaczem, ale ma pewien feler. Otóż, od debiutu uparł się chyba, że do końca życia
będzie wrzeszczał na blackową modłę. Kompletnie nie pasuje mi ten jego wrzask do
muzyki. Może przesadziłem, ale czasami aż się prosi o czysty głos. Owszem, i taki też
się pojawia. Niestety zbyt rzadko! Henri psuje zwyczajnie często gęsto atmosferę.
Drugi minus to progresja zespołu. Zmiany, które powinny następować z płyty na płytę
są zbyt małe. Nie zmienia to w niczym faktu, że TOD po raz kolejny nagrało bardzo
dobry album.
Eld [8]