Tydzien temu w pociagu do Bydgoszczy Agata z bardzo tajemnicza mina powiedziala: "zgadnij co wzielam". Jak sie okazalo odgadniecie coz tez moja droga wspollokatorka wywiozla z domu graniczylo niemal z cudem poddalam sie wiec bez walki. W nastepnym momencie w jej reku blysnelo male rozowe jajko z napisem thamagothi. :) Po pierwszej nieco zbyt glolsnej jak sadze reakcji (dla niezorientowanych: glosny smiech w miejscu jak najbardziej publicznym ;) jak kazdy zapalony komputerowiec zabralam sie do rozpracowywania tego elektronicznego ustrojstwa. Agata przygladala mi sie z niekryta ironia w po czymn stwierdzila, ze sobie nie radze i na opanowanie obslugi thamagothi bede musiala chyba poswiecic troszke wiecej czasu. W kazdym razie doszlysmy do jednego...ozywilysmy naszego podopiecznego. I tak oto zaczela sie niemal dwutygodniowa przygoda z wychowywaniem naszego dzieciecia. Jak powszechnie wiadomo thamagothi maja rozna masc i barwe (nie ma jak zwykle cieklokrystaliczne wyswietlacze ;) nasze zwalo sie kurczak i na poczatku bylo mala zaokraglona kupka...ja bym powiedziala przypominajaca nieco budyn. ;) W kazdym razie pocieszne to to bylo niesamowicie. :)
Po przyjezdzie do Bydgoszczy szybko zapoznalam sie z instrukcja obslugi elektronicznego zwierzatka i zabralam sie za jego intensywna pielegnacie oraz edukacje. Malewnstwo zostalo oczywiscie ochrzczone imieniem jakze niechrzescijanskim: Biskurcz. Pochodzenie tego slowa jest odrebna histora ktorej raczej nie bede tu przytraczac ze wzgelu na jej duza zawartosc Plusza Aktiw ;) Biskurcz w kazdym razie byl chlopcem (no co...tak sobie to wymyslilam...zawsze chcialam miec synka ;) wykonujacym kilka ruchow na krzyz i bezustannie ogladajacym telewizor tudziez bawiacym sie przy drzewku (sorry, to naprawde jest nie do okreslenia, czy ten zbior pikseli to jedno czy drugie). Nasze malenstwo jadlo zaledwie dwie potrawy (wiecej niestety nie bylo do wyboru) czyli galaretke tudziez kukurydze (jezeli chodzi o klasyfikacje tych dan, to tez pomagala mi w niej Agata...cos mam klopoty z okresleniem co przedstawia dany zbior pikseli ;)).
Zasypialo o godzinie 23.00 (niewychowany bachor..tak pozno sie klasc spac ;) bywalo bardzo niegrzeczne przez co czesto trzeba bylo stosowac dosc radykalne srodki wychowawcze w postaci glosnego krzyku. Oczywiscie jak kazde niemowle brudzilo niemilosiernie...no, ale od czego "ikonka" z wanna :)

Pierwsze kilka dni z nowym domownikiem minely bezproblemowo. Dziecko glosno domagalo sie jedzenia, spania i posprzatania po nim. Problem pojawil sie w momencie, gdy wybralismy sie ze znajomymi na piwo w studencki czwartek. A dzieciak...no coz, nie byl karmiony caly dzien (hehe...;) i tuz przed wyjsciem zaczal sie tego bardzo glosno domagac. Ulitowalysmy sie nad stworzeniem, ktore milosiiernie znalazlo sie w mojej torebce, po czym wyszlysmy z domu.
Spotkanie w pubie przebiegalo w bardzo milej atmosferze, wszyscy bawilismy sie setnie (hi Aga! :>) do momentu, gdy ja, wspanialomyslma matka przypomnialam sobie o Biskurczu. Malenstwo ledwo dychalo zabralam sie wiec za jego intensywne karmienie. Moje zajecie wywolalo wsrod wspolbiesiadnikow gromki smiech i ironiczne spojrzenia. Wybrnelam jednak z klopotliwej sytuacji przypominajac, ze jestesmy studentami systemow informatycznych, a to do czegos zobowiazuje. :> Skoro nie mam laptopa to bede miala thamagothi, tam tez jest enter :)
Moj anioleczek (zwany takze wrednym bachorem gdy obudzil mnie w nocy, bo zapomnaialam wylaczyc dzwiek ;) rosl jak na drozdzach. :) Z kupki budyniu przeistoczyl sie w kupke budyniu z nozkami, pozniej kupke budyniu z nozkami i rozkami (?!), nastepnie w kupke budyniu z nozkami, rozkami i skrzydelkami. :) Ostatecznie Biskurcz stal sie doroslym kurczakiem...a moze powinnam powiedziec kogutem?
Dzis Agata zadzwonila chcac przekazac mi smutna wiadomosc, ze Biskurcz odszedl z rodzinnego gniadka. Bylo nam z Agata bardzo...radosnie z tego powodu :DDD Swiety spokoj, nic sie nie domaga jedzenia, mycia...heh, bedzie ze mnie dobra matka nie ma co...;DDD
Thamagothi wzbudzalo wiele kontrowersji,ale po ytm dwutygodniowym doswiadczeniu moge stwierdzic, ze to byla przednia zabawa. :) Sczegolnike przypadly nam z Agata do gustu komentarze typu: "schowajcie to, bo nam piwa tu nie sprzedadza jak was z tym zobacza...duze dzieci..."...:))

A swoje wrazenia spisywala wspaniala matka: Devi ;DDD

devi@pf.pl