Czas napisać kolejny text. A ponieważ uwielbiam fantastykę to też przedstawię twórczość autorki książek fantastycznych. Do tej pory pisałem o znanych autorach. Teraz przedstawię Wam kogoś mniejszego "kalibru".
Mam na myśli Andre Norton. Jak już wcześniej wspomniałem pisze ona książki fantastyczne. Poisda całą serię książek, które są ze sobą połączone w jakiś sposób, choć zdarzają się wyjątki. Cała seria ma ok. 20 - 30 książek i jest zatytułowana "świat czarownic" (nie potrafię dokładnie powiedzieć ile ich jest, bo na polski rynek co jakiś czas trafiają nowe jej opowiadania). Trza powiedzieć coś o fabule. Pierwsza z tej serii książeczka (która ma tą samą nazwę co seria) mówi o Simonie Tregarth'cie - człowieku, który wiernie służył w wojsku i został oskarżony (o co - nie powiem, a jak chcecie wiedzieć to przeczytajcie tę książkę), a ponieważ był niewinny to postanowił uciec. Znalazł pewnego doktora który go przeniósł do w/w świata. Musiał się nauczyć mowy tych których spotkał (nareszcie nie ma tego, że nawet kosmici umieją angielski :-)) i trzeba przyznać, że szybko się wybił (od razu powędrował na dwór, gdzie znajdowała się rada rządzących). Dzieje się to w państwie o nazwie "Estcarp" (coś mi to przypomina), a rozwój techniczny był ekhem... magiczny. Może stwierdzenie "rozwój techniczny" nie jest zbyt trafne. Chodzi mi tu o to jak to wszystko wyglądało ( czy były samochodu lub konie, broń palna lub biała itd.). I porównam to do czegoś. Tylko do czego? Już wiem! Jeśli chodzi o "rozwój techniczny" to był on BARDZO podobny do tego z Artura (tak, ten z okrągłym stołem i Lancelotem itp.). Dlaczego mówię "bardzo", a nie a nie tak samo? Ano dlatego, bo w tej serii jest znacznie bardziej rozwinięty wątek magii. I dodam coś jeszcze. O fabule. Według "Świata czarownic" rzucać czary, studiować magię oraz uczyć się jej, mogły tylko osoby, które - od lat najmłodszych wykazywały uzdolnienia do tychże rzeczy (a takich nie brakowało), no i najważniejsze - mogły być to tylko KOBIETY! Czyżby nasza autorka przejawiała feminizm? A jednak nie. Bo to właśnie Simon przełamał tą barierę. Przedtem kobiety gardziły mężczyznami, bo uważały ich za kompletnych idiotów. I tu nagle zjawia się im Simon który ma zdolności magiczne. Mocno im on namieszał w głowach. Przyznam, że książki tej autorki czyta się przyjemnie, ale tylko do pewnego momentu. Ja i pewna moja koleżanka (też uwielbia fantastykę i pod pewnymi względami jest nawet bardziej ode mnie rozeznana w tych sprawach) stwierdziliśmy, że te książki są ciekawe tylko na początku. O na mówi, że dobre są tylko dwie pierwsze książki, a potem szajs, a ja, że cztery pierwsze. Dalej mogą stać się następujące rzeczy - albo nadal będzie ci się je ciekawie czytać, lub tak jak mi i mojej koleżance stwierdzisz, że nie są ciekawe. Jednak uważam, że warto przeczytać choćby te dwie książki tej autorki, ponieważ zawsze lepiej poznać nowych autorów. Chociaż do szczęścia nie musisz czytać tego aby móc coś powiedzieć o takich fantastyce. KONIEC, FIN, THE END.

Gen.Kendlay