Było o nauczycielach wychowania fizycznego. Będzie o nauczycielach informatyki, sprzęcie i samej informatyce. Informatyka stanowi dla nas - maniaków komputerowych - bardzo ważny przedmiot w procesie edukowania nas na siłę. Na siłę, bo zmusza się nas do wkuwania na pamięć każdej nawet najbardziej zbędnej definicji, ale to temat na osobny art. Jak jest z nauczaniem informatyki w szkołach, każdy dobrze wie. Komputery - złomy. Nauczyciele - niekompetentni i niedokształceni. Dlaczego tak jest? Czy nie można nam zapewnić normalnego wykształcenia informatycznego? Widocznie nie. Tam, "na górze" naszego społeczeństwa, w rządzie panuje widocznie pogląd mówiący, że "kompjutery" do szczęścia nie są nam potrzebne, więc po co tracić kasę na coś niepotrzebnego? Lepiej ją przeznaczyć na kupno nowych merców z bajerami dla polskich szych, no nie? A kto chce się kształcić niech kombinuje we własnym zakresie. Skutki takiego rozumowania odczuwamy na sobie. Wyposażenie sal informatycznych przeważnie może przyprawić o zawał serca. Poczciwe 386 pamiętają czasy dyskietek 5,25 cala, a jedyne co zdołają uciągnąć to Win 3.1x. Tak jest w dużej części szkół średnich. Pomijam te o profilu informatycznym, ponieważ tam to podstawa, więc jest coś porządnego i nie odstającego od ogólnie przyjętych standardów. A reszta? Reszta tkwi w erze kart monochromatycznych. I na czym mamy się uczyć podstawy każdego zawodu w przyszłości? Chyba na papierze, w wersji zerojedynkowej. Nauczyciele też sprawiają wrażenie jakby informatyką dorabiali na obiad dla psa. Lekcje nudne, nieumiejętnie prowadzone. Często jest tak, że uczą się wraz z nami! Aby odpowiedzieć na proste pytanie, muszą przewertować stertę podręczników. Lub odpowiadają: "daj mi spokój, trzeba było słuchać jak tłumaczyłem, teraz rób, co uważasz". Kumpel mi opowiadał, że u niego w budzie informa wygląda następująco: przychodzi belfer, mówi, co ma do powiedzenia, wychodzi na kawę, a uczniowie robią co chcą. No comments. Znajome, nie? Czasem jest jeszcze inaczej. Uczniowie uczą nauczycieli. Tak było kiedyś w moim przypadku, choć informatycznym asem nie jestem i jeszcze wiele przede mną. Ktoś zainstalował jakąś gierkę i padł MS Office. Nie chciał startować. Mówię nauczycielce, żeby dała instalkę, to nie będzie problemu. Ona na to, że nie ma, bo w sklepie nie dali (!!!) /komputery właśnie zmienili na dość porządne/. No nic. Przełączyłem w DOS i przywróciłem poprzednią kopię rejestru. Wszystko działa dobrze, tylko pani od informatyki robi oczy jak ja to zrobiłem. Jednostkowy przypadek? Nie sądzę...I co mają wynieść z takich lekcji ludzie, którzy w domu nie mają komputera? Chyba tylko rdzę z obudowy pod paznokciami i nic więcej! Nie umieją nawet wykonać prostych operacji na plikach, lub obsłużyć międzymordzia Windy, nie mówiąc już o napisaniu jakiegoś dokumentu w edytorze tekstu. Wiedzą tylko tyle, że komputery istnieją i mogą się chwalić, że widzieli "takie cuś" na własne ślepka. Przejaskrawiam? Fakt, ale niewiele. Oczywiście od wszystkiego są pozytywne wyjątki /vide moja szkoła: komputery spoko, większość nauczycieli ma jako takie kwalifikacje, jeden nawet ukończył studia w Krakowie/, ale toną w morzu niekompetencji i zardzewiałego sprzętu. Wszystko to sprawia, że mamy sytuację taką, jaką mamy. I nic na to nie poradzimy do momentu, kiedy ktoś zmądrzeje. A patrząc na sytuację w rządzie można wnioskować, że nieprędko do tego dojdzie. W międzyczasie pozostaje dokształcać się we własnym zakresie i mieć jedynie nadzieję, że nie przegramy, jak to świetnie określił w CDA 11/99A. Sawicki, informatycznego wyścigu z rówieśnikami z innych krajów /tak swoją drogą: ja pod tekstem A.Sawickiego podpisuję się wszystkimi czterema parami kończyn. Mackami też ;)))/. Aby jednak zakończyć tego króciutkiego arta optymistycznym akcentem, powiem jedno: uczta się komputerów i nie tylko, a wyrosną z was ludzie.

Fishbone