Coś o nauczycielach informatyki
Pamiętam jak dwa lata temu z utęsknieniem czekałem na to, by po przejściu do tak wyposażonej szkoły, do której szedłem, zgłębić tajniki informatyki (ale mi się zrymowało:) Cztery sale informatyczne, nowe komputery. Żyć nie umierać! W porównaniu z podstawówką, gdzie były same 286 i gdzie o czarno-pomarańczowy monitor (tak, tak były takie) trzeba było na przerwach walczyć. No cóż, czas mija. Znalazłem się w nowej szkole. Pamiętam, jak z utęsknieniem czekałem na pierwszą informatykę. Stało się. Ale po wejściu do sali trochę się zdziwiłem. Zauważyłem na dwóch komputerach naklejki P75. No cóż, pewnie jakieś dwa odosobnione złomy. Gdy facet podyktował tematykę dwóch pierwszych lat informatyki, to pomyślałem, że to sen.
DOS - no cóż, tego się trzeba uczyć
NC - dla zielonych się przyda
Win 3.11 - Co ?????!!!!!!! Taka nowoczesna ta szkoła miała być, a tu co? Win 3.11.
dalej był jeszcze TP, co i tak nie ostudziło mojego zdziwienia.
Co do komputerów, to te P75, oprócz jednego Celerona 333 (przy którym oczywiście siadłem:)) były najlepsze. Reszta to 486. A taka ta szkoła miała być nowoczesna...
Ale miałem w końcu pisać o nauczycielach, a nie o sprzęcie. Otóż okazało się, że mój pan profesor informatyk jest naprawdę "wybitnym informatykiem" . Niedawno dowiedziałem się, że on uczył kiedyś techniki w podstawówce, ale to szczegół. A więc na pierwszych lekcjach uczyliśmy się takich pierdół, jak "Co to informatyka i z czym to się je?". Potem było o budowie komputera. No i zacząłem się powoli dowiadywać jaką mój informatyk ma wiedzę. Zaczął pytać. I uważajcie. Gdy zapytał qmpla o porty w komputerze ten zaczął wymieniać: COM 1, LPT, PS2
- Post Scriptum to możesz znaleźć w liście, a nie w komputerze- skrytykował pan profesor
...
Tu naprawdę trudno coś z siebie wykrztusić. Ja nawet się nie śmiałem. Siedziałem jak wryty i nic do mnie nie docierało. Jeśli on ma mnie uczyć informatyki, to ja dziękuje. Nie chcę w przyszłości posiąść jego "wiedzy". No nic nasza nauka przebiegała spokojnie. Uczyliśmy się rysować w Paincie, pisać w Wordzie. Jakież to nowości nam przedstawiał :) A jakie było jego zdumienie, gdy w zaproszeniu na 11 listopada wstawiłem WordArta. Facet nie wiedział, że takie coś istnieje!!! Nie będę tu opisywał całych dwóch lat nauki, więc napomnę jeszcze o kilku wydarzeniach na lekcjach z panem profesorem. Kiedyś na pierwszej lekcji (mieliśmy dwie jednego dnia) chodził zdenerwowany. Na następnej już się skapnąłem o co chodzi.Wziął do ręki podręcznik od Windowsa i włożył płytkę. O proszę! Reinstalacja! Muszę to zobaczyć. Niestety nie było mi to dane. Po prostu facet po kwadransie się poddał i poprosił mnie na chwilę. Musiałem mu zainstalować Windowsa!!!!!!!!!! Nauczycielowi w technikum, który uczy w klasie o profilu Systemy komputerowe!!!!!!!!!! W tym roku wydawało mi się, że trochę zmądrzał. Do czasu... Na lekcje informy miesiąc temu wparowało dwóch mężczyzn i przedstawiło się "My z serwisu". "O pewnie saper mu nie chodzi" skomentował siedzący obok
kolega, który inteligencją nie grzeszy, a wie od kochanego pana profesora 2 razy więcej. Nie pomylił się zanadto. Nie chodził mu... Explorer. Zdziwieni?? Bo ja wtedy po raz drugi w życiu zaniemówiłem. Posiedzieli dosłownie dwie minuty i IE był jak nowy. Ciekawe co się stało? Pewnie zmienił przypadkowo numer połączenia :) To jeszcze nic. " To proszę poczekać chwilkę. Skoczę po dyrektora", "Ale nam się spieszy. Gdybyśmy byli z Ostrowca to moglibyśmy poczekać (...) " Oni byli z Kielc!!!!!!!!! 60 km drogi, prawie godzina jazdy, tylko dlatego, że jakiemuś idiocie nie chodzi Explorer. I to jeszcze z jakiegoś banalnego powodu, bo jeśli uwinęli się z tym w chwilkę, to chyba problem nie był poważny. Ja bym dał mu teraz jakieś 300 zł rachunku za naprawę, może wtedy zmądrzałby i spróbował coś sam zrobić, a nie wzywać serwisantów z każdego powodu. Mógłby nawet spytać się któregoś z uczniów, ale nie pozwalała mu na to jego zasrana duma. Powiem wam, że facet jest u nas spalony. A chodzę na lekcję z nim, bo muszę...
I co powiecie. Mogę się założyć, że połowa z czytelników miała, bądź ma takich nauczycieli. I nie liczę tu podstawówek, czy gimnazjów, bo tutaj nauczyciele wprowadzają młodych w świat wirtualny (szczególnie jeśli w szkołach jest 286 :)) Ale w liceum, czy tym bardziej technikum nauczyciel powinien wiedzieć po co się tu znalazł, a nie być przypadkowym przechodniem. A jeśli tacy mają dalej uczyć, to ja wysiadam. Dziękuję, ale nie mam zamiaru patrzeć jak młodzież, szczególnie ta, która nie ma komputerów, baranieje gdy uczą jej tacy mistrzowie. Ostatnio, jedna z dziewczyn pyta się mnie jak się robi duże litery. I tu nie należy się śmiać z niej. A co! Dziewczyna ma prawo nie wiedzieć. Należy tylko zlitować się nad osobą, która ją przez dwa lata uczyła informy.
Obecnie pan profesor ma przyszytą xywkę hacker, a opowieściami o jego wyczynach wymieniają się uczniowie różnych klas.
CeFek (kzaczek@interia.pl)

- Jaki masz komputer?
- szary...
- a ja za pięć tysięcy

 

I inny text, o tej samej tematyce:

Vith'am. Piszę do Was ten list, bo chcę Wam przekazać "ważną":-) wiadomość.
Żałujcie, a właściwie nie żałujcie(bo u nas jest taki poziom, że na matmie
liczby ujemne mamy w SZÓSTEJ klasie!!!), że nie macie informy z facią, która
wygląda prawie, jak facet oraz jest bardzo, ale to baaaardzo głuuuuupia.
Poza tym prawdopodobnie nic nie umie. Wszystko, co nam dyktuje czyta z
książki, a na ostatniej lekcji to się trzy razy odezwała:
1. Powiedziała do jakiegoś gościa, żeby podyktował wszystkim dwie ramki z
książki(tym razem, to już jej się czytać nie chciało),
2. Kiedy skończył czytać kazała nam usiąść do kompów i grać.
3. I na końcu lekcji kazała wyjść z gier lub progsów, po czym zostawić kompy
z aktywnym pulpitem wINGROZY.
Do tego na lekcji żuje sobie gumę, "stolec" ją obchodzi szczęśliwy numer.
Ale najlepszy był motyw kiedy pokazywała nam co jest na CDeku, który był
razem z książką. Odpalił jej się z autorun'a jakiś program. Kiedy coś
próbowała zrobić wysypał jej się program i pokazało się magiczne okienka z
napisem: "Ten program wykonał nieprawidłową operację i zostanie zakończony".
Nie wiem, czy się kiedyś z tym spotkała, ale chciała kliknąć przycisk
'zamknij'. Jednak pokazał jej się kursor 'praca w tle' (strzałka z
klepsydrą) no i uważała, że jak jest klepsydra, to "nie wolno" klikać. No i
tak sobie czekała z pięć minut, cała się zrobiła czerwona jak burak,
ponieważ wszyscy się gapili, co ona robi. Aż wreszcie nie wytrzymała i
nacisnęła... RESET!!!:-))))))))))) Gdyby widziała ten list to bym
prawdopodobnie wyleciał na zbity pysk do dyrekty i prawie na pewno ze
szkoły.

Jackussis