Była sobota po pamiętnej walce Tysona i Gołoty. Wieczorem wszedłem na irca i spotkałem tam Qn'ika. Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie podyskutowali o walce. Oczywiście nie obyło się bez bluzg skierowanych pod adresem Andrzeja. Po paru dniach jednak przemyślałem sobie tamtą walkę i wnioski nasunęły mi się zupełnie inne jak te zaraz po pojedynku. Postanowiłem więc napisać arta do AM i w tej chwili powinniście go czytać:))).

Na tą walkę czekał chyba każdy fan boksu w Polsce. Wreszcie miało dojść do pojedynku dwóch "niegrzecznych" chłopców. Gaże(tak to się chyba pisze:)) dla zawodników miały być bardzo wysokie. I tak...stało się, uderzenie w gong i poszło. Tyson od razu przeszedł do ataku. I oto w pierwszej rundzie mocny prawy powala Gołotę na deski. Ten jednak szybko się podnosi. Koniec rundy. W drugiej rundzie Gołocie nie szło najgorzej. Kilka jego lewych prostych przeszło i Tyson od razu poczuł się inaczej:). Koniec drugiej rundy...i oto kontrowersyjna decyzja Gołoty-koniec walki. Gołota poddał walkę!?

Niestety. Już po walce. Na nic się zdały namowy trenera. Kibice byli bardzo wściekli na Polaka. Rzucali w niego czym się dało. Teraz zastanówmy się dlaczego tak się stało. Czytałem wiele wypowiedzi w najróżniejszych gazetach. Gołota mówił o tym jak to Tyson podczas walki bił go z "bańki"...I ja mu wierze. To przez sędziego Andrzej przegrał walkę nokautem technicznym. Gdyby żelazny Mike dostał ostrzeżenie napewno zwolniłby tempo i walka potoczyłaby się zupełnie inaczej(tryb przypuszczający w tym momencie wskazany:)). Ale nic. Sędzia nie zauważył nieczystych uderzeń Tysona. Nasz fighter obawiając się o własne zdrowie a nawet życie zrobił to co zrobić powinien. Nie warto jest ryzykować czymś co dane nam zostało na całe życie dla sławy i pieniędzy. A propos pieniędzy. Wiele słyszałem opinii, że Andrzej został przekupiony. Bullshit! Czułem, że Gołota nie zrobiłby tego dla pieniędzy. Jemu nie chodziło o to. Chodziło mu o cos zupełnie innego. Mianowicie chciał pokazać wszystkim, że jest naprawdę dobrym bokserem i może wygrać z każdym. Chciał zbliżyć się do upragnionego tytułu mistrza świata wagi ciężkiej. A tu...taki pech:(. Szalony przeciwnik i do tego ślepy sędzia. A potem czytam na łamach Przeglądu Sportowego wypowiedź Salety. Twierdził on, że Gołota najzwyczajniej w świecie stchórzył i uciekł z ringu. Agrhh... On gdyby zobaczył Tysona naprzeciw siebie narobiłby w spodenki przy całej widowni:).

Myślę,że już nikt nie przekona mnie do zmiany swojej tezy...chyba, że ktoś przedstawi wyjątkowo mocne argumenty. Gołota postąpił w tej sytuacji najwłaściwiej jak mógł. Szkoda jednak, że zmarnował nam się naprawdę dobry bokser. Na koniec chciałbym zaprosić wszystkich fanów boksu do dyskusji na ten temat.

Baton

Fan boksu ze mnie żaden, ale pozwolę sobie zabrać w tej sprawie głos... Szczytem naiwności dla mnie jest myślenie, że w zawodowym boksie istnieje coś takiego jak honor i uczciwa walka. Te dwie wartości kończą się na wiele mniejszych gażach (tak, tak się to pisze;), aniżeli ma to miejsce w zawodowym boksie. Gołota zawsze mówił, że walczy tylko dla pieniędzy, a samego boksu szczerze nienawidzi. I trafiło mu się - gigantyczna kasa, musiał tylko dać się obić chcącemu powrócić na ring Tysonowi. Co to jest? Teoria spisku? Nie, moi drodzy - to realizm.

Przypomnę Czyteklnikom jeszcze jedną walkę Gołoty - z Michaelem Grantem. Czy wg Was wtedy też Gołota walczył uczciwie, poddał się, bo nie mógł wytrzymać ciosów? Czy może dostał nieco większą od zagwarantowanej kasę - od samego przeciwnika? Ale - co ja mówię - to przecież oczywiste, że poddaje się nie ten bokser, który klęczał na deskach dwakroć podczas walki, ale ten, który tamtego obijał. Z tym, że tamtemu zależało na dobrym wejściu na wyżyny... Niestety - Grantowi już się Lewisa przekupić chyba nie udało - tamten za dużo miał do stracenia...

Podsumowując: boks to piękny sport, pełen uczciwej walki, wymagający nie tylko siły mięśni, ale i umysłu...

...umysłu działaczy, którzy robią na wielomilionowej rzeszy zaślepionych widzów fortunę.

Qn`ik