Cześć Qn`ik!
Może się to wydać dziwne, ale dopiero teraz przeczytałam Twój tekst o Oskarach. AM czytam od jakichś dwóch czy trzech numerów wstecz, lecz do tej pory nie trafiłam na niego. Jak sam twierdzisz temat jest wiecznie żywy, więc chciałam się wypowiedzieć odnośnie Matrixa (lepiej późno niż wcale:-)). W swoim tekście czujesz się rozczarowany, że film ten nie otrzymał Oskarów w tak ważnych kategoriach jak najlepszy film, scenariusz, aktorzy. Szczerze powiedziawszy, uważam, że nie zasłużył on na takie wyróżnienia. Owszem, to dobry film, ale .... no właśnie, nie dość dobry.
Pomysł - świetny. Oczywiście rzeczywistość wirtualna pomysłem nowym nie jest, ale ujęcie tego tematu w taki właśnie sposób, jako więzienie dla umysłów ludzkich w celu wykorzystania naszych ciał, jest z lekka szokujący. Zapewne wiele osób po wyjściu z kina inaczej spojrzało na otaczający nas świat. Ale nie o tym chciałam napisać. Matrix wydał mi się, przy całej jego wspaniałości, po prostu płytki. Ot, bardzo dobrze zrealizowany film akcji, z fajnymi efektami specjalnymi, osadzony w realiach cyberpunku. Wiele miejsca poświęcono szybkiemu rozwojowi akcji i jej nieoczekiwanym (zapewne przez niektórych) zwrotom, prowadzącym do happy endu(jak zwykle po trupach, ale czego się nie robi dla ocalenia ludzkości). Natomiast czego mi tutaj zabrakło, to głębszych relacji pomiędzy bohaterami i głębszego ujęcia ich własnych przeżyć. Zostały one przedstawione, w/g mnie oczywiście, zbyt ogólnikowo. Nie wierzę, że ktoś, kto by się przed chwilą dowiedział, że całe jego dotychczasowe życie było jedną wielką bujdą, nie przeżywałby tego troszkę bardziej. A Neo.. chwila załamania, a później? Morderczy trening, ratowanie świata i fajnie jest. Nie muszę chodzić do pracy, mogę walić po mordzie bo znam kung-fu i jestem wybrańcem. Przesadziłam, wiem, ale autorzy scenariusza nie poświęcili wielkiej uwagi na przeżycia wewnętrzne bohatera, a ograniczyli się tylko do działania. Sprawia to trochę wrażenie upodobnienia się postaci do maszyn, przeciw którym walczą. Jedynie ludzki wydał mi się Seifer (przykro mi, ale nie wiem jak to się pisze, nie czytałam żadnej recenzji ani napisów końcowych, a imię skojarzyło mi się z Seiferem z FFVIII), ze swoją słabością (a któż ich nie ma).

Gosc sie nazywa Cypher. :) Co zas do plycizn... Jak wg Ciebie można przedstawić uczucia targające bohaterem w filmie?! Ma stać przed kamerą i robic cierpiętnicze miny? Matrix wbrew pozorom ma podwójne dno. Z jednej strony to czyste kino akcji - piękne pojedynki, nowatorskie efekty specjalne; patrząc jednak z innej strony, można stwierdzić, że Matrix bazuje na najstarszych ludzkich lękach. Dzisiaj, gdy człowiek jest coraz bliższy przedstawienia wszystkich zjawisk jako pojęć chemicznych, kiedy wydaje się naukowcom, że wiemy wszystko - nagły odwrót o 180 stopni. Wszystko, w co wierzyliśmy, okazało się fikcją. Czy istnieje człowiek, który nie zastanawiałby się kiedyś, czy przypadkiem nie jest tylko maszynką, czy nie jest wykorzystywany. Wreszcie - czy ktoś go non stop nie obserwuje? Z tych bojaźni powstał między innymi film Truman Show. A Matrix porusza te same tematy - dodając przy tym od siebie fantastyczne akcenty.

Jest też jeszcze jedna rzecz, której nie zauważyłaś. Ile prawd jest w filmie przekazanych. I nie są to typowo hollywoodzkie banały - nie, monologi Agenta Smitha są naprawdę poparte głebokimi przemyśleniami. "Human beings are a disease." "You are not a mammals." Et cetera. Oczywiście - podobne rzeczy słyszymy z każdego programu proekologicznego. Ale co powiesz na to, że "The first Matrix was designed to be a perfect human world. Where none suffered, where everyone would be happy. It was a disaster. No one would accept the program. Entire crops were lost." Skłania to do refleksji - czy rzeczywiście nigdy nie było Raju? Czy może Eden istniał - ale ludzie zeń zrobili to, co mamy dzisiaj - bo nie potrafimy żyć bez krzywd, bólu i strachu?...


Wybraniec. Już samo to słowo wzbudziło we mnie pusty śmiech. Zabawna rzecz, w erze zaawansowanego poziomu technicznego takie fatalistyczne podejście do świata. W czasach starożytnej Grecji rozumiem, ale tu? Jakoś mi się nie widzi.

O to właśnie chodzi. Obok całej tej techniki w Matrixie pojawia się mnóstwo akcentów biblijnych, sięgających korzeniami do różnych religii, przekazów i mitów. Mnie się to bardzo podoba...

Gra aktorska na dobrym poziomie, ale nie rewelacyjna (a takie! powinno się nagradzać). Jedyny wyjątek, jak dla mnie stanowi Agent Smith. Tu zgadzam się w pełni z Tobą. Rola odegrana była fantastycznie. Te jego spojrzenie pełne pogardy i nienawiści, i głos!!! Zawiedziona byłam, że pan Hugo W. nie dostał nawet nominacji. Należało mu się. Co do zdjęć, również muszę przyznać Ci rację. Były genialne, wielki minus dla Akademii za przeoczenie.

Dla mnie gra Carrie-Anne Moss (Trinity) byla bardzo niemilym akcentem. Ale juz reszta byla wspaniala - zagrala to tak, jak bylo trzeba.

Podsumowując, Matrix filmem rewelacyjnym nie jest, choć gatunkowi s-f w żaden sposób nie uwłacza. Podobał mi się, na tyle, że obejrzałam go więcej niż raz. Jednak po zapaleniu świateł w kinie ciągle czułam pewien niedosyt... Na drugą część nie czekam z utęsknieniem, lecz gdy się pojawi, pójdę popatrzeć co słychać w świecie, o którym nam maluczkim nawet się nie śniło.

Kasia

A ja się tak na sequela nie cieszę - uważam, że Wachowscy powinni zakończyć Matrixa w dniu chwały - nie rozmieniać go na drobne.

Najprawdopodobniej druga część będzie już strasznie efekciarska i mniej uwagi będzie poświęcone fabule... Zazwyczaj tak jest :(

PS.1. Wiem, że tekst jest trochę:) chaotyczny, ale nigdy nie potrafiłam pisać; nagłego olśnienia i przybytku nowych talentów raczej nie oczekuję.

Tu mam znów zgołą odmienne zdanie. Same takie "chaotyczne" texty bym chciał widzieć. :)

PS.2. AM bardzo mi się podoba, tak trzymajcie i nie puszczajcie. Pozdrowienia dla całej ekipy.

Ekipa odzdrawia i ma nadzieję, że jeszcze kiedyś coś napiszesz. :)

Qn`ik