Walka o władzę, czyli kto ważniejszy!
(rozprawka na temat)
Tak to już się w temacie sceny porobiło, że każda z jej grup
zawodowych jest niezadowolona. Najpierw wymieńmy może te grupy:
graficy, koderzy, muzycy, text-writerzy, swapperzy, i pewnie mnóstwo
innych, ale te są najpopularniejsze. O czym będzie? O tym, jak
to przedstawiciele każdej z grup walczą o utrzymanie swojej
grupy na szczycie hierarchii wartości i władzy. Oczywiście władzy
w światku sceny! Ale kto wie? Może kiedyś powstaną Niezależne
Samorządne Związki Zawodowe Text-writerów dla przykładu? I co
później? Takim scenariuszem rozwoju wypadków się zajmiemy.
W dzisiejszym, demokratycznym świecie, grupa znaczy wszystko.
Aby mieć o czymś głos decydujący trzeba mieć jak największe
poparcie w jakiejś grupie. Wiedzą to dobrze chłopcy wystawiający
swoje produkcje na różnych parties, którzy zawczasu organizują
sobie taką właśnie liczną, a więc wpływową grupę. Ale
grupa to nie wszystko! Grupą zawsze musi ktoś pokierować i
takie zapotrzebowanie zaspokajają jednostki wybitne, tudzież
ambitne. Grupa bez przewodnika to tylko rozwrzeszczane stado
miotające się na wszystkie strony. Jednostka wybitna, tudzież
ambitna, bierze ten tłum za mordę, każe się zamknąć i
narzuca swoje zdanie co w jakim przypadku wypada czynić. Jest to
niewątpliwie zjawisko dobre, bo zapobiega anarchii i innym
wynaturzeniom związanym z działalnością grupy. Niestety ma to
i ujemne strony, gdyż często gęsto wybierane są rozwiązania
nie do końca dobre, albo nawet i jeszcze gorsze (ciągle ciągnę
przykład z chłopcami z parties!). W ten sposób światem (sceną)
może zacząć rządzić miernota, a że geniusze zdarzają się
niezwykle rzadko, tak właśnie najczęściej się dzieje.
Każda z grup ma swoje argumenty na to, że to właśnie ona jest
najlepsza, najdoskonalsza, jedyna i to właśnie ona jest najważniejsza.
To oczywiście rodzi frustracje i uczucie niedocenienia u grup
pozostałych, co niewątpliwie prowadzić musi do konfliktu. Ale
może przyjrzyjmy się argumentom (kolejność całkowicie
przypadkowa!). Oto graficy: są najważniejsi, gdyż bez nich żadna
produkcja scenowa nie nabrałaby tego wyrazu, jaki nabiera przez
odpowiednie jej podrasowanie jakimś artem w stylu wczesnego
Siudmaka, tudzież jakiegoś plagiatu z innego komiksu. Grafik
daje poczucie piękna, estetycznej radości obcowania z produktem
dobrym, ba, doskonałym! Gdyby nie grafik, to wszystko już dawno
by pieprznęło i nie byłoby co zbierać. Po prostu ludzie nie
oglądaliby czegoś, czego nie daje się oglądać (fakt, z modułami
na przykład ciągle mam ten problem). Grafik nadaje wszystkiemu
wymiar artystycznego piękna, rozmach dawnych mistrzów renesansu
lub innych epok, padają nazwiska tyleż sławne, co
fundamentalne: Da Vinci, Michał Anioł, Rubens itd. Grafik ma pełną
świadomość tworzenia za pomocą nowego medium, ma wizję swego
rozmachu twórczego, widzi siebie w roli bohatera. To oczywiście
stanowi o wartości grafika w oczach jego własnych i,
obiektywnie rzecz biorąc, w oczach społeczności sceny.
Argumenty muzyków odbiegają niedaleko od argumentów grafików,
a to z tego powodu, że muzycy także są rzeźbiarzami dusz.
Wyobraźmy sobie demo lub maga bez muzyki! Takie stworzenie
istnieć nie może a jeżeli istnieje, to jest to niezwykła pomyłka
i wynaturzenie. Muzyk scenowy, za pomocą rytmicznego walenia w
takt takiego na przykład goa, transu czy innego techno, wbija de
facto słuchającym do głowy co tak na prawdę według jego światopoglądu
jest ważne. Wiadomo, że muzyka łagodzi obyczaje. Ale odwróćmy
sytuację i pomyślmy co by się stało, gdyby taki muzyk
postanowił przejąć władzę nad światem (sceną). Wypuszczane
przez niego modki mogłyby podprogowo programować ludzi na jakieś,
nie zawsze miłe, zachowania! Muzyk mógłby manipulować tłumem
sącząc w jego uszy odpowiednie kawałki! Mógłby uzależnić i
zahipnotyzować tłum rytmicznym waleniem! A wtedy tłum staje się
jemu powolny i na świat (scenę) zwalają się plagi wszelkie możliwe
a muzyk zaczyna swe rządy nad światem (sceną). Czy wszystko
jest już dla Was jasne? No właśnie, bądźcie wdzięczni
muzykom, że jeszcze się do tego nie zabrali! Chociaż dochądzą
mnie słuchy, że pewien osobnik (nie będę wymieniał nazwiska,
powiem tylko, że jego xywka zaczyna się na F), bardzo mocno myśli
o przejęciu rządu dusz. W tym celu zaczyna publikować w CDA,
tworzyć coraz bardziej ambientowo - schizoidalne modki, zaczyna
być WYROCZNIĄ i NIEDOŚCIGŁYM WZOREM! Moi drodzy, obudźcie się!
Ktoś właśnie zaczyna Wami manipulować!
Jeśli chodzi o text-writerów, to sprawa jest całkiem prosta.
Po pierwsze: text-writerów nie potrzebują ani muzycy, ani
graficy, tym bardziej koderzy. Po drugie: text-writerzy potrzebują
grafików, muzyków, a tym bardziej koderów (jeżeli mają
ambicję stworzenia czegoś więcej niż ascii maga). Wniosek:
text-writerzy mają zawsze przechlapane! Ale, ale! Nie wyciągajmy
pochopnych wniosków! Słowo bowiem może być mieczem! Tak samo
może być cięte, tak samo może być ostre, podobnie można nim
władać. Text-writer ma w swoich dłoniach narzędzie, którym
może zmienić koleje rzeczy i wmówić każdemu, że czarne jest
białe, a białe jest czarne. Czy ktoś z Was kiedyś zastanawiał
się co może zwojować text-writer, który potrafi swe idee
przedstawić w taki sposób, że nominalnie szczęka opada a ręce
same rwą się do oklasków? Było już kilka takich przypadków
w historii (ot choćby taki Hitler czy inny Mao Tse Tung). Jak więc
widzicie siła słowa może decydować o losie całych narodów.
I co wtedy? Wtedy nadchodzą rządy text-writera, zaczynają się
czystki myślących inaczej, zaczyna się propaganda nienawiści
do magów innych, bardziej na przykład kolorowych, zaczyna się
propaganda sukcesu gdzie jak na dłoni widać Słuszną Drogę
tego a nie innego maga (ups - Maga!), gdyż to właśnie ten Mag
pełni rolę Przekaźnika Myśli do Społeczeństwa. Nadciągają
ciemne chwile...
Ale co do powiedzenia, czy też może raczej - do zakodowania,
mają koderzy? Koder jest tą cichą osobą, która nie wyróżniając
się spektakularnie robi spektakularnie wyróżniejące się
rzeczy. To właśnie dzięki niemu wszystko przyjmuje określony
kształt, wygląd. On spaja elementy łamigłówki, jaką są
scenowe produkcje w jedną, atrakcyjną, sensowną całość.
Kochani, w ręku jego jest władza! I to namacalna, wyraźnie
wyczuwalna! On jest Tworzycielem, Nadawcą Kształtu, Panem
Zerojedynkowej Abstrakcji! I koder jest tego w pełni świadomy.
Tak, jest to potężna moc. Jest to moc magiczna, przemawiająca
do pod- i świadomości przez moc zaklęć w stylu Alpha
Blending, Zoomer, Goraud Shading itd. Podprogowe przekazy dem,
dla przeciętnego zjadacza chleba niezauważalne, służą tylko
wysublimowanemu snuciu podstępnych intryg mających na celu władzę
nad światem (sceną). Ileż to razy oglądając jakieś demo
patrzyliśmy w ekran jak zahipnotyzowani tylko po to, by obudzić
się kiedy ono wreszcie się skończy? Czy ktoś zdaje sobie
sprawę jakie treści wtedy w nas wsączano? Czy ktoś wie jak
został zauroczony wizją kodera? Czy ktoś zdaje sobie sprawę z
tego, że podprogowa hipnoza już skazała go na wierne posłuszeństwo
swojemu Panu? Nie!!! Spisek koderów jest bowiem doskonale
maskowany: pod pozorem piękna matematyki przyobleczonej w formę
na ekranie komputera, my, niczego nie spodziewający się prości
zjadacze chleba, stajemy się powolnymi zabawkami w dłoniach
koderów - inżynierów tłumu.
Jednak wszystkie wcześniejsze grupy nie mogłyby istnieć bez...
swapperów! Jak bowiem dokonywałby się eksport ich idei,
intryg, podprogowych przekazów, gdyby nie mrówcza praca
swappera? Swapper nie ustępuje w niczym wcześniejszym grupom
zawodowym sceny. Ba, można zaryzykować stwierdzenie, że grupy
te są wysoce od swapperów zależne. To swapper ustala warunki
gry, to od niego zależy kto, gdzie i kiedy zostanie poddany
praniu mózgu przez produkcje jego grupy. On jest sędzią i
katem w jednej osobie. Każdy jest winny, każdy ma coś na
sumieniu, on ma władzę wybrania tej osoby, która podlegnie
karze. A kara jest okrutna! Gdy padnie na Was jego wybór
stajecie wobec istnej rzeki, powodzi zalewających Was produkcji.
Cieszycie się? NIE RÓBCIE TEGO! Swapper wymierza Wam
odpowiednie dawki uzależniającego narkotyku, jakim są scenowe
produkcje. On prowadzi proces Waszego uzależnienia,
ukierunkowuje go, skierowuje Wasze myśli na ten tor myślenia,
który aktualnie mu odpowiada i służy jego celom. I oto jesteście
już bezwolnymi zabawkami w jego rękach, całkowicie od niego
uzależnionymi! Któż bowiem mógł wymyśleć hasło
"friendship rulez" jak nie swapperzy, którzy tym podstępnym
sposobem wkradają się w umysły niczego nie spodziewających się
ludzi. Friendship? Bzdura! Pod tym hasłem kryje się uzależnienie,
kryją się przyszłe gułagi, przyszłe zniewolenie i całkowita
zależność. Zacznie się dziać jak w "Roku 1984"...
Na wstępie mówiłem o wojnie pomiędzy grupami scenowymi. Tak właśnie
się dzieje. Stawka jest wysoka: panowanie nad światem (sceną),
dyktowanie swoich warunków, władza absolutna. Jednostki ambitne
gromadzą się w grupę, której mroczne cele o wiele łatwiej będzie
osiągnąć wspólnie niż osobno. Grupy snują pajęczą sieć
intryg, wstrzykują jad w serca niczego nie spodziewających się
fanatyków sceny. Metody mają wysublimowane: praca organiczna
przez powolne, czasochłonne i kosztowne, ale dające bardzo
dobre wyniki rozsyłanie swoich produkcji wprost do rąk tkwiących
w fatalnym błędzie ludzi; solidna praca na parties (jak myślicie,
dlaczego tak wiele rzeczy jest tworzonych właśnie na parties?
Kochani! Dopiero na miejscu widać jak wygląda sytuacja i
dopiero na miejscu można stworzyć odpowiedni stuff, który
zniewoli właśnie tych ludzi w właśnie tym miejscu!); nie
zapominajmy o niebagatelnej roli Internetu... Właśnie,
Internet. Dlaczego zrobił tak oszałamiającą karierę? Co się
za tym kryje? Czyżby kolejne macki szeroko zakrojonego spisku?
Czyżby działanie określonych sił i określonych ośrodków?
Któż to może wiedzieć...
Co jednak wydarzyłoby się, gdyby jakaś grupa doszła do władzy
nad światem (sceną)? Przede wszystkim totalna czystka: kasacja
wszystkich nieprawomyślnych twardzieli; kasacja wszystkich
nieprawomyślnych ludzi; kasacja całej nieprawomyślnej sztuki i
innego stuffu. Obowiązywać zaczęłyby tylko produkcje danej
grupy. Text-writer, jako minister oświaty zakazałby pod karą
śmierci czytania artów innych, niż te w jego magu. Ten mag
zostałby wprowadzony do szkół jako lektura obowiązkowa i
jedyna. Muzyk z grafikiem, jako ministrowie kultury i sztuki,
zabraliby się do palenia książek, obrazów, niszczenia rzeźb.
Koder, jako minister finansów, nałożyłby takie podatki, że
zawsze wszyscy będą coś winni fiskusowi. Tym bardziej, że
wszelkie rachunki będą spisywane kodem szesnastkowym. Premierem
tego całego towarzystwa byłby swapper - on koordynowałby działania
poszczególnych ministerstw, on wyznaczałby cele dalszej działalności.
Tak właśnie by to wyglądało...
zy jednak tak stać się musi?
CoSTa
PS. ogólne :-)))