(...) Coraz bardziej lubie publicystyke z AM, choc jedno moge ci zarzucic: traktujesz z gory wszystkich tych gosci, ktorzy maja odmienny punkt widzenia od twojego (wykorzystujac zapewne fakt, ze nie moga od razu sie odgryzc). Zasady uczciwej dyskusji zobowiazuja: wymiana argumentow i riposty (slowne, oczywiscie), ale tylko wtedy jesli obydwie strony moga korzystac z nich rownoczesnie, inaczej poruszanie kontrowersyjnych tematow mija sie z celem. Ripostowanie wypocin innych jest stosunkowo proste - wystarczy odrobina wyobrazni, troszke zjadliwego humoru i wsio, ale ripostowanie ripost wymaga juz nieco inwencji i rownorzednosci. Prosciej mowiac twoje wtracenia sa blee, bo sa wcinaniem sie w rozmowe, a tego nikt nie lubi, na pewno nie zaden dyskutant. Do gosci (i gosciowek, o ile takie istnieja) probujacych z toba polemizowac powinienes podeslac maila z tymi komentarzami, niech tez sobie pofolguja, podrwia, a potem odesla swoje odpowiedzi. Potem ty wysuniesz kolejne argumenty, oni znowu i tak az do wyczerpania tematu - tylko takie dysputy winienes puszczac na lamy AM, bo tylko takie trzymaja sie dobrego tonu. >>Ufff... Ty sobie nie zdajesz sprawy, co mowisz... :) Wiem, o co Ci chodzi, ale kazdy, kto pisze text do gazety, musi sie liczyc, ze nie bedzie mial ostatniego slowa! Czy inaczej jest w AR?! Niestety - czasami (powtarzam: CZASAMI!) robie tak, jak piszesz. Ale po pierwsze: text jest wtedy malo czytelny (uwierz mi, zjadlem na tym zeby, lepiej jest zamieścić osobną polemikę, niż taki "dialog"), po drugie: to niesamowita kupa dodatkowej roboty. A ja i tak nie daje sobie ostatniego slowa - zwykle do kontrowersyjnego textu pojawiaja sie riosty co dwa miesiace... I tych czesto nie komentuje, daje szanse wlasnie tego nieszczesnego "ostatniego slowa". Przynajmniej ja tak uwazam. A sprawa szlachtowanej od paru numerow aborcji - wedlug mnie na te tematy glos powinna zabierac tylko i wylacznie zenska czesc publiki, wszak slusznosc badz nieslusznosc aborcji lezy wylacznie w gestii sumienia kobiet. Zdumiewajace, ze o aborcji wypowiadaja sie sami faceci - ich ten problem dotyczy najmniej (z mojego, takze meskiego punktu widzenia). Wiem jednak, ze nie powinienes nazywac kobiet, ktore zdecydowaly sie na aborcje, morderczyniami - aborcje to tak zwane mniejsze zlo, dopuszczane w skrajnych przypadkach. Chyba nie sadzisz, ze wprowadzenie ustawy dopuszczajacej aborcje sprawiloby, ze do szpitala walilyby dziesiatki tysiecy przyszlych matek, ktore z prozaicznych wzgledow nie chcialyby urodzic - podejrzewam, ze kazda taka decyzja bylaby rozpatrywana bardzo gruntownie i indywidualnie. Wcale nie oznaczaloby przerzucenia sie na ''hurt'', a jedynie dokladniejsza selekcje ''detalu''. Godzenie sie z ustawa antyaborcyjna to takze przyczynianie sie do zla - matki rozwiazujace swoj problem przez porzucanie noworodkow na smietniku czy przy polnej drodze sa juz zmora naszego kraju - to one sa morderczyniami, nie te, ktore nie chca dopuscic do takiej sytuacji usuwajac plod zanim bedzie juz za pozno. Taki jest moj punkt widzenia, ale oczywiscie nadal uwazam, ze aborcja to glownie sprawa kobiet i tylko ich glosy powinny sie liczyc w calej tej gadaninie, my ,faceci, mozemy sie tylko domyslac co czuja kobiety, ktorym los splatal przykrego figla. Finito. >>Wiesz, ja juz na texty o aborcji przestalem odpowiadac. Bo to, co napisales powtorzylo sie chyba w 8 textach. I po co to walkowac?! Moje zdanie co do aborcji jest jasne... (Broos Li)