Prawda
 
 

Kosmos. Czerń wszechobecnej pustki. Miejsce gdzie rozgrywały się najważniejsze chwilę galaktyki. Lecz wobec ogromu galaktyki były one nic nie znaczące, a ich waga była mniejsza od mrówki. Tak...
Teraz system planety Vendoria (nie kwasić się:) Fikcja literacka - od autora) przemierzały powoli statki. Majestatyczne Mon Calamari, Nebulony, eskadry X - Wingów. Pilnowały one tego systemu. Był on bardzo ważnym punktem strategicznym i ekonomicznym. A że doniesiono pogłoski o tym że niby Imperium robi ciągłe wypady w obrzeżu tego systemu obrona bardzo się wzmocniła. Na planecie również był ruch.....

- Nie wiem po co my tutaj przylecieliśmy... - Skywalker krzywił się w rozmowie ze swoją siostrą, Leią
- Luke, zrozum... To trudny okres - przełknęła ślinę - Dopuszczono się tutaj sabotażu. Wysadzono salę obrad rady tej planety. Razem z jej członkami
- Kto to mógł zrobić?
- Nie wiem... - Organa zawiesiła głos - ale podejrzewają że zrobił to ktoś z Republiki.
- Cooo?
- Ehh, na pozostałościach po ładunkach znaleziono symbol Nowej Republiki
- To na pewno prowokacja! Chcą nas wrobić - Luke krzyknął z zapałem.
- Tak, ale musimy zażegnać te spory - Żona Hana Solo smutno spojrzała w ziemię - i jeszcze te Imperium się tu przybłąkało. Nie mamy chwili spokoju...
Skywalker użył relaksującej techniki. Musiał pozbierać myśli.... Położył rękę na ramieniu siostry i wyszeptał:
- Wszystko będzie dobrze.... Jak to się skończy będziesz miała czas na dzieci i Hana
- Mam nadzieję. Ale wątpię.
 

- Tu eskadra czerwonych. Czysto.
- Tu niebiescy. U nas też.
Pilot eskadry niebieskich Tomi poleciał trochę dalej by się rozejrzeć. Cholera po co oni w ogóle pilnowali tą szmelcowatą planetę. Nuda....
Nagle jego oko coś zauważyło. Niedaleko niego pojawiły się jakieś jednostki. Sensory na wszystkich statkach zaczęły głośno obwieszczać przybycie.... Kogo? Tomi przełknął ślinę. Dokładnie widział. 5 Niszczycieli klasy Victory i kilka mniejszych jednostek. A obok nich. O Boże. No to zaczyna się. Już nie będzie nudów. Pełno myśliwców Tie zmierzało na planetę. Wszystkie statki i eskadry myśliwców przygotowały się do walki.
 

- Cholera. Co tu robi taka armia Imperium? - Luke Skywalker zdenerwowany chodził w tą i z powrotem. Słyszał strzały dochodzące z naziemnych baterii turbolaserów.
- Spokojnie Luke. Wygramy.
- Tylko jedno mnie dziwi! Czemu Imperium atakuje tą planetę, choć jest tak mocno strzeżona.
- To ważny punkt stra.....
- Ale to nie ma sensu, musi być coś więcej - Luke przerwał siostrze.
- A może...
Rozmowę rodzeństwa przerwało głośne wejście do pomieszczenia Hana Solo i ryk pewnego Wookiego. Tym Wookie był Chewbacca, przyjaciel Solo.
- Księżniczko. Zaraz ruszamy do walki naszym kochanym Sokołem. - Han zaczął jak zwykle z przekąsem
- Ale Han, może lepiej...
- Nie!!! Wiem że zostałem przykładnym obywatelem, mężem i ojcem ale chyba nie jestem na blasterowe błyskawice aż tak stary żeby nie móc postrzelać do Tie.
- No dobra... Ale.. - Leia dała za wygraną
- Spoko - i Han wybiegł podekscytowany z pokoju
- Ach ten Han - Luke uśmiechnął się i mrugnął porozumiewawczo
- Tak - Leia odwzajemniła uśmiech.
 

Walka trwała. Jednostki Imperium powoli zaczęły przegrywać z Republikańskimi. Lecz na polu bitwy pojawiła się jakaś nowa, dziwna jednostka. Dziwny kształt, dziwny pancerz. A najciekawsze było to że nie miała osłon.
ALE pociski nic jej nie robiły. Pilot tej jednostki walczył jak oszalały, siejąc wielkie żniwo w rebelianckich maszynach.

Na mostku pokładowym krążownika Mon Calamari kapitan Vivern wydawał rozkazy swoim podwładnym. Nagle jeden z jego poruczników zameldował mu o dziwnym statku który ich atakował
- Spokojnie, to tylko jakiś stary stateczek, pewnie kupili go od piratów.
- Ten statek wypuścił torpedę panie kapitanie
- Osłony mamy silne, wytrzymamy
Torpeda dziwnej jednostki nieubłaganie zmierzała do celu. Aż dotarła. Osłony nie wytrzymały. Połowa statku skończyła swoje istnienie w wyniku eksplozji. Krążownik MC 80A "Nadzieja Wolności" przestał istnieć.

- Chewie!!!!!! Z prawej!!!
Wookie zaryczał niespokojnie i posłusznie zdjął kolejny cel. Walka trwała. Osłony Sokoła były już trochę nadwyrężone lecz nadal dzielnie się trzymały.
- Co to u licha? - Solo zdziwionym głosem powiedział
Chewie błyskawicznie wyszedł ze stanowiska wieżyczki i doszedł do przestraszonego Hana. Popatrzeli razem uważnie. Dziwny kształt. Znali to..... Panika ich ogarnęła....

Na ziemi Luke i Leia pomagali jak mogli siłom bezpieczeństwa planety. Stali i słuchali przekazów.
- Pani Organo Solo - Jakiś mężczyzna zdyszony podszedł do siostry Luke'a
- Co się stało
- Kolejne pięć niszczycieli Victory wyszło z nadprzestrzeni!!!
- O nie!!!
Spojrzeli po sobie. To było dziwne. Imperium rzuciło na tą planetę aż taką armię. Coś było nie tak...
- Pani ambasador!! Nasi piloci mówią coś o jakiejś jednostce która wielu z nich zestrzeliła a sama nawet nie jest draśnięta
- Hmmm, co to może być - Skywalker zastanawiał się na głos.
Chwilę pogrążyli się w myślach. To nie miało sensu. Vendoria była ważna. Ale nie tak. Przecież to nie Coruscant ani nawet nie Calamari. Co oni knują.
- Luke - rozmyślania mistrza Jedi zostały przerwane - posłuchaj.
- Tu Han Solo, kapitan Sokoła millenium... mam ważną wiadomość - odezwało się z głośników nadajnika
- Han!! Co się stało!!!!!
- Mamy problemy Leio..... Natrafiliśmy na tą dziwną jednostkę.....
- I co?
- Hmmm, mamy kłopoty. To.... to.... Pogromca Słońc
Luke i Leia spojrzeli na siebie przerażeni. Pogromca Słońc...........
 

CDN

Przysyłajcie mi swoje propozycję ciągu dalszego

Rathan

rathan@poczta.wp.pl