"ŻYCIE REBELIANTA"
Salla i Trent jak zwykle co 4 dni wieczorem,
siedzieli razem w sali głównej, wśród innych radnych głównej komórki Sojuszu
na Corelli. Baza była ukryta w podziemiach stolicy Corelli, Coronecie.
Była to jedynie mała baza szpiegowska Sojuszu, miała drugoplanowe znaczenie.
Zapoczątkowało ją głównie małżeństwo Salli i Trenta... zresztą poznali
się już jako zaciekli Rebelianci i baza miała dla nich wartość sentymentalną.
Wszystko szło w porządku dopóki ktoś nie rozpuścił po Coronecie plotki
o tejnej, ukrytej bazie Rebelii. Kiedy pojawiły się sondy Imperium część
personelu spanikowała i uciekła... Puścili ich. Po roku ktoś pod torturami
Imperium się wygadał, no i stało się... w dniu ewakuacji bazy.
Trent stał na korytarzy i nadzorował ewakuację.
Wyrobili sobie tunel prowadzący na północ od Coronet i umieścili tam niezwykle
szybki pojazd aerodynamiczny. Umieszczali w nim jedynie sprzęt. Po całej
operacji mieli zamiar wszystko zasypać żeby Imperium nie mogło ich wytropić.
Takie korytarze może wyśledzić zwykły mynock, nie mówiąc o zaawansowanej
aparaturze Imperialnej. Imperium pominęło tylko jedno - nie wpadli na pomysł
że ktoś może być tak "głupi" że robi bazę w samym centrum stolicy Corelli.
Szturmowcy pod dowództwem Cernora Klotha
zaczęli się opuszczać świeżo wyżłobionym korytarzem biegnącym prosto w
stronę jądra ziemi. "To ma być cicha i szybko przeprowadzona operacja.
Mała baza. Słaby wróg. Proste." - usłyszeli szturmowcy w hełmach głos dowódcy.
Do bazy wpadła zmęczona, zdenerwowana Salla.
"Imperialne szumowiny się rozeszły niebezpiecznie blisko bazy. Ktoś sypnął.
Musimy iść po małego" - wysapała Salla. Szybkim krokiem podążyli w stronę
tunelu aerodynamicznego. Pojazd miał przylecieć dopiero za 5 minut. Nie
wiedzieli co robić... Mogli tylko czekać z założonymi rękoma. Oprócz nich
w bazie było tylko czterech lekko uzbrojonych strażników. Jeśli Imperium
miało zaatakować to byłby koniec. Trent wyjął komunikator "Jeśli nie damy
rady chcę abyście powiadomili o tym Sojusz... ta baza ma większe znaczenie"
- powiedział spokojnym głosem do komunikatora i przytulił Sallę.
"Prawie jesteśmy... jeszcze 20 metrów...
to tu... 6284, wierć na lewo". Chwilę wszyscy stali w bezruchu, po czym
wszyscy w ulgą stanęli na wgłebieniu w ścianie. Na tej głębokości nawet
z maskami im się trudno oddychało. Po chwili szturmowiec na maszynie wiertniczej
oznajmił że dokopał się do "czegoś metalowego". Był to właśnie ich cel.
Maszyna wiertnicza zaczęła wydawać dziwne głosy i powoli przedzierała się
przez dwumetrowe ściany.
W bazie nagle zaczął wyć alarm. Wiedzieli
że nie mogą nic zrobić. Ryk syreny połączony z dźwiękoszczelnymi ścianami
spowodował że nie usłyszeli ryku maszyny przedzierającą się przez jedną
ze ścian w archiwum. Wszystkie wrota zostały dawno zablokowane. Prędzej
czy później i tak nas dostaną - pomyślała ze smutkiem Salla - pojazd przyjedzie
za późno.
Oddział szturmowców przedostawał się przez
kolejne wrota bez większego trudu. "Dobrze że wzieliśmy maszynę wiertniczą...
widzę że nie zmarnowali min" - odezwał się jeden ze szturmowców. "Mam cie
wrzucić na jedną z nich? Milcz..." - odpowiedział Cernor. Szli teraz długim
korytarzem z wielkimi wrotami na końcu.
Po drugiej stronie właśnie przyleciał pojazd
aerodynamiczny. W tej samej chwili zauważyli że ktoś własnie przepala drzwi.
Salla szybko się udała w stronę pojazdu. Strażnicy zrobili to samo. "Nie
mogę... wytropią nas po tym tunelu... i tak zginiemy..." - Trent właśnie
wyciagął detonator termiczny. Uciekajcie. Szybko. Salla kazała androidowi
ruszać i szybko wyskoczyła z pojazdu. "Zaopiekujcie się małym" - krzyknął
Trent do komunikatora, mocno uścisnął Sallę - "Kocham Cię" - i w chwili
kiedy wchodzili szturmowcy zdetonował detonator...
Dedicated
for #starwars-pl
Han