DIABLI NADALI

Alarm! Pali się! - krzyczała pani Genowefa Sracz pędząc co sił w nogach, a sił w tych swoich nogach miała niewiele, ponieważ pani Genowefa była schnącą emerytką, taką jakich wiele po tej stronie Bałtyku, z niebywałą jak na staruszkę wprawą wymijając poszczególne chałupy mieszkańców Szpetniewa.Trzeba wiedzieć, że Genowefa Sracz nigdy nie była mistrzynią biegów sprinterskich, która na starość szlifowałaby formę, lecz pełniła w wiosce funkcję syreny alarmowej, sędziwej to sędziwej, mimo wszystko jednak niezawodnej i diabelnie skutecznej. Widok drałującej baby z podkasaną spódnicą w rękach i w niebywale przybrudzonych kaloszach, w dodatku wydzierającej się jakby jej się sam Belzebub objawił (tu należy zaznaczyć, że pani Genowefa nigdy nie miała zdolności śpiewaczki estradowej i barwa jej głosu zawsze pozostawiała wiele do życzenia) oznaczał dla mieszkańców Szpetniewa tylko jedno: kłopoty. I to kłopoty nieliche. Poranny alarm ściągnął pod domostwo Sraczowej z dwa tuziny mieszkańców, przybiegł nawet wiecznie podchmielony Jędryś wyczuwając zapewne okazję do grubszej popijawy. -Nieszczęście, ludzie, nieszczęście...- zaczęła tłumaczyć Genowefa - Wstaję ja rano, ba, ledwiem wysunęła spod pierzyny jedną nogę, drugiej to mnie śmiała wysunąć i patrzę ja, a tu na stole w sypialni siedzi najprawdziwszy diabeł i się do mnie uśmiecha... Serce mi zamarło, Zdrowaśki zmówiłam, ale ten nic, nawet nie zniknie. Tedy zebrałam się na odwagę wielką, hycnęłam spod pierzyny i dawaj na ulicę bić na alarm- wydyszała. Co odważniejsi próbowali wskoczyć do sypialni przez okno, ale tak szybko jak wskakiwali wyskakiwali i po nakreśleniu w powietrzu znaku krzyża chronili siępo drugiej stronie drogi. Nawet w zachlajtusie Jędrysiu obudziła się odwaga wielka, bo sforsował drzwi domostwa (niektórzy twierdzą, że był to raczej skutek przypadkowego potknięcia niźli akt odwagi) wychodząc na przeciw złego. Wybiegł jednak przerażony i zniknął za zakrętem ukazując na odchodne swoje brudne pięty. Następnie falę strachu zdecydowała się przełamać młynarzowa, ale dla własnego bezpieczeństwa postanowiła tylko zajrzeć przez okno. Podniosła się na parapecie, zajrzała,strwożyła się niebywale i padła bez ducha. Na stole stał telewizor, na którego ekranie widniało coś niepokojącego- relacja ze sztabu wyborczego Wałęsy i napis "Kandydat na prezydenta w roku 2001".

Broos Li