Waldemar Łysiak

Autor, o którym mam zamiar napisać, jest człowiekiem niezwykle kontrowersyjnym, a twórczość jego niewątpliwie przejdzie do historii polskiej literatury. Jednak ciągle znać będzie na nim piętno polityczne. Nie potrafi on oddzielić sztuki od polityki...

Nie chciałem tu pisać o polityce, wolałbym gdyby chociaż dział książkowy był od niej wolny. Skoro jednak postanowiłem napisać coś o tym artyście, nie da się tego uniknąć...

Jak uważni czytelnicy zdołali zauważyć, opowiadam się zdecydowanie za prawicą. Zwykle jest tak, że poglądy polityczne dzieci dziedziczą po rodzicach. W moim przypadku było inaczej - wtedy, gdy moje poglądy zaczęły się kształtować, gdy przechodziłem tzw. "okres buntu", okres szukania prawdy, w moje ręce wpadły powieści Waldemara Łysiaka. Nie ukrywam, że literatura ta wywarła na mnie ogromne piętno. Z niej to się dowiedziałem (a później jeszcze sprawdziłem niektóre rzeczy w praktyce) czym naprawdę był komunizm. Niektórzy (hello Smuggler:) uważają Łysiaka, nie bezpodstawnie zresztą, za swoistego hipokrytę. Ale zanim do tego przejdę, postaram się trochę nakreślić Wam obraz przekonań politycznych tego autora...

"Na prawo ode mnie jest tylko ściana.", zwykł mawiać Łysiak. Na szczęście nie jest to do końca prawda, autor jest skrajnym prawicowcem, ale nie faszystą. (Mimo, iż ostatnio napisane przez niego prace nosiły tytuł "Malarstwo białego człowieka" :)) W czym to się objawia? Nie będę tu pisał o takich rzeczach, jak nienawiść do komunizmu, czy teraźniejszej lewicy. Powiedziałbym wręcz, że ich Waldemar Łysiak traktuje wielce polubownie. Po prostu lekceważy ich, nie uznaje za godnych siebie i... swojej nienawiści. Za to całą swoją złość, całą publicystykę poświęca niszczeniu tzw. "różowych", do których zalicza głównie cały skład Gazety Wyborczej, z jej naczelnym, Adamem Michnikiem na czele. Zdaje mi się, że To musi mieć jakiś prywatny podkład. Gdyż to, co z Michnika robi Łysiak w swoich artykułach i powieściach przechodzi niekiedy ludzkie pojęcie... Głównym jego argumentem jest to, że "podobni Michnikowi załatwili nowy ustrój Polski nie przy Okrągłym Stołem, ale pod nim". Z tym ślepym przekonaniem Łysiak wydaje się niekiedy wręcz śmieszny, jego argumenty trafiają w próżnię. Niejednokrotnie również w tej "świętej wojnie" autor używał tak znienawidzonej przez siebie demagogii...

Czemu ja w tym sporze opowiadam się po stronie zdecydowanie lewicującego Michnika? Gdyż kiedy W.Ł. pisał swoje książki, walcząc z peerelowską cenzurą, Michnik i jemu podobni siedzieli w więzieniach, walcząc z peerelowskim ustrojem i władzami. Tu właśnie odkrywa się śmieszność Łysiaka - kimże on jest, że daje sobie prawo oceniać ludzi, którzy cierpieli za Ojczyznę, gdy on był zajęty pisaniem?! Jest to jedna z najciemniejszych plam w życiorysie artysty... Teraz jednak skończę już tematy polityczne, przejdę do opisu samych powieści i książek.

Faktem bezspornym jest, że Łysiak jest największym w Polsce znawcą historii Napoleona Bonaparte. Jest to jego konik, cała początkowa twórczość była właśnie poświęcona "Małemu Kapralowi". Łysiak sypie faktami z życia Napoleona jak z rękawa, czytelnik odnosi słuszne wrażenie, że ten człowiek ten okres historyczny zna na pamięć. Łysiaka Bonapartystę polecam zwłaszcza uczniom, przerabiającym na historii początkowe lata XIX wieku - przynosząc jakąś książkę Łysiaka na lekcję i korzystając z niej można bez problemu zagiąć każdego nauczyciela... Wiem, bo wypróbowałem. :D Weźmy chociaż taką krótką opowiastkę z książki "Łysiak fiction", jak "Operacja Waterloo". Fakty, których dowiemy się przy lekturze nie spotkacie w żadnym podręczniku.

W.Ł. brał się chyba za większość gatunków literackich, choć nie można ukrywać, że największą popularność przyniosły mu nie tyle powiastki fabularne, co raczej dzieła o wiele bardziej artystycznej wymowie, jak chociażby "Wyspy Bezludne". Dziwnym się może niektórym wydać to, że pisarz napisał kiedyś tomik małych opowieści kryminalnych. Wszak powszechnie wiadomo, że wraz z romansami dla kucharek jest to literatura niezbyt ambitna i nie za bardzo pasująca do wizerunku twórcy. On sam fakt napisania tomiku: "Perfidia" tłumaczy tym, że wówczas, gdy to pisał, na rynku polskim popularne były "kryminały z jamnikiem", które to były prozą z gatunku: "detektyw przenikliwie spojrzał na zegarek". Łysiak chciał pokazać, jak się kryminały powinno pisać. I rzeczywiście, opowiadania są niezwykle perfidne - zagadki kryminalne mają wielokrotne dno, potrafią zaskoczyć! A o to chyba w tym gatunku chodzi, czyż nie?...

Zdaje mi się, że żaden pisarz nie poczuje spełnienia literackiego, jeśli nie napisze jakiejś sagi. Najczęściej jest to trylogia. Nie zabrakło więc i takowej w dorobku Valdemara Boldheada (jak też się niekiedy podpisywał). "Dobry", "Konkwista" i "Najlepszy". Co ciekawe, "Konkwista" powstała na długo przed napisaniem "Dobrego". Tak więc pierwsze dwie części nie mają z sobą nic wspólnego, dopiero w "Najlepszym" (według mnie najbardziej sensacyjnym i najsłabszym) wątki się łączą.

Trochę o stylu. Warsztat Łysiaka jest niewątpliwie wspaniały, co szczególnie widać w "Najlepszym". Autor nigdy by się do tego nie przyznał, ale pisząc to, popełnił automatycznie powieścidło sensacyjne, typową literacką "komerchę". Za pomocą kilku zwrotów akcji, całkiem ciekawej fabuły, inteligentnego przerywania tekstu uzyskał efekt powieści niezwykle dynamicznej i nienagannej stylistycznie.

Jednak to nie populizm decyduje o popularności pisarza. Wręcz przeciwnie. Wystarczy poczytać jeden ze zbiorów utworów historyczno - publicystycznych, takich jak "Wyspy Bezludne". Łysiak wybrał kilkanaście postaci historycznych, które w jakiś sposób wpłynęły na losy świata, niekoniecznie zostając przy tym docenionymi. Wystarczy wziąć pierwszą z brzegu postać: Filipa Macedońskiego. Ojca Aleksandra. Temu drugiemu Łysiak przyznaje, że nigdy by wyspy nie dał (co też całkiem ostro argumentuje), głównie dlatego, że Aleksander Wielki wszystko co zdobył za życia, zawdzięczał ojcu.

Czytając prozę historyczną Łysiaka trzeba brać poprawkę na ekstrawagancję autora, nie należy uważać go za wyrocznię. Wystarczy tu wymienić Napoleona, którego W.Ł. po prostu ubóstwia. Każdy, kto zna choć trochę historię Napoleona wie, że wobec Polaków nie był on aż tak wspaniałomyślny, jakby to chciał i przekazuje Łysiak. Polecam jednak bardzo wszelkie powieści historyczne pisarza, choćby dlatego, żeby móc sobie samodzielnie wyrobić opinię na wiele spraw. Ważne jest tylko, żeby mieć również dostępne inne źródło, które można by przeciwstawić opiniom W.Ł. Gdyż przy czytaniu tylko jego sposób widzenia świata może się nieco załamać...

Kolejnym wyzwaniem, jakie podjął pisarz było połączenie fantastyki z typową prozą. Jedną z najlepszych powieści twórcy z tego gatunku jest niewątpliwie "Flet z mandragory". (Mandragora to nie miejscowość:), tylko korzeń powstający w bardzo specyficzny sposób...) Również warto przeczytać "Dobrego" - pod koniec fantastyczne wydarzenia niezwykle płynnie przeplatają się z normalną akcją, dając przy tym nieco metafizyczny posmak książce, w której praktycznie autor rozprawia się ze swoimi przeciwnikami polityczno - ideologicznymi.

Właśnie, doszedłem do pewnego momentu, czas by powyższą myśl rozwinąć. Otóż czytelnik, pochłaniający książki Łysiaka, często może nawet nie zauważyć, że autor na każdym kroku przekazuje mu swoje przekonania. Szczególnie radzę zwracać uwagę na monologi - stamtąd można się bez problemu dowiedzieć co autor myśli o karze śmierci, Kościele, feminizmie, polityce, etc. Z tego miejsca proponuję młodym "liberałom" (jak to pięknie napisał Gem.ini w swojej ankiecie personalnej: "liberał... żebym jeszcze wiedział co to znaczy"), aby poczytali prozę Łysiaka. Już po pierwszej lekturze ich światopogląd ulegnie załamaniu. Młodym zwolennikom lewicy polecam zwłaszcza książkę "Lepszy": jest to zbiór opowiadań o walce z cenzurą komunistyczną i ogólnie ustrojem.

Ciekawa jest budowa powieści fabularnych Łysiaka. Mianowicie: zawsze występują te same schematy. Główny bohater (zwykle mający na nazwisko Karsznicki, lub Karśnicki - pisarz nie wiedzieć czemu bardzo sobie je upodobał) - "ten dobry", idealista, zawsze zdradzany pod koniec książki; wujek/dobry znajomy głównego bohatera - stary, doświadczony sceptyk i cynik, wygłaszający zawsze długie monologi, a na końcu często zdradzający bohatera, okazujący się szpiegiem SB, czy równie wielką świnią; kobieta - zawsze piękna i zawsze zdradza, wykorzystawszy wcześniej naiwność bohatera. Te trzy archetypy postaci powtarzają się praktycznie w każdej książce. Szczególnie dziwi mnie stosunek autora do kobiet i, szczególnie, feministek. Łysiak sam mówi, że żyje w szczęśliwym małżeństwie, ale kobiety w jego powieściach to zawsze słabe nimfomanki, dla których seks jest priorytetem. Jedną z głośniejszych książek antyfeministycznych jest "Statek", którego lekturę również polecam.

Z tego co napisałem, może się wydać Czytelnikowi, że Łysiak jest rzeczywiście jakimś populistą, znanym w całej Polsce, uwielbianym przez ogromne rzesze fanów... Co prawda zdarzają się wielbiciele, ale jedna rzecz mnie bardzo zastanawia. Waldemar Łysiak jest najbardziej pomijanym i niedocenianym (albo przecenianą, ale o tym za chwilę) pisarzem we współczesnej Polsce. Nie sposób jego nazwiska znaleźć w jakiejkolwiek encyklopedii literatury, czy nawet w jakichś podsumowaniach utworów. Dziwne jest to tym bardziej, że książki pisarza rozchodzą się błyskawicznie w bardzo dużych nakładach. A nie są to tanie książki... Kiedyś czasopismo "Cogito" zrobiło przegląd wszystkich współczesnych pisarzy. Widziałem tam nazwiska ludzi, o których w życiu nie słyszałem, którzy napisali jedną marną powiastkę i na tym zakończyli swoją karierę. Kogo zaś nie stwierdziłem?! Zgadza się. Sam Łysiak tłumaczy swoją absencję w słownikach tym, że jest autorem niezwykle niewygodnym i że jego przeciwnicy obrali jako sposób walki z nim po prostu przemilczenie. Mimo, że jest to teoria niemal spiskowa, nie można zaprzeczyć, że coś w tym jednak jest... Pisarz naraził się chyba już wszystkim, komu tylko się dało. Tym bardziej jednak warto czytać jego książki!

Polecam i zapraszam do lektury!

Qn`ik