"Kongres Futurologiczny" - protoplasta "Matrixa"? Ten skrywajacy sie pod - dla wielu enigmatycznym - tytulem artykul rozpoczne od stwierdzenia prostego faktu: jakis czas temu na ekrany kin wszedl film "Matrix". Na razie wszyscy potakuja, wiec idzmy dalej. Momentalnie zostal uznany za jedno z wiekszych osiagniec kinematografii, ba - za prekursor nowej fali filmow XXI wieku, a dla wielu jest to - film kultowy. Ilosc stron i-netowych poswieconych mu chyba niedlugo przewyzszy te o X-files, czy SW - szczegolnie jak pojawia sie M2 i M3. Jednym slowem: dzielo. Tu moje pierwsze pytanie: dlaczego tak jest? Moim zdaniem wiele czynnikow decydowalo o jego wysmienitym powodzeniu. Niejednego porazilo wrecz piekno i artyzm efektow specjalnych. Niektore sceny mozna uznac za prawdziwe perelki, jak pokazywane do oporu w telewizji momenty unikow, czy obrotu wokol Trinity... Lecz podobnie jak w grze komputerowej - sama grafika nie wystarczy. Takoz muzyka, w moim mniemaniu, nie ustepuje na krok temu co widac na monitorze lub ekranie, czy to duzym, czy malym (kaseta z muzyka caly czas kroluje w kieszeni mojej wiezy - szczegolnie "wake up" Rage'a). Gra aktorska rowniez nie pozostawia nic do zyczenia - swietni Reeves, Fishburne, Moss i inni. To wszystko to jednak tylko otoczka, deser, przystawka do prawdziwego dania. Owszem, co poniektorzy zadowola sie tymi na pierwszy rzut oka widocznymi atutami, zaglebia sie w delektowaniu sie pyszna salatka, oblewajacym danie sosem - zostawiajac delikatnie przyrumienionego, otulonego chrupiacym zlotem skorki kurczaka. Och, jak ja to ladnie przedstawilem... Coz to mianowicie jest ten kurczak? Nie slysze... jeszcze raz... TAK! ALEZ TAK! FABULA! Z angielska zwana story, fabula jest osia filmu. Mozna nakrecic film z beznadziejnymi albo po prostu slabymi aktorami, da sie takze zrobic go z nudnawa i bez polotu muzyka, a juz calkiem latwo bez efektow specjalnych. Niech ktos natomiast sprobuje stworzyc dzielo pozbawione fabuly (nie bierzemy pod uwage TEGO gatunku filmow ;)). I co? Jesli wiec mowimy o niezbednym skladniku filmu (kino to "iks muza" - jak mawia moj nieoceniony kolega [o Sztukasach powiedzial zas: "szkutasy"]), to staje sie jasne, ze dzielem kultowym nie moze stac sie obraz z banalna badz niedopracowana fabula. To cos co spaja caly film, rzecz bez ktorego by sie rozlecial. Tak. To wszystko prawda. Ale istnieja fabuly i fabuly (Nobel za odkrywczosc!!!). Chociaz obie dobre, to film oparty na kanwie jednej staje sie kultowy, a drugi przechodzi bez echa. Czym jest wiec ow element, ktory decyduje o losie filmu (ksiazki, czasem gry)? Tutaj odpowiedz nie jest taka jednoznaczna. Fabula musi bowiem albo byc niesamowicie kontrowersyjna, wzbudzac jakies uczucia (zlosc, wzruszenie, radosc), albo tez musi dotyczyc nas wszystkich, tj. ogolu, poruszac sprawy dla nas istotne, w danej chwili modne, na tzw. "topie". A coz jest teraz "na topie" jak nie Globalna Siec, komputery? Co rusz to jestesmy atakowani ze strony radia, telewizji, gazet, szkoly, kolegow natlokiem informacji o Internecie. Siec przestala juz interesowac tylko zakomputerzonych, stala sie domena ogolu ludzi i tylko garstka nie zdaje sobie sprawy z jej znaczenia, z jej skutkow - czy to dobrych czy to zlych (bo nie ukrywajmy, ze niesie ona z soba multum zagrozen; najprostszym przykladem jest tutaj uzaleznienie). Lecz nie o sytuacji socjologicznej mial byc ten tekst. Coz - czy jednak prawdziwa osia Matrixa jest fakt istnienia Sieci? Czy wokol niej obraca sie akcja filmu? Raczej nie. Aby odpowiedziec na pytanie: "o czym jest Matrix?", trzeba najpierw dowiedziec sie: "czym jest Matrix?". To ostatnie zostalo juz wielokrotnie powiedziane, ja jednak musze tu przytoczyc. A wiec zasadniczo Matrix jest to wirtualny swiat wykreowany dla ludzi przez inteligentne maszyny. O czym jest Matrix? Jest to historia o zglebianiu prawdy, strasznej prawdy, o probie - udanej zreszta - wyzwolenia. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Ludzie, ktorzy dobrneli do tego momentu moga sie cieszyc. Wreszcie napisze cos na temat. Powyzsze streszczenie idei Matrixa jest bardzo ogolnikowe. W gruncie rzeczy film ten podnosi problem bardzo wazny, ponadczasowy - czy nasza rzeczywistosc, to co widzimy, czujemy, a wiec odbieramy za pomoca zmyslow jest nia naprawde? Kazdy, kto choc raz zadal sobie w zyciu takie pytanie, i choc raz troche nad tym rozmyslal, wie, ze takie rozwazania moga doprowadzic do bardzo dziwnych i nie zawsze wesolych wnioskow. Wlasciwie to pytanie to zadaja sobie filozofowie od poczatku swiata i nie wydaje mi sie, abym wymyslil tu cos szczegolnie oryginalnego ;). Coz odpowiada nam Matrix? Ze odwieczny koszmar myslicieli ziscil sie, ze oto wszystko wokol nas nie istnieje naprawde, jest tylko zludzeniem fabrykowanym specjalnie na nasz uzytek. I dla mnie naprawde nie jest wazne KTO to robi. Teraz pojawi sie magiczny tytul: "Kongres Futurologiczny". Coz to za ustrojstwo?! - zapyta sie wielu z was. Otoz jest to jedna z moich ulubionych ksiazek Lema. Zostala napisana bagatela 17 lat temu (hm...). I czy juz sie domyslacie? Opowiada niemal dokladnie o tym samym. Ogladajac pierwszy raz Matrixa u kumpla mowie sobie - zaraz... przeciez to juz bylo! Poczulem sie jak przed laty, gdy widzac Warcrafta, myslalem, ze ktos tu chyba plagiat popelnil - Dune2 jak zywa ("Diuna" swoja droga tez ciekawa ksiazka). Rzeczywistosc, ktora nie jest rzeczywistoscia, koszmar, tragiczna sytuacja, ktora kryje sie pod powloka ogolnej sielanki. ZAFALSZOWANIE rzeczywistosci - oto glowny filar fabuly zarowno ksiazki jak i filmu. Tu i tu sa ludzie, ktorzy wiedza o calej sprawie, maja swiadomosc, jak jest naprawde. Sa bohaterowie, ktorzy daza do odsloniecia prawdy, w Matrixie bardziej przypomina to krucjate, postac z "Kongresu..." dochodzi do niej niejako przypadkowo. Oczywiscie nie da sie ukryc, ze oba dziela sie roznia - no nie dziwota, w koncu film plagiatem nie jest. Po pierwsze, inny jest powod dla kamuflowania prawdziwego swiata. W filmie robia to inteligentne maszyny, w ksiazce sami ludzie (nie zastanawialiscie sie, dlaczego w Matrixie maszyny wysilily sie, aby zrobic swiat tak skomplikowany - prawdziwa kopie naszej rzeczywistosci? Dla mnie jest to pewna niescislosc, w koncu czlowiek po urodzeniu nie wie, jak swiat wyglada, mogly stworzyc go o wiele banalniejszym...). Tu Lem przy okazji porusza inne wazne problemy, ale to niech sobie kazdy na wlasna reke doczyta. Inny jest tez sposob maskowania swiata realnego - tego tez nie bede opisywal. Wreszcie, ksiazka jest w duzym stopniu zabarwiona humorem, co nie przeszkadza jej byc bardzo sugestywna, wciagajaca czytelnika w wykreowany przez siebie swiat. I tu, niech nie obrazaja sie fani Matrixa, ale moim skromnym zdaniem lemowskie dzielo jest jednak sugestywniejsze, prawdziwsze. Poza tym, ostateczne rozwiazanie w ksiazce jest zaskakujace. Czy nie pomysleliscie nigdy, ze ten swiat, w ktorym zyje Morpheus, przez niego uwazany za prawdziwy, za ostateczna rzeczywistosc, rowniez moze byc fabrykowany? U Lema do konca nie wiadomo, co jest prawda, a co ja tylko udaje... Coz, w Matrixie wiekszy nacisk byl wlozony w oprawe, a ksiazka nie ma do zaoferowania nic poza trescia, stad ta musi byc doskonala. Czy wiec Matrix byl zainspirowany lektura naszego najwiekszego tworcy SF (i nie tylko!)? Tego nie da sie z cala pewnoscia stwierdzic. Z tego co wiem, byly takie plotki. Pewnosc mamy tylko co do tego, ze oba dziela opieraja sie na tym samym rusztowaniu, ich glowna idea jest TA SAMA, choc oczywiscie roznia sie forma. Czy wiec to co widzimy, czego dotykamy, co slyszymy i czujemy - jest rzeczywiscie wokol nas? Czy odslaniajac brutalna prawde - ze jednak jest inaczej, dochodzimy do konca? Czy moze za nim istnieje swiat jeszcze inny, jeszcze prawdziwyszy, a za nim... i tak dalej. A moze na swiecie zyje tylko jeden czlowiek, ty, wlasnie TY, czytajacy te slowa, a wszystko co cie otacza generowane jest w twoim mozgu, nawet to co wlasnie czytasz, jest tworzone przez inna, wyodrebniona czesc twej swiadomosci? Zostawiam was, a moze ciebie, sam na sam z tymi pytaniami, na ktore nigdy zapewne nie znajdziecie odpowiedzi. Chce tylko, abyscie wiedzieli, ze nie postawil ich Matrix, ze przed nim, duzo wczesniej, ktos pomyslal dokladnie o tym samym. Bo "...swego nie znacie". Ale przeciez i sam Lem nie jest pionierem w tej dziedzinie. Jesli wiec ktos zna inne utwory zadajace podobne pytania, niech o nich napisze. Jesli ktos nie zgadza sie ze zdaniem prezentowanym ponizej, twierdzi, ze "Kongres Futurologiczny" i Matrix nie maja ze soba nic albo maja bardzo niewiele wspolnego - niech sprobuje mnie przekonac. Ijon Tichy