INTERNET - Connecting people...
Z pewnością czytaliście już wiele artów, w których autor starał się udowodnić, że Internet to wielkie zło. Powstało również wiele textów napisanych przez obrońców Sieci, którzy całą winę zwalali na telewizję, wychownie, narkotyki, itp. Zapewne obie strony mają trochę racji, a prawda leży pośrodku [eee... "Prawda leży daleko" ;)]. Jeżeli po przeczytaniu tych paru zdań macie ochotę zamknąć Internet Explorera, to poczekajcie chwilę! Ten text będzie czymś zupełnie innym.
Inernet mam od początku wakacji. I po tych paru miesiącach doszedłem do jednego ważnego wniosku: uzależniłem się. Ale nie od durnego serfowania po stronach, ściągania pornoli czy szukania innych bajerów w Sieci. Nie! Ja się uzależniłem od ludzi, których poznałem dzięki Internetowi! Co? Mina Wam zrzędła?!? Spodziewaliście się kolejnego textu typu: "Siedzę po kilka godzin dziennie w Sieci"?!? Nie! Moje wydatki na Internet nie przekraczją 20 PLN miesięcznie!!! Pewnie zapytacie: "Jakich ludzi?". Już mówię. Chodzi mi o wspaniałych członków Listy Dyskusyjnej Action Mag [pozdrowienia!]. Łączę się z Siecią głównie po to, żeby ściągnąć pocztę. Z zainteresowaniem czytam listy innych, sam wysyłam po kilka kB dziennie. Po prostu takie małe uzależnienie :).
Większość przeciwników Internetu popiera swoje wypociny tym, że Sieć jest jedynie wirtualnością, nie istnieje materialnie. Że wchodząc do niej, tracimy poczucie rzeczywistości i przenosimy się do innego, nierzeczywistego świata [Matrix?]. Może... Ale czy ja uzależniłem się od wirtualności??? Nie!!! Tam, na drugim końcu linii telefonicznej [lub złącza stałego :-)] jest żywy, myślący, odczuwający radości i smutki CZŁOWIEK! Nie rozmawiam z wirtualną maszyną, ale z drugą osobą, taką samą [prawie ;)] jak ja. Mogę się z nim przyjaźnić, sprzeczać, pomagać mu - jednym słowem wszystko to, na co stać człowieka, a nie to, co można zaprogramować komputerowi - a on odpłaca mi się tym samym! Serwer pocztowy może odrzucić Twoje hasło lub maila, ale nigdy Cię nie polubi lub obrazi ;PPP!!! Tam gdzieś daleko jest człowiek, mimo iż jego słowa przenoszonę są "bezduszną" Siecią.
Inni ludzie [zapewne niedokołysani w dzieciństwie ;-))] twierdzą, że Internet niszczy naturalne kontakty między ludźmi, że cały wolny czas spędzamy w Internecie, zamist iść pokopać piłkę. Znowu trzeba im przyznać trochę racji... ale tylko trochę. Wszystko zależy od użytkownika Sieci. Z drugiej zaś strony: czy powstanie telefonów lub poczty nie spowodowało, że ludzie się mniej widują? Przecież zamiast iść do kogoś, mogą do niego zadzwonić. Czyż nie?!? Niestety "wyznawcy" tej teorii zapomnieli o dwóch bardzo ważnych rzeczach: o czasie i odległości. Możemy nie mieć czasu iść do kumpla, który mieszka kilka kilometrów od nas. Lepiej zadzwonić czy z nim w ogóle nie porozmawiać??? A jeżeli ktoś mieszka w innym kraju? Dzięki poczcie możemy wiedzieć, co robi i jak się tam czuje. Czy poczta zrywa więzy z ludźmi??? Nie! Bez poczty by ich w ogóle nie było! A teraz odnieśmy to do E-Maili. Bez tego dobrodziejstwa nigdy bym nie porozmawiał [ba! Nawet nie poznał] z Qn'ikiem, Pazool, Knavem, Polo, SLipem, Rathanem, Rodzynem, Klepą i innymi członkami LDAM [pozdrowienia!!!], którzy mieszkają w różnych zakątkach Polski.
Jeżeli nadal, po przeczytaniu tego artu, twierdzicie, że Internet to 100% zło i niszczy więzy między ludźmi, to cos jest chyba z Wami nie w porządku. Może brak umiejętności nawiązywania kontaktów w prawdziwym życiu zwalacie na Sieć? Jeżeli tak, to lepiej zgłoście się do specjalisty, zanim będzie za późno...
© HEX2000