Nasza Wspaniała Kronikarka z pięknym Tomaszowskim Graffiti w tle:)

14 sierpnia, Roku Pańskiego 2000 rozpoczynam tę księgę opisującą dzieje pewnego zjazdu w Gnieźnie, tfu...w Tomaszowie Mazowieckim.
Kronikarka Pazool

Jak powszechnie wiadomo IRC jest miejscem gdzie rodzą sie najdziwniejsze, a zarazem najlepsze pomysły, szczególnie po 22:00. I tak pewnej gorącej, czerwcowej nocy zrodziła się idea poznana się na realu ekipy AMu.
(taaaa...powiedzmy, ze sie nie zrodzila, a Lamer ja zrodzil. Trza oddac honor pomyslodawcy, bo sie obrazi. ;) - Devi)
Najpierw oczywiście należało ustalić gdzie i kiedy. Wrocław? Nieeee...
{Co to znaczy "nie"??? Ja bylem jak najbardziej za:))) -Lamer}
No to Tomaszów Mazowiecki w lipcu.
(Hehe...postawilam na swoim...co rok jezdze tam na wakacje - Devi)
Niestety tak nieszczęśliwie się złożyło, iż mieliśmy egzaminy wstępne na uczelnię, przez co wyjazd został przełożony na
sierpniowy poniedziałek oznaczony szczęśliwą liczbą siedem :). Po długich i mozolnych naradach wojennych jak, kto, gdzie i z kim via IRC, mail i telefon, przez które Telekomunikacja Polska zarobiła chyba czternastokrotnie więcej niż w innych miesiącach :)
Kryptoreklama Biedronki:)
***I tu nie omieszkam wtracic swych kilku groszy. :) Cala historia przygotowan do zjazdu jest bowiem godna uwagi. :) Pierwotne plany byly takie, ze Lamer pojedzie po Polo i Qn`ika a ja po Pazool. Pozniej okazalo sie, ze Polo nie jedzie, Qn`ik dojedzie sam, a Pazz przyjedzie rowniez na wlasna reke. :) Ale bylo zamieszania..ze Wy w ogole wszyscy dojechaliscie to ja sie nadal dziwie. :) - Devi
{I cale szczescie, ze nie musialem jechac po nikogo - trzy godziny na kierownica mi w zupelnosci wystarcza - Lamer}

Wyprawiłam się na dworzec w Tomaszowie na którym miała na mnie oczekiwać Devi. Tamże okazalo się, że nie ma nic tak łudzącego jak zdjęcia i gdyby nie mój wielki, błękitny plecak to byśmy się chyba nie poznały :).

***No, without przesada. :) Jedno Ci powiem. w realu jestes ladniejsza. :)

{He he, nic nie powiem, bo wreszcie mam znosne uklady z Poldim (chlopakiem Pazz), a tak jeszcze zacznie mnie scigac - Lamer:)))}

Tjaa... Zielonym Polonezem? ;) - Qn`ik

Devionkę jest tak sympatyczną kobietą, że polubiłam ją od pierwszego wejrzenia i już po paru sekundach gadałyśmy jakbyśmy się znały od dawna.

***Normalka. Babskie gadanie rulez! Temat przewodni? Nasi mezowie!!! ;D

{No wlasnie!!! I na tym sie nie skonczylo, jak mialem chwile spokoju i moglem sobie pogadac na osobnosci z Devi - to jaki byl temat? Qn`ik!!! Jak gadalem z Pazool - to jaki byl temat? Dla odmniany Poldex!!! Szlo sie pociac:))) - Lamer}

Ania denerwowała się ponieważ Lamer, który powinien zjawić się już jakieś dwie, trzy godziny przede mną, jeszcze nie przybył, a jego wehikuł trzymał się na wiarę i taśmę klejacą ;)).

A oto koza. Uprzejmie zawiadamia się, że koza to nie to coś, co jest w dziwnej pozycji z Devi, ale ta po prawej ***Tomeczku, ja Ci tego nie wybacze! Chodzilam jak na szpilkach kolo tego telefonu! :)

{A odczepta sie od mojego Fordzika!!! To cudenko nie jednego osmieszylo w czasie jazdy do Tomaszowa. Staruszek to On moze i jest ale buja sie jak nastolatek (zupelnie tak jak ja:)))) - Lamer}

A jest takim samym jak Ty nastolatkiem. ;) - Qn`ik

Cóż było robić. Udałysmy się do kwatery organizacji i dowodzenia, mieszczącej się u dziadków Devi, by zaczekać na wieści od Lamera i Qn'ika. W międzyczasie Devionka zdarzyła z wrażenia wylać na siebie herbatę, czego nie wiem jakim cudem udało sie uniknąć mi, choć takie zdarzenia są na porządku dziennym :)))).

***No i co? Pozniej caly czas narzekalam, ze nie moglam wziac moich ukochanych blekitnych spodni! Taka sierota jedna! :))

No comments {No i sama sie przyznalas, ze narzekalas caly czas:))) - Lamer}

Koło godziny pierwszej zelektryzował nas telefon od Lamera i wtedy zaczął się
najbardziej zwariowany wypad w moim życiu :). Już sama rozmowa z Tomkiem jest warta
zacytowania. Usiłowałyśmy ustalić, w którym punkcie miasta się znajduje.
Nie ma to jak porozumienie:
"- Gdzie jesteś to wyjdziemy po ciebie.
- Na dworcu PKS. Albo nie. Czekaj Ania (Devi), zapytam się ludzi. Juz wiem, na placu
Kościuszki.
- No to jeszcze mi powiedz jaki masz numer rejestracyjny auta.
- Nie wiem.
(ogólny śmiech na sali Pazoola i Devi)
- Jak to nie wiesz?!
- Dopiero co go kupiłem. Poczekaj, sprawdzę"
- WCA
(bwachachacha - ten sam smiech co wyzej tylko glosniejszy)

{A czy to mija wina, ze na placu stalu trzy autobusy, ktore wygladaly jak te PKS-u? - Lamer}

Spójrzcie tylko: niby nie pije, a jaka rozpromieniona obok tego szampana! Widać, że się chłopak wychował w mieście - gdybyś zobaczył co niektóre autobusy z komunikacji miejsckiej w Kielcach, to byś oddał honor PKSom. ;) - Qn`ik

Umówiliśmy w końcu się pod "Tomaszem" i przyznam, że moja reakcja na Lamera była niezbyt inteligentna ( a kto widział mądrą kobietę?! ;)) bo szturchnęłam Dev i powiedziałam "To to? To to blond w tej białej koszuli?" :).

***Tjaaaaa :) Biedny Lamer, tak traktowac menzcizne...;)

{Mowi sie "mencizne" - kolezanko:) A poza tym, ja wszystko s l y s z a l e m:))) - Lamer}

Po przywitaniu wróciłyśmy się Fordkem po ciuchy i ruszyłyśmy załatwiać nocleg.
Z nim oczywiście też były przygody bo ośrodek okazał się totalnie pozbawiony kogoś w recepcji. Jakimś cudem po dokładnym
przeszukaniu znaleźliśmy kogoś kto nam odnajął domek nr 18.

***Ladna Pani blondynka ktora serdecznie pozdrawiamy, bo byla bardzo mila i pomogla nam w pozniejszych klopotach z zamkiem. :)

Z wierzchu toto wyglądało ślicznie - murowane, pobielone, firanki w oknach, ale po otworzeniu drzwi nas z lekko obie zaskoczyło. Raz ze względu na niezwykle "przyjemny" zapach, a dwa na totalnie koszarowe warunki z niskobudżetowego filmu o Wietnamie ;).
Nasz piękny domek. Zwróćcie uwagę na piękne króliki przy wejściu!
***Rybuchna, przesadzasz. No tak, bylo troche dziwnie, ale nie az tak zle. A moze klamiemy? (przepraszam, to byla odrobina prywaty i cytat. (c) prof Zacharczyk z II LO w Inowroclawiu. Jak ktos to czyta i zna niech pozdrowi od Devi, bo bede te wspaniala kobiete jeszcze wielokrotnie cytowac. :))

{"...a mnie sie podoba, ta dziwna Polska wiocha...":)))) - Lamer}

Najlepszy opis to 4 żółte ściany, 4 łóżka z lekka wilgotną pościelą, stół, 3 krzesła i...nic wiecej. Aha. Jeszcze piecyk elektryczny mogący przyprawić o koszmary, w związku z czym poduszkę umieściłam tak, by na niego nie patrzeć w nocy :). Pobyt zaczęłyśmy od akcji wietrzenie, trzepanie i nadawanie pozorów cywilizacji (może AM zrobic komercyjnym, będzie na pięciogwiazdkowe hotele :)). Co po godzinnych zabiegach nawet nam wyszło (nie ma jak kobieca ręka :), za to nie mogło naszej trójce wyjść jakim cudem oni za coś takiego sobie liczą 20 zł na dobę od osoby (żądamy zwrotu kosztów od CDA! ;))). Po owych porządkach wszyscy zgodnie padliśmy na wybrane łóżka totalnie wyczerpani, żeby odpocząć zanim trzeba bedzie
jechać po Naszego ulubionego Szefa :). W ciagu tej pół godziny zdążylismy sobie pogadać o pierdołach, przy czym zaczęła się długotrwała terapia śmiechem, trwająca praktycznie przez cały Tomaszów :)).

***Tjaaaa....Pazz namietnie lapala luza, Lamer focha a ja wszystko komentowalam krotkim, zwiezlym i jakze wymownym: jassssne!

:) {Hm, tu bylo o pierwszym spotkaniu, ale ja nie chce, zeby wszyscy wiedzieli, ze to bylo PIERWSZE spotkanie....zbyt duzy mam ubaw z opowiadaniem ludziom na IRCu jaki to mielismy ladny slub i ilu bylo gosci....sorry, nie odbierajcie mi tej przyjemnosci :)}

***Wreszcie nadszedl czas w ktorym nalezalo pojechac w umowione miejsce po Qn`ika. Sloneczko przyjechalo, ladnie sie przywitalo...eee...robie sie za slodka. ;) W kazdym razie bylismy juz w komplecie. :)

{A jak sie cieszyl, jeszcze w samochodzie, jak nas zobaczyl stojacych pod domem towarowym:))) -Lamer}

No bo widzę kilka takich biednych sierotek, które zmuszone były na mnie czekać przez ponad godzinę, gdyż wyjazd mi się z powodu burzy opóźnił... A jeszcze do tego byłem ciekaw, jak szybko Devusia uciekać będzie... :)

W międzyczasie zrobiliśmy zakupy mające regenerować nadwątlone praca siły w pobliskiej "Biedronce". W życiu nie przypuszczałam, że przeżyję tydzień na serkach i jogurtach (jak Ci sie nie podobalo, to moglas zawsze isc obok kluski gotowac (c) prof. Zacharczyk - Devi) - zdrowe odżywianie z wykluczeniem czekolady i mocnej herbaty zwykle szkodzi Pazoolom, szczególnie na usposobienie ;).

***Pazz! Do jasnej...! ;) Dlaczego my nie kupilysmy sobie kilograma czekoladek i nie zjadlysmy ich placzac, ze wejda nam w biodra??? Trza to nadrobic!!! ;)

A ja i tak przez tydzień żywiłem się "ryżem na mleku" - nie spodziewałem się, że to takie dobre! :) - Qn`ik

Nasze kobiety :)
Oczywiście wszyscy jako maniacy komputerowi już pierwszego wieczoru na mieście zrobiliśmy rekonesans i długą podróż po zawiłych uliczkach Tomaszowa w celu znalezienia kafei internetowej :). Tak, tak - ekipa to ludzie ciężko uzależnieni od promieniowania monitora, IRCa, maili i netu ogólnie. Po przejechaniu dobrych kilku kliometrów dopiero pewna miła starsza (!!!) pani poinformowała jak dotrzeć do naszego upragnionego celu.

{No to ja bede lepszy i przypomne, ze jeszcze bedac we Wroclawiu wchodzilem na #tomaszow i wypytywalem ludzi o caffe netowe w tym pieknym miescie. Oczywiscie nasza gwiazda - Devi, twierdzila z uporem maniaka ze takowych tam nie ma, ale coz... blondynka byc:))) - Lamer}

Już widzę, jak się Tomkowi oberwie, jak to Devi przeczyta... Ja codziennie za takie komentarze dostawałem. ;) - Qn`ik

***A pamietacie komentarz Lamera gdy podjezdzalismy zapytac o droge pewnego...ekhm...pana? "Zapytam tego goscia, jak Jagodka bedzie kolo monopolowego, to bedzie wiedzial." :)

{Tiaa, a kto nam w koncu powiedzial gdzie jest caffe? Babcia, ktora miala na oko jakies 70 lat!!!! "...tak, tak za zakretem jest cos takiego, mlodzi tam chodza na komputery..." - bez komentarza:))) -Lamer}

Taaaaak... To było to... Cichy szum wentylatorów na prockach i delikatna poświata bijąca z monitorów... Zapadła decyzja: jutro jedziemy do caffe.

Pierwsza noc byla dłuuuuuuuuugaaaa, a sensacje wzbudził mój strój nocno - IRCowy, w szczególnosci kapcie króliczki (nie wiem czemu, kapcie jak kapcie, tyle, że mają uszy ;)))...

***Pazz, litosci! Chlopaki wymiekali przy kazdym spojrzeniu na te Twoje kapcie....no i na pidzame z misiem...jestem zazdrosna! ;)

{Jak zawsze;)) - Lamer}

Na placu A ztego miejsca chciałbym serdecznie pozdrowić Lewego. Na prawego się pogniewałem (Aha - wszelkie pomówienia, jakoby nie było Lewego i Prawego są całowicie bezpodstawne - te kapcie są po prostu wielofunkcyjne i nie ograniczają się do li tylko jednej strony:) - Qn`ik

Jak to zwykle przy tego typu spotkaniach bywa owej pierwszej nocy (bez skojarzeń ;) nikt z wrażenia nie mógł zasnąć (wiesz, wrazenie, jak wrazenie...;D - Devi)

{Hmm... nie - lepiej nic nie napisze;) - Lamer}

I dobrze :P - Qn`ik

"dobranoc" padło chyba z 40 razy, a Morfeusz nawiedził nas dopiero koło 5 nad ranem :), (kogo nawiedzil, tego nawiedzil...ja nie bede wskazywac palcem kobiety spacerujacej w nocy po osrodku i ogladajacej wschody slonca - Devi) w związku z czym wszyscy wstali bardzo późno, a kobiety musiały zabrać przybory do makijażu i dopiero po dobrym kwadransie wróciły piękne i wypoczęte ;).

***I dzieki Ci Boze za Margaret Astor!!!

Jako, że zakupy żywnosciowe okazały się niewystarczajace, postanowilismy wypaść na miasto, a przy okazji i do kafejki internetowej, żeby wysłać najnowszy numer Action Maga. I tak rozpoczęłą się tradycja posilania się pizzą "Pod Arkadami". Z nowymi siłami zaatakowalismy kafejkę internetową i ten biedny, wysłużony sprzet ;). Wszyscy po kolei wydali długie westchnienie ulgi i stwierdzili, ze się poczuli prawie jak w domu oraz, że jest to widok niezwykle kojący skołatane brakiem dostępu do kompika nerwy :)).Wszystkich ogarnął dziwny spokój. Po godzinnym przebywaniu w świecie XXI wieku zostaliśmy brutalnie przywołani do rzeczywistości końca wieku XX widokiem niezwykle sympatycznej, spacerującej środkiem chodnika...kozy :D. Oczywiśnie nie można było pominąć okazji do pamiątkowej fotki :).

Prawie cała ekipa. Nawet Kaczuch jest! {Qrde, tu cos trzeba ale nie mam pomyslu ;) - Devi}

Po czym zapakowaliśmy się do naszego powozu zwanego Fordem Taunusem i zaczeliśmy się zastanawiać jakże dalej spędzić dzień. Jako, że plany były w sferze...planów :)), posłużyłam się moim nieodstępnym walkmanem i nastepne co do mnie dotarło to pacnięcie przez nos (Lamer, zemszcze sie!!! ;)). Święta Trójca ;) (no, nie az taka swieta...;P - Devi) ustaliła, ze idziem do kina. Na co? Na Kubusia Puchatka :)). A na serio (Alez to bylo serio!!! - Devi)

{Wlasnie - to bylo calkiem serio! Tylko, ze Kubusia nie grali - chlip, chlip - Lamer}

Ja tam i tak wolę Kłapucha :) - Qn`ik

ruszyliśmy sprawdzić repertuar. I w ten sposób znaleźliśmy się tego wieczora w niezwykle "zatłoczonej" :D sali kinowej na
"60 sekund" (jak to stwierdzila moja szanowna druga polowa "po 60 sekundach to ja mialem ochote wyjsc z kina" - Devi :)

A oto kafejka! Przy okazji - dla mnie to murowany kandydat na "Pozłacanego Krasnala Ogrodowego" :) - Qn`ik

W międzyczasie "czarodziejskim" (z Lamera jest niezły magik ;P) sposobem odpadł nam zamek do drzwi, przez co zapowiadały się albo remonty albo przeprowadzka.

{Oj tam , czepiacie sie szczegolow. Zamek byl stary i zardzewialy - samo mu sie odpadlo:)) - Lamer}


Devuś na zakupach:) Naprawde tych Kobiet nie rozumiem. Przecież Tomek tylko otworzył drzwi, poprzez naciśnięcie ich i popchnięcie (czyli klasycznie). Mógł nie zauważyć, że te są akurat zamknięte na cały jeden spust... - Qn`ik

***tjaaa...i byla nawet delegacja do recepcji! Sz.P Konserwator, ze sie tak wyraze z lekka ironia w glosie (tzn ja sie wyraze z ironia, nie p konserwator :) stwierdzil, ze on to mechanikiem nie jest (swoja droga co ma mechanika do zamka to ja nie wiem, ale moze sie nie znam wiec wybaczcie mi moja ignorancje) i nic nie jest w stanie dzsiejszego wieczoru z zamkiem zrobic.

A na moje pytanie, co w takim razie mamy z tym faktem zrobić, szanowny konserwator odpowiedział lakonicznie i niezwykle konstruktywnie "nie wiem". Czego też nie omieszkałem mu wytknąć. :) - Qn`ik

{Dajcie panu juz spokoj - zemczony byl chlopina, a chlodne piwo czekalo, wiec co mial zrobic?;) -Lamer}

W obawie o los naszych ukochanych rzeczy zapakowalismy wszystko, co drogie naszemu sercu (i kieszeni ;) do bagażnika samochodu i wybralismy się do kina.

{A ktos tu narzekal na auto! -Lamer}

Prawda? A przecież w ogóle nie musieliśmy domku wynajmować! Sam Taunus był wielki jak stodoła... ;) - Qn`ik

***Pamietasz co bylo wczesniej? Wchodzimy do domku a tu sie okazuje, ze byl caly czas otwarty (po prostu zamek juz byl wtedy zepsuty). Zaczelo sie paniczne sprawdzanie, zcy wszystko jest i okazalo sie, ze poza wlakmanem Lamera nic nie zginelo. No tak, zrobilo sie smutno i jakos dziwnie, zaczelismy sie zastanawiac, gdzie tomek mogl ewentualnie go wepchnac....w koncu okazalo sie, ze walkman jest i wszystko jest w ogolnym porzadku...alez sie Lamrowi oberwalo! :)

{I znowu czepiata sie drobiazgow:)) -Lamer}

Po filmie postanowiliśmy uczcić zjazd szampanem, który zmorzył nas jeszcze przed północą (ach ten brak treningu! ;)).

To się nazywa sumienność - odpowiadać na emaile na wakacjach:) ***Pazz...Ty juz tu nie bajeruj...;) Nic nie wipilas Paskudnico jedna! Za to jeden kultowy text zjazdu zacytuje, bo inaczej nie bylabym soba. Qn`ik spojrzawszy na mnie po wypiciu lampki szampana: "Leeee, zasnela mi!" :))

{Ciekawe - slyszala przez sen;))) - Lamer}

No, jak się okazało, Devi dla tego wieczoru nie była jeszcze stracona... Jakoś dało się Ją obudzić. :) - Qn`ik

Środa powitała mnie głucha, senna ciszą o 9:30 - wszyscy jeszcze odsypiali szaleństwa dnia poprzedniego, podróż i zarwaną poprzednią noc, a nastrojowi sprzyjało monotonne kap-kap z nieba :\. Był to jeden z tych poranków, kiedy najmilszym miejscem na ziemi wydaje się własne łóżko i takież nieśmiałe plany pozostania w nim poczęły krążyc po pokoju.

{Znow cos powinno byc - Devi}
{To napisz!!!!}
(Na mnie nie liczcie :P - Qn`ik)

Ale że Pazoole to naród niespokojny, wstałam robiąc przy tym tyle hałasu,

***:DDD. "Pazool, co ty tam tak zeskrobujesz?" I odpowiedz: "Myje zeby" No czad, czad ludziska! :)))

iż reszta nie miała wyboru - wstać i wybrać się pod "Arkady" na pizzę. A że na remont kochanego zamka się wcale nie zanosiło, po jednej rozmowie z głownodowadząca ośrodka dostaliśmy sąsiedni domek nr.19, do któregoż spiesznie się przeprowadziliśmy :).

***Aha, Pani narzekala na 18 a o 19 juz nie wspomni? Otoz 19 mili panstwo to juz bylo inne zycie, inny wymiar wrecz....no, moze poza tym samym, milym naszym nozdrzom zapachem. :)

Co do wymiaru - to rzeczywiście jeden z wymiarów (konkretnie piąty) został zmieniony - z zewnątrz pokój był większy... Choć - nie ma co narzekać, gdyż zapach był naprawdę lepszy! - Qn`ik


A oto Tomek w całej krasie. Fanki pewnie wiedzą, gdzie słać emaile. Po czym spokojni o swój skromny majątek udaliśmy się na posiłek. I wtedy to podczas śniadania (obiadu?! :D) zauważyliśmy
niezwykły przypadek - przy zamówieniu 5 krążków, szósty otrzymywało się gratis. A że nas 4, to piątą zamówić nie problem i w ten sposób musieliśmy podkraść sąsiedni stolik by ten posiłek głodomorów się zmieścił :)).

***Ludzie, gdzie wtedy byl aparat! To bylo genialne, czworka ludzi, 6 pizz, iles tam kubkow z piciem i kawa Tomeczka...:) Wow!!! :)

Po zjedzeniu miałam nieodparte wrażenie, że nigdy w życiu nawet nie spojrzę na pizzę. Z przejedzenia zrobiło się błogo i leniwie, więc posiedzieliśmy do późnego popołudnia w błogim nastroju. No ale życie na trawieniu spędzić nie można, więc trzeba się było wreszcie ruszyć. Jako, że Devi dawno mnie i Lamerowi obiecała lody postanowiliśmy się na nie wybrać.

No i co ja mam na to powiedzieć? - Qn`ik ***Qrde! Ale, ze nie bylo mietowych to bylam bardzo zawiedziona!!! How could they?!?

{Widac mogli;) - Lamer}

No tak, złote życie, złotym życiem, ale gdzieś te kalorie trzeba było spalić - jakiś spacerek?! Padła propozycja - tomaszowskie "Niebieskie Źródła" - śliczne miejsce, w sam raz dla lubiących dziką naturę Pazooli :).


***Zrodla, las za zrodlami...mielismy szczescie, bo zrodla byly akurat bardzo dobrze widoczne i nawet komary nie ciely tak jak zazwyczaj.

{Aha, bylismy tam cale 30 minut, no coz widac natura nie jest tym, co pociaga ekipe ActionMaga - no chyba, ze jakas ladna tapeta z drzewkami;))) - Lamer}

Wypraszam sobie - ja uwielbiam w Kielcach jedno miejsce, niezwykle naturalne. Knajpka na świeżym powietrzu (Co prawda Żywca nie ma, ale cóż począć), z której roznosi się cudny widok na Kadzielnię... Kielczanie wiedzą o czym mówię. :) - Qn`ik

Sazmpanik:) Ale, ze wieczór był jeszcze młody coś z nim trzeba by było zrobić. No to chodź stara, idziemy na piwo!!! :). Hep... Co dalej? Eeee... Nie bardzo pamietam ;)).

***To tak jak ja po tym szampanie. ;)

Czwartkowy poranek upłynął na błogim lenistwie nad rzeką, jako że słońce nareszcie zlitowało się nad nami i łaskawie nam zaświeciło. Potem zgodnie stwierdziliśmy [czasami Kochani, kronikarz musi się minąć z prawdą - nie będę wywlekać czwartkowej atmosferki na światło dzienne, OK?], że półtora dnia bez kompa szkodzi zdrowiu, usposobieniu i samopoczuciu oraz trzeba jeszcze wybadac czy zapraszany na jeden dzionek Smuggler wyrwie się z redakcji.

***Zaproszony byl na caly zjazd, pozniej wyszedl z tego jeden dzionek, a pozniej...ehh... ;)

{Sam Smuggler od poczatku wiedzial, ze nie przyjedzie - nie wszyscy jednak chcieli w to uwierzc i dreczyli chlopine ile wlezie;) - Lamer}

Wiesz, nieprawda. ;) Gdyby ktoś tylko wynalazł w porę teleport, Smuggie się deklarował... Ale kilkugodzinna jazda pociągiem, jeszcze przy Jego złym samopoczuciu... - Qn`ik

Jak powiedziano, tak zrobiono - po raz kolejny udaliśmy się do naszej ulubionej (bo jedynej :)) kafejki internetowej, by zmarnować polskie złote na IRCa i pocztę. To co zastałam w skrzynce i na liście dyskusyjnej AMaga przejęło mnie zgrozą, w związku z czym lista przeżyła po moim powrocie ciężkie chwile ;\. Ale ponieważ człowiek samym netem nie żyje, trzeba było
się wybrać coś zjeść. Pizza? NIEEEE, DOOOSC...

Ola z Tomkiem w jednym mieszkali domku... Hmm, Poldex to czyta? Jeśli tak: nic sie nie przejmuj! Naprawdę! :) ***leee...a ja tak lubie pizze...i jest calkiem tania! ;)

Zatem ruszyliśmy na podbój Tomaszowa, aż znaleźlismy klimatyczna restaurację, gdzie odrobine się ucywilizowaliśmy :).

{Ojojoj, a ta kelnerka? Echhh...:) - Lamer}

Prawda? A restauracja miała rzeczywiście piękny klimat, który jeszccze potęgował ten pająk na obrusie... - Qn`ik

Ekipa w restauracji ***Hehe...przyszla taka banda glodnych, pragnacych wreszcie odrobiny ziemniakow i miecha ludzi, obsluga patrzyla na nas dziwnym wzrokiem a juz szczytem bylo, gdy poprosilismy kelnera o zrobienie nam fotki. Tjaaa...przyszlo takie nieucywilizowane towarzycho do porzadnej jadlodajni i musi to uwiecznic...;)))) Hehe...przypomnial mi sie nastepny kultowy text.
-Czy ktos to jadl?
-A co to jest?
-A nie wiem, ale dziwnie wyglada.
-Zaraz sprobuje.
-Sprobowales?
-Jeszcze nie.
-Le, zwykla sliwka z kompotu.

{Co leee? Sliwka byla smaczniusia:)) - Lamer}

Ale wyglądała jak ekskluzywna oliwka... Niezwykle sprytnie. :) - Qn`ik

Potem znów błogie lenistwo w ośrodku.

A w tym momencie byliśmy na piffku. Nie, nie bezalkoholowym (Nie lubię political correctness;)) ***I jedzenie orzeszkow ziemnych i wizyta kontolerow (czyt. moich Dziadkow ;) I dluga rozmowa na temat...ehem...komputerow. {Jak ktos ma chec niech napisze o czym to ekipa zazwyczaj gadala.}
{A jak ktos nie ma checi, to niech nie pisze!!! Qzwa, czy my potrzebujemy dyrygenta????????}

Piątkowy poranek zapłakał deszczem nad nami biednymi. Czas było wrócić każdemu do swojego grajdołka w innej części Polski i stukania na IRCu. Nic dziwnego, że zrobiło się tak jakoś smutno, a że Pazoole naród niespokojny dla ukojenia nerwów poczęłam się pakować z czego reszta szczęśliwa nie była...

***Dla uspokojenia nerwow? Grr...Pazz! ;)

Atmosferka zniżała się i zniżała, czas nieubłaganie płynął i tykał wyznaczając czas do odjazdu. Najcięższy moment nadszedł gdy zapakowaliśmy się do poczciwego Fordka. Ktoś musiał przekręcić kluczyk w stacyjce, by udac się na dworzec. Nikt nie miał odwagi, więc moja karygodna ręka uczyniłaową straszną rzecz.

***A widzisz! Gdybys tego nie zrobila to nadal bysmy sobie wszyscy razem w Forku siedzieli! Ty...Ty...Babsztylu jeden Ty! ;D

Pyszna pizza nr 10 - polecam! :) Ostatni posiłek (ale to brzmi ;) (jak przed wyrokiem - Devi) "Pod Arkadami" upłynął w niezmiennie nostalgicznej atmosferze, która nie zmieniła się aż do mojego zajęcia miejsca w autobusie z wujatkowo niesympatycznym kierowcą ( na
liste lamerów go! ;))

{Dobra, dobra... o tym, to juz ja zdecduje;) - Lamer}

Czego Ty nie powiesz?... - Qn`ik

A potem tylko zostały w wstecznym lusterku autobusu niknace sylwetki Devi, Qn'ika, Lamera

{Hmm... ciekawe - Lamer jest najmniejszy a znikal najdluzej:)))))) - Lamer}

Bo całkowicie przypadkowo zepsułą mu się linka od sprzęgła... - Qn`ik

i Vangelis w słuchawkach. Po dwóch godzinach męczyłam już swojego kompika..

{A ja kolesia w sklepie, aby mi zalatwil linke od sprzegla, ktora pekla po wyjedzie Qn`ik-a:))) - Lemar}

***A ja z drzeniem serca wsadzilam Qn`ika do autobusu i pojechalam z Tomkiem do osrodka (qrcze, ale to zabrzmialo ;) {itd, itp, reszte dopisze pozniej, saveuje i wysylam Wam. :) Devi}

Qn`ik i Devi mówią sobie do rychłego zobaczenia:) {Dobra, teraz napisze kilka slow od siebie. Caly ten tydzien trwal tylko szesc dni, w domku smierdzialo, caffe mialo kompy z przed cztrech lat, prawie nic nie jadlem, wydalem kuuuupe kasy (nie wiem na co). Jednakze, jezeli ktos zaproponowalby mi przezycie tego wszystkiego od nowa - zgdzilbym sie bez warunkow wstepnynch:)) Lepiej byc nie moglo, moglo natomiast byc dluzej - nistety zabraklo zgody aby pojechac kilka dni wczesniej:((( - Lamer}

No więc ja teraz napiszę wstęp, korzystając z władzy... Wiem już, że nikt mi się do tego nie dopisze, więc jestem bezpieczny. ;)
Cały ten wyjazd był dla mnie czymś naprawdę wspaniałym i... niesamowitym. Bo gdyby mi ktoś dosłownie 3 miesiące przed wyjazdem powiedział, że pojadę na wakacje w nieznane mi miejsce z ludźmi, których nigdy nie widziałem (No, Dev i Tomka na zdjęciach, ale to nie to samo;) i którzy mnie nie widzieli... A gdyby mi ktoś do tego jeszcze dodał, że będę się naprawdę doskonale bawił... Dziwne są koleje losu... Powiem tylko na koniec: warto dla tego zjazdu AMaga robić!

Dlaczego? Gdyż relacja powyższa nie oddaje istoty rzeczy. Naprawdę miło mi było spotkać ludzi niezwykle inteligentnych, otwartych, z szerokimi zainteresowaniami. Wbrew pozorom żadne z nas wcale maniakiem komputerowym nie jest - a jednak w naszym pokoju było coś, co mogło zbliżyć... Wydaje mi się, że się świetnie rozumieliśmy (Oczywiście nie zawsze, ja nijak nie mogę zrozumieć, dlaczego Tomek na ryby chodził z dwoma puszkami piwa. Co ciekawe - żadnej ze sobą nie przyniósł!:). Nie ma co: ActionMag łączy ludzi! :)

Dworzec... :( I ostatnia, ale pewnie najważniejsza rzecz. Wszyscy obecni na zjeździe wyrazili chęć, żeby się spotkać gdzieś za rok. I na jakieś dwa tygodnie. Na razie oczywiście nic nie wiadomo, zobaczymy jak wszystko się dalej potoczy, chociaż już w tym momencie myślimy o morzu...

A pisali dopisywali się, popisywali i, co oczywiste, spotkali się na zjeździe:
Pazool, Devi, Lamer, Qn`ik.

Koniec

 

 

 

 

 

  ps. zdjęcia w trosce o zdrowie psychiczne odbiorców zostały przejrzane i ocenzurowane :)