     
| |
Star Wars EPIZOD 7 :)))
Jest tu kto?!!? - rycerz Jedi, Kyp Durron stał
w jednym z wielkich posiadłości na planecie Naboo. Nie wiedział nawet czego
dokładnie szukał. Wiedziony dziwną wizją lub poleceniem przyleciał na tą
planetę. Co on tu robił?!? Galaktyka przeżywała trudny okres a on pod wpływem
niezwykłego uczucia marnował czas! Cholera, nikogo nie ma! Jakie licho
kazało mu odwiedzić ten budynek! Poszedł trochę dalej w głąb posiadłości.
Podobna trochę do jakieś świątyni. Ciekawe co to za miejsce. Rozglądnął
się po wielkiej sali, w której panował półmrok. Fałszywy alarm! Nic nie
ma. Odwrócił się aby odejść...
- Jedi..... - wysyczał głos z ciemności.
Kyp pokierowany mocą zapalił miecz świetlny.
Czuł zło.....
- Pokaż się - zakrzyknął.
Strach coraz bardziej narastał w Jedi, oblał
się cały potem. Otworzył swój umysł maksymalnie na przepływ Mocy. Lecz
nic oprócz małych żyjątek nie wyczuwał....
Krok. Z drugiej komnaty wynurzając się z ciemności
ukazała się humanoidalna postać. Mroczna postać. Twarz jej była okryta
maską, czarną i piekielną.
- Ty, to ty mnie wezwałeś - rzekł Kyp przełykając
ślinę.
- Tak Jedi - odezwał się chrapliwy głos, modulowany
przez Moc.
- Czemu?? - Durron zapytał się ukrywając przerażenie
w głosie.
Człowiek z zasłoniętą twarzą zaczął się cicho
śmiać:
- Jedi Durron, przypomina ci to coś! Czujesz
strach! Dobrze, bardzo dobrze...
- KIM JESTEŚ ZJAWO!! - wykrzyczał Kyp.
- Jedi........ - zawiesiła głos postać - wzbudź
w sobie gniew, przypomnij sobie wszystko co uczył cię Kun.....
Zabliźnione rany zaczęły znowu otwierać się w
Jedi. Śmierć.... Gniew...... Krzyk tysięcy ludzi..... odebrane uczucia!!
Ciemna Strona, która zniszczyła jego życie. Bezsilność i piętno do końca
istnienia. Wielu uważało postanowienie Skywalkera o przebaczeniu młodemu
uczniowi Jedi, opanowanego przez Ciemną Stronę za jawne pochwalanie tego
co zrobił... Lecz oni nie wiedzieli...... Nie wiedzieli jak to jest. Wegetacja
z poczuciem winy, ciągłe próby odkupienia swoich grzechów.....
Sny, pełne bólu sny.... Zabici żołnierze, młodzi
ludzie którzy choć służyli Imperium byli tylko ludźmi... Zapłakane twarze.....
Twarz brata........ Pustka..........
Nikt nie wiedział co on czuje....
Stał teraz z zapalonym mieczem przed tą postacią
okrytą mrokiem słuchając jej słów.
- Kypie, pamiętasz tą potęgę, swoją POTĘGĘ. Swoją
siłę. Powróć na tą ścieżkę!! Ona jeszcze jest otwarta dla ciebie! Możesz
być silny!!! Silniejszy niż ten mięczak, Skywalker!
- Nigdy!!
- Kto raz przeszedł na ciemną stronę nigdy z
niej nie powróci..... - hipnotyczny głos okrytego maską człowieka spowodował
dreszcze u Jedi.
Kto to jest?!? Któż to znowu przyszedł, by go
męczyć. By rozbudzić potwora śpiącego w nim!
- Kim jesteś - Kyp został zalany wspomnieniami,
które raniły jego serce.
- Jestem Sithem - wysyczał zapytany.
- Nie, niemożliwe. Rycerze Jedi zniszczyli was
wszystkich!!!!!!!!!!
- Nikt nas nie pokona i nie zniszczy.... Do końca
istnienia galaktyki....
- Co ode mnie chcesz
- Chcę..... Chcę abyś przyłączył się do mnie......
lub zginiesz - Sith z pogardą orzekł.
- Wole śmierć!!!!!!!!!!!!!!
- Niech i tak będzie..... Jedi - wyszeptał człowiek
w masce.
Stanął przed Kypem i wyciągnął za pasa rękojeść
miecza świetlnego. Czerwone ostrze wystrzeliło w górę. Stanęli naprzeciwko
siebie przygotowani do walki.
Nie poddam się! Muszę pokonać tego Sitha! Muszę.
Myśli przelatywały w głowie Durrona niczym wodospad!
Zaatakował!! Rzucił się na mrocznego przeciwnika
wywijając klingą miecza. Ostrza zderzyły się ze sobą wydając głośne trzaski!
Zaczęła się walka. Kyp błyskawicznie atakował skracając dystans do przeciwnika.
Ciecie, sparowanie, kontratak. Iskry sypały się od pełnych mocy uderzeń.
Lecz Sith spokojnie walczył, kpiąc sobie z przeciwnika! W kilku miejscach
na ubraniu Jedi ukazały się smugi od czerwonej klingi. Walka o śmierć trwała!!!
Cięcie, blok!!
Nagle okryta maską postać po bloku odsunęła się
od przeciwnika i skoczyła wysoko ponad głowę Kypa robiąc salto. Gwałtowny
odwrót, przyjęcie na siebie ostrza wroga! Kolejny silny atak po skosie
Sitha. Kyp nadstawił klingę lecz pomylił się...... Po chwili rękojeść jego
miecza rozleciała się na kawałki a on upadł na ziemię......
Przerażony Durron kucał na ziemi, dysząc ze zmęczenia.
Czekał na śmierć. Połączy się niedługo z Mocą..... Sith spojrzał na niego
i zaśmiał się.
- Teraz przystąpisz Jedi Durron.... przegrałeś!
Kyp spojrzał na niego wściekłym wzrokiem i wykorzystując
szansę odbił się do tyłu. Tak, spróbuje uciec!! Uda mi się!!! Zaczął biec
w kierunku wyjścia.
- Będziesz posłuszny czy chcesz czy nie - usłyszał
za sobą.
Nagle został ostrzeżony przez Moc, chciał usunąć
się z drogi nadchodzącemu zagrożeniu lecz nie zdążył. Blasterowy pocisk
przeszył mu plecy. Upadł słysząc straszliwy śmiech, śmiech mroczny tak
jak ten do którego należał. Ostatnimi sił jednak wysłał ostrzeżenie.. Później
była tylko ciemność.
KYP - Luke Skywalker gwałtownie się obudził z
głębokiego snu. Zawirowało mu w głowie..
Pomocy!!! Mistrz Jedi uspokoił swoje roztrzęsione
myśli. Coś się stało z Kypem. Coś złego!
Spojrzał przez małe okienko na dżunglę. Świt,
pora wstawać. Ubrał się i umył. Na koniec przypiął do swojego pasa miecz
świetlny. Ruszył w kierunku drzwi i..... zdębiał. Przed nim stała migocząca
jasną poświatą postać, prawie przeźroczysta.
- Brakkis?? - wyszeptał Luke.
Dawny namiestnik akademii ciemnych Jedi spojrzał
na niego i powiedział:
- Witaj, mistrzu Skywalker. Miło cię widzieć
ponownie.
- Brakkis co tu robisz?!? Myślałem że przeżyłeś....
- Niestety nie..... - Brakkis jakby zmalał
- Brakkis, nie musiało tak być. Mogłeś zostać
ze mną. Mogło być tak jak kiedyś...
- Nie Mistrzu Skywalker! Sam odpowiadam za siebie!
- uciął krótko duch.
- Brakkis??
- Nie ma dla mnie odkupienia!!!!! - przerwał
- Lecz nie po to tu przyszedłem.....
- Chcę cię ostrzec - kontynuował zmarły Jedi.
- Przed czym?!?
- Przed ciemną stroną mistrzu Skywalker. Przed
nią. Jest ona teraz potężna. Silniejsza od ciebie - smutek widniał na jego
obliczu.
- Co to oznacza?
- Nie wiem dokładnie. Czuję tylko że jest ktoś
kto zagraża Jedi... To wszystko.... Muszę odejść....
- Brakkis, czemu?!? Masz jeszcze szansę odkupienia
- rozpacz słyszalna była w głosie Skywalkera.
- Nie mistrzu. Jesteśmy tacy jacy jesteśmy...
Nie żałuje niczego.... Ostrzegam cię nie dlatego, że się nawróciłem....
Byłeś kiedyś mym nauczycielem. Chcę się tylko odwdzięczyć..... - stanowczo
powiedział Brakkis
Jego postać zaczęła znikać na oczach Luke'a.
Po chwili mistrz Jedi był sam. Myślał nad tym co powiedział mu jego dawny
uczeń. Jego porażka. Wiedział że Brakkis był w głębi serca zawsze dobry.
Niestety złośliwy los źle pokierował życiem tego człowieka. A może nie??!!?
A może tylko tak się zdaje... Co dla niego było dobre a co złe nie mi osądzać,
pomyślał Skywalker. Ostatecznie zaczerpnął powietrza i dziarskim krokiem
ruszył do swoich uczniów.
Zapowiadał się pracowity dzień.............
CDN (MOŻE)
Chcecie wiedzieć co zdarzy się potem, poczekajcie
sobie trochę :) Ale przy okazji ogłaszam mały konkurs: przysyłajcie do
mnie propozycje na temat dalszej akcji tego utworu [TYLKO ZAZNACZAM PROPOZYCJĘ]
Najlepsze i oryginalne będą najprawdopodobniej wykorzystane w tym opowiadaniu
:) NO WIĘC DO PIÓR MŁODZI KADECI :)
RATHAN DARTH
starwars@pf.pl lub darth_rathan@pf.pl
|