Człowiek jest istotą grzeszną, więc gdy pewnego dnia moja „norma grzechów” się wyczerpała nie powinienem być niczym zdziwiony i przygotowany na wszystko. Tak też było, ale jak widać nie do końca, bo gdy przez pomyłkę zamiast baranich rogów wyrosły mi bagatela (!!!) skrzydła to szczęka mi opadła i musiałem bardzo zastanowić się nad moim życiem. Przecież gdyby wyrosły mi rogi po prostu zmieniłbym fryzurę, a tak... ech.

Wtedy to przypomniało mi się, że przecież człowiek od zawsze pragnął naprawdę latać, jednak czy z takim „plecakiem” wyglądałem chociaż jak człowiek? Tak oto powoli ignorując wszystkie propozycje cyrkowe postanowiłem latać. Nie było jednak tak łatwo-nie urodziłem się wszak ani w różowych okularach, ani ze skrzydłami. Nauka latania nie była wcale przyjemna, chociaż przypominała naukę chodzenia, tyle że upadało się z większych wysokości.

Generalnie jest tak, że latania, tak jak jedzenia, czy jazdy rowerem się nie zapomina. Tak jak wszystko ma ono swoje przyjemne chwile, chwile grozy, (ironicznie: wzloty i upadki) chwile zapomnienia, ale i swoją cenę.

Nie wiem, dlaczego wyrosły mi skrzydła, bo Bóg się przecież nie myli, ale niech to już pozostanie jego słodko-świętą tajemnicą, bo czymże byłby bez nich świat.

Obleciawszy co się dało wzdłuż i wszerz, a nawet w poprzek oznajmiam (w punktach-będzie przejrzyściej) co spostrzegłem:

- Świat z góry wygląda monotonnie i samotnie, mit o domach jak pudełka zapałek i polach jak chusteczki (wiosną jak zużyte) sprawdza się tylko przy anielskiej pogodzie. Od pojawienia się człowieka świat przestał być bajką.

- Raporty ekologiczne tracą na autentyczności tam w górze, pośród trującego smogu.

- W powietrzu nie ucieknie się od problemów, przecież każdy musi kiedyś „zatankować” (znów niespodzianka cenowa na stacji benzynowej!) i wtedy ogromnieją problemy, potrzeby, a maleją wyobraźnia i portfel.

- Na ziemi daje się we znaki znana i ceniona polska tolerancja (wtedy dopiero jesteś „INNY”).

- Itd. x kilka.

Jednak latając można rzeczywiście pobujać w obłokach i podumać nad wszystkim, oraz jak ulepszyć ludzi i świat. Panuje tam przyjaźń wśród przyjaciół ptaków i prawdziwa cisza zakłócana tylko przez leniwie przelatujące F-16, Stealthy i MIG-20.

Tak na poważnie latanie zbliża do Boga i czyni lepszym (tą energię nawiedzeni określiliby jako Feng-Shui).

Ja jednak jestem znany w świecie z własnego i niezależnego zdania i choć czasem dostaję za to (...), więc i tym razem poszedłem z reklamacją i postulatami na przyszłość do najwyższej instancji, czyli samego Boga Ojca.

Szacunek mój do Najwyższego jest tak duży, że zostawiłem moje postulaty u sekretarki Trójcy Świętej i do Pana udałem się tylko porozmawiać, ew. nadmienić.

Wiadomo tylko na Ziemi, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu (w Niebie tego nie wiedzą, ponieważ Hitler tam nie trafił), toteż tylko trochę się zdziwiłem się widząc sekretarkę wchodzącą z moimi „papierami”. Przedstawiła ona je Stwórcy, który najpierw zrobił niepewną minę, potem chwycił się za swoją Świętą Głowę, a w chwilę potem podrapał się po niej i rzekł: „Zatrudniam Cię od zaraz”, ja na to grzecznie: „Boże pozwól mi się jeszcze z 50-60 lat nacieszyć się życiem i tym (pożal się ...) światem”, „OK.,” rzekł jak widać postępowy Bóg „ale...”

Tu przerwę na chwilę Sędziemu naj, najwyższemu, bo muszę dopowiedzieć, czego dotyczyły moje zażalenia i tego typu dokumenty:

-przede wszystkim dziur w niebie (najgorsza w Polsce to warszawska „ozonówka”)

-dalej kultury bydgoskich pilotów

-wymuszania pierwszeństwa przez samoloty o prędkości powyżej 2 machów

-zdewastowania oznakowania

I wiele innych. Generalnie niech sobie marzyciele wyobrażają jakby to było mieć skrzydła, ale odradzam. Radzę jedynie tej połowie kierowców (cytuję pewnego nauczyciela jazdy: „pijanym mordercom w zepsutych samochodach”-mawiał, że ulice są ich pełne, i nie był niewątpliwie optymistą, ale realistą na pewno) skorzystać z nieba i zamienić swoje graty na dwupłatowce-tam nie można zjechać z drogi do rowu, czy na drzewo.

Wracając-Bóg zlikwidował wypaczenie na moich plecach (z daleka wyglądało jak konik garbusek) i zaproponował świetną posadę komendanta w stołecznej (tej przyziemnej) i dał na zachętę 200 zł, pytając, co z nimi zrobię; ja spokojnie: „Zrobię sobie kartę rowerową, ale przedtem kupię sobie „górala” z kółkami bocznymi i nauczę się jeździć”

P.S.

Jak widać latania, podobnie jak jazdy rowerem się nie zapomina, ale jednego i drugiego trzeba się najpierw nauczyć.

Młody