O komercji ostatnio coś dużo na lamach AM. Ja doświadczyłam ostatnio trochę innej jej formy.
Że ma powstać, dowiedziałam się juz kilka lat temu. Mało to było wiarygodne, ale plotki krążyły po mieście. Dopiero teraz stały się rzeczywistością. Wybudowali jedna z tych sławnych "restauracji", postawili wielki slup informacyjny i juz na początku sierpnia nastąpi jej otwarcie. Ale...od początku.

Moje miasto, mała mieścinka licząca zaledwie 80 tys. mieszkańców, stolica Kujaw. Miasto poetów i klimatycznych pubów. Miasto kultury szeroko pojętej, miasto tętniące życiem, ale swoim życiem, małomiasteczkowym. W dzień rynek nabrzmiewa ludźmi, w nocy - puby. Muzyczna Remiza w każdym centymetrze zajęta przez instrumenty muzyczne. To tu swój debiut miało wielu poetów, ciekawych zespołów, tu występował Nie-toperz, Cameleon...nie znacie, ale uwierzcie, ze to były naprawdę dobre grupy. Siedzieliśmy do nocy w Remizie, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, śpiewaliśmy "Livin next door to Alice". Późna, cieplą (bo letnia) nocą wracaliśmy do domu. W Remizie wszyscy się znaliśmy, przychodziliśmy tam aby się spotkać, posiedzieć z przyjaciółmi i pozdzierać gardło. Uwielbiałam ten pub, urządziłam w nim moja nieoficjalną osiemnastkę (nieoficjalna w tym sensie, ze nie wynajęłam sali, wstęp mial każdy, ale i tak wszystkich przybyłych znałam), tu krzyczałam "a wszystko to, bo ciebie kocham" (świetny koncert Ich Troje, nie zapomnę go do końca życia), tu wypiłam pierwsze w życiu piwo. Dlaczego to wszystko pisze? Bo niestety te czasy minęły bezpowrotnie. Po pierwsze dlatego, ze Remizy juz nie ma a po wtore...niestety i ona się skomercjalizowała. Wprowadzono opłaty za wejście, dla ludzi którzy nadali klimat tej knajpie nie było juz miejsca, kto pierwszy ten lepszy...prawo dżungli.
Coż, został Tramwaj, inny pub. Nie występowały tu niestety kapele, ale był (i nadal jest) klimat i...bilard :). Taaak...w Tramwaju nauczyłam się grac w bilard i tam tez pierwszy raz w niego wygrałam...:) Drewniane lawy, stare fotele...tu tez panował oryginalny wystrój wnętrza - stara maszyna do szycia, pianino, przedwojenne radio...
Jednak...do czego zmierzam...ano do tego, ze zagarnia nas wielki świat, wdziera się w nasze miasta, komercjalizuje je. Hm, może to prawa XX wieku. Wycięto kawal zieleni i blisko centym wybudowano jeden z zachodnich fastfoodow. Sterylnie czyste tablice informacyjne, wokol pełno plastyku. Moje spokojne miasto o względnej urodzie przekształca się w przesycony komercja kompleks... Co będzie dalej, dokąd zawiedzie nas ta droga? Może moje dzieci nie beda wiedziały czym jest klimatyczna knajpa, może na spotkania z przyjaciółmi beda chodziły do fastfoodow...bo duch i klimat każdego, nawet najpiękniejszego miejsca z czasem zginie, zniknie, zatapi go widmo szybkich pieniędzy...

Ponownie myslaca o przyszlosci: Devi

devi@pro1.promail.pl

Proszę Państwa! Nie słuchajcie Devi! ;) Huh - jak widać nienawidzi Ona fastfoodów, czyż nie?! A jak byliśmy we Wroclawiu to co pięć minut było "Maciuś! Chodźmy do McDonalda!". Nigdy nie ufaj Kobiecie!!! (No dobra: uf, uf) ;))