>> Taaaaaaaaak... Znam to... Oczy nerwowo kierują się
(niby z przyzwyczajenia) w prawą krawędź ekranu. Patrzysz
>> scrollbar ledwo się przesuwa- myślisz, że masz
szczeście. Nagle slyszysz: Bierz się do nauki (tudzież pracy)!
Jeszcze
>> chwilka, jeszcze chwilka już kończę! Myślisz:
dobrze, że tekst jest krótki, przeczytam go w minutkę i.... I
CO? No
>> pytam się: CO DALEJ?
Jak to co dalej?. Albo następny tekst, albo podpieram brodę pięścią i zaczynam myśleć. Jeśli warto.
>> Przeczytasz następny, i następny zapominając
treść poprzedniego. Myślisz, że jak przeczytasz jakiś mądry
>> wywód,czy pięć to staniesz się mądrzejszy?
Wchłaniasz dziesiątki kilobajtów, nagle słyszysz dyskusje na
temat
>> tekstu, którego czytałeś pare dni temu. Od razu
wtrącasz się mówiąc: "O! Ja też to czytałem!" .
Zadowolony z
>> siebie próbujesz sobie mniej więcej przypomnieć 'o
czym to było', i po chwili namysłu stwierdzasz, że nie możesz
>> przytoczyć choćby jednego zdania, jednej myśli...
Czujesz się jak szkolniak, który przeczytał w pare godzin
lekture,
>> pochwalił się swoim wyczynem w szkole, a potem
milczał przy odpowiedzi... No i czy o to chodzi???
Oczywiście, że nie o to. Chodzi o to, żeby wiedzieć coś na temat o którym warto myśleć. Ale też, żeby być na tyle nonkonformistycznym, żeby nie bać się powiedzieć: "tu w ogóle nie ma o czym gadać", jeżeli rzeczywiście nie ma. Nie ma czytania z obowiązku, do końca, tylko po to, żeby zaliczyć. Czytać z innych pobudek. Kiepsko się zaczyna? No to nie kończę, bo nudne, puste i bzdurne. Wiem to na pewno? A może jednak sprawdzimy czy Pynchon jest pisze tak ciekawie jak ciekawy jest jego image? Sprawdzamy, stracone cztery dni (bo mało pociągające książki czyta się wolniej), ale wiemy już co powiedzieć. Z tego pisania nic nie wynika. Główna bohaterka nas do siebie zniechęca od razu w okolicach 12 strony. A może jemu o to chodziło... Gdzieżby, po prostu przereklamowany, teraz dla odtrucia przeczytam coś Dicka, On mnie nie zawiedzie. I coś z tego wyniosę, ale to nie są arty tylko książki. Z arta też można wydobyć temat na dyskusję, na przemyślenie. Nawet z kiepskiego, przy dobrym humorze warto znaleźć jedno wartościwe zdanie. Przy złym humorze, jak ktoś leje wodę to dajmy mu spokój.
>> Tak łatwo jest przeczytać czyjąś pisaną z
wielkim poświęceniem pracę, jeszcze łatwiej uznać w połowie
czytania,
>> że jest nudna, a autor to lamer. A spróbuj w CAŁOŚCI
przeczytać tekst zastanowić się nad nim...chociaż
>> pare minut....a potem dojść do własnych wniosków
i odpisać autorowi. Nieważne czy się zgadzasz z opiniami
>> zawartymi w tekście, czy nie. Ważne, że nie
pozostałeś tylko obserwatorem, że zapragnąłeś wyrazić
własną opinię.
Dobra dobra, ale nie popadajmy w pieniactwo. Nie ma sensu odnosić się na piśmie do każdego słowa które przeczytaliśmy. Na niektóre naprawdę szkoda czasu.
>> Czytasz tekst, myślisz sobie : to musiał pisać
jakiś idiota, myśli, że ruszy kogoś tymi wypocinami, _nawet
nie warto
>> się z nim kłócić_. Nie warto.....ha! Pewnie, że
warto!!! A spróbuj skomentować jego tekst. No spróbuj! Napisz
o
>> nim kilka słów, ale nie same bluzgi, bo to do
niczego nie prowadzi. Skoro jego rozważania są dla Ciebie
banalne to
>> napisz o nich zupełnie inaczej : inteligentnie.
Oczywiście jeżeli tylko potrafisz!! Bardzo łatwo czytać sobie
czyjeś
>> teksty, smiać się z nich...
Ależ naprawdę częstokroć nie warto. Nie wszystko porusza we mnie strunę. Życie nie jest długie, wystarczy, że zmarnowałem ponad 2 godziny na SWE1PM. ;-).
>> A czemu TY nie wyrazisz swojej opinii? Co? Nie
warto? Nie masz czasu? Twój chomik zdechł, brat zbeszcześcił
>> jego ciało i jesteś w żałobie:)? A może po
prostu boisz się....A nie przyszło Ci aby do głowy, że nie
masz racjii? Co?
>> Masz rację? UDOWODNIJ!!! Czy to takie trudne?
Nieeee, gdzieżby... ALEŻ OCZYWIŚCIE, ŻE TAK!!! Bo jeżeli
nie,
>> to dlaczego wpatrujesz się nadal jak głupi w
monitor, tłumaczysz sobie, że 'pewnie coś zażywał i jest na
fazie' i
>> starając się być 'ponad to' postępujesz tak jak
dawniej: jakiś ciołek! eee tam! zagram jeszcze w ...... trochę
się
>> pouczę...albo nie zagram dłużej, a w szkole
skończę się uczyć. Co mówisz? Odbiło mi? Dlaczego? No
pytam?
>> Przecież wiesz, że mam rację...Co? Może
nie..........
Jak widać akurat ja się zebrałem. Dlaczego jednak moje dopiski wyglądają niemal jak nie na temat? Proste, Twój text jest agresywny, skierowany osobiście do Czytającego, a nie do bezosobowego czytelnika. Z czymś takim jest trudno polemizować. A w ogólnym rozrachunku nie można Ci się zdecydowanie przeciwstawić, bo oznaczałoby to wygraną Twojego textu. Nie jestem tutaj od walki, więc w zasadzie mógłbym poprowadzić to tak jak chciałeś i dać Ci satysfakcję ze zwycięstwa, ale Twoje zwycięstwo oznaczałoby moją przegraną, więc nie mając możliwości wygrania stawiam na remis. Czy nasz tandemowy text o czytaniu skłoni kogoś do zastanowienia się nad sensem życia? A niech tam, na zdrowie.
DCPAK
POSTAWMY NA KLOCKA
Czy Ci odbiło? Tak, na pewno tak, każdemu przecież kiedyś
odbija. A co, może nie? Myślę, że na pewno Ci odbiło.
Chcesz polemiki, odpowiedzi na tekst? Przyznam, że jest prowokujący.
Szkoda tylko, że jestem całkiem Twojego zdania. Ogranicza mi to
możliwości podjęcia jakiejś spornej dyskusji. Mniejsza jednak
o mnie I moje podejście. Rozumiem, że tym krótkim, ale treściwym
tekstem chciałeś zachęcić (to naprawdę wygląda na prowokację)
towarzystwo do reagowania na to, co czytają. I słusznie,
popieram I podpisuję się pod tym czterema łapami. Ja jednak
obawiam się, że mnóstwo ludzi zareaguje na to mniej więcej w
taki sposób jak ja na początku tego tekstu. Po prostu stwierdzą,
że Ci odwaliło, możliwe nawet, że w bardziej brutalny
(chamski) sposób.
Moje stwierdzenie, że Ci szare komórki strajk zarządziły nie
jest do końca poważne. Jestem wręcz całkowicie przekonany, że
ktoś powinien właśnie coś takiego jak Ty napisać (aleś se
pan narobił ;). Ciekawe tylko z jakimi reakcjami się to spotka.
Szkoda by było, gdyby większość ludzi to zignorowała lub
zareagowała w sposób chamski. Jak to Qń dopisał, polemika nie
jest łatwą sztuką. Z tego, co zauważyłem w listach
drukowanych w CDA, naprawdę niewielu ludzi potrafi argumentować
swoje wypowiedzi. Mam tu oczywiście na myśli argumenty a nie
stwierdzenia typu: "Czy cie całkiem *#@>?!?" I tym
podobne. Niestety, wielu ludzi preferuje sport polegający na
rzucaniu w autora mięsem. Szkoda, bo podjęcie dyskusji,
wypowiadanie własnego zdania, to niezły trening dla szarych komórek.
Przede wszystkim rozwija I sądzę, że może nauczyć elastyczności
(to dla tych, którzy zawsze marzyli o zrobieniu szpagatu…
zwojem mózgowym ;). Nie wystarczy tylko powiedzieć
"tak" lub "nie". Pewnie, najłatwiej jest coś
zignorować, ale to straszna łatwizna. Poza tym, wydaje mi się,
że coś się przez to traci. Chociażby możliwość krzyknięcia
"Hej, ludki, ja też mam coś na ten temat do powiedzenia.
Posłuchajcie chwilę… ". Świata się w ten sposób nie
zmieni, ale przynajmniej można złapać kontakt z innymi ludźmi.
Pogadać na ten, czy inny temat, wyłożyć własny punkt
widzenia. No I poszerzyć trochę swoje horyzonty (bez burzenia
domu sąsiadów :). Nie oszukujmy się, pogadać to fajna rzecz a
spróbować przeforsować własne argumenty, to już czysta
frajda. To prawda, nie ważne czy się czytelnik zgadza z
autorem, czy nie. Istotny jest natomiast sposób, w jaki się
wypowiada. Nasłać komuś trochę bluzgów potrafi nawet
dziecko. W żaden sposób jednak nie jest to oznaką dorosłości.
Powiem/napiszę krótko: ludziska, do klawiatur, piór, długopisów
! Jak tylko pojawia się możliwość wyłożenia swojego punktu
widzenia, korzystajcie z niej. Mięso jednak zostawcie sobie na później.
Po co rzucać nim w autora, w piekarniku wygląda lepiej ;).
I co, ktoś myśli, że mi odbiło? A pewnie, że tak, bo każdemu
kiedyś odbić musi. "Klockowi" też pewnie odbiło I
dobrze, bo to jest najlepszy objaw zdrowia.
Eddie
A teraz, klasycznie, słówko ode mnie. :) Gdy tylko przeczytałem tekst Klocka, zwróciłem uwagę na dwie rzeczy: miał on pobudzać do dyskusji, lecz był skierowany do nieodpowiednich osób. Bo któż napisał polemiki?! DCPAK i Eddie - ludzie, którzy umieją i lubią pisać! Czy odezwała się jakaś nawrócona persona?! Nie. Niestety - do niektórych czytelników jest niezwykle trudno dotrzeć - są zbyt pasywnie nastawieni. Ot: przeczytam i lecę dalej. Tak więc forma tekstu mi się podobała - ale mimo wszystko - powinno to być jeszcze ostrzej napisane. Trochę mi to przypomina księdza krzyczącego na kazaniu do ludzi, których w kościele nie ma... I oni niestety nie przyjdą, prawda?...
Qn`ik