Drogie CDACTION
Mam 27 lat. Męża, dziecko, rodzinę, czyli wszystko to, co daje
ponoć ustabilizowaną pozycję w społeczeństwie i czyni mnie
osobą "niestety dojrzałą i odpowiedzialną".
(poszalałoby się jeszcze...) Trzy lata temu mąż kupił
komputer, gdyż był mu potrzebny do pracy. Gdy przyniósł to
wielkie pudło do domu, rozpakował, ustawił i podłączył pod
220v, patrzyłam na to jak na skomplikowane urządzenie z przyszłej
epoki. Nie umiałam tego nawet uruchomić. W końcu mąż nauczył
mnie jak "małpkę" włączać komputer, wchodzić w
akcesoria Windows i uruchamiać pasjansa. Ale byłam wtedy z
siebie dumna... Zapomniał jednak nauczyć mnie jak się go wyłącza,
to też, gdy pojechał kiedyś na trzy-dniową delegację,
komputer pracował przez trzy dni zanim On wrócił i go wyłączył.
Takie były moje początki z komputerem. Tak mnie wtedy
zdenerwowała moja nieudolność, że postanowiłam za wszelką
cenę podporządkować sobie tę tajemniczą skrzynkę. W ten o
to sposób światu przybyło kolejnego maniaka komputerowego. Każdą
wolną chwilę spędzałam przed monitorem. Pomocy Windows nauczyłam
się chyba na pamięć. Poznawałam pomału komputer metodą prób
i własnych błędów. Dobrze, że mąż archiwizował swoje
dane, bo co jakiś czas udawało mi się z sukcesem "wysypać"
cały system. Patrzyłam na moją drugą połowę jak reanimuje
nasz sprzęt i wydawało mi się, że jest geniuszem. Nie dawałam
jednak za wygraną, i coraz częściej potrafiłam sama naprawić
to, co zepsułam. Na dzień dzisiejszy, po trzech latach, to on
patrzy na mnie jak na geniusza, a znajomi traktują mnie jak
prywatny serwis naprawczy. Komputer został moim przyjacielem
(czasami mąż jest nawet o niego zazdrosny) i zarazem najdroższym
hobby. Nadal pozostałam w pełni kobietą, ale teraz zamiast
drogich perfum wolę nową kartę graficzną. Lubię grać na
komputerze (jestem fanką gier typu FPP), lecz częściej jednak
służy mi on do innych celów. Uczę się pisać programy,
jestem Wam wdzięczna za to, że zaczęliście zamieszczać w CDA
kursy programowania. Uwielbiam Wasze pismo i kolekcjonuję je od
dwóch lat. Nie mam do Was zastrzeżeń - jesteście najlepsi na
polskim rynku. A tak przy okazji polskiego rynku i piractwa:
Często czytam AR i nieraz zastanawiałam się nad tym problemem.
Ja rozumiem, że piractwo komputerowe jest karygodne i ludzie
kupujący gry na giełdach powinni zostać po wsze czasy potępieni
(i tak jestem niewierząca), ale czy nie uważacie, że jest to
wynik naszej sytuacji gospodarczej? Czemu w krajach lepiej
rozwiniętych nie ma tego problemu w tak dużej skali? Tak się
składa, że dużo jeżdżę po świecie i muszę wam powiedzieć,
że to nie prawda, że tam lepiej działa policja, i że jest
lepszy program antypiracki. Tam tak naprawdę nie ma takiej
potrzeby. Ceny gier są współmierne do wypłat i przeciętnego
gracza stać na to, żeby bez znacznego uszczerbku finansowego
zakupić sobie nawet cztery gry w miesiącu. A u nas? Porównajcie
sobie ceny gier i średnią podstawową pensję, która najczęściej
wynosi około 800zł. Opisujecie super nowe fajne gry, robicie
ludziom "smaka" i dziwicie się, że jak jeden z drugim
pójdzie do sklepu, zobaczy cenę takiej nowości to szybko
wychodzi i jedzie na giełdę do Wrocławia. Niewielu stać na
oryginały. Ja nie bronię kupujących pirackie wersje, ale
potrafię ich zrozumieć. Sama mam to szczęście, że nie muszę
jeździć na giełdy, mogę pójść do sklepu, ale mając rodzinę
i np. 1000zł miesięcznie nie wiem jakby to wyglądało. Zastanówcie
się czasami zanim "objedziecie" w AR kolejnego pirata
czy on to robi z jakiegoś wielkiego zamiłowania do nielegalnych
kopii, czy z musu. I nie brońcie się tym, że zamieszczacie
legalne gry, co miesiąc, bo nierzadko są to takie archiwalia,
że "mój komputer zastanawia się, co ma z tym zrobić i wyświetla
mi się taki komunikat:
"Mam to wgrywać na dysk c: czy robisz sobie żarty?
Wersja tego programu jest starsza od wszystkiego
co masz w komputerze i proponuję od razu
wrzucić to do kosza."
Dobra. Z tym komunikatem to był żart. Nie mówię, zdarzają się
u was też super gry np. MOTORHEAD lub SHOGO. Nie zrozumcie tego
przypadkiem jako kolejne molestowanie Was o zamieszczanie super
nowości na CD.
Na koniec tak dla przypomnienia... Pamiętacie, co było na początku
z kasetami Video? Piractwo tak pięknie kwitło, aż do momentu,
gdy ceny kaset oryginalnych zaczęły być przystępne. Sama na
początku biegałam do piratów na wymianki i oglądałam
zajechane kopie nic nie widząc niewiele słysząc i ciesząc się,
że mam, choć taką możliwość. Dzisiaj mam całkiem sporą
kolekcję wspaniałych, nowiutkich, legalnych kaset za śmieszne
pieniądze, a piraci wyginęli śmiercią naturalną. Może jak
się coś u nas w końcu zmieni to z grami będzie tak samo.
Ps.1 Nie musicie drukować mojego listu w AR chyba, że będziecie
chcieli. W każdym bądź razie jak się nie ukaże w CDA, to
samobójstwa nie popełnię. To są tylko moje przemyślenia i
chciałam się nimi z Wami podzielić. Choć nie ukrywam, że
gdybyście chcieli podzielić się swoimi opiniami na temat
mojego listu na łamach CDA czułabym się zaszczycona.
Cześć, na razie, owocnej pracy.
Wasza wierna czytelniczka Ola z Opola
Ps.2 Wysyłam swój list e-mailem, bo nienawidzę biegać na
pocztę.