Ile to już razy czytaliśmy coś podobnego. Komputer - dobro czy zło. Temat tak już oklepany, że wydaje się, iż nie można dodać nic nowego. Tak jednak nie jest. Wszyscy skupiają się nad psychicznym aspektem tej sprawy. Ale komputer to przede wszystkim urządzenie takie samo, jak wiertarka, grzejnik, czy bomba atomowa ;-). Trzeba zatem przemyśleć, jakie skutki wywiera siedzenie przy komputerze, niezależnie od tego czy gramy w DN3D, czy piszemy wypracowanie na j. polski ["Wpływ wrzodów Telimeny na walkę o wolność Rzeczypospolitej" ;-))]. I właśnie tym problemem mam zamiar zająć [waszą uwagę ;)] się w tym tekście.
To tyle, jeżeli chodzi o wstęp ;-). Od pewnego czasu Wielce Uczeni Profesorowie i Doktorzy prorokują zgubne działanie komputera na nasz organizm [Armageddon nadchodzi...]. Oczywiście zapalone rzesze komputerowców takie wypowiedzi mają w nosie. A może jest w tym trochę prawdy??? Za chwilę "rozbierzemy" komputer na części i zobaczymy, jaki diabeł tam siedzi. Najpierw jednak podam wam przykład osoby po naukowym "praniu mózgu". Moja mama pracuje w szpitalu. Na jej oddziale pracuje człowiek, który zajmuje się obsługą komputerów [wypisywanie aktów zgonu na maszynie jest bardzo męczące ;-)))]. Jest on komputerowcem z konieczności zawodowej, a nie z powołania. Przeszedł odpowiedni "kurs". Ma skrócony czas pracy, a kiedy nie musi nic robić przy kompie, ucieka od niego jak najszybciej. Czy to nie jest paranoja???
No, ale już najwyższa pora na "striptiz" naszego kompa. Gdzie więc jest diabeł pogrzebany?
- Monitor. To taka mniejsza odmiana telewizora, przystosowana do ekstremalnych rozdzielczości i prędkości odświeżania. Obraz powstaje w chwili, gdy rozpędzone elektrony uderzają o siatkę kineskopu [czy jak to się fachowo nazywa?]. Obraz przez to nie jest stały, ale miga. Oko jednak nie zauważa tej różnicy [tzn. oko zauważa, ale nasz mózg jest na to już za głupi :)], więc wydaje się, że nic się nie dzieje. Według doktorów to jest właśnie szkodliwe. No dobra! A czy całodzienne siedzenie przed telewizorem nie jest bardziej szkodliwe [większy kineskop]. Ale jakoś nikt nie chce oblec telewizora w płaszcz diabła ;).
- Jednostka centralna [czyli komp ;)]. To jedna wielka kupa metalu i krzemu [oraz izolatora do kabli :)]. Pobiera kilkaset watów energii i zamienia ją w promieniowanie elektromagnetyczne, które robi nam z mózgu gąbkę, psuje nerki, wątrobę, powoduje arytmię serca i wrzody żołądka. Tak przynajmniej twierdzą doktory [no, może trochę przejaskrawiłem sytuację ;-)]. Każdy, kto kiedykolwiek rozkręcił komputer, z trudem znajdzie winowajcę tego tajemniczego promieniowania Y.
- Procesor. To główna cześć komputera [wliczmy tu również procesory graficzne itp.]. sam fakt, że procesor zasilany jest napięciem ok.3V dyskwalifikuje go do miana generatora promieni Y. A nawet jeśli. Im wyższa częstotliwość promieni, tym większa jej szkodliwość. Komórki działają w częstotliwościach 900 MHz i 1800 MHz. Uznaje się je jako szkodliwe, ale nie śmiertelne. A przecież najszybszy procesor jest taktowany 1000 MHz. Pozostawiam to do waszych przemyśleń.
- Dysk twardy. Większość energii pobieranej przez to urządzenie idzie na rozpędzenie dysków. Reszta zasila głowicę odczytu/zapisu. Dysk twardy jest urządzeniem magnetycznym. Czyżby zatem on był winowajcą? Litości [jak to mówił John Cage z "Ally McBeal"]. Twardziel jest urządzeniem precyzyjnym. Zmienia wartość magnetyczną tylko danego bitu - pozostałe są nietknięte. Jak więc może wpływać na nasz organizm.
- CD-ROM, ZIP, stacja dyskietek, myszka, klawiatura, dżojstik. To reszta komputerowej ferajny. Sami pomyślcie, czy one mogą wytwarzać tajemnicze promieniowanie Y. Ja wątpię.
I tak pora kończyć ten trochę przydługi artykuł. Zapraszam do polemiki przez E-Mail [
hex2000@poczta.onet.pl
].
© HEX2000
PS. Pamiętajcie: prawda leży daleko ;-).