KADROWANIE 2
Jestem niedobrym chłopcem, ponieważ zamiast dać sobie spokój
z ociekającymi nutką egoizmu wywodami na temat filmów
komiksowych postanowiłem, że tak łatwo się ode mnie nie
uwolnicie i jeszcze sobie poczytacie trochę zapowiedzi, które
dla Was wygrzebałem z czeluści Internetu. Zdaję sobie sprawę,
że większość zapowiadanych produkcji to dla nas, fanów
komiksów & filmów w jednym, dość egzotyczne sprawy - do
polskich kin trafią tylko największe przeboje (vide
"X-Men"), a reszta będzie poniewierana przez różnych
dystrybutorów, których nie intereuje bratanie się z jakimiś
tam Polakami (z punktu widzenia czystej krwi Polaka wcale im się
nie dziwię) i zadowalanie publiki sepleniącej rozmaitymi
europejskimi ozorami, tylko nie środkowoeuropejską czkawką.
Ale przecież jeszcze nie jesteśmy w Europie - nasi panowie
politycy już zdążyli nauczyć się angielskiego na poziomie
business english i sprzedać wszytko co można było sprzedać (łącznie
z zaufaniem społeczeństwa), żeby poczuć się jak światowcy.
Niech sprzedają i niech się czują - ja puszczam do nich oczko
i mówię: wsioki jesteście, nie Europa. Sorka za tę politykę
w tekście jak najbardziej niepolitycznym, jednak coś mnie naszło
- chyba chęć dopieczenia tym wszystkim górnolotnym spaślakom,
jakich widzimy na codzień w telewizji. Nie wiem, może nie
jestem poważny, ale mam większą chętkę na oglądanie Batmana
niż ich chamskich gęb. Wiem, że mnie zrozumiecie... Dobra, a
teraz formalności.
*Laboratoria Berkeley'a, czyli The Berkeley Labs, prestiżowa
instytucja naukowa została wplątana w produkcję kinowej wersji
filmu "The Hulk". Scenarzysta filmu Michael Tolkin
odwiedził laboratoria w celach badawczych i ogólnorozpoznawczych,
by przebywając tam w gronie światłych ludzi nauki wydobyć na
światło dzienne jak najwięcej cech charakteryzujących
prawdziwych naukowców i potem obdarzyć nimi bohatera "The
Hulk" - Dr Bruce'a Bannera vel Hulka. Panie Michale kochany,
mniej powagi, więcej luzu - dobrze jak twórcy podchodzą do
swojego projektu całkiem serio, ale to przecież ma być film
komiksowy, którego horyzont przysłoni zielona klata Hulka, po
co więc tyle naukowej powagi? Pewnie, że rozumiem ambicje
Bannera, jednakże osobiście zawsze wolałem jego kolorowe i
dziksze alter ego, bo według mnie nie ma to jak stary dobry
zielony pikuś mylący hantle z parą opancerzonych Abramsów. A
tak na marginesie: ten film będzie wielki!
*Wątpię, żeby poniższa informacja podniosła kogoś na duchu
i napełniła komiksowym optymizmem, ale co mi tam, spróbuję...
Pewien facio co się nazywa Evan Dorkin - nie pytajcie kto to, bo
i tak nie wiem - zajął się storyboardingiem do pewnego serialu
co zwać się będzie "Eltingville Club". Razem z nim
pracuje niejaki Stephen DeStefano i obydwu panom udało się ukończyć
pilotowy odcinek serii. Dzięki temu ochoczo przystąpili do
realizacji następnego. Cudo (?) to załapie (może już załapało
- do momentu publikacji niniejszego info wszystko mogło się
zdarzyć) projekcję na falach bajeranckiego kanału The Cartoon
Network, gdzie kiedyś pracował Dorkin. Twórca chwali sobie współpracę
z angielską stacją podkreślając olbrzymią swobodę i niezależność
jaką dawało mu szefostwo w realizowaniu wszystkich jego projektów,
w tym kultowego w niektórych kręgach "Space Ghost"
(to ten białoczarny heros pozujący na bohatera galaktyki).
Casting aktorów, którzy użyczą swojego głosu dla
"Eltingville Clubu" przesunięto na bliżej nieokreśloną
przyszłość i wszystkie zgromadzone do tej pory taśmy i płyty
z nagranym podkładem są obecnie na odsłuchu. Kiedy DeStefano
zasuwa przy storyboardzie, Dorkin pełen błogiej werwy zajął
się pracą nad komiksem "Dork" # 8. Okej, a teraz poważnie:
czy ktoś może mi wyjaśnić o czym/o kim ja tak w ogóle piszę???
*MiB-y kojarzą się przede wszystkim z okrutnymi twardzielami w
czarnych brylach, dla których zdmuchnięcie człowieka jest
proste jak pierdnięcie nosem i film "Faceci w czerni"
dawał już jako takie pojęcie o enigmatycznej robótce ludzi
ukrytych pod pięknie krojonymi czarnymi garniturami. Reżyser
Barry Sonnenfeld temat potraktował ze sporym przymrużeniem oka
i pozbawionych sumienia misiów-pysiów ociosał z bezwzględności
ubierając ich w maski nie do końca poważnego Willa Smitha i
Tommy'ego Lee Jonesa. Publika waliła do kin jak do spowiedzi,
ale w końcu nie dziwota. Udana koniunkcja s-f i komedii
okraszona świetnej jakości f/x-ami potrafiła wzbudzić zachwyt
nawet wsród wiecznych malkontentów. Dlatego reżyser postanowił
kontynuować opowieść o zawadiackich losach pary (choć jak
wynika z zakończenia pierwszej części filmu - trojga) agentów
i począł werbować obsadę. Will Smith, który nie mógł odmówić
sobie przyjemności skopania paru kosmicznych zadków, oczywiście
zgodził się na powtórzenie swojej roli, a pertraktacje ze
wspaniałym Tommym Lee cały czas trwają. Na pewno da się
przekonać - pieniążki, a ściślej odpowiednio wyważona ich
ilość potrafią zdziałać najprawdziwsze cuda. Filmu można się
spodziewać nie wcześniej niż w 2002 roku. Wtedy to wybije
czarna godzina dla wszystkich ufoków. No to pstryk!
*Nigdy nie słyszałem o komiksie "Adrenalin", ale to
jeszcze nie powód, żeby nie uraczyć Was (mam nadzieję, że te
smuty czyta ktoś jeszcze poza mną samym, che, che)
dość skrótową notką informacyjną o ekranizacji komiksu pod
tym samym tytułem, do jakiej zdołałem się dogrzebać.
Fabuła "Adrenalin" będzie dotyczyła pół-człowieka
pół-cyborga, produktu najnowszej technologii kosmicznej made by
Russia, którego nasi sąsiedzi ze wschodu stworzyli po to by
zniszczył Stany Zjednoczone (Amerykanie mają na tym tle jakąś
obsesję...). Reżyserią zajmie się Joel Silver - guru filmów
akcji, zaś w obsadzie znajdzie się m.in. urocza Christina
Ricci, która będzie też współproducentem
"Adrenaline".
*Teraz coś dla fanów mangi/anime określanych powszechnie
mianem otaku. "Battle Angel Alita" Yukito Kishiro to
kultowy komiks utrzymany w klimatach cyberpunkowych, ponoć jeden
z lepszych jakie udało się wyskrobać Japończykom, a tam gdzie
pojawia się słowo kult zaraz węszą znani filmowcy. James
"Titanic" Cameron specjalizujący się w kręceniu
klawych filmów (są wyjątki...) wyraził zainteresowanie Alitą
i podobno z jego inicjatywy wytwórnia 20th Century Fox powołała
do życia stronę BattleAngelAlita.com, co może świadczyć
tylko o jednym: będzie film. I to nie jakieś tam anime, a
hollywoodzka upstrzona efektami specjalnymi produkcja fabularna
na podstawie tego owianego legendą komiksu (tak nawiasem mówiąc
to mam nadzieję, że kiedyś ktoś sprowadzi go do Polski). Odtwórczyni
roli Ality nie jest jeszcze znana, ale fani stawiają na Winonę
Ryder i jeśliby porównać ją z tą laską z komiksu, chyba mają
rację. Winona rulez!
*Ekranizacja komiksu Chucka Dixona zatytułowanego
"Evangeline" znalazła się w błogim stanie nieważkości.
Głównym powodem zawieszenia produkcji stała się
"kosmiczna" tematyka komiksu - wytwórnia Universal
stwierdziła, iż pomysł wizyty na planecie Mars (filmowa wersja
"Evangeline" miała nosić tytuł "Guns of
Mars") jest ostatnio mocno eksploatowany ("Mission To
Mars", "Red Planet", "John Carpenter's Ghost
of Mars" i "Journey To Mars" studia IMAX Jamesa
Camerona) i lepiej na razie powierzyć go opiekuńczej
szufladzie.
*David Goyer napisał scenariusz do filmu "Ghost
Rider", który po odpowiednim retuszu prawdopodobnie
zostanie wykorzystany w filmie.
*Paulo Costanzo, który wystąpił ostatnio w filmie "Road
Trip" pojawi się w ekranizacji komiksu "Josie and The
Pussycats". Costanzo zagra w nim postać Alexandra Cabola,
menadżera "Kociaków". Zdjęcia do filmu ruszyły 21
sierpnia tego roku. Scenariuszem i reżyserią zajęli się Harry
Elfont i Deborah Kaplan ("Can't Hardly Wait"),
zaszczytną funkcję producentów załapali Marc Platt, Chuck
Grimes i Tony DeRosa-Grund, zaś wdechowych członków
"Kociaków" zagrają Rachel Leigh Cook (Josie), Rosario
Dawson (Val) i Tara Reid (Melody). Za stronę muzyczną projektu
odpowiada Kenneth "Babyface" Edwards, którego małżonka
Tracey (Edwards, of koz) załapała się na stanowisko Executive
producer. Jakieś kino familijne czy co, hie, hie?
*Isaac Mizrahi to taki słynny kreator mody, którego liczne
kolekcje łaszków budzą zachwyt zarówno w oczach znawców jak
i laików. Przed paroma laty w naszym kraju został wydany na
kasetach wideo interesujący dokument o życiu pana Mizrahiego
zatytułowany "Świat mody przez dziurkę od guzika",
gdzie na wybiegu śmigały takie gorące kobitki jak Naomi
Campbell, Cindy Crawford czy Linda Evangelista (wiem, bo mam i chętnie
odstąpię),co tylko podkreśla klasę pana Mizrahiego. Okazuje
się jednak, że Isaac jest też współtwórcą (scenarzystą)
komiksu "The Adventures of Sandee The Supermodel", który
narysował William Frawley. Wytwórnia DreamWorks postanowiła ożywić
postać Sandee'ego na ekranie i podobno nawet poczyniono już ku
temu pierwsze kroki.
Wasz Przewodnik
Broos Li