Witajcie...

Mam na imię Kamila, mam 17latek i CD-ACTION kupuje od początku tego roku; ble, ble, ble. Nie będę pisać jakiś głupot, bo to nie jest ważne. Ostatnio wiele się mówi o komercyjności filmów, płyt itp. Chciałam przedstawić moje stanowisko na ten temat, bo z wieloma opiniami wygłaszanymi na ów temat, zgodzić się nie mogę. Uczę się w L. Ekonomicznym i poniekąd wydaje mi się, ze jakąś wiedze na ten temat posiadam i dlatego sądzę, że jednak na temat komercji samej w sobie mogę troszkę powiedzieć.
Moim zdaniem, cokolwiek jest przeznaczone dla ludzi, jest z założenia komercyjne. Idąc za "Słownikiem wyrazów obcych" PWN można zauważyć, ze termin komercja pochodzi od łacińskiego słowa "commercium", co w dosłownym tłumaczeniu, oznacza "handel towarami", z kolei skomercjalizowanie jakiegoś produktu, oznacza dostosowanie go do potrzeb rynku. Przecież teraz wszystko, co powstaje, obojętnie czy jest to film, płyta, czy chociażby przedstawienie teatralne, nie tylko nie może przynosić strat, ale również koszty nie powinny być równe dochodom. Wszystko musi przynosić zysk. Faktem jest, ze Hoffman już od dłuższego czasu nosił się z zamiarem wyreżyserowania "Ogniem i mieczem", ale czy ktokolwiek zdecydował by się na produkcje, gdyby nie był pewnym tego, ze film przyniesie zysk? I każde dzieło artysty jest komercyjne, tylko tyle, ze jedne bardziej drugie mniej. Tego wymagają współczesne realia. Nawet muzyka alternatywna jest komercyjna. Co prawda jej twórcy nie tworzą zgodnie z panującymi tendencjami, ale wydając album liczą na zysk. Może nie ujęłam myśli zbyt trafnie, bo jestem przekonana, ze większość z tych ludzi, tworzy, aby dać upust swoim emocjom, a decydując się na wydanie płyty, ma na celu pokazanie swojej twórczości szerszej rzeszy odbiorców i dopiero na końcu myśli: "A może jednak będzie z tego jakikolwiek zysk?". I kto by się decydował na produkcje czegoś, co jest zupełnie pozbawione szansy na, choćby najmniejszy, sukces, przecież nikt nie chce tracić!
Mimo, ze ostatni album, "Americana", znanego, punkowego zespołu The Offspring ukazał się już dość dawno (1998), a już za chwile z sklepach muzycznych pojawi się ich nowiutki, świeżutki, cieplutki, pachnący (te zdrobnienia miały na celu ukazanie mojego stosunku do grupy;) krążek cały czas toczy się dyskusja na temat komercyjności tejże płyty. Jeżeli ktoś się zgubił, to nadmieniam, iż myślę i pisze o "Americanie". Konkretnie cały szum zaczął się od teledysku "Preety fly". Moim zdaniem "Preety fly" było niejako otoczka dla całego albumu. Clip miał przyciągnąć i przyciągnął, tylko ze jednych reszta płyty zaskoczyła bardziej pozytywnie, a innych mniej. Jeżeli ktoś szukał jakiejś totalnie rozdeptanej sieczki, to się zawiódł i pomylił, i pewnie po przesłuchaniu raz płyty sprzedał ją za połowe ceny. Z kolei jeżeli ktoś miał ochotę na dobre, punkowe granie, to je właśnie tam znalazł. I, moim zdaniem, nie jest zjawiskiem dziwnym, ze zespół właśnie tą piosenką chciał promować swój album. Doskonale było wiadomo, ze teledysk przyciągnie uwagę, szczególnie wśród płci mi przeciwnej;) O to właśnie chodzi!
Moim zdaniem we współczesnych realiach nie ma szans na sztukę pozbawiona komercyjności. To najzwyczajniej w świecie jest NIE MOŻLIWE! ale tylko od nas zależy, czy wolimy coś, co ocieka komerchą, czy kreci nas coś, co nie jest puste i daje możliwość, po zapoznaniu się z produktem, zastanowienia się, wyciągnięcia głębszych wniosków. Oczywiście nie przekreślam tu osób, które lubią rzeczy płytsze, bo na przykład, czy kobieta, która całe do południa pracuje, później gotuje obiad, a na końcu bawi i opiekuje się dziećmi, nie ma prawa wieczorem usiąść i obejrzeć jakąś przygłupawą (to moje subiektywne zdanie, owszem może zbyt radykalne, ale nikt mi nie wmówi, ze po obejrzeniu czegoś takiego, budzą się w człowieku szczytne idee) telenowele, bo ona (i ktokolwiek inny) ma prawo obejrzeć taki serial, żeby przestać myśleć i się odprężyć. Owszem może się odprężać przy muzyce poważnej, ale to jej indywidualny wybór. Tylko ważne jest, żeby nie popadać w paranoje i aby takie proste i płytkie rzeczy były tylko odskocznią od rzeczywistości i głębokich myśli, których Wam i sobie życzę...

Kamila

Jeżeli ktoś ma ochotę wytłumaczyć mi, ze się mylę, albo napisać co on\ona myśli na w\w temat, oto adres: kamica@poczta.onet.pl