POMIDORÓWKA Z TONIKIEM
RECENZJA GRY: TONIC TROUBLE
Ile może zbroić puszka spadająca z nieba chyba nikomu się
nawet nie śniło. Owszem, zawsze można wczłapać
na dziesiąte piętro jakiegoś wieżowca i poczęstować
przypadkowego przechodnia takim kawałkiem żelastwa, ale raczej
jest to mało wskazane ze względów moralno-etycznych, choć
zapewne posiada duże walory edukacyjne. Poza tym wcale nie mam
na myśli takiej typowej puszki po browcu czy mielonce. Chodzi mi
o dość specyficzną puszkę pełną kosmicznego toniku, która
spadła z nieba, czyli kosmosu.
Sprawcą owego zakrawającego na intergalaktyczny skandal
incydentu jest sympatyczny, acz niezwykle ciamajdowaty gość o
imieniu Ed. Ed wygląda właściwie jak fioletowy robal z
doczepionymi jakby na odwyrtkę kończynami. Ba, gdyby
doczepionymi. One po prostu wiszą w powietrzu, zupełnie jak u
innego fajowego ludka - Raymana. Aż dziw bierze, że facet o tak
karykaturalnej aparycji i wyłupiastych, figlarnych oczkach
dorobił się tytułu naukowca. Szczęściarz, choć trochę i
nie szczęściarz. Podczas jednej z galaktycznych ekspedycji
wypuszcza z łapek puszkę dziwnego preparatu o zdolnościach
mutagennych. A mutagen jak to mutagen - zawsze musi gdzieś spaść
i namieszać w kodzie genetycznym postronnych ofiar. I ludzie,
nie uwierzycie co się porobiło - padło na ziemię i zrobiło
istne fiku-miku: krajobrazik ździwaczał- pustynie okryły się
przyłbicą lodu, morza i oceany zmieniły swe położenie
geograficzne, rzekami miast wody spływa niezłej marki wino, a
zwierzaczki i dorodne warzywka zamieniły się w łaknące
przemocy monstra. Najwięcej zarobiło się pewnemu ziemskiemu
pijusowi i życiowemu niedołędze, w którego wstrętne łapska
dostał się ów kosmiczny specyfik - gościu zmutował w
okrutnego wikinga, przywłaszczył sobie tonik i zamknął się w
fortecy skąd piekli się na cały świat, siejąc tyranię i
grozę. Cały galimatias musi uporządkować Ed, którego
naczelne dowództwo wytypowało ( taa, ochotnicy naprawdę zginęli
w Wietnamie) do misji odzyskania feralnej puszki toniku w myśl
odwiecznej zasady: nabrudziłeś - posprzątaj. Jezu, ale się
porobiło.
Celowo wspomniałem wcześniej o postaci Raymana, ponieważ
bohater gry Tonic Trouble jest w zasadzie niezbyt dalekim
krewniakiem śmigłowłosego. Obydwu bohaterów spłodzili
Francuzi z firmy Ubi Soft i w obydwu przypadkach mamy do
czynienia z wzorowymi platformerami. Tonic Trouble chodzi zresztą
na enginie Rayman 2 i jest równie pociągającą trójwymiarową
platformówką co wspomniana właśnie gra. Wydaje mi się, że
twórcy obydwu cierpieli na rzadko zdarzający się przyrost weny
twórczej i upichcili tyle pomysłów, iż zwyczajnie nie mieściły
się one w jednym produkcie. A skoro nie można w jednym, to
dlaczego nie zrobić dwu różnych? W Tonic Trouble jest wbrew
pozorom wiele podobieństw do wspaniałego Raymana 2: w sumie
podobny rachityczny typ bohatera, bajecznie kolorowa, żywcem wyjęta
z kreskówek grafika, ogólnie pozytywnie nastrajające do życia
dźwięki oraz coś bez czego produkt Ubi Softu nie byłby
produktem Ubi Softu - zadymiaszcza, pełna humoru atmosfera
beztroskiej zabawy. Dlatego też w przygody Eda powinny w
pierwszej kolejności zagrać dzieciaki. Gwarantuję, że przez
te kilka(-naście) godzin zabawiania się (ależ to zabrzmiało...)
z edowatym micha będzie im się śmiała od ucha do ucha.
Ed to bardzo przyjacielski facio i z miejsca budzi zaufanie
innych. Podczas swej misji spotka kilka przyjaznych duszyczek, które
wesprą go dobrymi radami lub dość specyficznym wyposażeniem
pomocnym w ratowaniu świata. Właśnie, wyposażeniem. Pierwszym
ważnym zadaniem robalowatego jest uwolnienie niejakieo Doca,
genialnego wynalazcy. W zamian za ten bezinteresowny gest Doc będzie
się odwdzięczał dziwnymi podarunkami - o ile dostarczysz mu
wszystkie rzeczy, o które poprosi. Te dziw-dziwadła to
dmuchawka strzelająca pszczołami (można włączyć tryb
snajperski), duży słój umożliwiający bohaterowi nurkowanie i
pływanie głębinowe, wielka muszką, która poza tym, że zdobi
pozwala też fruwać na znacznych wysokościach oraz kij-skoczek
działający trochę jak sprężyna. Niektóre wynalazki można
ze sobą "łączyć", np. podczas latania możliwe jest
strzelanie z pszczółek. Uzyskanie każdego z tych przedmiotów
otwiera drogę do kolejnych poziomów. W grze występuje jeszcze
agent XYZ żyjący w głębokiej konspiracji ze światem i służący
nieocenionymi radami oraz piękna córa Doca - Suzy. W Tonicu
napatrzymy się na nich wielokrotnie.
Poziomy i poziomki (ale nie leśne). Właściwie cała gra jest
jednym wielkim poziomem podzielonym ze względów technicznych na
sektory, pomiędzy którymi można dowolnie się przemieszczać.
A każdy taki sektor różni się od pozostałych wystrojem,
klimacikiem i przeszkadzajkami. Ośnieżona równina serwująca
doskonałe warunki do jazdy uproszczoną wersją bobsleja (nie ma
to jak sporty ekstremalne), świat warzyw, w którym wszystko co
nie ma zielonych listków i nie uciekło z warzywniaka traktowane
jest jak intruz, kraina usłana rzekami lawy, wielkie lodowisko,
na którym nie trudno o wypadek, starożytna piramida czy ponure
zamczysko to tylko niektóre z lokacji, jakie przyjdzie zwiedzić
Edowi. Wszystkie wyróżniają się odautorskim chaosem. Z lodowców
wystają duże pomarańcze i ogromniasta lodówa, z kamiennych
posadzek wyrastają grzybki i dzikie marchewy - chwytacie ten
klimat? Jest fajnie ma się rozumieć.
Ed to przede wszystkim amator popcornu. I nic w tym dziwnego,
skoro prażona kukurydza działa na niego jak sterydy. Po spożyciu
z chłopaczka wątłej postury staje się potężnym kulturychą,
przy którym nawet Schwarzenegger to rzadziak. Wtedy to rozsyłając
na lewo i prawo kuksańce i kopniaki potrafi wybronić się przed
najzacieklejszymi atakami typów spod ciemnej gwiazdy. Że nie
wspomnę o wyłamywaniu zaryglowanych na amen drzwi. Buee, ja też
tak chcę! Jak zdobyć ożywcze chrupki? Odnaleźć agregatory z
prażoną kukurydzą porozstawiane tu i ówdzie i na krótką
chwilę zamienić się w supermacho. A wtedy drżyjcie wrogowie (
i drzwi ).
Ed jest fioletowy i fajnie wygląda. I nie tylko on. Grafika w
grze po prostu powala. Piękne refleksy świetlne, bogaty design
poziomów, wspaniałe cieniowanie - po każdym przedmiocie widać,
że autorzy nie żałowali mu tekstur maksymalnie go dopieszczając.
Dźwięki to standard w tego typu produkcjach, co nie przeszkadza
im miło łechtać aparatu słuchowego. Właściwie najpoważniejszym,
śmiem twierdzić, że prawdopodobnie nawet jedynym minusem gry są
dość chaotycznie przemieszczające się kamery, przez co
momentami robi się naprawdę irytująco. Cechą i zarazem wadą
kamer jest to, że ukazują one bohatera najefektowniej jak tylko
mogą. Efektownie nie znaczy niestety efektywnie. Dlatego podczas
biegu frontalnego po prostu wystarczy lekko zmienić kierunek
ruchu i kamera od razu przeskakuje do innego punktu odniesienia.
Pal buty jeśli taka sytuacja przydarzy się na bezpiecznej równinie,
ale jeżeli na wąskiej platformie, to wtedy możemy mówić o
nie lada kłopocie.
Na szczęście Tonic Trouble zawiera opcję autosave, która działa
niczym najlepszy pakiet anty-stresowy. Robi co trzeba w momencie
wychodzenia z gry lub po zaliczeniu szczególnie dramatycznej
akcji. Dzięki temu znikają bolączki o powtórne
"nabijanie kilometrów", gdy konkretny wyczyn się nie
uda i można całkowicie zanurzyć się w zwariowanym świecie
Eda zapominając o błahostkach. Automatycznego zapisu stanu gry
brakowało Raymanowi 2, co w połączeniu z nie zawsze łatwymi
przeszkodami miewało opłakane skutki. Ogromny plus za to dla
Tonic Trouble.
Gra jest rewelacyjna. Potrafi przykuć do monitora na długie
godziny i przyprawić o bezsenność nawet najbardziej zatwardziałych
śpiochów. Poręczne sterowanie jak na całkiem bogate możliwości
ruchowe bohatera oraz miła dla oka oprawa graficzna okraszona
sympatycznym zestawem dźwiękowym wydobywającym się z głośników
czynią tę grę idealnym prezentem dla młodszego rodzeństwa i
kuzyństwa. Przy niezbyt licznej obecności platformerów na
rynku oraz nieprzyzwoicie niskiej cenie produktu Tonic Trouble
stał się grą, której właściwie nie wypada nie mieć. Nie żebym
robił jakąś kryptoreklamę, ale po prostu ludziom z Ubi Soft
należą się głębokie wyrazy uznania i trochę zarobionej gotówki
na produkcję następnej znakomitej gry. Tak naprawdę tytuł gry
zamiast "Tonikowy Kłopot" powinien brzmieć raczej
"Kłopot z Bezsennością" - nie odpalajcie przygód
Eda jeśli macie do pracy na rano. Mówię wam.
BROOS LI
wydawca/producent: ubi soft
podobne do: rayman 2
procesor / pamięć: pentium 166 mmx / 32 mb ram,
akcelerator: zgodny z directx