Transformerem być...

SHOGO: MOBILE ARMOR DIVISION PL

Entuzjaści strzelanin widzianych z oczu gracza istnieją obecnie tylko i wyłącznie wśród zsieciowanej braci. Świat idzie do przodu, a gry komputerowe chylą się nieuchronnie w kierunku mutiplayerowych batalii - sieciowcy zapętleni pośród wyrastających na drodze quadów i medkitów, ogłuszeni hukiem dwururki, z wypalonymi od rakietowych jumpów kończynami dolnymi, nie pomni tysięcy fragów, które zdobyli, wydają się nie pamiętać o czymś takim jak przygody samotnego wojaka. Dobra, zdaję sobie sprawę, że multiprzygrywy to całkowicie nowa, dopiero odkrywana idea, a tryb solo to dość staromodny, skończony rozdział, do którego niewiele da się już dopisać. Jednak co najmniej jedna rzecz przemawia za opcją single player, tą rzeczą jest zabawa w wybawiciela ludzkości, takiego Rambo dla ubogich. I już jest pretekst do zaszlachtowania tabunu wrogów - nie w imię największego fragera (fragglesa?) sieci, nie w imię przejażdżki nowiusieńkim Ferrari, lecz w imię dobra świata doczesnego. Czyż to nie szlachetny cel?
Shogo:MAD jest grą, która swojego czasu mocno wstrząsnęła światkiem gier. Działo się tak za sprawą sprytnego połączenia zwykłej strzelanki FPP z dosyć egzotycznym (przynajmniej wówczas) cósiem co się anime zowie. Może i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że anime podobnie jak i manga, to twory rdzennie japońskie, a pod grą nie podpisał się absolutnie żaden skośnooki. Jak to anime bez Japończyków - ktoś mógłby się zapytać i z pewnością byłaby to uwaga całkiem na miejscu. Ano właśnie, coś co garściami czerpie z anime i nie zostało zrobione przez wschodnich kolegów (tylko mi tu bez lustracji). Więc przez kogo? Odpowiedź sama ciśnie się na usta - przez legendarne (co, może przesadzam?) Monolith Productions, twórców niesławnej pamięci Blood'a. Monolith?! A to przepraszam, już pędzę grać!
Gra używa znakomitego engine'u o nazwie Lithtech, który sprawuje się wcale nie gorzej niż robótka facetów z ID Software. Wybuchy przypominają wybuchy - nie dość, że ładnie świecą, to jeszcze widać rozchodzącą się falę uderzeniową, po eksplozjach zostaje dym, bez trudu widać, że silnik SHOGO dobrze sobie radzi z wieloźródłowym światłem, a przewijające się przez ekran sylwetki przeciwników, liczne budynki, ściany, jak i trzymana broń składają się ze sporej ilości szczegółów. Dla picu mógłbym się przyczepić do mangowych designów postaci, ale przecież SHOGO jest wyraźnie stylizowany na produkt made in Japan, nawet na niektórych ścianach wiszą mangowe plakaty, dlatego duże oczy bohaterów i ich swobodny komiksowy wygląd dla wielu jest nie lada zaletą. W każdym razie dla mnie jest. Cała gra jest kolorowa i bije po oczach feerią barw. W gruncie rzeczy otrzymujemy super interaktywne anime charakteryzujące się ogromną przebojowością.
Zorientowani wiedzą, że porządne anime dziejące się w bliżej nieokreślonej przyszłości nie może obejść się bez wielkich jak pół wieżowca robotów. Nie pominięto ich także w SHOGO. Zresztą, tak na oko połowę gry spędza się za sterami wielkiego mecha (do wyboru cztery różne modele), drugą zaś biegając jako zwykły macho z krwi i kości. Ale bez obaw, jeśli kiepsko Ci szło w Earthsiege czy Mechwarriora, to wcale nie znaczy, że jesteś na straconej pozycji - kierowanie robotem i człowiekiem jest identyczne jak we wszystkich innych doomowcach, czyli krótko mówiąc dosyć łatwe. Jedyna różnica to dostępny arsenał. Mechy obsługują potwornie ciężką artylerię - karabin impulsowy, laser, wyrzutnię ładunków wybuchowych z opóźnionym zapłonem czy ziejący kilkoma rakietami na raz Bullgut. Człowiek zadowala się bardziej przyziemną bronią typu karabin maszynowy (dwa rodzaje, w tym jeden z celownikiem optycznym), shotgun, wyrzutnia granatów zwykłych i kato czy rakietnica. W sumie jest tych broni dobre kilkanaście rodzajów i to w zupełności wystarcza.
Wystarcza na kogo? Na inne mechy, roboty, czołgi, opancerzonych żołnierzy, jak i tych całkiem zwyczajnych w kilku odmianach i kolorkach. Jest na czym wypróbować każdą świeżo zdobytą giwerę, o to możecie być spokojni.
SHOGO wydany został w polskiej wersji językowej. Na nasz rodzimy język przetłumaczono dosłownie wszystko: dialogi, teksty pisane, caluśki interfejs, a nawet tablice informacyjne i część afiszów pojawiających się w grze. Ludziom lokalizującym tę grę należą się gromkie brawa - są profesjonalistami pełną gębą.
W podsumowaniu warto napisać, że SHOGO to znakomita strzelanka oferująca doskonałą, iście filmową fabułę (są momenty, w których sami odpowiadamy za jej dalszy rozwój), wspaniały tryb zabawy dla pojedynczego gracza, jak i niezły ubaw w multiplayerze, wzorcowe spolszczenie, świetny engine oraz coś co sprawia, iż obok tej gry trudno przejść obojętnie - bajecznie niską cenę. Dzięki tym czynnikom zsumowanym w całość otrzymujemy prawdziwy rarytas, takie małe "musiszmieć" dla każdego miłośnika gatunku.
Broos Li



WYDAWCA/PRODUCENT: MONOLITH PRODUCTIONS
PODOBNE DO: BLOOD 2
DYSTRYBUTOR: TOPWARE INTERACTIVE
PROCESOR/PAMIĘĆ: P166/32 mb Ram
AKCELERATOR: zgodny z DIRECT X