Nie będę ukrywać, że do napisania tego arta przyczyniła się głownie kwestia niejakiego XXXXX [wyciąłem... dlaczego ??? bo miałem taki kaprys :P], który po obejrzeniu Mission: Impossible 2 stwierdził, że film ten był conajmniej nierealny, beznadziejny etc. Następnie usłyszałem w TV jak ktoś ostro zjechał ten film... Potem znów wracając do domu późną porą [PÓŹNA PORA- tak gdzieś około północy] usłyszałem piękną kobietę [nie podsłuchiwałem jej dlatego, że była piękna... po prostu głośno mówiła :)))] wypowiadającą się na temat tego filmu bardzo wulgarnie i oczywiście strasznie nieprzychylnie... LUDZIE !!!! opamiętajcie się, jak można się tak negatywnie wypowiadać o filmie, który z założenia miał być czystą komerchą i niczym poza tym.
Moim zdaniem, kiedy się idzie do kina na film, którego reżyserem jest sam John Woo [w sumie to król kina akcji] to trzeba się liczyć z tym, że film ten nie będzie realny ale będzie cholernie przyjemny do oglądania jako akcja... Owszem zgodzę się z opinią, że z momentem w którym Cruise jedzie po ulicy na butach to Woo przesadził i chociaż, szczerze mówiąc, ten fragment popsuł mi trochę wrażenie całego filmu to i tak potwierdza on to, że reżyser absolutnie nie planował filmu realnego i jeśli ktokolwiek widział wcześniejsze filmy reżysera to powinien o tym wiedzieć. No cóż, wybaczam XXXXX bo z rozmowy na IRCu dowiedziałem się, że nigdy wcześniej [poza "Nieuchwytnym Celem"] nie miał styczności z twórczością Woo.
Kolejną rzeczą, która mnie zastanawia w wypowiedzi XXXXX to cytuję "W filmie jest tyle okropnych efektów specjalnych, że nawet dla oka staje się on nieprzyjemny." Zastanawia mnie tylko gdzie szanowny pan widział takie mrowie efektów specjalnych? W całym filmie komputerowo robionych efektów nie ma zbyt wiele... większość to kaskaderskie popisy Toma Cruise'a, który nie chciał aby ktoś go w tych scenach zastępował [co z kolei też mnie bardzo zastanawia, zwłaszcza po tym jak w pierwszej części M:I bał się odegrać sceny w restauracji rybnej... nagły przypływ odwagi? a może coś zażywa?:)]. Nie wiem... mam nadzieję, że jakoś przed puszczeniem tego arta będę miał szanse obejrzeć ten film jeszcze raz i powiedzieć czy rzeczywiście jest w nim aż tak wiele "oszałamiających" efektów specjalnych co na przykład w Matrixie [choć rzeczą oczywistą jest, że pod względem ilości efektów specjalnych M:I-2 nie dorasta Matrixowi do pięt].
Zgodzę się, że film jeżeli chodzi o scenariusz to w żadnym momencie mnie zaskoczył... Może jestem już za stary na tego typu bajki... ale każdy moment, który z założenia miał być zaskakujący przewidziałem spory kawałek wcześniej. Szczerze mówiąc współczuje mojemu kumplowi, obok którego siedziałem kiedy uprzedzałem wszystkie zdarzenia... Ale nawet mimo to , że wiedziałem [choć nie miałem pewności] co się stanie, niektóre sceny były tak świetnie zrobione [jak na przykład moment w którym Ethan Hunt "ginie"] że wywarły na mnie tak dobre wrażenie, że aż wgniotło mnie w fotel [który był cholernie niewygodny... i potem strasznie mnie bolał *ekhm* :)))] I właśnie wtedy stwierdziłem, że nie mogę wypowiadać się o tym filmie jak o jakimś strasznym chłamie typu "Goryl, który umiał karate" [tak, jest taki film :))) i to wcale nie jest śmieszne :))))))))] M:I-2 jest po prostu dobrym filmem.. tyle, że jak sama nazwa wskazuje powstał na podstawie serialu Mission: Impossible... a jeśli ktoś widział ten serial to wie, że film na jego podstawie nie może być arcydziełem.
Kolejnym ważnym elementem filmu jest muzyka. NA KOLANA WY !!!! WSZYSTKIE PSY, KTÓRZY MÓWICIE ŻE WAM SIĘ NIE PODOBA DZIEŁO MISTRZA HANSA ZIMMERA !!!! [no dobra trochę mnie poniosło, ale to wszystko przez te pigułki... a tak w ogóle to po co mi mama je daje ?:)] Mark Snow... czyli koleś, który robił muzykę do pierwszej części filmu, zwalił sprawę przenosząc motyw muzyczny M:I w rytmy techno... Zimmer poprawił to tworząc coś w rodzaju lekkiego rocka...połączonego z tak lubianymi przez niego [i przeze mnie też] rytmami wojskowymi [które doskonale słychać chociażby w "The Rock" Michaela Bay'a]. Efekt końcowy to po prostu wspaniała ścieżka dźwiękowa... Oczywiście nie chodzi mi tu o piosenki Metallici czy Limp Bizkit ale o czystą nie skażoną żadnym wokalem muzykę z filmu.
Nie ukrywam [bo nie mam czego :)))) no może poza kilkoma narządami :))) yyyy tj. miało być narzędziami], że pierwsza część filmu nakręcona przez Briana De Palmę podobała mi się nieco bardziej niż M:I-2. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego... chyba po prostu owa pierwsza część miała bardziej nieprzewidywalny scenariusz... i mniej było postawione na akcję a więcej na suspens i inne tego typu elementy. Nie oznacza to jednak, że uważam M:I-2 za zły film... wręcz przeciwnie... twierdzę, że jest do dobre kino akcji. Idąc do kina nie spodziewałem się niewiadomo jakiego filmu i szczerze mowiąc wszelkie moje oczekiwania zostały spełnione, dlatego też stwierdzam, że byłem usatysfakcjonowany kiedy wyszedłem z kina... uważam, że film ten choć nie jest doskonały to robi jednak wrażenie... inna sprawa, że ludzie idą go obejrzeć z oczekiwaniem, żę zobaczą drugiego Matrixa a kiedy okazuje się, że jednak nie jest to tak wspaniała produkcja to zjeżdżają film niesamowicie... Zastanówcie się nad tym.
TROY [amfilm@go2.pl]