Strasznie "ruszyła" mnie dyskusja na temat aborcji
i feminizmu opublikowana w ostatnim Action Magu. Momentami, gdy
czytałem komentarze Devi, to aż krew mnie zalewała. Wiecie o
co chodzi? O kategoryczne stwierdzenia, że na temat aborcji
powinny wypowiadać się tylko kobiety. Ja się pytam: niby z
jakiej racji? Aby powstał płód (krótka lekcja biologii :-)
potrzebna jest interakcja osób dwóch płci!! Nie można więc
stwierdzać absolutnie i nieodwołalnie, że kwestia ta nie
dotyczy mężczyzn (którym ja jestem, a przynajmniej byłem, gdy
ostatnio sprawdałem ;-). Równie dobrze możnaby stwierdzić, że
dyskusja na temat kary śmierci powinna toczyć się tylko między
przestępcami, bowiem statystycznego obywatela praktycznie i tak
nie dotyczy. Panie feministki!!! Apeluję jedynie o trochę rozsądku
i powagi. Przez tyle lat wy, jako kobiety nie miałyście prawa głosu
(nad czym szczerze ubolewam), a teraz same chcecie odbierać głos
innym? Wstyd. Od razu przypomina mi się zasłyszane niegdyś w
jakimś filmie hasło: "Feminizm? Tak, ale tylko wtedy, gdy
jest dla nas wygodny...".
A jeżeli chodzi o moją opinię na temat aborcji to sprawa ma się
według mnie tak:
-aborcja powinna być dozwolona w szczególnych przypadkach tj. płód
jest uszkodzony, ciąża zagraża życiu matki
-kobieta powinna mieć prawo oddania noworodka do adopcji bez żadnych
dla niej konsekwencji
Należy jednak pamiętać, że państwo odbierając kobietom
przywilej aborcji (licencję na zabijanie, można by powiedzieć...)
powinno dać coś w zamian. Myślę o zorganizowanym systemie
kompleksowej pomocy tak materialnej, jak i lekarskiej (także
psychologicznej) kobietom w ciąży. Niestety nasi włodarze zdają
się o tym nie pamiętać, co staje się przyczyną ciągłych
starć na lini kobieta - państwo. Wiem, że brnę w politykę,
ale niestety polityka to nie wampir (wampir niezaproszony nie może
wejść do niczyjego domu).
Niestety na dzień dzisiejszy sprawa ma się tak: zgwałcona
kobieta musi radzić sobie sama tak z szokiem psychicznym, jak i
z cierpieniami wywołanymi ciążą. A kiedy już po wielu
wymuszonych wyrzeczeniach donosi tę ciążę, to z wielką łaską
oznajmia się jej, że może swoje dziecko oddać do adopcji.
Szok.
Ale kwestia gwałtu na mapie naszych obyczajów nadal stanowi
dziwną, omijaną szerokim łukiem, wysepkę :-( A czego trzeba
żeby to zmienić? Niewiele, bowiem wbrew pozorom, nasze prawo ma
odpowiednie zadatki by stać się surowym dla gwałciciela i
opiekuńczym dla ofiary. Trzeba tylko zmienić sposób myślenia
społeczeństwa, w tym policjantów i sądów (tak tak! sędziowie
to też ludzie). I myślę, że właśnie tu jest dobre miejsce
na feministyczne akcje: trzeba nagłośnić pewne sprawy i ukazać
potrzebę zmian, reszta dokona się sama. Ale trzeba w tym celu
zacząć działać, a nie tylko głośno krzyczeć domagając się
kolejnych praw.
do rozumu feministek próbował przemówić:
Polacov
PS. Wbrew pozorom poglądy mam raczej lewicowe, ale kto powiedział,
że być liberalnym, znaczy pozwalać na bezkarne zabijanie w
majestacie prawa?