"Nie zabijaj dzieci-Boże zachowaj"

Za tytuł posłużył mi napis, który co dzień widzę z okna autobusu jadąc rano do pracy. Kto go stworzył? Dewotki, rozpędzone siedemdziesiątki, które podnoszą głos tylko po to, żeby krzyczeć. Z tego krzyku jednak nic nie wynika. A powinno, są przecież kobietami.


W AM~3 Qn'ik zamieścił napisany przez siebie tekst dotyczący feministek I aborcji. Argumenty, które przytoczył, opowiadając się przeciwko temu procederowi są twarde. Nawet nie będę próbował ich przebijać, bo to po prostu nie ma sensu. Nawet nie śmiem wątpić w to, że niektórzy teraz zarzucą mi tchórzostwo (na plasterki ich ;). Nie o to jednak chodzi. Mimo tego, że Qn'ik oficjalnie I bez bicia przyznał się do poglądów skrajnie prawicowych a ja skrajności nie lubię, stwierdzam, że musiałbym przynajmniej kilo soli zjeść, żeby obalić jego argumenty. {Oj, przepraszam bardzo - na pewno nie "skrajne" - jeszcze na prawo ode mnie znajdzie się trochę osób...} Nie zamierzam tego robić z jednego powodu: są słuszne, poniekąd…

Feminizm, jak już w AM~3 można było przeczytać, był zrywem. Kobiety poderwały swoje mniej lub bardziej wdzięczne krztałty po to, by walczyć o równouprawnienie. No I sobie wywalczyły. Tylko zastanówmy się, kto im na to pozwolił? My, męskie, szowinistyczne I tak dalej. Fakt, gdyby faceci nie odpuścili, to zaraz by się zaczęło, że kobiety są uciskane, dyskryminowane, itd. Tym samym jednak pozwoliliśmy kobietom na decydowanie o tym, czy chcą się poddać zabiegowi aborcji, czy nie. Zgadza się? Nie pochwalam tego procederu, ale tak się niestety stało, że kobiety dostały "wolną rękę" I nie mamy tu zbyt wiele do powiedzenia, poza wyrażeniem swojego zdania na ten temat. Poza tym, nawet jeśli aborcja zostanie całkowicie zabroniona, to I tak niewiele to pomoże, nie ma się co oszukiwać. Kobiety pozbywają się "niechcianych" dzieci od wieków. Z tą różnicą, że te kilka wieków temu używały bardziej drastycznych metod. Na pewno nie zgodzę się z tym, że urodzenie dziecka I pozostawienie go gdzieś na mrozie jest bardziej humanitarne od usunięcia nienarodzonego. Z dwojga złego lepsza już jest aborcja.

Trzeba przyznać, że argumenty, których używają kobiety w celu usprawiedliwienia swojego postępowania są co najmniej beznadziejne. Nie będę ich w tej chwili powtarzał, kto ma ochotę, niech zajrzy do tekstu Qn'ika.
Zacznijmy przede wszystkim od tego, że kobieta idąc z facetem do łóżka dobrze wie co robi (a tak, nie zamierzam owijać w bawełnę). Skoro już się na to decyduje, to, pomijając fakt, że facet o tym powinien pamiętać, wypadałoby, żeby zadbała ona też zadbała o swoje "bezpieczeństwo". Skoro sama nie zwraca na to uwagi, to bardzo mi przykro, ale "zjadłaś kwiat, wcinaj I łodygę". Brutalne, nie? Pewnie, że tak. Jestem jednak pewien, że odpowiedzialne kobiety/dziewczyny potrafią o siebie zadbać. Pewnie, zawsze może się zdarzyć jakiś przypadek, ale na pewno nie jest to tak częste w przypadku kobiet "ostrożnych".
Weźmy pod uwagę, że najczęściej w niechcianą ciążę zachodzą małolaty (a dokładnie: nastolatki), które nie zawracają sobie głowy zastanawianiem się nad tym co robią. Zazwyczaj jest to dziatwa gdzieś z zapadłych wsi I miasteczek oraz ta bardziej związana obyczajowo z komórką marginesową naszego społeczeństwa. Przy czym, w małych miasteczkach I wsiach takie wpadki kończą się raczej przymusowym ślubem.
Właśnie te małolaty zawyżają poziom "wpadek" a tym samym I aborcji. Są takie, które w wieku kilkunastu lat już niejednokrotnie usuwały ciążę.
Środowisko? Otoczenie? Możliwe, że tego typu czynniki mają wpływ na to zjawisko. Dla mnie jednak jest to przede wszystkim głupota. Głupota rodziców, bo nie potrafią w rozsądny sposób uświadomić swoich "pociech" I głupota tychże, bo rzadko kiedy garną się do przyswajania wiedzy, szczególnie tej podawanej przez rodziców (wiadomo, starzy tylko marudzą, nie?). Wystarczy, że jeden siusiek z drugą siuśką zobaczy w telewizji co I jak a reszta, to już tylko metoda prób I błędów, z przewagą tego drugiego.
Pomińmy jednak te podziały na marginesy I tym podobne. Nie ukrywajmy, że męska brać też ma w tym aborcyjnym procederze swój udział I to niemały. Zastanówmy się tak całkiem szczerze I poważnie, czy faceci pomagają swoim kobietom w podjęciu odpowied(zialnej)niej decyzji. Chyba mało jest takich przypadków, prawda? Pomijam gwałty, przygody jednorazowe, itd., bo w tym przypadku sprawcy małego-płaczącego-trzy-kilo nie widzą się po raz drugi (chyba, że na rozprawie sądowej). Smutna prawda wygląda tak, że nawet w związkach uważanych za stałe, ale jeszcze nie zalegalizowanych mężczyzna kieruje się przede wszystkim własnym interesem (dosłownie I w przenośni ;). Brutalne, ale prawdziwe. Niestety, faceci nie lubią się za bardzo poczuwać do swoich błędów. Nie twierdzę, że wszyscy, ale spora część. A powinno być chyba inaczej prawda?

Niestety, świat w którym żyjemy strasznie się zmienił. Kobiety zaczęły dążyć do uniezależnienia, co jest właśnie wynikiem czegoś takiego jak zalegalizowanie aborcji. Pragną same decydować o tym czy I kiedy założą rodzinę. Kobieta naszych czasów chce robić karierę zawodową po to, żeby mogła w-razie-jakby-co zwinąć dziecko, spakować walizki I uciec od tego niedobrego faceta. Zanim jednak to się stanie, zanim zdecyduje się na założenie rodziny chce mieć możliwość wyboru, nawet jeśli jest już w ciąży. I my, męska brać umożliwiliśmy to. Jedynym usprawiedliwieniem dla nas jest to, że nie mieliśmy innego wyjścia.

Pisząc ten tekst, odnoszę wrażenie, że potraktowałem temat trochę po macoszemu. Jest w nim jednak trochę więcej niż tylko kilka "za" I "przeciw", trudno to wszystko ogarnąć. Bez względu na to, jakie kto z nas prezentuje poglądy, aborcja jest I będzie. Decydują się na nią kobiety chcące robić karierę, dziewczyny, które uważają się za młode na to, żeby zostać matkami, no I jest jeszcze ten margines, ale to już pomińmy.
Nie wiem czy osobiście jestem za, czy przeciw temu procederowi. Z jednej strony jest to nieludzkie, z drugiej jednak w jakiś sposób usprawiedliwione. Przede wszystkim, kobiety zapragnęły walczyć o prawo do usuwania ciąży. Wywalczyły je sobie, więc też niech I one same walczą ze swoimi sumieniami. My faceci mimo wszystko też mamy jeszcze coś do powiedzenia.
Cóż, ja stwierdzam tylko jedno: gdyby się okazało, że moja dziewczyna zaszła w ciążę I do tego wpadłaby jeszcze na pomysł, żeby ją usunąć, to napewno bym jej na to nie pozwolił.



Eddie


P. S.: Spokojnie Qn'ik, jeszcze trochę I chłopi też się upomną o swoje miejsca
w parlamencie ;)