Przed przeczytaniem poniższego textu radzę pierw
przeczytać sam text, bez moich wstawek (w dziale StarWars) i samemu wystawić ocenę...
Żeby nie było nieporozumień - autor textu sam mnie prosił o wnikliwą recenzję...
Jednak ja, jako osoba wybitnie leniwa i skomercjalizowana, zamieszczam to również w
AM... Po prostu może ktoś przed napisaniem textu z tej recenzji skorzysta?... W recenzji
nie mam zamiaru czepiać się samej fabuły - to pozostawiam innym. Ja skoncentruję się
na warstwie technicznej tekstu. Zaznaczam przy tym, że jestem tak subiektywny, jak to
tylko możliwe... :) I uprzedzam: będę się bardzo wymądrzał! ;)
OSTATNI JEDI
Szedł powoli w ciemnościach trzymając w ręce rękojeść miecza świetlnego. Co on tu
robił! On, rycerz Jedi Ash Katarn stał tu teraz w najmroczniejszym opuszczonym magazynie
na Alderaanie. Czekał na swoje przeznaczenie. Zwabiono go tu pogłoskami o Jedi którzy
sprzeciwili się mu.
Wg mnie lepiej by było: "mu się sprzeciwili". :)
Ciemnej Postaci. Zdrada boli. Mógł uciec, ale Moc podpowiedziała ze tu był jego
koniec. Skup się na żywej Mocy, uspokoił się w myślach. Nie ma odwrotu..
Autor używa tu cały czas krótkich, wyrwanych zdań. Sprawia to
wrażenie nerwowości, co wydaje mi się w tym przypadku uzasadnione...
- Skywalker, wiem ze tu jesteś - wykrzyknął.
- Vader, pokaż się i zakończmy tą zabawę w chowanego - krzyczał dalej.
Nagle coś poruszyło się za nim. Szybko odwrócił się zapalając miecz i
przygotowując się do zadania ciosu. Cholera, to tylko szczur!
Scena miała być pełna napięcia, lecz wydaje mi się, że Rathan
użył tu nieodpowiednich przysłówków. A raczej jednego. :) "Szybko" to
słowo dość oklepane i pospoolite. Ja bym polecał coś a'la "błyskawicznie -
bardziej działa na wyobraźnię i wyraża nieco więcej ruchu. Wg mnie całe zdanie
należałoby to przeciągnąć, dodać kilka przymiotników - nieco dłużej budować
napięcie.
Szukał dalej. Nie zawsze tak było. Kiedyś był młodym Jedi z wielką przyszłością i
marzeniami. Później wojna klonów a teraz masowa eksterminacja Jedi. Z żalem
przypominał swoją młodość, gdy stawiał pierwsze kroki w posługiwaniu się Mocą.
Miał wielkie szczęście: jego pierwszymi nauczycielami byli prawdziwi rodzice, para
zakochanych Jedi - szczęśliwe małżeństwo. Później zginęli....
Typowe, ale bardzo dobre - tutaj używanie tych krótkich zdań
znowu sprawia wrażenie wyrwanych z kontekstu obrazów - wspomnień z dzieciństwa.
- Ash, Ash, gdzie jest ten urwis - krzyczał Ken Gardlen, starzejący się Jedi, wielki
przyjaciel rodziny Katarnów.
Nie bójmy się "!" i "?"... :)
Po chwili ukazał się młody, dziesięcioletni chłopak o zarumienionej twarzy,
niebieskich oczach i wesołym szelmowskim uśmiechu na twarzy.
- Ken, rodzice przyjechali?? - zapytał Ash, bo tak się zwał.
Mistrz Jedi spuścił wzrok i odparł:
- Nie, ktoś ma dla ciebie od nich wiadomość.
Po chwili Katarn junior był w komnacie z około trzydziestoletnim mężczyzną o czarnej
skórze. Czarnoskórym może?... To kwestia gustu.
Davis spojrzał na niego uważnie i powiedział:
- Witaj.
Raczej niepotrzebny w tym momencie jest taka krótka wypowiedź...
Lepiej by było, gdyby Davis nie "powiedział: witaj", ale po prostu
"powitał". :)
- Cześć Davis, podobno masz dla mnie wiadomość od moich rodziców - Ash spojrzał
wyczekująco.
Ciemnoskóry Jedi wlepił wzrok w podłogę:
- Ash, wiesz twoi rodzice podjęli się trudnej misji. I... - przełknął slinę.
- I... - oczy chłopca pokryły się łzami.
- Przykro mi Ash - wymamrotał Davis.
- Niee - krzyknął młody padawan i zalał się łzami. Nagła wściekłość go
ogarnęła, powodując zakłócenia Mocy. Obydwóch zaskoczonych Jedi rzuciło na
ścianę.
Możnaby nieco bardziej plastycznie opisać te wyładowania Mocy...
Później chwilę się uspokoiło i Ash wybiegł z pokoju niczym tornado.
Mały błędy stylistyczne: "później chwilę" i "się
uspokoiło" - to powinno być mniej bezosobowe.
Ken wiedział gdzie go szukać. Znalazł chłopca i przytulił do siebie:
- Nie płacz, ja będę cię uczył. Twoi rodzice chcieli, żebyś został największym
rycerzem - pocieszał chłopca.
Tak przez chwilę siedzieli przytuleni, a Ash Katarn wyszeptał:
- Zostanę.....
Marzenia są wieczne....
Ostatnie zdanie jest efektowne, aczkolwiek trochę oderwane od
kontekstu. Jednak cały ten ustęp w tekście nadaje mu wspaniałej i artystycznej wymowy.
Duży plus.
Katarn ciągle się skradał szukając swojego przeciwnika. Nagle usłyszał za sobą
miarowy oddech, oddech maszyny..
Odwrócił się powoli, a za nim stał niczym posąg ze stali Darth Vader
- Wreszcie cię mam Katarn - powiedział jakby z dna studni.
- Anakin? CZEMU!! Znałem cię... - mówił z rozpaczą rycerz Jedi.
- Skywalker nie żyje. Jestem Vader. Zginiesz głupcze tak jak Obi - Wan i reszta!
Miałem się nie czepiać fabuły... :) Jednak dramaturgicznie powyższe
zdanie niezbyt pasuje do tak potężnej postaci, jaką jest Vader. Nie wiem czemu, ale ten
tekst mi przypomina skrajnie infantylne "hahaha! Jutro bede rzadzil Swiatem!" z
przeroznych bajek... Minus - nie dosc, ze słabe stylistycznie, to jeszcze spłycające
utwór...
Znał go. Jak to możliwe, że tamten Anakin Skywalker przemienił się w bezlitosnego
Sitha.
Inny czas, inne życie......
Kolejne dobre zdanie.
Zgromadziliśmy się tu - mówił Mace Windu - gdyż coraz bardziej Republice zagrażają
wojny domowe. Musimy zażegnać spory ogarniające całą galaktykę..
Młody, około dwudziestoletni rycerz Jedi Ash Katarn znajdował się na statku
dyplomatycznym. Został wyznaczony do roli negocjatora w sporze na planecie Dantooine.
Ehh, chyba sobie nigdy nie odpocznie. Koło niego siedział młody chłopak w wieku
dziesięciu lat, blondynek o miłym spojrzeniu. Jego mistrz Obi - Wan siedział w
odosobnieniu oddając się medytacji. Nagle młody padawan zwrócił się do Katarna:
- Jesteś Jedi, prawda. Masz szczęście. Też zostanę Jedi. Najlepszym!! - dobroć i
czystość biła w jego słowach.
- Wierzę! Może jak będziesz starszy kiedyś się spotkamy. Na pewno będziesz
najmądrzejszym Jedi. - uśmiech zagościł na ustach Jedi.
... po czym Jedi wstał i poszedł do Jedi aby dyskutować z Jedi...
Nie za dużo tych powtórzeń?...
- Dziękuje!!! Może pójdziemy pograć w jakąś grę!
- Z chęcią. Nazywam się Ash. A ty?
- Anakin Skywalker....
Moc, Ciemna Strona Mocy jest silna...........
Stanęli przeciwko sobie z uniesionymi mieczami świetlnym. Vader niedbale ustawił się
do walki, nawet przez jego maskę czuć było pogardę dla przeciwnika.
- Anakin, nie musi tak być.... - wyszeptał Katarn.
- Przyłacz się do mnie Jedi Katarn, zostań moim uczniem. Poznaj potęgę ciemnej
strony. - wysyczał Sith.
WYSYCZAŁ?!! I rządam szacunku dla mojej Ciemnej Strony!
- Nie, ciemna strona za wiele mi zabrała! Nie ulegnę!!
Tak, stracił wielu przyjaciół.....
- Biegnij Davis!!!!!! - wrzeszczał na cały głos Ash Katarn.
- Osłaniaj z prawej - odpowiedział głos czarnoskórego Jedi.
Miecze świetlne siekły na prawo i lewo! Kolejnych dwóch przeciwników na drodze i
następne dymiące ciała
- Nie wiem czy się wydostaniemy!!! - wrzeszczał Katarn. Emocje zaczęły brać w nim
górę....
Kolejny świetny ustęp.
- CHOLERA, zamknęli te wrota - spanikował Ash
- Spokojnie, broń tą pozycję, musimy dostać się do sprzymierzeńców! Zaraz wrócę!
Pobiegł szybko w kierunku jednego z małych centrum dowodzenia. Po kilku minutach
wrócił osiągając sukces, ale i ściągając sobie na głowę masę żołnierzy wroga.
Stanęli niedaleko siebie i zaczęli walkę. Jedi ramię w ramię z Jedi! Miecze świetlne
szarżowały, przecinały ciała jak masło, dźwięczały odbite laserowe błyskawice.
Zaś ich właściciele uwijali się jak w ukropie, niczym w transie. Niestety w ruchach
Davisa zaczeło się wyczuwać zmęczenie. Nigdy nie był dobry w takich potyczkach. Ash
próbował go wzmocnić. Przez jakiś czas to się udawało. Lecz nagle w jego przyjaciela
poleciało kilka strzałów z blastera. Davis wolnym ruchem odbił pierwszy, lecz drugi
trafił go w nogę, a trzeci przeszył brzuch. NIIEEEE! Krzyk Asha wzmógł w nim
wściekłość. Szybko rozprawił się z resztką przeciwników i ukląkł przy
umierającym Jedi.
- Nie, nie możesz mi tego zrobić!! NIEEE
- Zostaw mnie! Uciekaj. Do zobaczenia, prrrzzyy..ja...cielu.........
Śmierć przyjaciela zawsze boli.......
Tekst dobry, ale już ocierający się o banał...
Zaczęli walkę. Miecze świetlne zgrzytały uderzając o siebie. Dwaj potężni ludzie
władający Mocą walczyli w śmiertelnym pojedynku. Sparowanie, szybki obrót, dolny
cios, blok, pchnięcie! Walka w której tylko jeden mógł przeżyć. Nie zawsze tak
było. Tak, Tasha. Moja żona. Kochałem ją. Teraz nie żyje. A mój syn: on mi został.
Kyle. Jan się nim zaopiekuje.
Wiele straciłem na tej wojnie z Ciemną Stroną. Gdzie oni są, pomyślał z bólem Ash,
gdzie Obi - Wan, Yoda. Nie żyją?? Co się stało z tamtym szczęściem, radością.
Gdzie miłośc, gdzie moi przyjaciele. Gdzie Ken, Davis, Dick, Rarl'or, Tasha. Nie żyją!
Została mi po nich pustka.
Ciemna Pustka. Czy jeszcze kiedyś zobaczę syna. Nie mogę przytulić mojej rodziny i
powiedzieć jak ich kocham. To tylko wspomnienia. Wspomnienia zabrane przez błąd Obi
-Wana Kenobiego. Przez małego chłopca, którego przyszłość miała być tak
wspaniała.... Skażonego złem, czystym złem. Mogę podtrzymać tylko tradycję Jedi do
końca, walcząc za dobrą sprawę. Jestem OSTATNIM JEDI. Słowa te brzmiały jeszcze
chwile w głowie Katarna, po czym zaatakował ze zdwojona pasją. Kilka wymienionych
ciosów na brzuch. Vader paruje dolny atak, szybki obrót, obrona klingą przed szybkim
ciosem Sitha. Miecze złączone w górze. Dawny Skywalker wykorzystuje sytuacje i pcha
przeciwnika nogą w tułów. Ash traci miecz świetlny wyrzucony z impetem. Jedno cięcie.
- Czemu - szepnął Katarn łapiąc się za tułów.
Upadł na kolana, Vader stał przed nim z wyłączonym mieczem.
Czepiam się, ale miecz powinien być włączony - raz, że ładniej
wygląda, a dwa, że "tylko głupiec opuszcza broń".
Umierał. Niedługo połączy się z Mocą. Widział już wszystkich których kochał
czekających na niego. Umarł za dobro. Był Jedi. Jedi kroczy jasną stroną....
- Wybaczam ci Anakinie - wyszeptał ostatnim tchnieniem Ash Katarn, ostatni Jedi...
TELENOWELA!!!
Padł na ziemię, nad nim stał Vader patrząc na jego ciało jak gdyby wzruszył się
wyznaniem Jedi tą cząstką człowieczeństwa która w nim została.
Lecz Ash odchodził i czuł przyszłość. Uśmiechnął się: JEST JESZCZE JEDEN!!!
Niezbyt mi się podoba to pokazanie "części człowieczeństwa"
u Vadera... I nie dlatego, że taki fakt zaistniał (bo zaistniał, niestety:( ), ale
dlatego, że został przekazany w dość słaby stylistycznie sposób...
RATHAN
Czas na króciutkie podsumowanie. Celowo nie poprawiałem błędów
interpunkcyjnych - a tych się troszkę wkradło...
Tak więc... Mimo tego wszystkiego, co napisałem na górze, tekst uważam za naprawdę dobre opowiadanie. Dobrze użyte środki stylistyczne, ciekawa forma, komunikatywnystyl... Z tego Rathana to coś kiedyś będzie! :)
Qn`ik