Epizod 1,5:) wersja z patchem
MROCZNE WIDMO
Spokój, skupienie, moc. Młody, świeżo upieczony Jedi Obi - Wan Kenobi siedział na
łóżku w swojej komnacie próbując sięgnąć do żywej mocy. Skup się na tu i teraz -
mawiał Qui - Gon. Lecz on nie żyje, a z nim umarły jego idee. Nie, Kenobi zaprzeczył
sobie stanowczo ruchem głowy. Póki on żyje dzieło mistrza Qui - Gona będzie
dokańczane. Spojrzał otępiałym wzrokiem na zegar. Jedenasta czasu miejscowego. Wczoraj
zginął jego mistrz. Nie! To było dwa dni temu. Jutro będzie ich trzeci dzień pobytu i
wyjazd z Naboo. Chciał już dawno odlecieć lecz Amidala zatrzymała go sugerując żeby
pozbierał swoje myśli do kupy. Qui - Gon. Wspomnienia znowu zaczęły go dręczyć.
Mógł dobiec, mógł zapobiec temu ciosu! AA! To pchnięcie Sitha, bezlitosne pchnięcie
prosto w brzuch zmęczonego Jedi. Oczy pogodzone z losem, uchodzące życie. Nieeeeee!! Do
oczu dostały mu się łzy, zaczął po cichu płakać. Czemu, czemu! Szybkim ruchem
otarł łzy: Jedi nie zna emocji! Mokrymi od łez oczyma spojrzał przed siebie. Tak
mistrzu, nauczę Anakina być Jedi. Zrobię to najlepiej jak potrafię. Cieplej zrobiło
mu się na sercu. Skywalker - młody uczeń o zapale jakiego nie widział, to dziecko
naprawdę chciało należeć do zakonu. Niestety, uczył się bardzo szybko i bardzo
szybko się niecierpliwił. Ale wyjdzie to z wiekiem. Mistrz byłby dumny. Tak pocieszony
młody rycerz położył się na swoim obszernym w starym stylu łóżku i zasnął. JEDI
nie zna emocji, droga Jedi jest trudna, skup się na żywej mocy Padawanie... żywej
mocy.... żywej... mocy...... ży...m....
Obi Wan Kenobi stał na pokładzie nieznanego mu typu jednostki w ogromnej sali gdzie
znajdował się duży iluminator przedstawiający widok na otchłań kosmosu. Zdziwiony
podszedł bliżej do niego. Niedaleko zauważył kilku ludzi, wnioskował żołnierzy w
białych pancerzach.
- Kim oni.... - przerwał Jedi zauważając na malutkim foteliku smukłą kobietę o
włosach w kształcie muszli. Związaną i torturowaną. Sięgnął szybko do pasa miecza
świetlnego. Nie mógł się ruszyć! Stał w miejscu jak zniszczony wrak po bitwie o Nar
Shadaa.
Nagle poczuł coś dziwnego. Lekki powiew wiatru czy co. A później wsłuchując się
usłyszał miarowy, podobny do oddechu dźwięk. Później zobaczył istotę, która go
wydawała. Ciemna postać z nałożonym na głowę hełmem przefiltrowującym powietrze. U
pasa miała miecz świetlny. Sith, przeszło przez głowę Kenobiemu. Mroczna postać
podeszła do kobiety i coś powiedziała. Wskazała palcem w iluminator. Obi - Wan
obrócił w tamtą stronę głowę. Aldeeran, tylko jakby troszkę starszy. Nagle rycerz z
przerażeniem zauważył czerwony promień kierujący się na planetę. Nie minęła
sekunda gdy dotarł on na miejsce. Wybuch, olśniewający oczy wybucz. Wybuch zabierający
milionom osób ich nadzieję, życie, szczęście. Kenobi poczuł w głowie krzyk zabitych
osób. Miliony obrazów przewinęło mu się przed oczyma. Myślał, że zaraz mu mózg
eksploduje. Po chwili zaległa cisza. Wściekły Obi - Wan uwolnił się ze swoich
niewidzialnych więzów i ruszył z zapalonym mieczem na żołnierzy i mrocznego Sith.
Wszyscy żołnierze szybko przegrali padając od szaleńczych ciosów. Odrąbywał im
ręce, głowy, tułowia, siekł gdzie popadło, jedyne co zobaczyli przed śmiercią to
szaleństwo i niepohamowana wściekłość w jego oczach, straszliwych oczach. Gdy
skończył, rzucił się z wrzaskiem na ciemną postać z zamiarem odcięcia jej głowy.
Lecz nagle go coś zatrzymało. Widmo przemówiło:
- Stój Obi - Wanie.
- Kim jesteś, bestio z piekła!
- Obi - Wanie ponosisz się gniewem, czy tak uczył cię twój mistrz?
- Nie, nie!! Kim jesteś!! KIM JESTEŚ!!!!!
- Jestem tobą!
- Co?!
- Twoim Mrocznym Widmem
- Nie, jesteś Sithem. Zabije cię, pomszczę..
- Kogo? Qui - Gona - to mówiąc zdjął swój hełm ukazując twarz zmarłego mistrza
Jedi.
- Tego się boisz prawda!! Zabiłeś mnie, to twoja wina!! Mogłeś pokonać Sitha!!!
MOGŁEŚ!! - mówiły usta Qui - Gon Jinna.
- Nie, Qui.... Nie, nie mogłem nic zrobić to nie moja wina - uczucia wstydu i rozpaczy
szalały w Jedi niczym huragan
- TAAAK! TO TWOJA WINA!!!!!!!
- NIEEEE - przed oczyma Obi - Wana znowu pojawił się tamten cios, śmiertelny cios.
Śmierć, moc, miłość, lojalność, przyjaźń. PUSTKA!!!!!
- NNNNNIIIIIIIEE!!!! - z rykiem rzucił się na mroczną postać i jednym machnięciem
klingi odciął mu głowę. Nie chciał dłużej czuć tego bólu. Lecz on nie
zniknął...
Pustka, przyjaciel, śmierć. Będziesz wielkim Jedi Obi - Wanie, Anakin zostanie Jedi
obiecuje, przepraszam że się z tobą sprzeczałem, my się tym zajmiemy! Śmierć.
Mroczne WIDMO.
Obi - Wan padł na kolana szlochając. Nie mógł nic zrobić, nic. Jest sam! Wypaliła
się w nim wielka pustka. Qui - Gon czemu?! Nie mogę tak dalej! Brakuje mi
ciebie.........
Spojrzał na odciętą głowę spodziewając ujrzeć się twarz swego mistrza. Lecz
zobaczył inną, swoją! Martwą twarz. Odwrócił się od niej. Jest sam.
Nagle przypomniały mu się zasady Qui - Gon Jinna, które przerabiał z nim tyle razy
- Jedi nie zna emocji. Droga Jedi jest trudna! - wykrzyknął.
- Obi Wan, Obi Wan - usłyszał głosy z oddali. Wstał o obejrzał się. Natknął się
wzrokiem na postać Qui - Gon Jinna kiwającego do niego głową i dającą gest na
pożegnanie. Szybkim sprintem ruszył do niego i...... obudził się. OBI - WAN!
- Obi - Wan, Obi - Wan - stał koło niego Skywalker z włosami ułożonymi na
padawańską grzywę.
- No, myślałem że się nigdy nie obudzisz! Już późno Obi.... ups, mistrzu!
- Dobra wstaje - przeciągnął się na łóżku.
- Czego mnie dzisiaj nauczysz, co!! - niecierpliwił się chłopak.
- Trochę cierpliwości. Idź pobaw się i daj mi się ubrać.
Bez słowa Anakin wyleciał jak z procy za drzwi, Obi - Wan patrzył w ślad za nim. Nie
był sam. Miał zadanie do wykonania... i przyjaciela! Powoli zwlókł się z łóżka.
- Nie zapomnimy cię mistrzu - wyszeptał - Nigdy.
Żywa moc, Jedi, śmierc, przyjażń jest wieczna..........
CDN (może:)
Darth Rathan
Wiem, chcecie na mnie pobluzgać, no to macie rathan@poczta.wp.pl. Wszystkie bluzgi użyje
do rozśmieszania kumpli. Każdy kto nie chce bluzgać mile widziany;)) Zwłaszcza jeśli
lubisz Star Wars
Zamieszczam te texty w jednym pliku... A co mi tam. ;)
A long time in a galaxy far, far away (po zniknięciu napisu muzyczka i text lecący w dół)
Epizod 1,5 MROCZNE WIDMO 2
Unosił się. Na środku komnaty w powietrzu zawisł kamień, najzwyklejszy o wielkości
pięści dorosłego człowieka. Co powodowało jego unoszenie? Młody uczeń Jedi, chłopiec
o niewyobrażalnej ilości midichlorianów. Anakin Skywalker ćwiczył już tak godzinę używanie
mocy. Minęły tylko dwa dni od śmierci Qui - Gona, a on niesiony wskazówkami Obi - Wana
robił niesamowite postępy. Jeszcze chwilę. Skup się. Nagle niewidzialna siła zelżała
i kamień spadł na ziemię z dużym stukiem. Zmęczony padawan padł na łóżko ciężko
dysząc. Był wykończony. Nigdy jeszcze tak się nie zmęczył. Nawet praca u Watto cały
dzień nie należała do tak wyczerpujących. Ale muszę ćwiczyć, pomyślał z zacięciem.
Muszę zostać największym Jedi, uwolnić niewolników! Jutro odlatujemy z Naboo, pokaże
wtedy swojemu mistrzowi wyćwiczone umiejętności. Spojrzał na stylowy staromodny przyrząd
do mierzenia czasu. Dziesiąta! Mama nigdy nie pozwalała mu tak długo być na nogach.
Mama, zmroziło jego myśli. Łzy stanęły Anakinowi w oczach. Nie było jej. Została....
Czemu?! Czemu ją opuścił. Nigdy już nie powtórzą się tamte czułości, troskliwość,
kto mu będzie opowiadał wspaniałe bajki przy świetle gwiazd. Kto przytuli go przed
snem! Nikt... Ale zostanie rycerzem Jedi i uwolni mamę. Ocali wszystkich niewolników.
Zemści się na złych ludziach takich jak Watto. Tak, Qui - Gon czułby teraz dumę.
Szkoda, że nie może zobaczyć jego postępów. Anakinowi zrobiło się zimno i schował
się pod pościel. Ciągle jeszcze nie mógł przyzwyczaić się do mniejszych temperatur
niż na Tatooine. Zostanę Jedi i zwiedzę wszystkie planety wszechświata. Uwolnię cię
mamo, obiecuje. Obieccc...u..je..
Wiatr i ciemność. Takie miał odczucie Anakin stojąc w ogromnej komnacie
w której dominował przenikliwy mrok. Gdzie jestem? Zapytał bezdźwięcznie Anakin.
Przeszedł pare kroków. Cisza. Nic się nie... Odgłos zapalanych mieczy świetlnych.
Anakin stanął. Buczenie narastało. Błysk. Oślepiony Anakin przetarł oczy. Przerażenie
odmalowało się na jego twarzy. Przed sobą widział dwóch ludzi stojących blisko
siebie z uniesionymi mieczami
świetlnymi. Pierwszy z nich był niskim młodzieńcem, blondynem, o zuchwałym uśmiechu.
W ręce dzierżył miecz o niebieskiej klindze. Drugi, podobny do zmory, o twarzy
nijakiej. Pokrytej hełmem. Postać ta wzdrygnęła sercem Skywalkera, nie wiedział czemu
wydawało mu się że ją zna. Wstrzymał oddech. Dwoje przeciwników ruszyło na siebie.
Młodzieniec rzucił się na Mroczną postać z krzykiem wywijając klingą swojego
miecza. Zaatakował z całym impetem, szarżując niczym tygrys na ofiarę, zadając ciosy
w każde możliwe miejsce. Lecz zjawa opanowanie blokowała cios za ciosem, spokojnie jak
głaz, oddając blondynowi inicjatywę. Nic jednak nie trwa wiecznie, po tej zabawie młodzieniec
stracił przewagę. Mroczne widmo coraz śmielej atakowało młodego Jedi spychając go do
tyłu. Przerażony Anakin widział niedaleko wielką przepaśc. Usiłował krzyknąć,
ostrzec tamtego Jedi co walczył z tym okropnym Sithem. Zaschło mu w gardle, struny głosowe
nie wydały żadnego dźwieku. Chciał pobiec. Zrobił krok. Nie, coś go paraliżowało.
Nie mógł nic zrobić. Qui - Gon gdzie jesteś. Skywalker wpadł w panikę. On zaraz
zginie. Bezradnie patrzył jak Sith bawił się z Jedi. Nie, Qui - Gon zginął! On nie może
podzielić jego losu... OBI - WAN! Bezlitosny cios, sparowanie, zwierzęcy strach w oczach
blond młodzieńca, natarcie, zimne cięcie bezlitosnej maszyny, tylko to pozostało z
tego człowieka. Krzyk, ręka. Anakin zamarł. Ciemny lord odciął dłoń swojemu
przeciwnikowi. Młody Skywalker wystrzaszony czekał na następny ruch Sitha, spojrzał na
twarz Jedi. Determinacja! Młodzieniec wykrzyczał coś i rzucił się w przepaść. Chłopiec
zdruzgotany potknął się i upadł. Mroczna Postać odwróciła się, popatrzyła na
niego. Anakin jak uwięzione zwierze zaczał szukać drogi ucieczki. Miecz. Miecz tego młodego
Jedi. Leżał tam! Biegiem rzucił się do niego, Sith nawet nie drgnął. Podniósł go
szybko i stanął naprzeciwko mrocznej zjawie trzymając go niezapalony. Czuł się
niepewnie. Czy zginie? Postanowił sobie jednak, że tanio skóry nie sprzeda!
- Czemu zamierzasz się na mnie z mieczem świetlnym - przemówiło widmo miłym słodkim
głosem trochę przypominającym głos Qui - Gona.
Skywalker przełknął ślinę:
- Kim jee..jees..teś.. - wykrztusił ledwo.
- Nie wiesz, Anakinie! Jestem częścią ciebie. - Sith wlepił w niego swoje bezlitosne
oczy.
Anakin zszokowany patrzył przed siebie. Częscią jego??
- Twoim Mrocznym Widmem - po chwili milczenia Sith wysyczał.
Młody padawan nie mógł wymówić słowa, zastanawiał sie co było jego Mrocznym
Widmem? Co?? Wiedział.
Mroczna postać powoli zdjęła hełm, Skywalker nie patrzył na nią obawiając się
czegoś, lecz nie wiedział dokładnie czego. Widmo spojrzało na niego , Anakin odważnie
podniósł wzrok i... spotkał się wzrokiem z głową Shmi Skywalker. Mama?!
- Anakinie, czemu pojechałeś! Czemu mnie zostawiłeś samą - mówiła słodko, ale z
wyrzutem Shmi.
A Anakin Skywalker stał milcząc jak zaczarowany, czując wstyd. Czysty. palący wstyd.
- Czemu, kochanie. Byliśmy tacy szczęśliwi!
Milczał
- Pamiętasz nasze rozmowy przy świetle księżyca?
Milczał
- Pamiętasz moją troskliwość i miłość?
Anakin Skywalker, przyszły Jedi płakał. Po prostu płakał
- Kocham cię mamo - wyszeptał zalany łzami i upuścił miecz świetlny.
- Tak! To wybieraj!! - wskazała ręką w dwie przeciwne strony.
Po prawej stronie majaczył obraz stojącego Qui - Gon Jinna czekającego na niego z
otwartymi rękami. Po lewej stronie był widok na malutki domek dla niewolników na
Tatooine. Jego dom...
Anakin zaszlochał przytłoczony wyborem. Czemu?! Czemu to Widmo męczyło go. CZEMU.
Czemu...
Nie możesz zatrzymać zmian, nie potrafię mamo, a co ci podpowiada serce, ja wrócę i
uwolnię cię mamo, badz dzielny i nie oglądaj sie, nie oglądaj się.......
Anakin powoli odwrócił się do swego Mrocznego Widma:
- Nie jesteś moją mamą!!! - wykrzyknął ze wściekłością.
Nikt nie będzie bawił się moimi uczuciami, pomyślał chłopiec. Po tym oświadczeniu
poszedł powoli do ducha Qui - Gona machającego do niego i wołającego po imieniu.
Anakin! Anakin! Stanął naprzeciwko zmarłego mistrza i szepnął:
- Zostanę Jedi. Przysięgam!
Nagle wszystko się rozwiało, Quo - Gon znikał na przerażonych oczach Skywalkera. Nie,
nie odchodź, krzyknął Anakin i... obudził się.
Anakin Skywalker i Obi - Wan Kenobi stali w hangarze słuchając pożegnań od swoich
przyjaciół. Młody padawan pamiętał ten sen. Wiedział już jedno! Wytrwa w swoim
postanowieniu. Do zobaczenia mamo, wrócę....
Żywa moc, Jedi, rozstanie, miłość jest wieczna.....
CDN (chyba, jeśli Qn'ik pozwoli;))
/me jest dzisiaj w dobrym humorze, więc się zgadza. ;)
No dobra, a teraz...
Dedykacja dla (na specjalne życzenie za łapówkę:) Lamera. He, he już widzę te
wszystkie przywileje uzyskane za propagowanie go!
I dla Qn'ika - żeby nie gnębił moich textów;))
NO WAY! :)
A teraz wszyscy zdesperowani, których rzuciła dziewczyna (dosłownie i w przenośni)
oraz zagorzali fani Worfa (wow, wow) czekają na adres gdzie można pobluzgać:))) Oto on:
rathan@poczta.wp.pl
He, he inni (ale to brzmi) mile widziani;))
Rathan Darth lub Mordelki...eee...Morte (Internet Relay Chat - czyli po polskiemu IRC:))
NIE Cenzurować (listów do mnie:))