Tak sie jakos stalo, ze stukam sobie pierwszy tekst do AM.
Nigdy nie lubilem pisac wstepow, ani w listach, ani w
wypracowaniach
w szkole. Z tego tez powodu ten zostanie okrojony do minimum.
O czym jest ten tekst, to pewnie wiekszosc z was sama oceni.
Ja mam tylko jedno do powiedzenia: pisze to, co mysle. Jesli ktos
mysli inaczej, niech udowodni, ze sie myle lub przynajmniej
przekona do swoich racji.
No, to wstep mam za soba. Pozwolcie, ze powiem sobie: uuuff! Na
takie prawdziwe "uuuuuuuffffff" przyjdzie czas dopiero
wtedy, jak skoncze tego paszkwila.
Jak juz wspomnialem na poczatku, kazdy z was oceni, o czym jest
ten tekst. Nie zdziwie sie, jesli dla jednych bedzie bez sensu a
innym da myslenia. W koncu kazdy ma jakies tam swoje zdanie.
Zanim na dobre sie rozklepie, napisze po krotce o tym, jak doszlo
do tego, ze... no wlasnie, pisze ten tekst. Wiekszosc z was
przypomina sobie na pewno "Riposte do PS'a..." (sorry
Qn'ik, to bylo konieczne), ktory byl zamieszczony w ostatnim AM
(lba se uciac nie dam, ale to byl chyba trzeci). Nie wiem jak wy,
ale ja czytajac tamten
tekst ubawilem sie niezle. Pomine komentarze Qn'ika, ktory
odgryzal sie, nie powiem, naprawde fachowo. Najwieksza radoche
mialem z tego, co o SW:PM pisal niejaki Autor tej ripoasty.
Zaluje, ze nie mialem okazji przeczytac samej polemiki. Zamiast z
nia, link polaczyl mnie z mocno zielona strona, ktora niestety,
nie byla zapelniona tekstem.
Mniejsza jednak o to. Od razu chcialbym was uprzedzic, a
niektorych pewnie zmartwic, ze nie bedzie to art poswiecony
produkcji George'a Lucasa. Ja tylko tak niechcacy o ta produkcje
zachaczam :). Pozwole sobie jednak wrocic do zapoczatkowanego
tematu. Po przeczytaniu wspomnianego tekstu pozwolilem sobie
stuknac do Qn'ika maila, w ktorym wypowiedzialem sie na temat
samego SW:PM jak i riposty. Otrzymalem odpowiedz (dzieki) a to
znowu podrzucilo mi kilka mysli. Zreszta nie tylko to. Do
zastanowienia sklonila mnie tez lektura CD-Action (intelektory
cholerne, he, he... :) i AR zamieszczonego w tym pisemku (wiem
Qn'ik, mialo nie byc o kompach, ale ja naprawde tylko o nie
zachaczam :). Przyznam sie teraz do czego zmierzam. Chodzi mi,
prosze pan i panow o nasze podejscie. Podejscie do tego, co
lubimy i do tego, czego nie lubimy. Dobra, kto ma na to ochote,
niech sobie teraz krzyknie "A zesz moralizator
chedozony!". Od razu temu komus przyznaje racje. Bo i czemu
nie?
Mozliwe, ze czesc z was zastanawia sie teraz nad tym, co
wspolnego ma "Riposta do PS'a" z moja klepanina,
mozliwe, ze troche chaotyczna. Ano to, ze bardzo zastanowilo mnie
podejscie autora do tego filmu. I o to mi wlasnie chodzi. Nie
watpie, ze wsrod ludzi, ktorzy ta riposte czytali, znalazlo sie
wielu fanow sagi Lucasa. Pozwolcie, ze slowo "fan" bede
czasami zastepowal slowem "zwolennik". Moze nie oddaje
znaczenia tak dokladnie, ale glupio jest jedno slowo w kolko
powtarzac.
Zauwazylem, ze sposob widzenia, jaki zaprezentowal autor nie jest
juz nawet fanatyzmem (a co wy mysleliscie, ze skad sie okreslenie
"fan" wzielo?), dla mnie to wygladalo bardziej na
zaslepienie. Nie chce w tym momencie jakos specjalnie krytykowac
tego czlowieka, nie taki jest moj zamiar. Co mialem do
powiedzenia na ten temat, to napisalem i uwazam sprawe za
zakonczona. Nie chce skupiac sie na jednostce, ale na
caloksztalcie "bycia fanem". Nie wiem jak wy, ale ja
uwazam to za smutne, ze ludzie, ktorzy reprezentuja rozne poglady
mloca sie jak jaskiniowcy. Najgorsze jest, ze miedzyplemienne
wojny wystepuja nie tylko w swiatku graczy ("graczy"
dlatego, ze autor riposty napewno sie do nich zalicza, inaczej
nie czytalby CDA :).
Wspomnialem gdzies na poczatku o CD-Action i jego AR (specjalnie
odpuszczam temat PS'a, kto go czytal i troche mysli, ten wie o co
mi chodzi). Czy zauwazyliscie, ze na lamach tego pisma
notorycznie tocza sie jakies wojny i wojenki? A to Quake'owcy
klna tych od Unreala (lub na odwrot, zeby nie bylo, ze tylko
jedni sa winni :), "elita" faqa lamerow, ci sie skarza,
tamci krzycza, inni placza, Jedi strzela do Barnaby, Smuggler go
wali po lbie, czytelnicy rzucaja blotem, CDA rzuca je do kosza,
powstaje zamieszanie i balagan. Tylko co niektorzy lapia sie za
glowy z rozpaczy, bo to do niczego nie jest podobne. Do tego
dochodzi jeszcze fakt, ze najwieksi "fani" uwazaja sie
za najmadrzejszych w danym temacie, a od tego w zasadzie
zaczynaja sie wszelkie wojny i wojenki.
Nie zaliczam sie do grona zapalonych graczy. Nawet nie jestem
pewien, czy moge sie zaliczyc do fanow czegokolwiek (dobra Qn'ik,
wyrzuc to z siebie, przeciez wiem co ci sie teraz na
jezyk/klawiature cisnie :). Pewnie, sa rzeczy, ktore lubie mniej
lub bardziej. Wydaje mi sie jednak, ze do wszystkiego nalezy
podejsc z odrobina rozsadku. Fajnie, ze jeden z drugim ma swira
na punkcie danej gry, filmu czy muzyki. Kupuje wszelkie, mozliwe
zwiazane z tym gadzety. Kazdy musi miec swojego
"konika" i to jest w pelni zrozumiale. Uwazam tez, ze
swietna sprawa jest posiadanie jak najwiekszej wiedzy na temat
swojego "konika". Mam jednak jedno pytanie: czy,
zamiast twierdzic, ze ten czy inny, to glab i sie nie zna, nie
lepiej jest sie to wiedza po prostu podzielic? Mowi sie, ze
gracze to jedna rodzina, ze metalowcy trzymaja sie razem, a punki
sie nie myja... a nie, to nie na temat :). Ja jakos tego nie
widze. W momencie, gdy pojawia sie jakas opinia na konkretny
temat i do tego jest malo pozytywna, to zaraz znajduje sie
mnostwo glosow, ktore za wlasciwe uwazaja zbluzganie czlowieka i
powiedzenie mu jak wielkim jest kretynem. Moze by tak wiecej
inwencji tworczej, prosze panstwa? Przyznam szczerze, ze
autentycznie imponuje mi postawa niejakiego Smugglera. Ma swoje
zasady, ale mimo tego, ze scene zna jak wlasna kieszen, nie uwaza
sie za piorun wie jakiego "eliciarza". Niejednokrotnie
pojawialy sie glosy (no dobra, to byly slowa pisane) rzycajace
gromy, bo Smuggler przesmugglerowal kacik scenowy na lamy CDA. A
co to komu przeszkadza? Czy scena komputerowa jest dostepna tylko
dla wybranych? Gdyby bylo tak, jak niektorzy sobie wyobrazaja, to
swiatek scenowy umarlby smiercia powolna i bolesna, bo nie byloby
nowych artystow. Ja tez jestem przeciwny publikowaniu tandety,
ale jesli chce sie tego uniknac, to nalezy podzielic sie swoja
wiedza z L. Amerem. Nie daje to 100% gwarancji, ze dany czlowiek
jest w stanie ja wchlonac i wykorzystac, ale zawsze jest jakas
nadzieja, ze bedzie nastepny qmpel na party. Moze sie przeciez
okazac, ze to calkiem fajny gosc. Osobiscie, do niedawna nic nie
wiedzialem o scenie komputerowej. Dopiero po lekturze kolejnych
artow w CDA dowiedzialem sie co to jest i z czym to sie je. Nie
tworze grafik na kompie (wole metode tradycyjna: papier +
olowek), nie tworze na kompie muzyki (od tego mam mojego
niebieskiego Kramera z pick up'ami Seymour Duncan), ale lubie
czytac o tym, ze sa ludzie, ktorzy to robia. Lubie popatrzec na
dobrze zrobiony rysunek, czy posluchac jakiejs ciekawej muzyki.
Jest w tym cos zlego?
Rozpisalem sie teraz na temat sceny komputerowej, ale zjawisko, o
ktorym pisze jest ogolnie wsrod naszej mlodzierzy widoczne. To sa
przykre fakty. Tak samo jest wsrod graczy. Jeden powie, ze Quake
to g...o a drugi da mu za to w zeby. Po co? Nie lepiej postarac
sie pokazac temu czlowiekowi, ze nasza ulubiona gra wcale taka
zla nie jest? Ja, na przyklad przyznam sie otwarcie, ze mam jakas
wrodzona niechec do Unreala. Podoba mi sie grafa, dzwiek, ale
jakos mi ta gra nie lezy. Wiem, ze dostala cholernie wysokie
oceny, ale cos mi w niej nie pasuje. Czy ktos chce mnie teraz za
to zbluzgac? Mam lepsza propozycje. Na koncu znajdziecie moj
adres e-mail, jesli ktos bedzie mial na to ochote, niech po
prostu klepnie do mnie kilka slow i sprobuje przekonac, ze ta gre
mozna polubic. A, musze do tego dodac, ze swego czasu prawie
nalogowo rabalem w Quake'a. Zastrzegam, ze to nie jest
prowokacja, moja propozycja jest calkiem powazna.
Przytocze pewien przyklad z zycia wziety (dobra, przyznam, ze z
mojego wlasnego). Pare dni temu gaworzylem sobie ze swiezo
poznanym kolega. Nasza znajomosc zaczela sie od rozmow o
fabularnym RPG. Wspomniany przeze mnie czlowiek siedzi w tym
temacie od paru lat, prowadzi sesje jako mistrz gry. Ja, jak do
tej pory, poznalem tylko RPG komputerowe (ach ten Fallout i
Baldur's Gate) a wiedze o fabularnym mam bardziej ogolna.
Zainteresowalem sie tematem i prawdopodobnie niedlugo rozegramy
sobie jakas sesyjke. Mimo tego, ze nie o RPG zamierzam teraz
pomarudzic, to musze przyznac, ze ow osobnik byl mi bardzo
pomocny w troche lepszym zapoznaniu sie z tematem. Rozmowa, o
ktorej chcialem napisac toczyla sie na temat muzyki.
Kolega, zapalony heavie metalowiec jeknal bolesnie, gdy uslyszal,
ze z magnetofonu stojacego na moim biurku w pracy saczy sie spiew
Steczkowskiej (a tak, wlasnie tak!). Tego samego dnia, tylko
godzine pozniej, z tego samego magnetofonu uslyszal Marillion
"Script for a jesters tear". Jekniecie bylo juz jakby
mniej bolesne, ale chyba wciaz nie byl zadowolony. Mina zmienila
mu sie dopiero, jak wrzucilem Children of Bodom a potem
poprawilem Iced Earth. No i tak w trakcie sluchania gadalismy
sobie o muzyce. W jakis sposob rozmowa zeszla na umiejetnosci
wokalne wykonawcow. Tutaj dopiero zaczal sie dramat. Czlowiek nie
tylko nie potrafil zaakceptowac ani zrozumiec tego, ze ja
naprawde doceniam talent Steczkowskiej. Probowal wrecz przekonac
mnie do tego, ze Max Cavallera z Sepultury dobrze spiewa! No, mi
w tym momencie rece opadly. Niejednokrotnie przerobilem wszystkie
plyty
(do CHAOS A.D. wlacznie) tej kapeli i nigdy, zadnego spiewu tam
nie slyszalem. Wokal, dobra, niech bedzie, ale na litosc boska,
nie spiew!
Zrozumialbym, gdyby ten kolega poparl swoja opinie jakimis
sensownymi argumentami.
Niestety, prozne moje nadzieje. Jedyne, co mial na poparcie, to
psioczenie, ze to jest beee,
tamto jest g.... a dopiero to jest cacy. Nerwica zaczela mnie
brac, bo nagle sie okazalo, ze z czlowiekiem wogole nie mozna sie
dogadac. Nic nie skutkowalo. Najgorsze w tym bylo to, ze naprawde
uwaza sie za diabel wie jak madrego i obcykanego w temacie. Efekt
byl taki, ze zniesmaczylem sie troche do czlowieka a do
umiejetnosci wokalnych Maxa mnie i tak nie przekonal. On
postanowil "przejsc" na metal, bo w tej muzyce sa
konkretne teksty a nie jakies tam pierdoly o milosci (chyba nawet
nie wie, jak bardzo sie pomylil). Nie wiedzial jednak, ze ja sie
na tej muzyce wychowalem a zauroczyly mnie w niej rytm, dynamika
i niesamowity kop jakiego mi daje. Mimo to, nie jestem nia
zaslepiony.
Pare lat temu, przyszedl do mnie kumpel, ktory mial problem ze
swoja gitara. Ja, jako, ze swoja (jeszcze wtedy mnie mialem
Kramera) znalem na wylot i nieraz ja rozkrecalem i lutowalem to i
tamto, obejrzalem jego wioslo. Poogladalem, pogralem, ustawilem
mostek, podokrecalem klucze, nastroilem i pokazalem, ze to
wioselko naprawde ma cos do powiedzenia. Na koniec, zeby czlowiek
mogl sobie w przyszlosci sam poradzic, wytlumaczylem co zrobilem
i dolozylem do tego kilka rad, ktore mogly sie przydac a jako
bonus zadeklarowalem chec pomocy w razie dalszych problemow.
Wiecie co? To wcale nie bylo trudne. Nastepnym razem jak sie
spotkalismy, to postawil mi piwo, zeby powiedziec
"dzieki".
Pare dni temu napisalem dla przyjaciolki skrypt, ktory mial jej
pomoc w poruszaniu sie po jej skrzynce e-mailowej. Nie wiem jak
dla was, ale dla mnie to naprawde zaden wstyd, gdy sie czegos
takiego nie wie. Nawet, jesli obsluga e-maila jest prosta jak
trzonek od mlotka. Naprawde sa ludzie, ktorzy tego nie wiedza.
Tacy, ktorzy stykaja sie z tym po raz pierwszy.
Musze wam powiedziec (a raczej napisac), ze zrobienie tego
skryptu naprawde nie bylo ciezkie. Sprawilo mi nawet przyjemnosc,
bo ktos zglosil sie do mnie po pomoc wierzac, ze jestem
czlowiekiem kompetentnym.
Mozliwe, ze niektorzy z was sobie teraz mysla: "Co on nam tu
do cholery inputuje?". Tylko kilka slow panocki: wiecej
tolerancji i wiary w ludzi. Jesli ktos nic nie wie a widac, ze
chce sie czegos nauczyc i zwraca sie do was o pomoc-dajcie mu
kilka rad (nie zapomnijcie najpierw wylaczyc opcji FUCK OFF ) {Na FUCK ON?!! Dobre!:)))}. Jesli ktos sie
wypowiada na jakis temat i ma inne zdanie niz wy, podejmijcie
wyzwanie i podyskutujcie z nim, ale nie twierdzcie, ze jest
debil. Przede wszystkim jednak, jesli uwazacie sie za
madrzejszych-udowodnijcie to. Mozecie w to wierzyc lub nie, ale
dopiero gdy probujemy przekazac swoja wiedze drugiemu czlowiekowi
poznajemy prawdziwy poziom swojej. Poza tym, czlowiek uczac
innych, sam tez sie uczy a nie ma takich, ktorzy juz nie maja
czego.
I niech nikt nie pisze, ze warunkiem pozwalajacym na
korespondowanie z nim jest udzielenie prawidlowej odpowiedzi na
takie, czy inne pytanie (nie moglem sie powstrzymac ;).
Pamietajmy o jednym, w jednym temacie mozemy byc obcykani, ale
moze byc tak, ze w innym juz ktos inny nas zagnie. I co wtedy?
Eddie
eddi@metallica.com
eddi@GO2.pl