Jeżeli znasz zespół Aural Planet i wiesz mniej więcej w
jakich klimatach tworzą to śmiało przeczytaj poniższy tekst.
Jeżeli pierwszy raz widzisz tą nazwę to też przeczytaj ten
tekst, może się czegoś dowiesz :).
Niedawno dokonałem rozsądnego zakupu i nabyłem drogą pocztową
(w musicshopach nie było) najnowszą (czyt. drugą) płytę
teraz już chyba dość dobrze znanego 'zespołu' Aural Planet.
Nie powiem, oczekiwałem na przesyłkę ze zniecierpliwieniem, i
gdy w końcu ją dostałem nie mogłem powstrzymać się od
natychmiastowego uruchomienia jej. Jednak po przesłuchaniu
pierwszych paru minut zdałem sobie sprawę, że ten pośpiech był
niezbyt dobrym pomysłem. Bo jak miał mi zabrzmieć cytuję:
trance, goa, psychedelic koniec cytatu, skoro przez ostani tydzień
żywiłem me uszy Kalibrem 44 i Spawaczami? Dźwięki, które
dobiegały do mnie były puste, brakowało im słów i w ogóle
brzmiały jednostajnie. Teraz mam nauczkę, że niewolno mieszać
dwóch różnych rodzajów muzyki. Jednak nie zwracając uwagi na
dobry głos, który podpowiadał mi: Poczekaj do jutra pacanie;
przesłuchałem kilka następnych utworów. Wrażenia miałem
takie same jak przed chwilą. Nie wiedziałem co myśleć....Czekałem
na ten kompakt dwa tygodnie, a tu monotonia ciągle te same
sample.....Ale z drugiej strony przecież to Aural Planet!
Scorpik, KeyG, Falcon i Raiden! Coś ze mną nie tak skoro mam wątpliwości,
czy cedek był naprawdę warty swojej ceny. Ale ponownie odwróciwszy
się tyłem do mojej inteligentniejszej....ćwiartki, przesłuchałem
kompakt do końca.
Dałem sobie jednak spokój bo nie mogłem całkowicie skupić się
na słuchaniu, gdyż próbowałem , zresztą z powodzeniem, przetłumaczyć
tekst zawarty w książeczce dołączonej do kompaktu. I tu zdałem
sobie sprawę, że gdzieś już coś podobnego czytałem. Chwila
moment! Przecież dokładnie to samo było w wywiadzie z
CDA....tyle że po polsku :). Z czystej ciekawości (złośliwości:))
sprawdziłem jeszcze kolejność nazw grupy wymienianych w CDA i
książeczce i o dziwo (tjaaa) była taka sama. Nie wiem po co
napisałem te pare ostanich linijek ale ten dziwny zbieg
okoliczności, nawet jeśli nic nie znaczy, zmusił mnie do
chwilki myślenia. Wracając do tej książeczki, zdziwił mnie
jeszcze jeden fakt. Była ona napisana w całości po angielsku.
Znowu chwilkę pomęczyłem szare (już nie długo...) komórki i
wydedukowałem, że książeczka napisana została w języku
uniwersalnym. Taaak, to wszystko tłumaczy.....Zaraz, nie
wszystko! Angielskim są też napisane pozdrowienia i inne thanxy
skierowane (jak mniemam) do polskich kumpli. Mam jeszcze takie
dziwne przeczucie, chociaż mogę się mylić, że ten krążek
został opublikowany tylko w Polsce. Sam nie wiem czemu piszę o
takich pierdółkach, ale lekko, a raczej delikatnie się wkurzyłem
khmm....zdenerwowałem.
Powiedziałem już co miałem powiedzieć o książeczce, to
teraz coś z innej beczki. Jeden dzień póżniej jeszcze raz
zabrałem się do słuchania płytki, tym razem z większym
spokojem. Oczyściłem umysł :) z wszelkich myśli i nacisnąłem
'play'. Hmmm. Secret Garden. W sam raz na początek. Nestępnie
Samahdi, Reminiscenter i tak dalej..... Muszę przyznać, że
naprawdę nie wiem co mi przedtem odbiło. Utwory były wspaniałe.
Szczególnie spodobały mi się Semirotation i Eternal Totem.
Przynajmniej myślę, że to były te....Bo właśnie tu wyłania
się jeszcze jeden przykry dla mnie fakt.....
Zwykle tytuły piosenek jakie słyszymy w radiu czy w telewizji są
częścią refrenu, albo pierwszymi słowami piosenki. Zauważyłem,
że tytuły utworów z demo sceny nieco się od nich różnią....
Nie ma w takich modkach wielu słów (zwykle wogóle nie ma ) i
nie można dać np. brzmienia jakiegoś sampla jako tytuł.
Hmm....."Psziuuuucziczucfijjuu" Jeszcze się z takim
tytułem nie spotkałem. Zwykle jako tytuł daje się nazwę
jakiegoś zjawiska, które kojarzy się nam z brzmieniem utworu.
I przyglądając się tytułom z płytki Aural Planet nie mogłem
sobie przypomnieć ani jednego sampla czy ich kombinacji, które
przypominałyby mi księżyc (Lunarplanetarium), nieśmiertelność
(Eternal Totem), czy bieguny (Polar Valves). Ale na przykład
odkrywanie ukrytego ogrodu było doskonale oddane dźwiękiem....tyle
że na początku Prayp, a nie Secret Garden. Teraz, gdy znam już
dość dobrze wszystkie utwory, ich tytuły to dla mnie puste słowa.
Może jeszcze niedotarły do mnie do końca te dźwięki, ale
naprawdę, słuchając płytki mogę rozpoznać jedynie dwa
utwory. Nie wiem jak było na pierwszej ich płytce, ale na tej
utwory są połączone. Gdy kończy się jeden, jego ostatnie dźwięki
słychać w następnym. Może i jest to dobry pomysł, ale skoro
są połączone to po co im tytuły? Chcę przez to powiedzieć,
że nie należy zwracać tu uwagi na tytuły tylko słuchać jak
leci.
W ostatnim akapicie nie chciałem powiedzieć, że płyta jest zła,
tylko że mam pewne niewielkie wady. Utwory są naprawdę dobre,
właśnie takich się spodziewałem, ale po prostu nie ma róży
bez ości :), a tymi ośćmi w Part: Second są właśnie tytuły....i
książeczka :).
Chciałem jeszcze wrócić do tego cytatu z początku tekstu.
Psychedelic goa trance . Otóż mam pewne trudności z odróżnianiem
muzyki, a kiedy zobaczyłem ten nagłówek pomyślałem :
"Co jest?! Miało być techno!". Dopiero dzisiaj
zrozumiałem, że są to odłamy techno. Zacytowałem je, ponieważ
niebardzo wiem, który utwór jest w stylu trance, który w goa,
a który w psychedelic. Ja po prostu ich nierozróżniam. Z ledwością
odróżniam rap od hip hopu, więc nie będę bawił się w
speca, podsumowując cały styl jednym słowem. Tak wogóle chciałbym,
żeby mnie ktoś uświadomił czym się różni ambient od goa. Z
tego może być nawet teleaudio! :)
To tyle.....Part Second polecam szczególnie miłośnikom techno.
klocek :
A co do tytułu płytki, to musieli chyba ślęczeć godzinami
zanim go wymyślili :))).