Ostatnio ni stad ni z owad doszedlem do wniosku, ze jestem masochista :). Co gorsza jestem jakby duetem sado-macho w jednej osobie, czyli cytuje "znajduje przyjemnosc w samoudrece psychicznej". Tak psychicznej, kazdy kto szukal juz pod lozkiem pejcza moze czuc sie zawiedzony. Bic sie nie dam! Smieszne nie? Smiejcie sie, smiejcie! Powiam wam cos wiecej. Na swiecie sa miliardy takich ja. Wy tez. Jak bowiem mozna nazwac to co sie z nami dzieje gdy gramy w gry. Producenci wciskaja nam, ze dzieki grom mozemy sie poczuc herosami itp. Jednak czy grajac w wiekszosc gierek nie mozna zalapac dola. No bo tak: ten gostek (chodzi mi o dowolnego bochatera gry) ma o kilkadziesiat centymetrow wiecej w bicepsie niz ja. Teraz cos dla plci pieknej: ta L.C. ma o kilkadziesiat centymetrow wiecej w bice... ehm.. w biuscie/biodrach niz ja. No i czemu ta ***** jest przedmiotem porzadania dla milionow samcow na swiecie (to nie tyczy sie tylko dziewczyn, mi osobiscie wystarczlaby setka fanek). Mozna by tak wyliczac dlugo. Bo przeciez nie jestesmy generalami, rajdowcami, rekinami finansjery. Jestesmy po prostu...

...zwyklymi ludzmi. I to mnie wstrzasnelo na poczatku (nie chodzi o fakt bycia Homo Sapiens). Gra o zwyklych ludziach dla zwyklych ludzi? Nie mozliwe. Takich gier nie ma. No nie liczac gier logicznych (chociaz w szachach tez mozna zauwazyc pewne elementy tej gigantomani). Chociaz nie! Przypominam sobie! Byl Mopy Fish (ale ryba nie jestem, to nie to). W ten sposob doszedlem do seri gierek pod tytulem Creatures. Ktos zna? Na pewno! Jednak te gry nigdy sie nie przebily do szerszej publicznosci. Poza tym w Creatures dbalismy "tylko" o zwierzaczki. Dlatego szczena opadla mi na podloge kiedy zobaczylem, ze z dnia na dzien na przeroznych grupach dyskusyjnych przybywa postow o The Sims. W tym momencie mialem jasnosc. Musze te gre miec! Nie wiedzialem o niej nic, a musze powiedziec, ze rzadko decyduje sie na zakup gry przed przeczytaniem recenzji w prasie. Gdy wreszcie mialem gre moglem zaczac grac... grac bez kompleksow.

I zaczelo sie. Po raz pierwszy postac byla tak bezradna. Tak ludzka. Kiedy Duke musial skorzystac z toalety? Kiedy Lara padala z nog i zasypila na podlodze. Nigdy! To jest to! Tak orginalnej gry nigdy nie bylo. Za sam ten fakt jest juz warta wszystkiego. No dobrze, ale o co w grze chodzi? Większosc z was pewnie już wie. Dla niezorientowanych wyjasniam. The Sims to symulator (gdzie mi k**** z tym joystick'iem podchodzisz) rodziny. Niech mi ktos powie, ze takich gier jest bardzo duzo. Przyznam sie rowniez, ze praktycznie na kazda gre z "sim" w tytule reaguje lekkim podnieceniem. Od dzisiaj podniecenie te bedzie wieksze. No dobra, ale o co tam chodzi?!! Krotko mowiac musialbym sparafrazowac pewien film - jaki ? ;)- (pewnie zrobie to niepoprawnie za co przepraszam) "(...)patrzy w lewo, patrzy w prawo, patrzy do przodu. I nic! Nic sie nie dzieje! Szarzyzna!" Tiaaa! W The Sims autentycznie nic sie nie dzieje. Nie uswiadczycie tu ani akcji, ani dreszczyka emocji (wyjatkiem jest moment pozaru lub wizyty zlodzieja). Po co wiec w to grac? Po co odgrywac te nudne szare zycie, ktore mamy na codzien? Bo to jest ciekawe i wciagajace. Po kilku dniach nieustannego grania w Simsow powiedzialem sobie "Dobra koniec! Ja tylko marnuje czas!". Ale nastepnego dnia wlaczylem ot tak sobie te gre i znowu gralem do wieczora. Ta codziennosc po prostu wciaga. Jak sie okazalo codziennosc, to nieustanna walka z czasem. W grze ciagle brakuje czasu. Czasami cholera bierze, gdy nasz Sim przez 3 godziny zdazyl tylko oddac to co ledwo zdazyl zjesc wczoraj, i juz musi gonic do pracy. Ale szybki czas moze byc tym co maniakom akcji zastapi inne bodzce wyzwalajace adrenaline. Niestety gra jest bardzo niebezpieczna. Grajacy mysli "Co ten czas tak szybko leci? Ja tam mam mnostwo czasu". Po czym orientuje sie, ze gra od 6 godzin, jutro ma klasowke, czy egzamin, a do tego musi sprzatnac mieszkanie. Sam sie z siebie usmialem jak po nocy spedzonej nad The Sims zerwalem sie z lozka i wiegajac do kuchni pomyslalem "Zjesc sniadanie, czy tylko cos przegryzc? Cholera, nie zdaze do pracy!" Potem sobie uswiadomilem, ze ja jeszcze nie pracuje, a sniadan zazwyczaj nie jadam. Grajac w The Sims musisz sprostac problemom natury fizjologicznej, sercowej i zawodowej. Czyli dla kazdego cos milego.

Dla wiekszosci graczy grafika to podstawa kazdej gry. Mi to osobiscie nie wyznacza mojej opini o grze (zwlaszcza o takiej grze), ale gdy wlaczylem The Sims bylem pod wrazeniem. Grafika jak na taki rodzaj gry jest bardzo dobra, a nawet lepsza. Nie jest to grafika rodem z najlepszych gier FPP (specjalnie nie podaje nazwy tej "najlepszej", po co nam klotnie o to ktora jest najlepsza. Jasne jest ze najlepszym shooterem jest... The Sims ;)), ale mi sie podoba. Nawet jest za dobra, bo kiedy mialem wielokondygnacyjny (ale slowko!) domek i wieeeeelosobowa rodzine to gra mi troche chrupala. Ale to chyba wina mojego sprzetu. Dzwiek... jest. Dzwieki z codziennego zycia i tyle. Multiplaya nie ma :(. I to wszystko.

Sumujac musze stwierdzic, ze jest to gra jakich malo. Jest to powiew swierzosci w swiecie gier. Nie bede sie wysilal na wystawianie jej oceny, bo nie jestem obiektywny. Jestem po prostu uzalezniony. Najlepszym dowodem na to jest fakt, ze grale w nia znacznie dluzej niz w inne gry, tzn. nadal gram. Drugim dowodem niech bedzie to, ze od kiedy pokazale ja siotrze nie moge dojsc do komputera, a aby napisac ten tekst musialem posluzyc sie podstepem.

P.S. Slysalem jakowoz gra ta jest przeznaczona dla malych dziewczynek i chlopcow, ktorym mamy wycieraja nosek. Niech no spotkam kogos kto tak twierdz, to mama nie bedzie miala czego mu wycierac.
P.S.S. Jezeli chcesz sie dopisac do listy mich fanek, przeprowadzisz mi operacje plastyczna, lu znasz jakies bezpieczne anaboliki - adres znany redakcji AM ;)

Knave