Grywalność dajemy gratis!
CZYLI PROBLEMY DZISIEJSZYCH GIER
Rynek komputerowy coraz bardziej przypomina świat cyberpunkowy.
Wielu z Was na
pewno kojarzy mniej więcej, o co chodzi: rządzą wielkie
korporacje, które wyparły lub
wchłonęły większość małych, niezależnych producentów i
co do tego nie ma żadnych
wątpliwości. No dobra, ale dobrze to czy źle?
Pominę milczeniem firmy typu Intel, Microsoft czy TPs.a. (niech
w ogniach Tartaru spłoną-
he he!) i skupię się na grach.
Zacznijmy więc od początku. A na początku w zamieszłych
czasach, gdy Bill G. nie był
jeszcze miliarderem, a komputery szalały z prędkością kilku
mhz gry były tworzone w dość
odmienny od dzisiejszego sposób. Wiele z nich było robionych
przez maniaków
komputerowych, którzy zwyczajnie z nudów pisali sobie gierki
traktując to raczej, jako
zabawę, kolejną przygodę z komputerem. Dzięki temu nie byli
poddani presji swoich
zwierzchników( bo ich nie mieli) i mogli pisać co tylko chcą i
kiedy tylko chcą. Siłą rzeczy
nie były to jakieś wybitne produkcje pod względem graficznym
czy dźwiękowym, (chociaż
ówczesny sprzęt nie pozwalał znowu na jakieś wyrafinowane
fajerwerki graficzne), a mimo to
osiągały nierzadko ogromny sukces przyciągając przed
monitory( albo ekrany telewizorów)
mnóstwo ludzi. Naturalnie istniały już firmy profesjonalnie
zajmujące się tworzeniem gier,
ale ich pracownicy byli takimi samymi maniakami, tyle że ich gry
były trochę bardziej
dopracowane od strony technicznej. W skrócie więc gry były
wtedy robione "for gamers by
gamers" (Zgadnijcie, jaka firma ma taki slogan;)) i wszyscy
byli zadowoleni (no dobra może
trochę idealizuję;)).
Z czasem wszystko zaczęło się zmieniać. Komputery stawały się
coraz popularniejsze, a
sprzedaż gier zaczęła przynosić poważne zyski. Zauważyli to
ludzie interesu i zaczęli
inwestować...
Dziś producenci gier to wielkie korporacje bezwzględnie walczące
o każdego klienta, Te
najsławniejsze zostały założone przez dawnych fascynatów
takich jak Carmack, Romero czy
Garriott, co owocuje wciąż świetnymi produkcjami (w stylu np.
Quake ]|[:Arena- ach, te
cyferki;).
Inwestycje finansowe nie poszły tylko w reklamę, co widać i (słychać)
sekundę po odpaleniu
niemal każdej nowej gierki. Ich jakość jest zadziwiająca i ciągle
wznosi się na coraz wyższy
poziom. Nic dziwnego- nad produkcją gry pracuje teraz często
niewyobrażalna liczba ludzi.
Graficy specjalizują się w poszczególnych elementach strony
wizualnej (wiadomo- ktoś robi
tekstury, ktoś inny animację postaci, jeszcze inny projektuje
poziomy itd.).
Muzyka to już profesjonalne produkcje, które można by śmiało
sprzedawać oddzielnie,
Zdarza się, że jest grana przez orkiestrę symfoniczną, tudzież
zespół metalowy (fear factory
rulez;)), po prostu klasa sama w sobie.
Kod gry jest tworzony przez całą ekipę specjalistów wyciskających
z siebie siódme poty (no
nie zawsze), żeby to wszystko sprawnie chodziło. Zresztą
najlepszym dowodem, jak trudna
jest to praca są ceny engineów, które mogą zwalić z nóg co
bardziej wrażliwych.
Taaak bez wątpienia gry wiele zyskały, jednak jest jedno
"ale".
Grywalnosć, a właściwie jej brak powoduje, że po kilku
(-nastu) godzinach grania odchodzi
ochota na siedzenie przed komputerem i tracenie czasu na taką
"rozrywkę", a CD można bez
obaw umieścić lotem koszącym w śmietniku, ( chociaż właściwie
to można pójść na plażę i
porzucać sobie tym kompaktem z przyjaciółmi, co prawda trochę
go znosi, ale grywalnosć
jest ultra wysoka;)).
Winę za brak miodności ponoszą te wielkie pieniądze, które
pojawiły się na rynku gier.
Producent, który wydaje grę w ciemno musi najpierw wyłożyć
na ten cel masę zielonych- bez
jakiejkolwiek pewności, że ten interes mu się zwróci. Właśnie
dlatego wiele świetnie się
zapowiadających gier idzie do piachu.
Przez taki stan rzeczy jesteśmy zalewani masą sequeli i dodatków.
Dystrybutor wydający na
rynek coś takiego ma niemal stuprocentową pewność, że taka
produkcja dobrze się sprzeda.
Tym samym w grach wciąż są powielane sprawdzone pomysły, a
zmiany dotyczą tylko
grafiki itp.. W dodatku ludzie tworzący grę nierzadko są popędzani
przez swoich
zwierzchników (i graczy), co nie sprzyja za bardzo pracy twórczej.
Na szczęście powstają jeszcze gry miodne, z wieloma nowymi, świeżymi
pomysłami, gry
które trafią do klasyki i długo jeszcze nie zostaną
zapomniane. Dzięki nim rynek posuwa się
naprzód i korzystając z nowości w nich zawartych powiela je w
kilkudziesięciu innych grach
w oczekiwaniu, aż znowu ktoś wyda coś nowego.
Co najdziwniejsze, niemal wszystkie te pionierskie produkcje
tworzą młode i małe firmy,
które często dopiero debiutują na rynku. Są one jednak
wydawane pod szyldami ich
właścicieli- gigantów takich, jak Psygnosis (Metal Fatique-
zrobione przez Zono), którzy jako
nieliczni zaryzykowali wydając na świat niepewną finansowo grę,
(chociaż gra jest warta
świeczki, bo takie gry mogą przynieść monstrualne zyski) i
chwała im za to.
Jak widzicie daleko nam jeszcze do cyberpunkowych obrazków.
Gigantyczne molochy
pokroju Infogrames czy EA nadal wydają na świat dobre i miodne
gry. Trzeba tylko dobrze
poszukać w stercie marnych produkcji określanych mianem hiciorów
na miarę
dziesięciolecia. Z grami jest jak z muzyką. Na pierwszy rzut
oka wydaje się, że muza to tylko
Britney Spears, czy Enrique (...Boże, tu potrzeba lekarza;)),
ale prędzej czy później okazuje
się, że pod tą górą komercyjnej papki znajdują się owietne
zespoły typu Atari Teenage Riot
czy Moonlight - wystarczy poszukać. W tych olbrzymich firmach
zawsze się znajdzie kilku
fascynatów pokroju Gariotta.
Mimo, że na rynek gier wkroczyły wielkie korporacje, to on wciąż
należy do maniaków, dla
których nie ważne są pieniądze, którzy po prostu kochają
to, co robią i robią to świetnie.