Pamiętam swoje początki z komputerami. Miałem wtedy 9 lat i dostałem swojego pierwszego Peceta. Oczywiście cały czas przed nim siedziałem. Moja beztroska nie trwała jednak długo. Po około pięciu miesiącach komputer się zepsuł. Tzn.ja go zepsułem:). Teraz na szczęście potrafię już zrobić co nieco, ale wciąż spotykają mnie "głupie problemy" z którymi nie mogę sobie poradzić. Dziś chciałbym opowiedzieć o swojej przygodzie z internetem.
Urodziłem się w 1985 roku, więc jako uczeń ostatniej klasy VIII w historii szkolnictwa zdawałem egzaminy do liceum. Rodzice powiedzieli, że jak się dostanę to kupią mi modem. Do liceum się jakoś wkręciłem:) i czekałem tej upragnionej chwili wyjścia do sklepu komputerowego po urządzenie, które miało otworzyć mi okno na świat:). Wreszcie! Pewnego poniedziałku wybrałem się do sklepu. Tam stał przedemną pierwszy dylemat. Jaki modem wybrać? Początkowo chciałem wziąć Kobre, ale padło na Spirita. I właśnie w tym sklepie zaczęła się moja przygoda, o której piszę poniżej.
Serwisant spytał się mnie czy zainstalować modem na miejscu. Ja mu na to, że tutaj:). Więc zaczęło się rozkręcanie komputera. Po zdjęciu obudowy pan Zbigniew(bo tak miał na imię serwisant) pewnym ruchem ręki "wsadził" modem do slotu PCI. Wtedy nadeszła upragniona chwila sprawdzenia czy modem działa. I...qpa!!! Komputer wogóle nie chciał ruszyć:(. Po godzinie odręcania,przykręcania okazało się,że wszystkiemu winna jest karta graficzna. Gdy widziałem jak "specjalista" "wpycha ją na hama" w gniazdo AGP, aż mnie się żal zrobiło tego komputera:). Sterowniki zainstalowałem sobie sam. W domu znów się zaczęło. Wpinanie tych(i tak Qn'ik by to ocenzurował:)) kabelków do gniazdka telefonicznego było okropne. Klnęliśmy wtedy z tatą jak stare szewce:). W końcu się udało. Nadeszła godzina, w której miałem ponownie sprawdzić jak działa mój wymarzony modem. I...znowu qpa:(. Rozłanczało mnie co dwie minuty. Nieźle się wtedy wku******. No nic-powiedziałem sobie;)-jutro obdzwonie wszystkich znajomych informatyków. Niestety, nikt nie poradził mi nic sensownego. Chyba z wyjątkiem Tigesa(przy okazji pozdro dla niego), który doradził mi wtedy jedyną słuszną rzecz. "Zanieś komputer do specjalisty":). No i zaniosłem. Tam okazało się, że mój modem działa znakomicie. Jest szybki i wogóle:). Sprawcą całego "zamieszania" był zbyt długi kabel. Czy to nie...prymitywne? A jednak. Dziś korzystam z internetu takiego jakiego chciałem.
Powiedzcie mi czytelnicy, czy te komputery nie potrafią być złośliwe. Niby nikt się nie spodziewał, że winę ponosi jakiś głupi kabel, a tu taka niespodzianka:). Jeśli ktoś z czytelników tego arta miał podobne kłopoty niech je opisze. Będę przynajmniej wiedział, że nie jestem sam:).
BATON
Jeśli chcesz do mnie napisać kliknij tutaj