Andergrałnd, czyli jaka Scena, taki underground
Smuggler
<Wersja osobiscie przejrzana i ocenzurowana :p Smg.>
Tekst ów powstał w wyniku ostrych (ale kulturalnych) dyskusji, które miały miejsce na irc, pomiędzy mną, prowadzącym niniejszy Scene-corner w CDA i grupą Scenowców. Zostałem bowiem frontalnie zaatakowany za... niszczenie polskiej pc-Sceny. A mówiąc ściślej: niszczenie jej undergroundowości. Ten wątek przewija się wprawdzie przez teksty rozmaitych ludzi (np. Atoma, zamieszczony w 09/98 CDA) ale widzę, że trzeba znacznie pogłębić ów temat, bo nawarstwiło się tu wiele nieporozumień.
Patrząc przez tyle lat na ewolucję Sceny (tak amigowskiej jak i pc-towskiej) mogłem nabrać pewnego dystansu do zachodzących na niej wydarzeń, jak i istniejących tam ludzi. Wiem, że egzystują tam idealiści, jak i cyniczni karierowicze, są prawdziwi geniusze ;) ale i beztalencia, którzy maskują to totalnym nieróbstwem, okazjonalnym swappingiem, czy wodolejstwem w magach. Wiem, że dzieje się wiele fajnych rzeczy - jak i też Scena jest areną gorszących i żenujących poziomem kłótni i wojenek. Na łamach CDA prezentowałem dotąd nieco wyidealizowany obraz Sceny, na zasadzie "wszyscy Scenowcy to jedna rodzina". Chodziło mi bowiem o przyciągnięcie ludzi do Sceny i nie uważałem, że musimy prać Scenowe brudy na łamach wysokonakładowego miesięcznika. Od tego są przecież magi...
Czemu to czyniłem - tj. lansowałem (i lansuję) Scenę na łamach CDA? to proste. Po pierwsze chciałem/chcę pokazać graczom, że są alternatywne metody wykorzystywania komputera. po drugie chciałem/chcę zmienić ich nastawienie. Granie jest działaniem wybitnie pasywnym i miałkim, natomiast każdy kto istnieje na Scenie musi - chcąc nie chcąc - być aktywnym, zmuszać się do pracy nad sobą i doskonalenia swego talentu, poznawania sprzętu i jego możliwości itp. Po trzecie (i najważniejsze) w czasach gdy byłem Scenowcem amigowska "papierowa" prasa (choć były chwalebne wyjątki) traktowała Scenę mniej więcej jako zbiorowisko wariatów skrzyżowanych ze stadem debili, a cparty było (w oczach dziennikarzy) czymś w rodzaju alkoholowej orgii dla świrów. Przez wiele lat uparcie dążyłem tak do zaistnienia Sceny na łamach branżowych pism, jak i zmiany jej wizerunku w oczach czytelników tychże pism. I nie byłem sam, ponieważ ogromna większość ówczesnych Scenowców bardzo licznej w latach 91-96 Ami-sceny popierała moje dążenia.
[Tu proszę wszystkich szanowych obywateli Scenowców o powstrzymanie się od polemiki dot. w/w 3 punktów. Wiem wiem, nie mam racji itp. - taka jest przynajmniej Wasza opinia. ale chrzanię to. Tak jest! Prawda jest taka, że Wy wiecie swoje i ja swoje i żadna ze stron drugiej nie przekona. Więc radzę od razu odpuszczenie sobie jałowych dyskusji na temat "czy Smuggler ma rację postępując jak postępuje". OK? Dyskutujmy o wszystkim ale nie o tym!]
Wróćmy do tematu. Fdy więc dostałem pracę w CDA i parę stron do swej dyspozycji wydawało mi się, że złapałem Pana Boga za nogi. Teraz Scenowcy będą mieli swój stały corner, zaprezentujemy światu ich osiągnięcia, nagłośnimy sukcesy, będziemy zamieszczać Scenowe artykuły... No i co? I owszem, wielu ludzi (W tym całkiem sporo Scenowców) przyjęło to z mniejszym lub większym - ale entuzjazmem. Ale też wielu miało mi to za złe. Rozumiałem napalonych graczy - dla nich jest to tylko marnotrawstwo miejsca w gazecie i na CDku. W miejsce tej głupiej i po*** Sceny przecież można by wrzucić ze dwie recenzje gier i 1-2 dema na CD! Wiedziałem też, że część Scenowców ma mi za złe, iż "zdradzam tajemnice" Sceny jakimś lamerom, beginnerom. Itp. No ale zawsze byli tacy, którzy najchętniej by zakazali wejścia na Scenę tym wszystkim, którzy na starcie nie prezentują co najmniej światowego poziomu... Złośliwie podsumowywałem takich ludzi, że oni zapewne urodzili się ze znajomością assemblera, obsługę programów graficznych wyssali z mlekiem matki, a pierwszą setkę kontaktów załapali już na oddziale dla niemowląt w szpitalu położniczym, swappując smoczkami. :-)
Tymczasem po owej sesji na ircu okazało się, że lista moich "zbrodni" przeciwko Scenie jest znacznie dłuższa, za przeciwników mam nie tylko graczy, a największym z mych grzechów jest odarcie Sceny z - uwaga - undergroundowej otoczki.
Ten zarzut padał podczas dyskusji częściej niż deszcz podczas oberwania chmury. CDA niszczy Scenę, odziera ją z tajemnicy, komercjalizuje, wpuszcza chmary głupich beginnerów i nic nie umiejących lamerów. Zgroza!!! (Dodajmy, że wedle moich sondaży, to takie opinie wygłaszane są najczęściej przez osobników wieku zwykle nie przekraczającym 19-20 lat i 1-2 letnim stażem Scenowym. Tzw. "stara Scena" ma do tego inne - raczej pozytywne - podejście, przynajmniej w sporej części, co zresztą postaram się poruszyć (i udowodnić) w następnym arcie). A ja... miałem zaz wrażenie podróży w czasie. dokładnie te same biadolenia słyszałem i czytałem w magach gdziez w połowie 1992, gdy amigowska Scena nagle niesamowicie rozkwitła, ba - wręcz wybuchła! A mówiąc konkretniej: drzwiami i oknami walili na nią głodni sławy beginnerzy. Skąd się wzięli - ano ci pierwsi jakoz znikąd, a że nieco bardziej zaawansowani Scenowcy zajęli się nimi całkiem serdecznie, to i wkrótce zadziałał efekt "kuli śniegowej" (nowi wciągali nowszych) i amigowska Scena zaczęła przeżywać niebywały rozkwit. Ale ci, którzy siedzieli na Scenie od samego jej początku, tj. od 1989-90, podnieśli wtedy larum. "Bo to kiedyś Scena była kameralna, na cparty zjeżdżało się 30-70 ludzi i znało się każdego z imienia. I co to byli za ludzie... Mądrzy, utalentowani, dowcipni, przystojni ;)... A teraz - jakaś lameria na każdym kroku, nie znają dobrych obyczajów, są - zbyt - młodzi, prezentują jakieś denne grafy i modki, na ostatnim party było ponad 300 ludzi i wystawiono aż 9 dem na compo, zamiast 2-3, jak to kiedyś bywało. A połowę z nich to tylko o kant dupy potłuc. Aj waj! Scena ginie, umiera, komercjalizuje się, czarno widzimy jej przeszłość" - krakali dawni prawdziwi Scenowcy.
I rzeczywiście mieli rację - ich Scena umarła! Do końca 1993 spora część (większość!) ludzi, którzy wstąpili na Scenę na początkach lat 90-tych... Zniknęła. Nie wiem czy wskutek niesmaku wobec tej nowej, niewiele jeszcze umiejącej lamerii, czy też nastąpiła normalna wymiana pokoleń - wiadomo, szkoła, studia praca, rodzina; dzieci się nawet niektórym starszym porodziły itp. A ta paskudna lameria? No cóż, bezczelnie rozpanoszyła się na Scenie. dziś ostatni z nich robią za mega-elitę na Scenie amigowskiej, a wielu jest też ludźmi powszechnie znanymi i cenionymi także na Scenie PC-towskiej. przykładzik? Walnę z bardzo grubej rury: Extend (Xtd), czy Scorpik. Obaj debiutowali w połowie roku 1991. Xtd rzeczywiście zaczął od razu z bardzo wysokiego c - zajął bodaj II miejsce na swoim pierwszym party. A Scorpik? Jego pierwszy moduł był... Zaledwie przeróbką (fakt, że gruntowną) modułu jakiegoś gościa z zachodu! A parę pierwszych autorskich modków wcale dużo nie odbiegało na plus od tego, co możecie znaleźć w katalogu "modki czytelników" na kompakcie CDA. Ale już w rok później gość pokazał lwi pazur, a po dwóch latach był już muzykiem z kręgu ścisłej elity. A teraz pomyślcie co by było, gdyby ktoś na początku jego kariery wrzasnął "spadaj ze Sceny lamerze - beginnerze! Nic nie potrafisz!!! Nie chcemy cię tutaj, jesteś nikim! Spad!!!". Mało Wam? A Musashi (Znany ongiś amigowski i PC-towski koder). To samo! Jego pierwsze obszerniejsze intro było bezczelnym 100% rippem procedur z zachodniego dema! Przykłady mógłbym mnożyć...
CI, KTÓRZY TERAZ BIADAJĄ NAD NAPŁYWEM NOWYCH, NIEDOŚWIADCZONYCH, LUDZI NA SCENĘ ITP. PRZYPOMINAJĄ MI MAŁE DZIECI, KTÓRE PŁACZĄ NA WIDOK PADAJĄCEGO ŚNIEGU. CZEMU? BO WIDZĄ GO PO RAZ PIERWSZY I WYDAJE SIĘ IM, ŻE NASTĄPIŁ KONIEC ŚWIATA. PO PROSTU NIE WIEDZĄ JESZCZE, ŻE TO ZWYKŁY CYKLICZNY PROCES...
I w ogóle trzeba się - w końcu - rozprawić z mitem "undergroundowości" Sceny. Ten długi wyraz bardzo się podoba sporej liczbie Scenowców , że międlą go w ustach, jak - nie przymierzając - krowa trawę. Co to jest ów mityczny underground - tego nikt tak naprawdę nie wie do końca. Pomęczyłem paru ludzi, którzy twierdzili, że CDA zniszczyło undergroundową otoczkę wokół Sceny - "a zdefiniujcie mi, chłopaki, co to znaczy"? Zwykle następowała nagła cisza, przerywana stęknięciami typu "nooo, jak jest kameralna... otoczona tajemnicą... trudno dostępna... totalnie anarchistyczna... niezależna... niekomercyjna... rządząca się własnymi prawami... i w ogóle... undergroundowa!" ;). Przyjmując tę nieco mętną definicję za podstawę rozważań stwierdzam od razu, że Scena od dawien dawna nie jest już undergroundowa, a otoczkę tę zniszczyli... sami Scenowcy, długo przed pojawieniem się CDA!
Tu użyję brutalnego porównania: większość Was prezentuje Scenę jako niewinną panienkę w bieli, którą to alfons Smuggler z CDA rzucił na pożarcie jakimś chamom, którzy ją haniebnie zbezcześcili. ale prawda jest taka, że panna (cheche, panna!) Scena, już dawno puszczała sie na lewo i prawo (i nie za darmo...), a Smuggler tylko jej zrobł reklamę i zwiększył ilość klientów!!! Jaka panna, jaka niewinna, jaka biel?! Chyba tylko dla ślepych i zakochanych (bo jak wiadomo miłość jest ślepa).
Wkurzeni? Dobrze, o to mi chodziło! A teraz ochłonijcie, bo chciałbym następne akapity czytane były "na zimno", ponieważ tam postaram się udowodnić to, co napisałem powyżej!
Zacznijmy od tego, że organizacja, w której istnieje ścisła hierarchia (patrz: chartsy, gdzie nieustannie weryfikuje się swoją pozycję na Scenie), i która uległa wyraźnej auto-komercjalizacji nie może tym samym być undergroundowa. (Ot: nagrody na kompo - czyż to nie przejaw komercjalizacji, szczególnie gdy w dużym stopniu są one sponsorowane przez normalne i jak najbardziej komercyjne firmy, w zamian za reklamę... "Witamy na koncernie niezależnej, anty-komercyjnej hiper-undegroundowej grupy punkowej, którego sponsorem jest Sony, Microsoft i producent papierosów Marlboro, a menagerem grupy Michael Jackson. Pijcie frugo! Kupujcie koszulki z logiem zespołu!" itd. :)))
Zresztą mniejsza nawet o sponsoring. Załóżmy, że go nie ma. Czy Scena przez to staje się undergroundowa? Nie! Bo już sama forma kompo jest przejawem hierarchizacji i komercjalizacji Sceny pospołu! Niby czemu w ogóle sprawdzać "kto jest lepszy, kto zrobił lepsze demo, kto ma większy talent do robienia graf"? A komercjalizacja to, proszę panów, nie tylko branie kasy za swoje produkcje - to tylko jedno ze znaczeń tego słowa. Komercjalizacja to także uleganie stereotypom, a czy jest większy stereotyp niż porówywniae "kto lepszy, kto gorszy"!!!? Bo po co?!!! (Undergroundowe cparty to dla mnie mnóstwo stanowisk komputerowych, na których twórcy prezentują swe dzieła, a zainteresowani oglądają i słuchają to, na co mają ochotę, nie bawiąc się naturalnie w żadne głosowania - bo po co? Wszyscy są sobie równi, jako członkowie komputerowej gildii magików ;)). A skoro wiadomo kto jest lepszy natychmiast Scena zaczyna formować feudalną piramidkę: królowie i książęta - elita, szlachta - ci nieźli, mieszczaństwo - coś umiejący i godne pogardy pospólstwo, którego zadaniem zasadniczo jest głosowanie na elitę na chartsach (I ciche marzenie o tym by awansować w tej hierarchii... Nieważne w jaki sposób i jakim kosztem) no i wnoszenie opłaty za wstęp na party. Nie wspominając o kolejnych rozwarstwieniach w obrębie samej elity itp.
I jaka to undergroundować (tu: niekomercyjność) panuje na Scenie, gdy niejeden raz dochodzi do gorszących kłótni, gdy nagrody na party są niższe od zapowiadanych, zaś sporo ludzi motywuje do pracy nie tyle żądza sławy, co sława + kasa czy raczej kasa + sława... Albo sama kasa? Rozumiem, że można nagrodzić wysiłek twórców dema np. wieńcem laurowym z dyskietek albo złotym... CD-romem ;) - ale płacenie komuś bynajmniej nie symbolicznej kasy za jego totalnie "undergroundową" produkcję jest dla mnie już nadmiernie ultra-undergroundowe ;). Nie rozumiem tego! Albo robimy coś dla sztuki - albo kasy. I nie ma "dla sztuki ... ale nagroda na kompo to coś innego". Sami się okłamujecie! Albo się jest dziewicą albo nie i nie ma tłumaczeń, że "dałe(a)m ciala za pieniądze ale dziwką nie jestem, bo to co innego, bo to nie były pieniądze a np. złota biżuteria". Każdy, kto wziął jakąkolwiek kasę czy nagrodę rzeczową o wymiernej wartości finansowej, ten już stracił swą "niewinność". Tak, już się skomercjalizował! Bo skąd pochodzi kasa na nagrody na compo guzik mnie obchodzi. Czy te pieniadze podchodzą od sponsorów, czy z samych wpływów za bilety, to jest ta sama kasa. Na banknotach wręczanych jako nagrody na party nie pisze przecież "tę forsę zarobiono w sposób niekomercyjny".
KAŻDY KTO WZIĄŁ KASĘ ZA WYSTAWIENIE JAKIEJKOLWIEK PRODUKCJI NA KOMPO - NIE MA PRAWA NAWET MRUKN?. O UNDERGROUNDZIE!
(I tu dla porównania: ci lamerzy "made in CDA" wiedzą że wysyłając swe modki nie dostaną nigdy za to ani grosza. Im tylko zależy by inni posłuchali ich prac. Kto ma zdrowsze podejście do Sceny i jej pierowtnej idei, no kto?. Wy, panowie Scenowy, jesteście jak biskupi, którzy w kapiących od złota szatach, w pysznych i arcybogatych kościołach, głoszą nauki tego, który z ubóstwa zrobił cnotę. Po prostu wypaczyliście pierwotną ideę Sceny - tak, tej undergroundowej niekomercyjnej Sceny! i co wy na to??!!).
I nie czepiam się tu np. Scorpika, że zarabia na komponowaniu muzyki do komercyjnych gier, bo nie widzę żadnego powodu by tak nie czynić. Czemu nie, niech zarabia skoro potrafi! (Mogę tylko pozazdrościć). On po prostu pracuje za kasę i wszystko jest jasne. Ale ci, którzy robią to samo, udając jednoczeznie, że są tak naprawdę bezkompromisowi i gardzą "sprzedawaniem się" itp. po prostu budzą moje politowanie. (Nie wspominając już, że najgłośniej krzyczą o komercjalizacji ci, którym nikt nie zaoferował takiej możliwości zarobkowania, gdyż są za ciency, więc kasa za kompo to jedyna możliwość dorobienia sobie swymi Scenowymi umiejętnościami).
SAMORZUTNIE NARZUCONA SZTYWNA HIERARCHIZACJA I STALE ROSNĄCA KOMERCJALIZACJA - CZYŻ TO NIE PRZECIWIEŃSTWO ANARCHIZMU I NIEZALEŻNOŚCI, CZY TO NIE KOLCI SIA Z PODANĄ DEFINICJĄ UNDERGROUNDOWOŚCI SCENY?
Powróćmy do wymienianych cech "undergroundowej PC-sceny". rządzenie się własnymi prawami - ok, Scena to robi. Tu zgoda. Zatem ujawnienie przez CDA podstawowych praw powinno jeszcze tylko... umocnić tę tendencję, bo przynajmniej można wiedzieć czego się trzymać! Wiem wiem, zerwanie ze Sceny nimbu tajemnicy może nie wszystkim się podobać - ale jak pragną dreszczyku emocji, poczucia uczestnictwa w czymś nie do końca legalnym, niedostępnym zwykłym śmiertelnikom... no to mogą wstąpić do tybetańskiego klasztoru, oddziału antyterrorystycznego, czy do loży masońskiej. Bo Scena powinna być - IMHO - dostępna dla wszystkich!!! Być może ci, którzy wstąpienie na Scenę opłacili np. licznymi próbami, upokarzającym błaganiem o jakieś informacje od już "wtajemniczonego" kumpla itd. Teraz z zawiścią patrzą na tych, których niemalże prowadzimy za rączkę, którzy nie muszą się męczyć, bo mają wszystko pokazane czarno na białym. no ale drodzy panowie - wasze frustracje nie mają tu nic do rzeczy. To nie fala w wojsku - to, że komuz było trudno wejść na Scenę i sporo się napocił zanim poznał jej tajemnice, nie znaczy, że teraz nowicjusze też muszą to przechodzić... Mam niestety wrażenie, że niektórzy ze Scenowców traktują Scenę jako rodzaj własnego folwarku, na który wstęp mają oni i zaproszeni przez nich goście. Każdy obcy przybłęda zasługuje co najwyżej na wykopanie za bramę (vide polemika ze Steffi w jednym z CDA, bodaj 4/99). A prawda jest taka, że nikt nie ma żadnego prawa do Sceny, nikt nie może uzurpować sobie prawa do określania kto i kiedy może tam wstąpić. Każdy, kto chce do niej należeć - będzie do niej należał, choćby nawet 1000 osób albo i cała Scena miało mu to za złe, podobnie jak np. nikt nie zabroni mi oddychać tym samym powietrzem co Lazur albo wystawić swoją żałosną grafę na kompo ;).
Scena mogła być - i pewnie była - undergroundowa, kiedyś, w swoim zaraniu, gdy tworzyło ją dosłownie kilku maniaków na krzyż i nikt prócz nich nie wiedział, że coś takiego w ogóle funkcjonuje; gdy nie trzeba było robić invitek na cparties, bo tych 5-10-15 ludzi i tak znało się jak łyse konie i mieszkali w jednym mieście... I nie bardzo wiedzieli o innych takich świrach w innych miastach. Ale to już totalna prehistoria i wątpię by więcej niż 1-5% dzisiejszych Scenowców mogło tego dozwiadczyć na własnej skórze (ja byłem na to za młody stażem..., choć pamiętam jedno party, gdzie nie było nagród na compo, bo jeszcze nikt na to nie wpadł... Tak tak, to były czasy). Prawda jest taka, że underground i Scena to już dawno dwa zupełnie oddzielne i praktycznie wzajemnie sprzeczne pojęcia. prawda jest też taka, że to Scenowcy własnymi rękami zniszczyli niemalże zupełnie wszystko to, co w Scenie było undergroundowe!
A WIĘKSZOŚĆ Z TYCH, CO DZIŚ PŁACZE NAD UTRACONĄ "NIEWINNOŚCIĄ" SCENY, NIGDY TAK NAPRAWDĘ JEJ NIE DOŚWIADCZYŁA, A TEN PŁACZ MA SUGEROWAĆ, ŻE PŁACZĄCY MUSI BYĆ SUPER-ELITĄ, SKORO PAMIĘTA JESZCZE UNDERGROUNDOWĄ SCENĘ?
Więc niech mi dzisiejsi 14-18-latkowie nie pouczają mnie o tym jakie kiedyś wyglądała Scena i jaki to był tam underground. Gdy Scena była undergroundowa oni, by uruchmoić komputer starszego brata, musieli stawać nogami na fotelu przy biurku ;) albo jeszcze siusiali w pampersy. Sorry za brutalnie wygarniętą prawdę w oczy - ale taka jest prawda!
Co do mnie - zamierzam nadal konsekwentnie walczyć z wszelakimi próbami zawłaszczenia Sceny i ograniczania jej rozwoju, czy izolacji tych, którzy nie podobają prawdziwym Scenowcom. Możecie bluzgać mnie ile chcecie - mnie to wali. Możecie blokować mi dostęp do swego stuffu - Wasza strata, dam zachodni, tam są normalniejsi ludzie; zresztą zawsze trafi się na polskiej Scenie na ludzi, którzy rozumieją co znaczy promocja i mają gdziez wasze wrzaski "zabronić, zakazać, nie dać, olać!". nie chcę was martwić ale nadal będę robił swoje, z tej głupiej przyczyny, że po prostu chcę to robić. A chcę, bo lubię Scenę i chcę by jak najwięcej osób o niej wiedziało.
A o tym kto ma rację - ja (no i ci, co podzielają te opinie), czy moi underrrrgrrrrrroundowi oponenci - dowiemy się mniej więcej za najbliższe 2-4 lata, gdy pokolenie komputerowców, którym teraz pokazujemy istnienie Sceny, obejmie nad nią władzę, bo taka jest kolej rzeczy.
A przypominam, proszę obecnych Prawdziwych Scenowców, że pokonani nie mają racji.
ps. ponieważ artykuł jest (świadomie) kontrowersyjny, ciekaw byłbym opinii prawdziwych Scenowców na ten temat. naturalnie tym wszystkim, którzy się odezwą, zapewniam ścisłą anonimowość, w trosce o ich reputację. No chyba, że ktoś zdobędzie się na wielką odwagę i zgodzi się na publikację tekstu podpisanego swoją xywką....