Kojarzycie kolesia w szkolnym mundurku, australijskiego ucznia?
A ten jego niepowtarzalny styl skakania na jednej nodze w trakcie odgrywania niesamowitych solówek?
Tak, mówię o Angusie Young-u, gitarzyście i duszy zespoły AC/DC. Od razu również, należy wspomnieć, iż jest on jednym z założycieli tej legendarnej grupy hardrockowej.
Wraz ze swoim bratem Malcolmem w roku 1974 postanowili założyć wspólny zespół. Do tej pory grali osobno, zwłaszcza Angus pogrywał sobie w niewielkich zespołach oraz spelunkach. Jaki jest Angus? Z tego co o nim pisano w różnych pismach, to należy raczej do osób spokojnych. Może to brzmieć trochę dziwnie zwłaszcza dla tych którzy oglądali koncerty AC/DC, ale podobno to prawda. Zresztą sam Bon Scott (pierwszy wokalista) tak, twierdził.
Oprócz wielkiego daru i talentu gitarowego Angus potrafi także malować i szkicować. Co do pierwszego, to nie widziałem jego obrazów, ale jeżeli chodzi o szkice to rzeczywiście wychodzą mu całkiem, całkiem:)) Można się o tym przekonać oglądając kasetę wideo "Let There be Rock" nagraną w 1980 roku, ku pamięci Bona Scotta.
Na kasecie tej znajduje się 13-cie największych przebojów wraz z wywiadami! W trakcie jednego z nich Angus chwali się swoimi umiejętnościami szkicując swoją podobiznę, oczywiście z rogami oraz ogonem:)) Co by nie mówić o tym niewielkim faceciku, to jest on z pewnością osobą, która ściga na koncerty olbrzymią ilość publiczności, po prostu sprawia oblbrymią frajdę patrzenie ile energii i talentu jest w tej małej osóbce:))
Aha, na pytanie czy czeka na trzecią wojnę światową odpowiedział "I`m third world war", nic dodać nic ująć:)))
Osoba o której napiszę teraz, powinna właściwie znaleźć się na pierwszym miejscu ale co mi tam to mój tekst:))
Człowiekiem tym jest Malcolm Young, brat Angusa, a na pierwszym miejscu powinien być dlatego, iż oficjalnie to właśnie on jest założycielem grupy AC/DC. Zresztą wystarczy spojrzeć na spis autorów piosenek grupy, niewiele jest takich tytułów, przy których nie widniałoby imię i nazwisko tego, również niepozornego człowieka.
Malcom kojarzy mi się z gitarzystą rytmicznym, opuszczona głową pokrytą długimi włosami oraz trzęsącym się w rytm muzyki całym ciałem. Wśród moich znajomych, nie cieszył się on nigdy zbyt dużym poważaniem, był uważany za osobę która po prostu odgrywa swoje i niczym więcej się nie interesuje.
Oczywiście nic bardziej mylnego, gdyby nie ten człowiek AC/DC prawdopodobnie nie miałoby tak niepowtarzalnego stylu. Nie mówiąc już o śpiewanych tekstach, które to są zwyczajnie niesamowite (ale o tym kiedy indziej).
No tak braci Young mamy już za sobą.
Teraz na tapetę pójdzie wokal:))
Pierwszym wokalistą AC/DC był nijaki Ronald Belford Scott, znany jako Bon Scott. Z tego co mówi Angus Young, na przytaczanej już przeze mnie kasecie VHS, Bon na początku był jedynie kierowcą. Nie wiem jak to zrobił, ale pewnego dnia przekonał aby dano mu szansę i chyba wyszło to na dobre zespołowi:) Bon był indywidualnością, chadzał własnymi ścieżkami i bardzo dużo pił, to właśnie zgubiło go pewnego dnia. Musicie wiedzieć, że Bon Scott swoją przygodę z muzyką nie zaczął od AC/DC, już wcześniej był członkiem bodaj dwóch grup rockowych. Co ciekawe nie by tam wokalistą ale perkusistą:) Niestety śpiewał z AC/DC jedynie do 1980 roku. Jak już napisałem wcześniej jego wielkim nieszczęściem było umiłowanie alkoholu. Pewnego razu przesadził i umarł:((( W hołdzie grupa nagrała płytę " Back in Black" oraz utwór " Bon, please don`t go". Została wydana również płyta pod tym samym tytułem.
Tym smutnym akcentem kończę pierwszą część opowieści o tej legendarnej grupie, do zobaczenia za miesiąc.
Lamer lamer@pf.pl