Cisza! inteligentne pioseneczki gora!

naprzod do boju mlodzi rycerze,
do walki z sithami ruszcie swe tylki ( nie obijac sie!)
wodzem nam yoda z bagnistego dagobah(bede mial brudne buty!)
z nim na pewno zginiemy(co za ironia!)
ale jakiegos sitha na pewno zgladzimy
chocby jednego(to zawsze cos!)
a jak zginiemy z moca sie zjednoczymy(mamy przepuski?)
jak qui-gon zgoniemy,
na stosie sploniemy( wspanialy koniec,nie ma co)
uczniow najpierw do drzew przywiazemy( w koncu od czego sa warkoczyki?!)
zeby pod nogami nie platali sie nam.
moze stary obi wszystko za nas zrobi(bylo by fajnie)
a my w tym czasie poopalamy sie(kto ma krem?zfiltrem?o!dzieki.)
kiedy noc nadejdzie
ciemnosc mieczem rozpedzimy(podaj latarke.ej!nie musiales mi nia odcinac reki!co to ja jestem luck skywalker.czy co?)
do boju ruszymy
sithow pokonamy(ale czy aby na pewno?)
mile spedzony czas, rozlaki czas(han,ja naprawde z nia nie spalem.spytaj sie jej.przyrzekam na jasna str.mocy,ze miedzy nami nic nie bylo! aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
przed nami dluga droga
wiec pojdziemy naprzod,naprzod radosnie
podnoszac w gore swe czola(patrzcie ne mam zadnego guza/na razie/)
przed nami zycie rozkwita w wiosnie
odwaznie bo leia do rebelii wola gdyz nowa rebelia gotowa
my sie nie boimy
smierci w oczy spojrzymy(kto ma drabime?)
sith lordow przegonimy
zaraz granice corelli opuscimy(napewno?kto ma mape?o! dzieki!no mowilem ze idziemy w zlym kierunku!)
kartke do domu wyslemy
lep wroga w paczce przeslemy(z tej paczki cos cieknie. fuj!to glowa mojego sasiada.nie wiedzialem ze on jest sithem?!)
a sami na lozu smierci spoczniemy(hej!203 to moj pokoj,lozko tez, ty chamiezabolaly spadaj z tad ale to juz!)
ukochanej wiecej nie ujzymy( osleplem na tej wojnie.nie na co.kochanie to mowisz ze gdzie jestes?o! tu jest sciana.nie zauwazylem)
z bronia na ramieniu w boj ruszymy (jakis ciezki ten ckm)
krwia sciezki poznaczymy(daj jeszcze tej czerwonej farby bo mi sie juz skonczyla)
wrogow powyrzynamy
ojczyzne obronimy(odkiedy \jestem patriota?)
albo i nie
"mamo jachce do domu"
yodo"ja mam zone i dzieci
az czworo"(to zawsze przymosi oczekiwane efekty)
"moge ! wie juzspadam!"
i wracam do domku na drzewie
gdzies daleko, bardzo daleko
od tej przekletej wojny("zasranej"byloby lepszym slowem ale coz obowiazuje cenzura)
a tam czeka juz na mnie ( nie, nie dzieci./nie nawidze dzieci/ zona tez nie bo wisi na stryczku obok domu i udaje stracha na wroble - swietnie jej idzie)
przypalone tosty
zweglona jajecznica
i najwazniejsze
wypchany kot na kominku(to byla strasznie mrozna zima niwe mialem innego wyjscia)
i lozko
cieple i miekkie
nie kamienie jako poduszeczki
a kawalek kory z koluderke(dobrze ze nie zrobilem sobie kocyka z yody bo starczylo by mi tylko na poszewke od "jaskowatego" kamyczka)
co za cham rozbil swojego x-winga
o moj maly domeczek
nie!to znowu ten skywalker
ide mu przylozyc(nie zdziwcie sie jesli nie bedzie go w nastepnym epizodzie.poprostu w tym czasie bedzie bardzo zajety wachaniem kwiatkow od spodu)
- te panie szybki numerek
spadaj pan z tad bo inaczej w zeby
-nie ja nie zartuje.cos sie pan uparl akurat mna to drzewo? to juz 100 raz w tym miesiacu(o1mamy rocznice trzeba to oblac)
co za dupek!znalazl sie wazny
jedi i w dodatku tak potrzebny akurat tutaj
jak veder w "jeziorze labedzi"
mam juz dosyc przeprowadzam sie
pa!
niech noc bedzie z wami!
i nie szukajcie mnie bo i tak
nie znajdziecie.
predzej to ja znajde was.
To jeszcze raz pa
i schlus!