No tak, stało się. Nadszedł w końcu ten wspaniały, a jak się także
okazało słoneczny dzień.29 kwietnia 2000, sobota. Przed klubem Firlej, mimo małych kłopotów w dziale DTP CDA oraz tych jeszcze mniejszych w drukarni, zjawiło się dość dużo przyszłości naszego kraju, czyli dorastającej młodzieży:)) Około 9.00 drzwi się otworzyły... tłum runął do środka a następnie po schodach na górę. Devi, Daniel (bodyguard Devi) i ja, jak przystało na poważnych ludzi weszliśmy do środka na końcu, ale dzięki temu zostaliśmy milo powitani przez bliżej nie znaną nam osobę:)) Devi: Jak się później okazało był to Gem...:)) Chwilę poszwendaliśmy się po zakamarkach klubu, aż w końcu wylądowaliśmy w głównej sali, w której szykowano się do wielkiego rozpoczęcia imprezy. Devi: Taaa...staliśmy sobie w kąciku starając się wyłapać brzmienie znanych nam ksyw... Na dzień dobry, mieliśmy kilka przemówień. A najważniejsze było wygłoszone przez przedstawicielkę Future Network Plc. No cóż, nie należało może do najciekawszych dla typowych nastoletnich graczy, ale niosło bardzo ważne informacje na temat kierunku rozwoju firmy. Dla mnie najistotniejsze jest to, że CDA weszło w skład bardzo dużego konsorcjum wydawniczego. Dzięki temu praktycznie bez względu na koniunkturę polskiego rynku, CDA powinno zawsze już mieć się dobrze. No cóż, pieniądze robią swoje:)) Devi: Mam nadzieję, że rzeczywistość nas nie zawiedzie :) Ale wracając do tematu. Dla informacji tych którzy nie znają klubu Firlej. Składa się on z trzech głównych pomieszczeń. To najważniejsze i zarazem największe zarezerwowane zostało na centrum imprezowe. To tutaj można było brać udział w najatrakcyjniejszych konkursach, posłuchać jazzowej kapeli oraz pooglądać screeny z gierek na "telebimie" o naprawdę imponujących rozmiarach. Ale nie będę Wam ściemniał:)) Razem z Danielem uznaliśmy, że o wiele ciekawiej reprezentuje się barek przy którym serwowano piwo!(oczywiście bezalkoholowe:)) ). Tak więc gdy
cała dziatwa śliniła się na myśl o nagrodach, my w największym spokoju
spożywaliśmy piwko:)) Niestety Devi, nie pozwoliła nam cieszyć się zbyt długo
zawartością kufli (po pierwsze dlatego, ze jest abstynentka, a po drugie...ech...sami
zaraz przeczytacie - Devi) i po kilku minutach podążyliśmy za nią do sali w której
zebrali się wszyscy redaktorzy naszego kochanego pisma:))) Powitał nas tam, jeden wieki zachwyt zawiązany z pojawieniem Devi:)) No cóż, piękność Nasza rozdała kilka buziaków co ważniejszym osobistościom i dzięki temu usiedliśmy w niedostępnym dla zwykłych śmiertelników miejscu:))) Muszę się Wam pochwalić, że miałem przyjemność zamienić kilka słów z Gem.inim, ale nie tylko!!! Natomiast rękę którą uścisnął nie umyłem do dzisiaj:))) Nie wiem czy do tego tekstu zostały dołączone zdjęcia, które zrobiłem, ale Devi cały czas kokietowała a to Mac Abrę, a to Mr Jediego, innym przedstawicielom płci brzydkiej również nie przepuściła:))) Ale wystarczy o Devi! Devi: Eeee...szkoda...;DD {Qn`ik: Devi... My sobie jeszcze pogadamy...;)} Musze Wam powiedzieć, że najbardziej pozytywne wrażenie zrobił na mnie Mr Jedi. Dlaczego? Ano dlatego, że chyba właśnie jemu sprawiało największą frajdę fotografowanie się z Wami oraz rozdawanie autografów. Nie twierdzę oczywiście, że pozostałe osoby z CDA wyglądały jakby były tam za karę:), ale Jedi bawił się chyba najlepiej z nich wszystkich!!! No cóż, w pewnym sensie biedaczysko nie miał wyboru, gdyż usiadł sobie w takim miejscu, że wszyscy mieliście do niego dostęp:))) Devi: A to wszystko moja wina...:) Aha... oprócz tego, że można było zdobyć kilka fantów oraz autografów, istotną z punktu widzenia rasowego gracza była możliwość grania w sieci w Half Life oraz latania na prawdziwym symulatorze, który dawał możliwość sprawdzenia, choćby w małym stopniu jak naprawdę czuje się pilot!!! Wszystkie te atrakcje były dostępne oczywiście za darmo dla każdego, kto tylko zdołał się do nich dostać, co nie było takie łatwe:)) Dźwięki z Half Life oraz te pochodzące od osób w niego młócących, skutecznie uniemożliwiały prowadzenie bardziej składniej konwersacji za co serdecznie dziękuję przybyłym:(((( Devi: Fakt faktem. Chwilami miałam wrażenie, że to nie odgłosy gry i graczy a zapowiedź apokalipsy :) [Apokalipsa to była potem przed wejściem:) - ^LAMER^] Ale
cóż.... w pewnym momencie, a miało to miejsce około 14.00, oficjalna imprezka
dobiegła końca. Zmaltretowani i zdeptani (w czasie walki o fanty) przez Was redaktorzy
postanowili pożywić się i odpocząć we własnym gronie. Oczywiście dzięki istnieniu
ósmego cudu natury, jakim jest Devi {Lamer: teraz MY musimy porozmawiać...} i ja
znalazłem się na tym posiłku:)) Po kilku minutach marszu znaleźliśmy się w
jadłodajni podającej pożywienie rodem z Chin. Powiem krótko, gdyby nie towarzystwo w
jakim się znajdowałem, kucharz byłby naprawdę biedny:)))Devi: I to wcale nie dlatego, że źle gotował. Po prostu chłopaki na jedzonko czekali prawie dwie godziny (hi MacAbra ;))[A niby skąd wiesz jak smakowało? Przecież nic nie jadłaś:) - ^LAMER^] Wracając jeszcze do upominków rozdawanych przez redaktorów, to niech żałują Ci którzy zdecydowali się nie przyjeżdżać. {hmm - czy to jakaś aluzja? - Qn`ik ;)} Były koszulki, podkładki pod myszki, kubki z logo Half Life, czapeczki CDA, czasopisma CDA oraz Coll Games, długopisy a także kilka innych drobiazgów które znikały w zastraszającym tempie! Przed Firlejem, pod sam koniec imprezy miała miejsce istna wojna, co rusz któryś z redaktorów wynosił po kilka egzemplarzy a Wy dosłownie jak za czasów komuny rzucaliście się na niego, w nadziei, że dopadniecie kolejny gadżet:))) Kiedy magazyny zostały opróżnione, przed klubem zaistniał nowy wrocławski pchli targ, wymiana z ręki do ręki, czasopisma za czapeczkę lub odwrotnie - nie wiem jak długo to trwało ale widać było, że wielu z Was ma już zawód wyuczony:))) Dzięki Wam zwłaszcza Mr Jedi przy obiedzie prawie wcale się nie odzywał, jedynie co, to liczył siniaki:))) Ale tak w ogóle to papu było dobre a humory dopisywały. Devi: Oj tak. Mnie szczególnie rozbawiły anegdotki o telefonach do pomocy technicznej :)) (hi MacAbra again ;)) Reasumując czwarte urodziny CDA to dużo ludu, krzyku, gadżetów, giercowania, nagród oraz jeden wielki zawód... że tak krótko!!! Hehe, jak sobie przypomnę uciekającego przed hordą nastolatków, ochroniarza którego poproszono aby wyniósł kilka egzemplarzy CDA - istny czad:))) Kto nie był, niech żałuje! A kto był z pewnością jeszcze długo po zakończeniu liczył fanty! Devi i ^LAMER^ |